Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Na Wildspitze w Alpach Ötztalskich

Foto: Paweł Matuszyk Odkrycie w lodowcu Similaun, w roku 1991, słynnego prehistorycznego człowieka z lodu - 'Ötziego' - sprawiło, że grzbiety i przełęcze, które oddzielają austriacką dolinę Ötz od włoskiej Val Senales a Venosta, również stały się znane i coraz częściej odwiedzane przez turystów z całego świata. Niemniej, wspinacze, turyści wysokogórscy i narciarze tą wspaniałą grań górską, między Weisskugel (3739m) a Similaun (3606m), znali już od lat. To samo dotyczy wielkiego masywu Wildspitze (3772m) - najwyższego szczytu Tyrolu, a drugiego w Austrii po Grossglocknerze.
Alpy Ötztalskie do połowy dziewiętnastego stulecia pozostawały właściwie dzikie i nieznane. Dopiero działalność proboszcza z wioski Vent, Franza Senna, doprowadziła do powstania, jeszcze przed pierwszą wojną światową, sieci czynnych przez cały rok górskich schronisk. Senn - podobnie jak nasz osławiony ksiądz Stolarczyk - z przewodnikami i coraz liczniejszymi turystami wchodził na szczyty w tej części Alp (m.in. pierwsze wejście na Similaun, wraz z przewodnikami Granbichlerem i Gstreinem, w 1865 roku). Niedługo potem lodowce Similaun czy Mittelberg zostały skazane na cudowną przemianę w prawdziwy raj dla narciarzy.

Foto: Paweł  MatuszykNaszym udziałem stało się wyjście, 18 sierpnia 2001 roku, na Wildspitze - klasyczną drogą z miejscowości Vent przez schronisko 'wrocławskie' (Breslauer-hütte, 2848 m). Po raz pierwszy udało się stanąć na szczycie Wildpsitze w roku 1848 niejakiemu L.Klotzo, rolnikowi z Rofenhoffe, wraz z towarzyszem, którego nazwisko się nie zachowało. Rok póĽniej stanęli na nim również bracia Schlagintweit; znani m.in. z trawersu Himalajów i Karakorum w 1845 roku, kiedy odbywali służbę u króla pruskiego.
©Paweł Matuszyk W rejon Alp Ötztalskich dojechaliśmy z Polski po prostu 'maluchem' (fiatem 126p) przez Cieszyn, Brno, Wiedeń, Salzburg, Innsbruck. W dolinie Ötz byliśmy jakimś nieprzyzwoicie wczesnym świtem i po męczącej podróży (ogłuszający huk silnika w uszach i kolosalna prędkość 90 km/h) postanowiliśmy wziąć prysznic oraz zanocować w przyzwoitych warunkach. Te przyzwoite warunki to kemping państwa Kneislów w Sölden za niebagatelną kwotę. Gdyby nie hołd złożony bogini Hygienie, to rozbilibyśmy namiot gdzieś po drodze. W samym Vent zrobiliśmy rundkę po wsi i jak przystało na porządnych Europejczyków zaparkowaliśmy na płatnym parkingu (inna sprawa, że nikt tam nie chciał od nas pieniędzy, gdy już zbieraliśmy się z powrotem).

Z powodów bynajmniej nie finansowych, lecz dla złapania aklimatyzacji, zrezygnowaliśmy z kolejki krzesełkowej z doliny rzeczki Venter Ache i wyczłapaliśmy w towarzystwie klasycznych alpejskich krów oraz ich odchodów - do tego wsłuchani w fascynujący dĽwięk ich dzwonków - do górnej stacji Stablein Alm (2356 m). W Breslauer-hütte znaleĽliśmy się porą stosunkowo wczesną. Nagły opad deszczu skutecznie zniechęcił nas do rozbicia namiotu opodal schroniska w specjalnie do tego przygotowanych, otoczonych murkami z kamieni, miejscach. Do zapadnięcia zmroku miło spędzaliśmy czas w jadalni schroniska.
Zbudowane w 1882 roku przez sekcję wrocławską D. u. Ö. Alpenverein, powtórnie postawione w 1896 i 1913, mimo przedziwnych kolei losu, dwóch wojen światowych, zachowało swą nazwę i do dzisiaj należy do DAV w Sttutgarcie, Sektion Breslau. Takie imponderabilia, jak herb Wrocławia z literą 'W', czy wisząca na ścianie mapa 'Heimat Schlesien', z nazwami: Kattowitz, Gleiwitz i in., są tu całkowicie w porządku. Podobnie jak odlane tablice z napisami poświęconymi bohaterom poległym w latach 1914-18 i 1939-45. Trochę nas tylko dziwiły pytania turystów: Wo ist Breslau? No, jak to gdzie? In Polen, moi państwo. To była prawdziwa przyjemność siedzieć sobie w tym schronisku, popijać piwo i słuchać regionalnych śpiewów tyrolskich z towarzyszeniem akordeonu.

Foto: Paweł Matuszyk Po noclegu na poddaszu, we własnych śpiworach, ale z 50-procentową zniżką (członkostwo PZA w UIAA), wg Schlafkarte: Plaze 15 und 16 i we wcale licznym towarzystwie, podobnych jak my, nieco mniej zamożnych ludzi, w końcu ruszamy. Ot, taka Dolina Batyżowiecka; jedynie w górnej części pojawia się już śnieg i wszyscy się obszpejają w co kto tam ma. Przejście na drugą stronę odbywa się mikstowym kominkiem, który jako żywo przypominał mi podobne miejsce w partiach szczytowych Gierlachu (takie samo w czasie każdego kolejnego zimowego wejścia). Za grzebieniem skalnym schodzimy na trawers lodowca i przez naznaczony całkiem sporymi serakami i szczelinami próg - trzymając się śladów poprzedników - wkraczamy w górne partie. Kiedy zaciekawiony zajrzałem do środka szczelin, ujrzałem bezdenne czeluście niknące w ciemnościach. Tutaj spokojnie skonstatowałem konieczność asekurowania się liną, ale - o ile dobrze pamiętam - akurat jej nie mieliśmy.

Foto: Paweł Matuszyk Samo wyjście na szczyt odbyło się po wcale nietrudnym skalno-śnieżnym grzbiecie, który doprowadził nas w lewo aż do piętrzącego się nań metalowego krzyża. Wyżej już nic nie było. Nie było także odpowiadającej naszym apetytom widoczności. Cóż, i tak mieliśmy szczęście. Po nocnym opadzie, wszystko było tutaj przyprószone lodową kaszaną. Na okolicznych alpidach leżała gęsta czapa chmur. Trudno było uwierzyć, że stoimy na najwyższym miejscu w Tyrolu a wokół roztacza się jedna z najatrakcyjniejszych panoram austriackich Alp.
Zejście, jak to zejście. Nic szczególnego się nie przytrafiło. No, może oprócz kolejnego zdziwienia, że wszyscy, którzy tegoż samego dnia byli na Wildspitze, zamiast spokojnie przedziabać w dół wspomniany wyżej mikstowy kominek, weprali się w dwójkowe, skaliste zejście lewym ograniczeniem kominka. Może było bezpieczniejsze? A może kusiły ładnie wyglądające sporych rozmiarów kotwy, z których kolejne zespoły po prostu zjeżdżały? Niestety, chyba nie posiadaliśmy liny, więc znaleĽliśmy się na dole o wiele szybciej.
Jeszcze pamiątkowe zdjęcie przy tablicach z hełmami, które znaliśmy z filmów o Hansie Klossie i odchodowo-dochodowymi pastwiskami (pamiętacie reklamę czekolady 'Milka'?) opuściliśmy się do Vent. Odpaliliśmy nasze samochodowe maleństwo i puściliśmy się w dalszą drogę. Czekała nas pełna przygód podróż w Alpy Francuskie, ale to już zupełnie inna historia. Aha, jeszcze jedno. W dole doliny Ötz, prawie spod kół naszego pożeracza szos, wyprysnęła nam grupka młodych ludzi krzycząc w niebogłosy: O! Patrzcie, maluszek!!!

Foto: Paweł Matuszyk

Dodatkowe informacje: górskie pogotowie - Sölden (43) (5254) 25 34, Vent (43) (5254) 81 19; pogoda - (43) 512 12 67; informacja turystyczna - Tourist Büreau Sölden (43) (5254) 22 12, Tourist Büreau Vent (43) (5254) 81 93; przewodnicy - Sölden (43) (5254) 23 64, Vent (43) (5254) 81 06; mapy - 1:50 000 Alpenverein nr 30/6 Ötztaler Alpen-Wildspitze, Kompass 1:50 000 nr 43 Ötztaler Alpen lub Freytag-Berndt 1:50 000 nr 251 Ötztaler - Pitztal - Kaunertal - Wildspitze.


Dariusz Dyląg