Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Czekają góry, czekają schroniska

Kiedyś wędrując po Beskidach spotykało się turystę co kilkanaście minut, tak było latem, jesienią oczywiście rzadziej, ale spory ruch na szlakach trwał do końca września. Schroniska notowały frekwencję w wysokości kilkunastu tysięcy noclegów rocznie, dziś w niektórych schroniskach nocuje 500 - 600 osób w ciągu roku. Nawet w pogodne soboty i niedziele niewielu jest turystów w górach poza kilkoma największymi centrami turystycznymi. Niewielu zagląda do schronisk, jeszcze mniej w nich nocuje wpadając tylko na posiłek w porze obiadowej. Wolne od pracy soboty i niedziele w niewielkim stopniu wpływają na frekwencję w schroniskach. Oczywiście mowa jest o schroniskowej codzienności. Bywają bowiem okresy, kiedy zapełniają się pokoje i jadalnie, tzw. „gleba” przypomina dawniejsze czasy, kiedy w schroniskach bywało tłocznie. Te szczyty frekwencyjne to okres świąteczno - noworoczny i „wielka majówka”, czyli przełom kwietnia i maja. Ferie zimowe natomiast wcale nie oznaczają najazdu gości i po niektórych schroniskach hula wiatr.
Z informacji, jakie uzyskałem z kilku schronisk wynika, że niemal całkowicie „wyginęły”, niczym dinozaury, tradycyjne obozy wędrowne, tak kiedyś popularne wśród młodzieży licealnej i studenckiej. O przyczynach można by mówić długo, choć jest kilka podstawowych: komputery i internet, nieograniczone niemal możliwości wyjazdów zagranicznych, ale także brak pracy i zubożenie społeczeństwa. Można powiedzieć, nieco upraszczając, że ci, co mają nie chodzą po górach, a ci którzy chcą chodzić nie mają na to środków. Sporo turystów z Polski widać w Karpatach Wschodnich i Południowych, nietrudno spotkać rodaków na szlakach Alp austriackich, francuskich, czy w Dolomitach, popularne są Alpy Julijskie, co majętniejsi ruszają na wyprawy dalsze na Kaukaz, w góry Azji i Ameryki Południowej.
Niewielki jest udział w ruchu turystycznym wędrujących w gronie rodzinnym, przeważają grupki koleżeńskie, stosunkowo sporo jest chodzących solo, trochę kręci się ekip klubowych, generalnie ludzi na szlakach i w schroniskach jest dużo, dużo mniej niż w latach 80-tych, o dekadach wcześniejszych nie wspominając. Załamanie ruchu nastąpiło chyba w połowie lat 90-tych, po czym nastąpiła zmiana struktury turystyki górskiej. Najwięcej jest osób odwiedzających schroniska podczas jednodniowych wycieczek odbywanych z kwater w dolinach. Często wczesnym popołudniem bywa tłoczno, potem wszystko cichnie, nawet latem w schroniskach zostaje 15 - 30 osób, rzadko bywają komplety. Czasem wypełniają schroniska dzieci lub młodzież z tzw. zielonych, czy białych szkół. Są to kilkudniowe pobyty klas szkolnych z programem ekologicznym i przyrodniczym. Nie są to specjalnie oczekiwani goście, ale zostawiają parę złotych, no i jakaś korzyść dla tych dzieciaków też na pewno jest. Czasem jest to jedyny kontakt z górami, czasem owocuje on dalszą „karierą turystyczną”. Od czasu do czasu przewalają się przez schroniska grupy pielgrzymkowe liczące nawet 200, 300 osób. Najczęściej korzystają z posiłku i idą dalej, zostawiając po sobie góry.....śmieci (widziałem taki nalot na Prehybie).
Gdyby liczył się tylko interes ekonomiczny, to większość schronisk należałoby zamknąć na cztery spusty, na szczęście działają przez cały rok, choć w większości dochodu nie przynoszą, zaś koszty utrzymania są naprawdę wysokie. Przecież w podobnej sytuacji są niektóre obiekty tego typu choćby w Alpach, gdzie są okresowo zamykane w czasie między sezonem narciarskim a letnim. Dotyczy to zwłaszcza schronisk wysoko położonych. Tam, gdzie nie ma w pobliżu urządzeń narciarskich zamyka się je np. od października do maja. Schroniska utrzymywane są także przez towarzystwa turystyczne, czasem przez gminy, które muszą się liczyć z groszem.
Choć w dolinach i w górskich przysiółkach powstało sporo pensjonatów i prywatnych schronisk warto odwiedzać nasze petetekowskie obiekty i schroniska PTT. Niemal wszędzie podniósł się poziom usług, przeprowadzono remonty i modernizacje, choć czasem tego nie widać. Głównie modernizowano pomieszczenia sanitarne, wyposażenie kuchni, kotłownie, wymieniano instalacje, często stolarkę okienną, budowano oczyszczalnie ścieków. Gorący prysznic nie jest już w większości obiektów tylko marzeniem zmęczonego turysty, choć czasem trzeba dodatkowo zapłacić. W wielu schroniskach prowadzi się dalej prace modernizacyjne lub planuje się je na sprzyjający im okres lata. Zmieniło się wiele na Przegibku, Leskowcu, Hali Boraczej, Hali Szrenickiej, Turbaczu, w zawojskiej „Hance”, szczawnickiej „Orlicy” i w wielu innych schroniskach beskidzkich i sudeckich.
Pamiętajmy, że nie wszystko da się zrobić za jednym zamachem i jakieś niedogodności cywilizacyjne tu i ówdzie pozostają. Nietrudno jednak zauważyć, że obsługi schronisk przeważnie dbają o porządek i czystość, choć to tylko ludzie i mają prawo do zmęczenia, więc bywają słabsze okresy w ich pracy. Poza tym nie wszystko, wszystkim musi się podobać. Jednak kiedy słyszę (a słyszałem), że dwuosobowy pokój z łazienką, wyłożony boazerią, ciepły i czyściutki to „kiepski standard”, to .....może lepiej nie komentować.
Zbliża się sezon letni. Gorąco namawiam do korzystania ze schronisk górskich PTTK. Pamiętajmy, że ich standard, wyposażenie i poziom usług zależy także od nas turystów. Im częściej w nich gościmy, tym więcej zostawiamy pieniędzy, choć najczęściej niewielkich. Jednak jest różnica między 600 a 10000 noclegów. Namawiam kluby do organizowania kilkudniowych wypadów w oparciu o schroniska, zachęcam do turystyki rodzinnej - dziś można bez obaw przyjść do większości schronisk z dziećmi. Czekają góry, czekają schroniska, wypełnijmy je naszą obecnością tworząc klimat i atmosferą często już tylko wspominaną z dawniejszych czasów.
Mam nadzieję, że ten artykuł ukazując się u progu sezonu skieruje myśli naszych Czytelników ku polskim górom.

Juliusz Wysłouch