Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Uwaga na znaki (część 4)

    Niniejszy tekst stanowi kontynuację cyklu rozpoczętego w trzecim numerze "GGI". O sensowności jego kontynuacji przekonały mnie listy od turystów. Tym razem analizie poddane zostanie oznakowanie jednego z najważniejszych szlaków Beskidu Niskiego. Mam tu na myśli dalekobieżny szlak niebieski im. Kazimierza Pułaskiego wiodący z Grybowa do Nowego Łupkowa. Prace w terenie prowadzone były w sierpniu 2001 r. Odwołując się do poszczególnych miejsc topograficznych korzystam z mapy Beskid Niski WZK-artu w skali 1: 50 000. Zgodnie z utartym już zwyczajem cały szlak podzielony został na poszczególne odcinki.
     Grybów - Homola (712 m).
Oznakowanie aż do Wawrzki jest poprawne i nie powinno nikomu sprawić kłopotów. Problemy zaczynają się za Wawrzką. Tu znaki zanikają. Właśnie w tym miejscu napotkałem dwóch turystów, którzy skarżyli się, że potwornie pobłądzili. Doszło do tego, że chcieli okrążyć nieszczęsny fragment szlaku od strony południowej, co wydaje się karkołomne. Tymczasem szlak opuszczając polną drogę dochodzi do lasu. Tu ścieżka się rozwidla. Należy koniecznie wybrać wariant w prawo, mimo że wyraźniejsza dróżka zachęca do tego, by pójść w lewo. Po około 25 min. przedzierania się przez błotnistą ścieżynkę dochodzi się do żwirowej drogi, która następnie doprowadza do szosy Ropa - Brunary. Tu napotyka się znaki. Należy bacznie się im przyglądać, ponieważ szlak w pewnym momencie odbija w lewo i kieruje się na Tanią Górę. Nie zauważenie znaku grozi zejściem do Jaśkowej. Później aż do Homoli i miejsca gdzie zaczyna się szlak żółty (sprowadza do Uścia Gorlickiego) do oznakowania nie można mieć już żadnych zastrzeżeń.
    Homola (712 m) - Wysowa.
Uwagę trzeba wytężyć w miejscu gdzie szlak przecina prostopadle szosę Czarna-Kijów (przysiółek Uścia Gorlickiego). Szlak kieruje się na południe, w stronę lasu. Znaki na tym odcinku są rzadkością. Kolejnym miejscem, w którym bardzo łatwo pobłądzić są okolice Dzielca (717 m). Tuż przed tym wzniesieniem wyraźna ścieżka skręca lekko w prawo i zachęca by iść dalej właśnie nią, tymczasem szlak odbija w lewo! Brak w tym miejscu informacji o zmianie kierunku szlaku. Powinna być strzałka kierunkowa lub przynajmniej wykrzyknik. Następne miejsce gdzie należy uważać to szczyt 656,1 m, a dokładniej zejście z jego zboczy. Można tam haniebnie pobłądzić, tym bardziej, iż odbywa się tam wyrąb drzew i wokół panuje krajobraz niemal księżycowy. Po dojściu do bitej drogi Hańczowa - Ropki oznakowanie jest już zadawalające - aż do Wysowej.
    Wysowa - Grab.
Na znaki trzeba zwracać nieco baczniejszą uwagę na odcinku dojściowym do granicy tzn. od Wysowej do słupka granicznego 1/225. W kilku miejscach można mieć wątpliwości, co do dalszego przebiegu szlaku, jednak owe wątpliwości znikają po dostrzeżeniu znaków (na szczęście). Potem po osiągnięciu granicy raczej trudno się zgubić, ponieważ szlak odtąd biegnie wododziałem karpackim, cały czas grzbietem. Przy zejściu do Koniecznej trzeba znowu wytężyć uwagę, albowiem szlak prowadzi bardzo gęstym i mrocznym lasem (przynajmniej początkowo) a znaki rozmieszczone są niezbyt często. Za Konieczną szlak niebieski wiedzie krótko, razem ze żółtym, gruntową drogą. Po około 200 metrach pojawiają się drogowskazy. Żółty szlak prowadzi dalej drogą do Radocyny, zaś niebieski odbija w prawo na Dębi Wierch (choć tak naprawdę jedynie trawersuje sam szczyt). Tu zaczynają się kłopoty. Na początku widać jeszcze słabo przetartą ścieżkę jednak są to "miłe złego początki". Oto bowiem po dojściu do młodnika szlak ginie w gęstwinie. Ścieżki po prostu nie ma. Można więc błądzić bez opamiętania. Nie należy się jednak załamywać tylko spokojnie przedzierać się przez młodnik w kierunku południowym tak by osiągnąć granicę państwa (słupek graniczny) i bardziej odkryty teren. Tu trzeba gwałtownie zmienić kierunek na wschodni i iść praktycznie niewidoczną ścieżką. Wkrótce pojawia się znak niebieski, co sugeruje, że kierunek marszu jest właściwy. Jest to wszak jedyne pocieszenie, ponieważ niebawem szlak wchodzi w ostrężyny (jeżyny) i dalszy marsz zamienia się w istną męczarnię. Trudno nawet zlokalizować słupki graniczne, gdyż ostrężyny sięgają momentami po pierś człowieka o wzroście metr osiemdziesiąt. Ostrężyny, jak wiadomo, mają to do siebie, że bardzo lubią oplątywać się wokół delikwenta, który wszedł w ich "królestwo". Jest to właśnie ten moment, gdzie turystyka błyskawicznie zamienia się w surwiwal i zaiste trwa to dosyć długo. Każdy krok z ciężkim plecakiem staje się zadaniem szalenie trudnym. Mówiąc lapidarnie: trzeba pokonać chaszcze w najwyższym tego słowa znaczeniu. Przyznam, iż tego rodzaju chaszczy nie napotkałem na żadnych innych szlakach w Beskidzie Niskim. Całe szczęście, że co pewien czas pojawiają się znaki, choć przyznać należy, iż niezbyt często. Po opuszczeniu tych potwornych jeżyn szlak wchodzi na w miarę normalną ścieżkę. Od tego momentu oznakowanie nie sprawia już kłopotów aż do Grabu a ściślej mówiąc Ożennej.
    Grab - Barwinek.
Szlak opuszcza Grab i kieruje się na wschód. Do Ciechani znaki rozmieszczone są bardzo rzadko, dlatego też łatwo pobłądzić. Od Ciechani do Barwinka oznakowanie - o dziwo - jest zadawalające.
    Barwinek - Czeremcha.
Dojście szlakiem z Barwnika do granicy jest dużym problemem. Początkowo szlak idzie asfaltową drogą na południe, by potem gwałtownie zmienić kierunek na wschodni. Należy bardzo uważać, ponieważ w miejscu odbicia szlaku stary niebieski kierunkowskaz leży powalony na ziemi. Nowy kierunkowskaz z kolei sugeruje by iść dalej na południe, co oczywiście jest nieprawdą! Trzeba w tym miejscu skręcić w lewo by niebawem znaleźć się w młodniku. Znaki rozmieszczone są gęsto, mimo to w chaszczach niebywale trudno jest je dostrzec! Taka sytuacja trwa dopóty, dopóki szlak nie opuści dolinki potoku Astriabec i nie zacznie piąć się w górę. Gdy osiągnie się już granicę państwa można odetchnąć gdyż oznakowanie aż do słupka granicznego 1/147 jest w porządku. Od tego punktu należy jednak znowu zachować wzmożoną czujność - aż do Czeremchy. Na tym odcinku ze szlakiem dzieją się sceny dantejskie! Zaraz po przecięciu sporych rozmiarów polanki szlak właściwie ginie. Przed nami olbrzymia ilość powalonych drzew. Ścieżka nie istnieje. Gdzieniegdzie pojawiają się znaki, jednak jest ich jak na lekarstwo! Całe szczęście że szlak wyprowadza w stosunkowo niedługim czasie na odkryte tereny nieistniejącej wsi Czeremcha.
    Czeremcha - Garb Średni.
Ten odcinek szlaku jest dobrze oznakowany.
    Garb Średni - Nowy Łupków.
Od Garbu do Siwakowskiej Doliny szlak wiedzie granicą państwa, dlatego pobłądzenie nie powinno się nam przytrafić. Jedyne miejsce gdzie mogą wystąpić wątpliwości co do dalszego kierunku marszu to okolice lokalnego przejścia granicznego w Radoszycach. Od Siwakowskiej Doliny do Nowego Łupkowa oznakowanie jest ze wszech miar karygodne!!! Moim zdaniem jest to najgorzej oznakowany fragment szlaku w całym Beskidzie Niskim. Jak na ironię przebieg szlaku niebieskiego prawie w całości pokrywa się z przebiegiem pomarańczowego szlaku "końskiego". Jeśli jakiś koń miałby się tamtędy przedrzeć to chyba tylko trojański!!! Z wiarygodnego źródła wiem, że omawiany odcinek szlaku będzie udrażniany przed sezonem turystycznym 2002 r. Oby tak się stało!

Sebastian Jakobschy