Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Czarnohora

Czarnohora jest częścią utraconych ziem na południowo-wschodnich kresach dawnej Rzeczypospolitej i należy do długiego łańcucha Karpat Wschodnich a jednocześnie jest najwyższym pasmem górskim Beskidów.
Po II-ej wojnie światowej obszar ten został wcielony w granice państwa ukraińskiego. Te dzikie i malownicze góry rozpościerają się pomiędzy dolinami Białej i Czarnej Cisy a od wschodu ogranicza je dolina Czarnego Czeremoszu.
Teren jest słabo zagospodarowany pod względem ruchu turystycznego. Co prawda grzbiety mają wydeptane ścieżki ale niejedna z nich zarośnięta jest kosówką. Brak schronisk i szlaków sprawia, że góry te wydają się niedostępne, nie odkryte, rzadko odwiedzane przez turystów a tym samym pozbawione tego wszystkiego co niesie ze sobą cywilizacja. To wszystko jest w pewnym sensie zaletą i dodaje im atrakcyjności oraz może dostarczyć wielu wrażeń tym, którzy chcą zabawić się w "odkrywców". Należy jednak pamiętać, że złe przygotowanie się do wyprawy zwłaszcza w tych okolicznościach, może być nieprzyjemne w skutkach. Turyści z zagranicy dopiero od paru lat mogą odwiedzać czarnohorskie, dzikie szlaki, gdyż przez prawie pół wieku obszar ten był niedostępny dla cudzoziemców. Tak więc, przed wyjazdem należałoby dobrze się wyekwipować i postarać się o reprint wojskowej mapy Polski, arkusz "Żabie", wydaną w 1933 roku przez Wojskowy Instytut Geograficzny (WIG), dostępną w sklepach turystycznych. Będąc tak przygotowanym, można śmiało wyruszyć w góry, aby przeżyć niesamowitą przygodę trwającą średnio od 3 do 5 dni ( nie licząc podróży).

Skąd wyruszyć?

Istnieje wiele możliwości przejścia grzbietami Czarnohory, między innymi przejście grzbietem od Popa Iwana na Pietros.
Nasza przygoda z górami zaczyna się we wsi Dzembronia, która jest dobrym punktem wypadowym na główny grzbiet Czarnochory, a zakończy się we wsi Kwasy - (Dzembronia - Smotrec/1896/ - Pop Iwan/2022/ - Munczel/1999/ - Gutin-Tomnatyk/2016/ - Turkuł/1932/ - Breskuł/1911/ - Howerla/2058/ - Pietros/2020/ - Kwasy).
Aby dostać się na miejsce wymarszu, najlepiej jest pojechać do Lwowa. Wyjazd z Krakowa autobusem o 21.50 z dworca PKS (podróż trwa ok. 7 godzin jazdy). Ze Lwowa o 7.10 (czasu ukraińskiego-1godz. do przodu) jest bezpośrednie połączenie do Stanisławowa (Iwano - Frankiwsk), gdzie dojeżdżamy po ok. 4,5 godzinie. Ze Stanisławowa udajemy się autobusem o 13.30 do Werchowyny (dawniej Żabie, ok. 4 godz. jazdy), skąd jedziemy dalej busem o 18.00 do wsi Dzembronia (obecnie jedyny bus w ciągu dnia; 1 godz. jazdy).
Autobusy na Ukrainie nie należą do najwygodniejszych, mają wiele usterek (popękane szyby w oknach, połamane siedzenia, nie domykające się drzwi), a przy tym wszystkim rozbrajający jest napis na przedniej szybie "Szczęśliwej drogi", napisany oczywiście w języku ukraińskim.
Ponieważ w Dzembroni jesteśmy wieczorem, polecałabym zdecydować się na nocleg we wsi lub szybki wymarsz na górę Smotrec. Ale uwaga! Ze względu na ogrodzenia dla koni łatwo pomylić drogę. Dlatego też, dobrze popytać się miejscowych o kierunek na Smotrec. Ciekawostką czarnohorskich gór są pasące się na wysokich połoninach owce, co jest w dzisiejszych czasach zjawiskiem nie często spotykanym, a bliżej wiosek polany wykorzystywane do wypasu koni. Mijając wspomniane polany dochodzimy do lasu. Zabłądzić można zaraz na samym początku tej drogi i zamiast wyjść płajem idącym w stronę ramienia Smotreca, mamy okazję przejść tzw. ,,Smoczą Granią". Jest to dość dziwna i wyglądająca trochę tajemniczo droga, na której spotykamy olbrzymie głazy skalne, stojące rzędem jeden obok drugiego niczym kamienni strażnicy szlaku. Potem to już małe zejście i kosodrzewina podchodząca aż do podnóża góry Smotrec. Podejście na wierzchołek jest odsłonięte. Trzeba jednak uważać na pozostałości z czasów I-ej wojny światowej tj. okopy i niewidoczne w trawie zwoje drutu kolczastego. Na szczycie znajduje się skałka z piaskowca, a niesamowity widok na Pop Iwan jest swojego rodzaju wyzwaniem do zdobycia tej góry. Kierując się ze szczytu Smotrca w stronę głównego grzbietu Czarnohory schodzimy na przełęcz (dobre miejsce na nocleg; jest woda). Po obu stronach przełęczy pojawiają się strumienie spływające do potoków Pohorylec i Dzembronia. Poniżej przełęczy, w kotle górnej części doliny Pohorylca, widzimy ruiny przedwojennego schroniska AZS.

Pop Iwan(2022). Foto: K.Jodzińska

Pop Iwan jest chyba najłatwiejszym do zidentyfikowania szczytem Czarnohory. Do dzisiaj istnieją jeszcze na nim ruiny polskiego obserwatorium meteorologicznego i astronomicznego z okresu międzywojennego (1936r.), zwanego "Białym Słoniem". Mury budynku choć przetrwały są zniszczone, toteż oprócz części stropów nic więcej się nie zachowało. Ze szczytu widać rumuńską część Karpat Wschodnich i oczywiście Smotrec.

Ruiny 'Białego Słonia' widziane z góry. Foto: K.Jodzińska Z "Białego Słonia" kierujemy się w dalszym ciągu głównym grzbietem na północny-zachód w stronę góry Munczel i Brebenieskul. Droga jest porośnięta trawą i miejscami kosodrzewiną, na szczęście niską, co w żadnym stopniu nie utrudnia marszu. Następnie idziemy prosto w stronę góry Rebra omijając w ten sposób lewe ramię Gutin-Tomnatyk, u podnóży którego znajduje się jeziorko. W razie późnej pory dobrze jest rozbić namiot w jego okolicy i zaczekać z dalszą wędrówką do rana. Przed nami jeszcze dość długa droga. Z Rebry odchodzi prawe ramię Gadżyny , my zaś idziemy nadal na północny-zachód. Po prawej stronie można podziwiać panoramę Werchowyny a po lewej stronie rozciąga się dolina Białej Cisy. Około 1 godziny drogi dalej, odchodzi ramię Szpyci, z bardzo ładnym widokiem na Wielkie i Małe Kozły, skąd można zejść do wsi Bystrzec. My jednak idziemy w kierunku góry Turkuł. Po prawej stronie, w okolicach przełęczy Turkulskiej będziemy mijać Jeziorko Niesamowite. Zatrzymanie się na nocleg przy jeziorku jest w pewnym sensie ryzykiem, ponieważ można spotkać tam strażnika, zbierającego opłaty za przebywanie na terenie Parku Narodowego. O jeziorku tym krążą różne legendy. Jedna z nich opowiada o tym, że na dnie wody mieszkają złe moce, które sprowadzają nieszczęścia na tych, którzy zakłócają im spokój. Mówi się również, że kiedy woda się zmąci przez wrzucenie do niej np. kamieni to wnet zacznie padać deszcz a nawet ulewa. Jeśli natomiast ktoś zamyśli się nad brzegiem wody to topielce wciągną go w głębiny...
Ruszamy dalej. Przed nami niewielkie podejście i dochodzimy do góry Turkuł. Szlak biegnie cały czas wierzchołkami grzbietu, choć są też ścieżki, którymi można je obejść. Zmylić może nas tutaj odchodzący w prawo trawers, wiodący do Zaroślaka przez Wielkie i Małe Kozły. My kierujemy się wciąż główną granią. Przed nami jeszcze Dancerz i po godzinie drogi Pożyżewska. Szlak jest odkryty. Po lewej stronie widać gęste krzaki kosodrzewiny i las. W tym miejscu lepiej nie liczyć na znalezienie wody.

Breskuł z widokiem na Howerlę(2058). Foto: K.Jodzińska

Kolejnym wierzchołkiem jest Breskuł z charakterystycznym krzyżem prawosławnym i wbitym w ziemię obok niego słupkiem granicznym. Schodząc ze szczytu widzimy przed sobą najwyższą górę Czarnohory - Howerlę(2058). Na szczycie znajduje się ogromny krzyż a dookoła przepiękna panorama: widać Pop Iwan, Breskuł, dolinę w której leży Worochta, Zaroślak i Pietros. W sezonie letnim Howerla jest wręcz oblegana przez turystów, mimo ciężkiego podejścia. Zachwycające widoki rekompensują z nadwyżką trudy wspinaczki, dlatego warto pomęczyć się i wycisnąć z siebie trochę kropli potu. Schodząc z Howerli na południowy-zachód w stronę Pietrosa dochodzimy do lasu. Samo zejście odbywa się po skalnych płytach. Następnie, docieramy trawersem do lasu, gdzie mijamy po drodze kilka strumyków. Po około 1,5 godzinie marszu z lewej strony głównej ścieżki ukazują się fundamenty jakiejś nowej budowli a obok stoi stary, drewniany szałas, prawdopodobnie pasterski. Od razu widać, że niejeden turysta przystawał w tym miejscu na odpoczynek a może i na nocleg. Kontynuując naszą wędrówkę znajdujemy, tym razem po prawej stronie, niewielki krzyż w trawie, upamiętniający prawdopodobnie śmierć turysty bądź turystów. Wąska ścieżka rozszerza się, co pozwala łatwiej poruszać się w lesie. Wieczorem na tej drodze można spotkać pasterzy, stada owiec i pilnujące je psy. Nagle, tuż zza drzew wyłania się kolejne wyzwanie - Pietros. Przed nami około 700 metrów ostrego podejścia. Ta góra jest już mniej odwiedzana przez turystów, jednak widoki są równie piękne jak z Howerli. Na szczycie znajduje się kopiec z kamieni. Stąd mamy możliwość zejścia do wsi Jasinia lub Kwasy. Nas interesuje ta druga miejscowość.

Widok na część pasma czarnohorskiego. Foto:K.Jodzińska

Schodzimy więc z Pietrosa w kierunku Szesula(1726) a za naszymi plecami rozpościera się znaczna część pasma czarnohorskiego z dominującą Howerlą, Brebenieskułem oraz zamykającym grzbiet Popem Iwanem. Idziemy wśród kosodrzewiny aż pod Szesul, którego trawersujemy. Dalej droga prowadzi zalesionym terenem. I tak dochodzimy na Menczul, gdzie znajdują się niewielkie zabudowania wraz ze Stacją Botaniczną Uniwersytetu Lwowskiego i cmentarzyk z I-ej wojny światowej. Prowadząca prosto droga przez las doprowadza nas do niewielkiej wioski Kwasy. Tutejsza ludność jest bardzo życzliwa. Będąc tu, można się zaopatrzyć w żywność i wodę a ponadto Kwasy są dobrym punktem wyjściowym w kierunku pasma Świdowca a następnie w Gorgany, które również warto poznać z bliska.
Decydując się jednak zakończyć wędrówkę w Kwasach, należy udać się do Worochty przez Jasinię, a następnie do Stanisławowa, skąd mamy już łatwy dojazd do Lwowa i powrót do Polski.


Katarzyna Jodzińska