Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



O obojętności

Skwar lal się z nieba. Szedłem powoli płajem babiogórskim potykając się o wystające kamienie. Pot zalewał mi oczy. Obojętniałem na wszystko, przy źródełku na Hali Zubrzyckiej zrzucam z pleców ciężki plecak, który stacza się parę metrów dalej. Zanurzam ręce w zimnej, krystalicznie czystej wodzie, za chwilę twarz. Powoli dochodzę do siebie, wyraźnie ogarnia mnie błogi spokój i rozleniwienie. Zauważam znów piękny krajobraz, przede mną leży Orawa. Dymy z ognisk unoszą się pionowo do nieba, na lichych poletkach, hen po horyzont, ludzie zbierają ziemniaki, tu po orawsku zwanych rzepami.
Zdejmuję ciężkie górskie buty, zanurzam nogi w wodzie..., tę chwilę trudno opisać, wiem o tym i nawet nie próbuję, to trzeba samemu doznać. Dziwne ale jeszcze bardziej obojętnieję na otoczenie, wsłuchuję się w swój organizm, czuję jak wypoczywa, jak powoli się rozluźnia, jak cudownie relaksuje.
Myślę, że jak człowiekowi jest dobrze, to obojętnieje na złe, na to czego wcześniej doznał niedobrego, jakby zapominał o tym. Tego chce organizm? A może to jest psychiczna i fizyczna potrzeba? Na złe doznania się obojętnieje i łatwiej jest je strawić, przejść do porządku dziennego i zacząć coś od nowa.
Z kieszeni plecaka wyjmuję pełnomleczną, goplanowską czekoladę z bakaliami, która pod wpływem tego skwaru zachowuje się w rękach jak plastelina. Wkładam ją do wody, za chwilę będzie znów twarda i wspaniała w smaku. A czyż życie nie jest trochę podobne do tej czekolady? Pod wpływem porażek, trosk, przykrości jesteś bezbronny, poddajesz się, nie walczysz, przeżywasz wciąż na nowo każdą taką nieprzyjemność, gryziesz się wewnętrznie, przechodzisz katusze. Gdyby tak przyjaciel twój zmusił cię, albo ty sam, poddał się kuracji zimnej wody - cóż by się stało? Wstrząs, ochłoda i znów właściwe myśli, właściwa ocena sytuacji.
Takie zimne wstrząsy, oczywiście w przenośni, są potrzebne, są po to by wrócić do normy, do życia; są po to by nie okaleczać się samemu lub nie dać się okaleczyć innym. Trzeba obojętnieć na złe, które cię dotyka, trzeba w końcu wracać do rzeczywistości i iść dalej drogą, którą sobie wybrałeś. Mimo wszystko zadaję sobie podobne pytanie, jak Gracja Krystyna Wasilewska w wierszu "Krzyż Giewontu":

Czy nie zabraknie mi siły,
By iść przeciw wiatrom
I patrzeć w słońce,
Choć go skryją chmury?

Obojętnieję jeszcze bardziej na otoczenie, jak tylko zaczynam zastanawiać się nad życiem. Gdy chłodno na nie patrzę, to tak jak nogi zanurzone w tej wodzie - myśli też stają się zimne. Oceniam swoje przeżycia i zmartwienia na zimno, bez podniecenia. Bo cóż to jest życie?
Przypominam sobie fragment wiersza Longina Jana Okonia, poety zupełnie mi nieznanego:

Życie -
to granie i uskoki
to ptak
jak motyl szpilką wpięty w przestrzeń
porażający zachwyt
i ból
osypującego się piargu
( Przełęcze )

I co, nie mam racji? Przecież człowiek przez całe swoje życie chodzi po górach, może często nie zdając sobie z tego sprawy. Fakt: życie to granie i przełęcze, to granie i uskoki, to także ptak gdzieś tam w przestrzeni przypięty jak motyl szpilką, którą kiedyś wyjmą i spadniesz bezwładnie na sam dół. Jak twoje życie wygląda? Od zachwytu po ból, od szczytów po doliny, a idziesz płajem, który często zmienia się w osypujący pod nogami piarg. Idziesz jednak dalej, mimo, że piarg się pod nogami obsuwa i niewiele idziesz do przodu.
Najtrudniej obojętnieje się na bóle zadawane przez bliską ci osobę. Wydaje się, że nie potrafisz się bronić, że to niemożliwe. Może dlatego, że nie dopuszczasz takiej myśli, by bliska osoba mogła zadać ci ból? Prawda zawsze jest okrutna. Właśnie takiej prawdy nie chcesz przyjąć do wiadomości i łudzisz się. W końcu jednak schłodzisz swoje gorące myśli i będziesz obojętniał, a może będziesz wracał do rzeczywistości?
Słońce powoli chowało się za horyzontem, lekki wieczorny chłód orzeźwiał. Powoli wciągałem na nogi buty, nad podziw lekko zarzuciłem na siebie ciężki plecak i ruszyłem w dół, za chwilę będę w Zubrzycy Górnej.


Gliwice, pisane w lutym 1996 roku.


Zamyślenia - R. M. Remiszewski



Ryszard M. Remiszewski