Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



MIĘGUSZOWIECKIE SZCZYTY

Nareszcie stanęliśmy u Morskiego Oka. Brakuje mi słów, abym mógł opisać wrażenie, jakie na mnie zdziałał ten wspaniały widok. Ogromne jezioro w łożysku kamiennym otaczają niezmiernie wysokie i spiczaste szczyty łysych i prostopadłych skał granitowych sterczących w górę tak zuchwale, iż zdaje się, że ostrzem swoim błękit niebios odgrażają się przedrzeć. (...) Na ten widok, przenikniony wielkością Twórcy tego cudu, pełen uniesienia, ukląkłem i przy tym wspaniałym ołtarzu potęgi jego głęboki mu pokłon uszanowania złożyłem.

(Ambroży Grabowski, 1826 r.)

TOPOGRAFIA MASYWU

Mięguszowieckie Szczyty górują ponad rozciągającą się na północy kotliną Morskiego Oka i doliną Rybiego Potoku przeszło kilometrowym przewyższeniem. Widok wznoszących się ponad taflą Morskiego Oka ścian jest znany chyba każdemu, podobnie jak widok Giewontu ponad Zakopanem. Po południowej stronie, ściany Mięguszowieckich Szczytów opadają ku Dolinie Hińczowej, odnodze Doliny Mięguszowieckiej. Swoją nazwę Mięguszowieckie Szczyty zyskały jako wierzchołki dominujące ponad Doliną Mięguszowiecką, a pośrednio od położonej na spiskim podtatrzu wsi Mięguszowce (cały ten teren znajdował się w jej granicach katastralnych).

Mięguszowieckie Szczyty o wschodzie słońca. © M. Ronikier Mięguszowieckie Szczyty o wschodzie słońca. © M. Ronikier

Masyw tworzą trzy potężne góry, położone w obrębie głównej grani Tatr. Na zachodzie, od Hińczowej Przełęczy podnosi się najpotężniejszy i najwyższy - Mięguszowiecki Szczyt, często zwany "Wielkim" (dawniej przez górali nazywany Hrubym). Liczy on 2438 m. wysokości i jest drugim wśród najwyższych szczytów Polski. ściśle rzecz biorąc, ma on dwa wierzchołki: zachodni (główny) i nieco niższy wschodni. Ten drugi wierzchołek opada uskokiem ku wąskiej Mięguszowieckiej Przełęczy Wyżniej (ok. 2330 m.), za którą grań podnosi się charakterystyczną Igłą Milówki na Mięguszowiecki Szczyt Pośredni (2393 m.), który posiada trzy wierzchołki: główny, północno-zachodni, środkowy oraz południowo-wschodni (najniższy). Od wschodu szczyt ogranicza najbardziej honorna turystyczna przełęcz polskich Tatr - Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem (2307 m.). Pierwotnie była nazywana przez górali Przełęczą pod Chłopkiem, ze względu na wznoszącą się ponad nią, w grani Mięguszowieckiego Czarnego Szczytu turniczkę, przypominającą ludzką postać ("Chłopka"). Została ona uwieczniona i spopularyzowana przez S. Witkiewicza w jego słynnym utworze Na przełęczy. Dziś, renomę przełęczy zapewnia prowadzący na nią trudny, wysokogórski szlak będący wyznacznikiem wtajemniczenia tatrzańskich turystów. Dalej na wschód wyrasta ostatni z trójki, Mięguszowiecki Szczyt Czarny lub "Nad Czarnym" - od Czarnego Stawu; (2404 m.). Masyw Mięguszowieckich Szczytów zamyka Czarnostawiańska Przełęcz (2335 m.), oddzielająca go od Hińczowej Turni i Wołowego Grzbietu.
Bardzo urozmaicone są północne skłony masywu. Mięguszowiecki Szczyt Wielki opada ku Morskiemu Oku prawie kilometrową, jedną z najwyższych w Tatrach północną ścianą. Ściany: północną i wschodnią rozdziela potężny, 900-metrowy płn.-wsch. filar MSW. Filar ten posiada szeroką i urwistą ścianę czołową. Bardzo interesująca wspinaczkowo jest również 370-metrowa północno-wschodnia ściana Mięguszowieckiego Pośredniego, w której wyodrębniają się trzy filary. Mięguszowiecki Szczyt Czarny wysyła na płn.-wsch., ku Czarnemu Stawowi, ramię zakończone niezwykłym, ok. 550-metrowym urwiskiem Kazalnicy Mięguszowieckiej (2159 m.) opadającym niemal do poziomu stawu. Dodatkowym, bardzo charakterystycznym rysem północnych ścian masywu są wciśnięte wśród ścian kotły. Pod Czarnostawiańską przełęcz podchodzi Wyżni Kocioł Czarnostawiański; w północnej ścianie Mięguszowieckiego Szczytu - Mały Kocioł Mięguszowiecki. U podnóży wschodniej ściany Mięguszowieckiego Szczytu i ścian Pośredniego i częściowo Czarnego rozciąga się piarżysko największego i najbardziej charakterystycznego Kotła Mięguszowieckiego, zwanego Bańdziochem Mięguszowieckim (od gwarowego słowa bańdzioch - brzuszysko). Warto wspomnieć, że w Bańdziochu znajduje się Mięguszowiecki śnieżnik - największy w polskich Tatrach płat wiecznego śniegu, będący trwałą, quasi-lodowcową strukturą (przez niektórych jest uważany za zachowany "lodowczyk" tatrzański).

ZDOBYCIE SZCZYTU

Pierwsze wejście na Mięguszowiecki Szczyt Wielki było w swoim czasie czołowym wydarzeniem w taternickim świecie. A przy tym niezwyczajną była osoba, która zdecydowała się na ten odważny czyn. 28 czerwca 1877 roku Ludwik Chałubiński, syn sławnego doktora Tytusa Chałubińskiego, wyruszył na podbój najwyższego punktu dominującego nad Morskim Okiem masywu - Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego. Biorąc pod uwagę, że miał on wtedy tylko 16 lat i  że szczyt nie był jeszcze dotknięty ludzką stopą, niełatwo było mu wynająć przewodników na tak poważną wyprawę. W końcu udało się namówić dwóch świetnych zakopiańskich przewodników - Macieja Sieczkę i Wojciecha Roja. Sieczka i Roj długo się wahali, jakże to bowiem wziąć młodego chłopaka na tak niebezpieczną drogę, i to bez wiedzy ojca? Zapał młodego Chałubińskiego jednak zwyciężył. Trzej wspinacze ruszyli rankiem do Doliny za Mnichem, by następnie zapaść w ponure, ponad tysiącmetrowe urwiska północnych ścian Cubryny i Mięguszowieckiego Szczytu. Wytrawersowali na Małą Galerię Cubryńską, podcinającą szczytową ścianę Cubryny, skąd wyszli na rozległy, piarżysty taras u wylotu żlebu spadającego z  Hińczowej Przełęczy, nazwany później Wielką Galerią Cubryńską. Ponurym, piarżystym żlebem, wypełnionym częściowo stwardniałym śniegiem wydostali się na przełęcz. Tu czekała ich pierwsza trudność techniczna: planowane wejście zachodnią granią okazało się zbyt trudne technicznie (obecnie wyceniane jest na III w skali taternickiej). Obniżyli się więc na stronę doliny Hińczowej i systemem ścianek i półek wydostali się na szczyt. Wejście Chałubińskiego nie było jedynym jego osiągnięciem taternickim, dokonał on później m.in. pierwszego znanego wejścia na Młynarza, oraz pierwszych powtórzeń wejść na takie szczyty jak Baranie Rogi czy III wejścia na Durny Szczyt.

CO BYŁO DALEJ?

Przytłaczające wrażenie, jakie sprawia obraz Mięguszowieckich Szczytów od północnej strony spowodowało, że nieprędko znalazł się śmiałek, który powtórzył wyczyn Chałubińskiego, Sieczki i Roja zimą. Dokonali tego dopiero Ernst Dubke, Alfred Martin, Johann Breuer junior i Johann Franz st. w 1906 r. Martin był historykiem, profesorem renomowanych niemieckich uniwersytetów, ale też jednym z czołowych taterników swej epoki (był autorem m.in. pierwszego wejścia na Smoczy Szczyt, pierwszego przejścia całości grani z Polskiego Grzebienia na Gierlach ale przede wszystkim wejść na niezdobyte zimą szczyty, takie jak: Szczyrbski, Staroleśny, Kieżmarski i inne). Dubke, urodzony koło Koźla na Śląsku, był uczestnikiem pierwszych wejść na Ciężki Szczyt, Szarpane Turnie, Igłę w Osterwie, pierwszych wejść zimowych na Staroleśny Szczyt, czy Szatana. Breuer i Franz z kolei byli rodowitymi Spiszakami, wybitnymi przewodnikami górskimi. Breuer prowadził wyprawy na niezdobyte turnie (Smoczy Szczyt, Złomiska Turnia, Stwolska Turnia i Pośrednia Kończysta), zdobywał również dziewicze szczyty zimą. Franz był przewodnikiem wielu historycznych wypraw, m. in. pierwszego zimowego wejścia na Gierlach, Wysoką i Staroleśny Szczyt. Obaj pochodzili z Nowej Leśnej, obaj też zginęli górską śmiercią: Franz w wieku 76 lat, prowadząc klienta na Pośrednią Grań, a Breuer w 1924 roku, uczestnicząc w akcji ratunkowej na Durnym Szczycie.

Mięguszowiecki Szczyt Wielki z Pośredniego. Na pierwszym planie Komin Martina. © M. Ronikier Mięguszowiecki Szczyt Wielki z Pośredniego. Na pierwszym planie Komin Martina.
© M. Ronikier

Punktem wyjściowym naszych bohaterów nie było jednak Morskie Oko, lecz Dolina Hińczowa, leżąca po południowej stronie grani. Od tej strony Masyw wygląda znacznie mniej okazale, ale też bardziej przystępnie. Dnia 13 lutego, znad południowego brzegu Wielkiego Stawu Hińczowego weszli w trawers południowej ściany Mięguszowieckiego Szczytu, którym dołączyli do drogi Chałubińskiego i nią wydostali się na wierzchołek.
Psychicznej presji ogromu północnej ściany Wielkiego Mięguszowieckiego nie poddali się natomiast Jędrzej Marusarz, Jan Stopka-Ceberniak i Stanisław Krygowski - ojciec znanego autora przewodników po Beskidach, Władysława Krygowskiego. Pół roku po Niemcach, 2 sierpnia 1906 r. ruszyli na podbój tej najwyższej ściany Masywu, liczącej ponad 1000 metrów wysokości. Ze względu na trudności ( częściowo III ), kruchość skały i długość, droga ta była oceniana wtedy jako jedna z najpoważniejszych w Tatrach.
Najbardziej chyba znaną ze wszystkich wspinaczek graniowych polskich Tatr jest droga tak zwaną "Granią Mięguszy", prowadząca granią od Czarnostawiańskiej Przełęczy, przez wszystkie Mięguszowieckie Szczyty, do Hińczowej Przełęczy. Najbliższa jest sercom wszystkich byłych i przyszłych kursantów taternickich, dla których jest ona "żelaznym punktem" szkolenia na kursach taternictwa. Określenie "Grań Mięguszowiecka" ograniczana bywa często do przejścia odcinka pomiędzy Mięguszowiecka Przełęczą pod Chłopkiem a przełęczą Hińczową, tam też koncentrują się główne trudności i atrakcje tej drogi - eksponowane ostrze Pośredniego Mięguszowieckiego, zjazd z tzw. Igły Milówki ( turniczki wyrastającej z zachodniej grani Pośredniego Mięguszowieckiego) oraz "czwórkowa" wspinaczka Kominem Martina na Mięguszowiecki Wielki. Jak można się domyślić, jako pierwszy drogę tę przeszedł Alfred Martin, znany nam już ze zmagań na graniach masywu Gierlachu, wraz z dwoma towarzyszami - Georgiem Kunne i Hermannem Rumpeltem, w 1908 roku. Kluczowe miejsce - przewieszkę w  kominie położonym na lewo od uskoku grani pokonali skuteczną, obecnie nieco zapomnianą metodą "żywej drabiny": zamiast się podciągać w przewieszonej skale, jeden wspinacz wchodzi po ciele partnera jak po drabinie, a następnie pomaga koledze stojącemu niżej poprzez podanie pomocnej dłoni. Nie byli oni jednak pierwszymi ludźmi na wierzchołku Pośredniego Mięguszowieckiego - wyprzedzili ich Włodzimierz Boldireff i Stanisław Porębski, którzy weszli granią od Mięguszowieckiej Przełęczy w sierpniu 1903 roku, nie zdołali jednakże pokonać trudnego uskoku nad Mięguszowiecką Przełęczą Wyżnią.
Każdy szanujący się turysta górski i taternik na pewno zna, przynajmniej ze słyszenia, słynną "Drogę po Głazach". Jest to droga, miejscami nieco trudna (I) w skali taternickiej, trawersująca południowe zbocza Pośredniego i Wielkiego Mięgusza, od Mięguszowieckiej Przełęczy aż do Hińczowej, z możliwością wejścia na szczyt Wielkiego Mięguszowieckiego Szczytu śladami Ludwika Chałubińskiego. Jest to również pożyteczna droga ucieczki dla wspinających się Granią, zwłaszcza w razie nagłego załamania pogody. Posiada ona jednak dwie dosyć dokuczliwe wady: po pierwsze jest bardzo mylna, przy ograniczonej widoczności bardzo trudno ją odnaleźć, zwłaszcza, że wszędzie, po obu stronach perci pełno jest fałszywych kopczyków, które ustawili błądzący; po drugie na odcinku poniżej skalnych płyt ( po góralsku - Głazów), od których droga wzięła swą nazwę, schodzi bardzo nisko, aby potem znowu mozolnie wznieść się na południową grzędę Wielkiego Mięgusza. Jako pierwsi tę drogę przeszli Jędrzej Wala młodszy i niejaki F. Kratter, około 1883 roku.
Trzeci z Mięguszowieckich Szczytów - Czarny został zdobyty w 1903 roku przez Karola Englischa (słynnego zdobywcy m.in. Ostrego Szczytu) wraz z przewodnikiem ze Spisza Johannem Hunsdorferem starszym oraz ze swoją matką (!) Antoniną. Najłatwiejszy i najdogodniejszy dostęp do szczytu stanowi Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem. Przez tę przełęcz prowadził od niepamiętnych czasów kłusowniczy przechód z doliny Rybiego Potoku na południe, do doliny Mięguszowieckiej. Stara kłusownicza perć zaczyna się nad brzegiem Czarnego Stawu, przechodząc skrajem Mięguszowieckiego Kotła (Bańdziocha) wydostaje się na wierzchołek Kazalnicy. Następnie trawersuje w poprzek północnej ściany Mięguszowieckiego Czarnego tak zwaną "galeryjką", na której rzesze dziewiętnastowiecznych turystów traciło zmysły z przerażenia na widok opadających pod nimi przepaści. Na tym trawersie Towarzystwo Tatrzańskie wykuło klamry (w latach 1886, 1893, 1898), wysadziło zawadzające skały w 1893 r. i wyznakowało całą trasę w 1898 roku. Perć kontynuuje się dalej południowym stokiem do Wielkiego Hińczowego Stawu, ale w przeciwieństwie do jej polskiej części nie jest w tej chwili wyznakowana farbą; dawne znaki zielone zostały skasowane przez TANAP.

W URWISKACH

Na koniec pozostaje wspomnieć o wielkich możliwościach wspinaczkowych, jakie daje masyw Mięguszowieckich Szczytów. Najbardziej znane są urwiska wschodniej ściany Wielkiego Mięguszowieckiego, północny filar tegoż szczytu, północna ściana Pośredniego Mięguszowieckiego i - oczywiście - zerwy Kazalnicy. Ciekawostką historyczną jest fakt, że na wschodniej ścianie Wielkiego Mięguszowieckiego po raz pierwszy w Tatrach pokonano teren, któremu przypisano trudności VI; jest to wariant Szczuki do Drogi Świerza. Filar Wielkiego Mięguszowieckiego a zwłaszcza jego ściana czołowa (tzw. "Czołówka Mięgusza") oferuje natomiast wiele dróg o trudnościach do VII- i kilka hakowych dróg z trudnościami do A2. Przejście całości Filara jest wspaniałą wyprawą o trudnościach V (najłatwiejszym wariantem) i wielkiej różnicy wysokości do pokonania (ok. 1000 m). Jako pierwsi całość filara przeszli Zbigniew Korosadowicz i Wawrzyniec Żuławski w 1935 roku, a w zimie Jan Długosz i Andrzej Pietsch w dniach 28 - 31. 03. 1956 r. w warunkach niemal letnich. W 1977 roku droga doczekała się przejścia samotnego bez asekuracji w czasie 2 godziny 15 minut (!). Zimowe połączenie najtrudniejszych dróg "Czołówki" i całości zostało nazwane "największym problemem zimowym wokół Morskiego Oka" - i pokonane różnymi wariantami w 1985 i 1986 r.
Słynne urwiska Kazalnicy, a dokładnie płn.-wsch. ściana Kotła Kazalnicy i właściwa płn.-wsch. ściana Kazalnicy są chyba najbardziej znanymi w Polsce terenami wspinaczkowymi (obok Zamarłej Turni i Mnicha). Na obu ścianach znajdują się najdłuższe i najbardziej wymagające drogi w Polsce, klasyczne (głównie na samej Kazalnicy) i hakowe (głównie na Kotle). Pierwszą drogę "zahaczającą" o Kazalnicę poprowadzili w 1934 r. Z. Korosadowicz, A. Pochwalski i J. Staszel. Potem, tutaj właśnie rozegrała się znaczna część powojennej historii polskiego taternictwa. Wymienić tu należy drogę Łapińskiego i Paszuchy z 1942 roku, rozwiązującą problem środka ściany, drogę Długosza z 1955 r. na "Lewej Kazalnicy", przejścia filara Kazalnicy i drogi tzw. "Momatiukówkę" (od nazwiska Czesława Momatiuka) w latach 60. Droga ta była przez pewien czas uważana za najtrudniejszą w Tatrach (trudności VIII A0). Nie ma tu miejsca na szczegółowe opisywanie historii zdobywania tej "kultowej" ściany polskich Tatr, przechodzącej przez etapy przejść zimowych, jednodniowych, kombinacje najwartościowszych wariantów itp. Ostatnie dwudziestolecie przyniosło przede wszystkim "odhaczenie" (przechodzenie klasycznie) kolejnych ekstremalnych dróg hakowych, zapoczątkowane właściwie już w 1971 r. przejściem "Malczykówki" (R. Malczyk i A. Tyrpa). Ukoronowaniem tego trendu były dokonane w latach 90. klasyczne przejścia m. in. "Momatiukówki" przez W. Derdę i A. Marcisza (IX lub VI.4+) i Filara Kazalnicy przez P. Korczaka i W. Słowakiewicza (IX+ lub VI.5). Sława, a nawet popularność Kazalnicy spowodowała powstanie wielu ciekawych nazw własnych związanych z elementami rzeźby skalnej ścian tego urwiska. Oto niektóre, bardziej znane : Sanktuarium (inna nazwa Kotła), Ściek, Portal, Dzwon, Ostroga, Wielki Okap, Ciemne Żeberko, Nyża ze świeczką, Sedes, Pająk na Momatiuku, Wielkie "A".

CZARNE EPIZODY

Charakterystyczną, choć tym razem ponurą, cechą masywu Mięguszowieckich jest to, że jego zbocza były w historii taternictwa scenerią wyjątkowo wielu bardzo dramatycznych wydarzeń. Nie ma tu miejsca, by wypisać wszystkie górskie tragedie, jakie pozostawiły piętno na tych potężnych szczytach i graniach. Charakteryzując masyw kilku z nich nie sposób jednak pominąć.
Jedną z najbardziej znanych tragedii wpisanych w Mięguszowiecki Szczyt, tchnącą wręcz jakimś fatalizmem, jest do dziś wypadek wybitnego powojennego taternika - Zbigniewa Abgarowicza. Najlepiej opisuje to we wspomnieniu jego przyjaciel i partner większości wspinaczek, R. W. Schramm: Każdy z nas ma w Tatrach ulubione szczyty, które darzy szczególnym uczuciem. Taką miłością Zbyszka był jeden z najhonorniejszych wierchów tatrzańskich, Mięguszowiecki Szczyt, a zwłaszcza jego olbrzymia, największa w Tatrach północna ściana. Była to miłość tragiczna, bez wzajemności. Był w tej ścianie cztery razy, ale raz tylko, pierwszy raz, latem 1947 roku dane Mu było przejść ją w całości. Następnego lata (...) musiał się wycofać już niemal spod kopuły szczytowej w burzy i ulewie, z ranną kamieniem w głowę towarzyszką. W okresie Wielkanocy 1949 roku próbuje zamierzonego od dawna celu - zimowego przejścia tej ściany nową drogą, w towarzystwie Andrzeja Nunberga. Próba kończy się skomplikowanym złamaniem nogi po odpadnięciu na zalodzonych płytach. Ale i to nie załamało Jego pasji górskiej. ... (...) złamanie nogi przykuło Go na całe miesiące do łóżka. Ale jeszcze w bandażach, jeszcze o lasce - już kierował swoje kroki w góry. W rok po wypadku podejmuje z Witoldem Ostrowskim jeszcze jedną próbę, ostatnią... Jest jakiś wielki, tragiczny fatalizm w tym, że On, tak bardzo kochany przez wszystkich, zginął niemal na oczach żony i gromady bliskich kolegów; że On, którego wytrzymałość i odporność fizyczną tylokrotnie podziwialiśmy, zmarł z wyczerpania... Zmarł na biwaku, po pokonaniu dwóch trzecich ściany. Jego organizm, osłabiony długotrwałym leczeniem i brakiem zaprawy, nie wytrzymał wysiłku i zimowej nocy. Wypadek który z jednej strony tak łatwo zdiagnozować, a z drugiej tak trudno osądzić. Wypadek, będący finałem wielkiej pasji, która często każe milczeć rozumowi, a kieruje się emocjami i marzeniami...

Charakterystyczny profil Mięguszowieckiego Szczytu - widok z Przeł. Szpiglasowej. © M. Ronikier Charakterystyczny profil Mięguszowieckiego Szczytu - widok z Przeł. Szpiglasowej.
© M. Ronikier

Inna bardzo głośna tragedia rozegrała się w sierpniu 1954 r., na grani Mięguszowieckich. Jak już wspomnieliśmy wyżej, ostatni odcinek zejścia z Mięguszowieckiego Pośredniego na Mięguszowiecką Przełęcz Wyżnią wiąże się ze zjazdem z igły skalnej. Tam właśnie, podczas zjazdu, wypadł z klucza zjazdowego Adam Milówka, uczestnik kursu śląskiego, pokonujący grań razem ze sporą grupą kursantów i instruktorem. Spadł, doznając poważnych obrażeń głowy i tracąc przytomność. Pomimo bardzo ciężkich warunków, jakie zapanowały po południu (opady deszczu i śniegu, mgła), wyruszyła wyprawa Pogotowia pod kierownictwem T. Pawłowskiego i E. Strzebońskiego, a także wiele niezależnych i nie do końca skoordynowanych grup taterników. Dopiero o świcie rannego kursanta zniesiono na stronę słowacką. Przy trawersie Pośredniego Mięguszowieckiego, przy przechodzeniu stromego żlebu odpadł, wskutek zerwania się poręczówki, jeden z ratowników - Tadeusz Westwalewicz ("Marynarz"); zginął na miejscu. Niemal równocześnie okazało się, że A. Milówka zmarł podczas transportu. Historia ta odznacza się wyjątkowym, duszącym wręcz tragizmem: jeden z bezinteresownie niosących pomoc taterników zginął, a równocześnie, pomimo niezwykle ryzykownej wyprawy ratunkowej, nie udało się ocalić ofiary. Igła, na której nastąpił wypadek, została nazwana "Igłą Milówki".
O tych i wielu innych tragediach można przeczytać m. in. w książkach W. Żuławskiego (Sygnały ze skalnych ścian, Tragedie tatrzańskie) i Michała Jagiełły (Wołanie w górach). Ostatnie lata dopisały jednak do tej opowieści kolejną, wyjątkowo tragiczną kartę. We wrześniu 1992 roku na wschodniej ścianie Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego wydarzył się jeden z najtragiczniejszych tatrzańskich wypadków. Na zakończenie letniego kursu taternickiego, na Drogę świerza wybrał się doświadczony instruktor - Jerzy Hirszowski, z trójką swoich kursantów. Po pogodnym poranku, kiedy zdążyli pokonać znaczną część ściany, przyszło gwałtowne załamanie pogody, zawierucha śnieżna i mgła. Zgodnie z rekonstrukcją wypadków, instruktor zdecydował się na wycof ze ściany; spuścił kursantów na znajdującą się niżej półkę skalną, a sam założył zjazd. Blok skalny, o który była zaczepiona lina, oderwał się. Wspinacz lecąc strącił prawdopodobnie stojącą poniżej dwójkę kursantów. Trzecia dziewczyna zmarła z wyczerpania na półce skalnej...

Tak to w historii tego potężnego masywu przeplatały się i zawsze będą się przeplatać ludzkie pasje i radości z dramatami, cierpieniem i śmiercią. Jaka część ludzi, którzy codziennie przewijają się nad Morskim Okiem i podziwiają podnoszące się ściany, dostrzega iskrę życia, którą tchnęły w te skały ludzkie emocje?...

Michał Ronikier i Krzysztof Stankowicz