Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Kompromis na Kasprowym Wierchu

O modernizacji kolejki głos polemiczny

Wokół modernizacji kolejki na Kasprowy Wierch narosło w ostatnim czasie wiele nieporozumień, wynikających w dużej mierze z niezrozumienia istoty tematu. Jako że jestem zakopiańczykiem i zarazem dziennikarzem specjalizującym się w tematyce tatrzańskiej, miałem okazję wielokrotnie rozmawiać z przedstawicielami wszystkich zaangażowanych stron i wyrobić sobie obiektywny (jak sądzę) pogląd na tę drażliwą sprawę. Dlatego zachęcony notatką autora tekstu Ekolodzy protestują, inwestorzy bujają, Dyrekcja "kompromisuje" pozwalam sobie zabrać głos polemiczny.
W jednym zgadzam się z autorem tekstu w stu procentach: Kolejka linowa na Kasprowy Wierch jest najtragiczniejszym przykładem ingerencji człowieka w przyrodę Tatr. Tony stali, betonowe budynki stacji i ściekające z urządzeń smary są głęboką blizną na tatrzańskiej przyrodzie. Gdyby pojawiła się szansa rozebrania kolejki i rekultywacji terenu wzdłuż jej trasy, jestem przekonany, że włączylibyśmy się do tej rozbiórki jako jedni z pierwszych wolontariuszy. Ale nie oszukujmy się - kolejka nie zniknie z tatrzańskiego krajobrazu i trzeba się z tym pogodzić. Nie musimy się jednak godzić z jej obecnym wyglądem i wpływem na środowisko. Trzeba zdać sobie sprawę, ze sześćdziesiąt procent urządzeń kolejki - napęd, podpory, część lin - pochodzi z okresu międzywojennego. Aby zapewnić im sprawne i bezpieczne funkcjonowanie pracownicy PKL muszą kilka razy dziennie wpuszczać we wszystkie rolki litry smaru - zresztą można się o tym przekonać podchodząc pod którąkolwiek z sześciu podpór. Grząska, żółto-brązowa maź, na której stoimy, z pewnością niewiele ma wspólnego z naturalnym poszyciem. Z każdym tygodniem, miesiącem, rokiem funkcjonowania kolejki do gleby wsiąka coraz więcej smaru. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że jak najszybsze zastąpienie starych urządzeń nowoczesnymi polepszy sytuację środowiska wzdłuż trasy wagoników. Modernizacja kolei linowej na Kasprowy Wierch musi rzecz jasna polegać na budowie nowej kolei w miejsce istniejącej. Nie jest to żadna tajemnica (co zdaje się sugerować autor artykułu) - w ten sam sposób dwa lata temu przebiegała modernizacja kolei krzesełkowej w Kotle Gąsienicowym. Zresztą trudno wyobrazić sobie inny sposób przebudowy 66-letniej kolejki - w tym wypadku nie wystarczy wymiana wagoników i pomalowanie budynków stacji. Trzeba wymienić WSZYSTKO.
Jest jednak pewien problem - właściciel kolejki, komercyjna spółka Polskie Koleje Linowe, kieruje się przede wszystkim względami finansowymi. Ponieważ modernizacja to bardzo kosztowna inwestycja, PKL chce mieć gwarancję, że zwróci się w jak najkrótszym czasie. Dlatego "kolejarze" chcą zwiększenia przepustowości kolejki i co za tym idzie zwiększenia późniejszych wpływów z jej użytkowania. Dopóki ten warunek nie zostanie spełniony, nie przystąpią do modernizacji - i nikt ich do jej rozpoczęcia nie zmusi. Lobby narciarskie, z którym identyfikuje się prezes PKL, ma zresztą pod względem Tatr dużo dalej idące plany - wystarczy wspomnieć tylko budowę stacji narciarskiej na Rówienkach Kondrackich, kilku nowych wyciągów (m.in. na Beskidzie, w Świńskim Kotle, na Myślenickich Turniach, czy na Krokwi) oraz... wyłączenie rejonu Kasprowego Wierchu z Tatrzańskiego Parku Narodowego. Może brzmi to jak bajka, ale przestaje być śmieszne, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że za narciarzami stoi kilkudziesięciu wpływowych parlamentarzystów. Właśnie te plany miał na myśli dyrektor Paweł Skawiński, mówiąc o tym, że osiągnięto kompromis: modernizacja kolejki ze zwiększeniem przepustowości - tak, ale ŻADNYCH nowych inwestycji.
Oczywiście zgoda na zwiększenie przepustowości nie wzięła się z kosmosu. Chłonność narciarska Kasprowego Wierchu została dokładnie obliczona i wynika z niej, że stoki nie są jeszcze do końca wykorzystane. Właśnie na tej podstawie poprzedni dyrektor TPN Wojciech Gąsienica Byrcyn mógł zgodzić się na modernizację wyciągu w Kotle Gąsienicowym, którego przepustowość została zwiększona aż sześciokrotnie. Teraz krzesełka często jeżdżą puste, bo kolejka nie nadąża z wywożeniem narciarzy...
Jednak kolejka transportuje na Kasprowy nie tylko narciarzy. Są też spacerowicze (nie nazwę ich turystami), którzy gotowi są poświęcić pół dnia na stanie w kolejce, żeby móc przez godzinę ponudzić się na szczycie. Problem Kasprowego nie tkwi bowiem w przepustowości, ale w zagospodarowaniu jego wierzchołka. Mamy tam mały holl, niezbyt obszerną restaurację (w której nie wolno spożywać własnych posiłków), niewielki taras widokowy i... to w zasadzie wszystko. Spacerowicz, który z konieczności musi spędzić na szczycie godzinę, z nudów wyrusza w góry. Idzie więc z Suchej Przełęczy na Beskid, zsuwa się w kierunku Hali Gąsienicowej, trawersuje szczyt w stronę Doliny Goryczkowej. Oczywiście nie idzie sam, ale w tłumie innych nudzących się spacerowiczów, poszerzając i tak już znacznie zdegradowane szlaki i zostawiając po sobie starty śmieci. Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest modernizacja budynku stacji, który powinien powstrzymywać tych ludzi od tłumnego wyruszania na szlaki i pozwalać na oglądanie Tatr z bezpiecznej (dla Tatr) odległości. Dlatego w planach jest budowa sali audiowizualnej, większego tarasu widokowego z lunetami, czy ścieżki dydaktycznej prowadzącej pod obserwatorium. Jeżeli nie można zapobiec temu, że "przypadkowi turyści" dostają się na Kasprowy, to trzeba zrobić wszystko, żeby ich tam zatrzymać. Podobnie rzecz się ma z Myślenickimi Turniami - jeżeli powstanie tam taras widokowy i restauracja, może mniej wycieczkowiczów docierać będzie na Kasprowy? Temat do dyskusji. Paradoksalnie jednak modernizacja kolejki, nawet ze zwiększeniem jej przepustowości (latem ograniczanej!) , może przyczynić się do zmniejszenia presji masowych spacerowiczów na Halę Gąsienicową, czy Beskid.
I jeszcze słów kilka odnośnie udostępnienia tatrzańskich szlaków "turystom z plecakami". Sam jestem takim turystą i chciałbym móc zapuścić się w rejon Pysznej, czy Wołoszyna bez perspektywy zapłacenia wysokiego mandatu. Wiem jednak, że tym samym szlakiem poszedłby za mną tłum innych turystów, z plecakami i bez - bo masowa turystyka, wbrew sugestiom autora tekstu, nie ogranicza się tylko do Kasprowego Wierchu. Nie wiem jakie to odległe rejony Tatr ma autor na myśli pisząc, że "ruch byłby tam niewielki i nie zagrażający przyrodzie" - przykład Rysów, czy Orlej Perci pokazuje, że nawet trudne i niebezpieczne szlaki są oblegane przez turystów i to nie zawsze tych właściwie się zachowujących. W daleko bardziej radykalny sposób rozwiązali ten problem decydenci w TANAP i pozostaje nam cieszyć się, że dyrekcja TPN nie poszła jak dotąd w ślady swoich słowackich kolegów.

Michał M. Kowalski