Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Na Kołowy Szczyt (2425 m.) przez dolinę Czarną Jaworową

Opisujemy trasę prowadzącą przez prawie nieznany zakątek Wysokich Tatr. Biegnąca w dużej części bezdrożami, nawet bez śladu ścieżki, daje wrażenie pokonywania Tatr takimi, jakie były przed stuleciami, kiedy nie było w nich jeszcze pasterzy ze stadami owiec, a tym bardziej turystów. Właściwie, jedynym człowiekiem na jakiego możemy się natknąć może być "zbójnik" w postaci strażnika Parku lub myśliwego.
Nasza droga prowadzić będzie terenem słowackiego Tatrzańskiego Parku Narodowego, w większości poza szlakami turystycznymi i przez ścisły rezerwat. Dozwolona jest więc tylko za zezwoleniem TANAP-u! Trasa jest dosyć trudna orientacyjnie i długa, więc w zależności od warunków i szczęścia może trwać od 6 do 8 godzin.
Trudności techniczne na odcinkach skalnych: jedno miejsce I, poza tym 0+0.

Widok z wierzchołka Kołowego Szczytu © Michał Ronikier
Widok z wierzchołka Kołowego. Od prawej pozębiona grań Durnego, w chmurach Łomnica, dalej Grań Wideł i masywne szczyty Kieżmarskiego i Małego Kieżmarskiego. © Michał Ronikier

Wycieczka ma swój początek w Jaworzynie Spiskiej (Tatranská Javorina). Miejscowość, a właściwie mała osada leśna, zabudowana jest w większości drewnianymi budynkami pamiętającymi zapewne czasy księcia Hohenlohe. Ów zapalony myśliwy pod koniec dziewiętnastego wieku uczynił z Tatr Jaworzyńskich (czyli okolic dolin Jaworowej, Białej Wody oraz części Tatr Bielskich) prywatny rezerwat łowiecki, czym wzbudzał swojego czasu głosy oburzenia - nie pozwalał przecież turystom swobodnie wędrować a nawet ograniczał pasterstwo! Dzięki temu podobno jeszcze niedawno można było w jaworzyńskich lasach spotkać sprowadzone niegdyś przez księcia dziwne amerykańskie rasy jeleni, my natomiast możemy teraz podziwiać pierwotną górską przyrodę…
Opuszczamy wieś kierując się za znakami zielonymi, szlakiem prowadzącym na Lodową Przełęcz (Sedielko). Po ok. 1,5 godziny marszu leśną drogą (noszącą znaki charakterystycznej dla TANAP-u intensywnej gospodarki leśnej), a potem wyraźniej już pnącą się do góry ścieżką, mijając wcześniej ujście doliny Szerokiej, polanę Gałajdówkę z leśniczówką oraz ujście Zadnich Koperszadów, stajemy u początku rozległej, lecz zarastającej już lasem Jaworowej Polany. Znakowany szlak należy opuścić nieco przed dotarciem do pierwszych prześwitów polany. Miejsce zejścia sygnalizuje stojąca po lewej stronie ścieżki zielona tablica z napisem "Wstęp Wzbroniony". Właśnie w tym miejscu, za tabliczką, rozpoczyna się bowiem ścieżka do doliny Czarnej Jaworowej. Dolina Czarna Jaworowa stanowi jedną z większych odnóg bocznych Jaworowej doliny i należy do najdzikszych i najoryginalniejszych dolin tatrzańskich.
Wyraźnie zaznaczająca się wśród wysokiej trawy ścieżka doprowadza nas po kilkudziesięciu metrach do Jaworowego potoku. Tutaj pierwsza niespodzianka. Po moście wspomnianym w przewodniku Paryskiego pozostały jedynie zmurszałe przyczółki i trzeba pokonać wartki nurt potoku w bród! Dobrze, jeśli jest akurat niski poziom wody… Po pokonaniu lodowatej przeszkody zakładamy z powrotem buty i wchodzimy na grubo pokrytą suchym igliwiem ścieżkę wiodącą w prawo do góry (wyraźna ścieżka prowadzi również w lewo). Wspinamy się bujnym Czarnym Lasem wysoko ponad dno doliny Jaworowego potoku. W dole długo słychać łomot przewalającej się wody. Ścieżka jest wyraźna, widać że uczęszczana, a po wejściu w kosówkę prowadzi szeroką w niej przecinką. Czyżby całkiem współczesna ścieżka myśliwska? Po około pół godziny spokojnego podejścia wśród kosówek i dźwigających czerwone kiście jarzębin przewijamy się przez brzeg progu doliny. I nagle olśnienie: cudowna rozświetlona słońcem równinka wśród kosodrzewiny, z łączkami zrudziałych już traw i uroczym stawkiem.

Czarny Staw Jaworowy. © Michał Ronikier
Czarny Staw Jaworowy. © Michał Ronikier

Nad tym wszystkim jakby nierealna dekoracja - olbrzymie, północne urwiska masywu Lodowego Szczytu, teraz szaro-srebrzyste od przyprószonej świeżym śniegiem skały. Trudno odmówić racji Paryskiemu: widok ten z pewnoscią należy do "najbardziej imponujących w Tatrach". Z samego szczytu, wznoszącego się nad nami o ponad kilometr, oraz z sąsiadujących z nim Śnieżnego Szczytu i Lodowego Zwornika spadają imponujące granie. Na wprost nas przykuwają uwagę zwłaszcza Śnieżna Grań i zamykająca dolinę Kapałkowa Grań z prawej. Między nimi wciśnięta jest Śnieżna Dolinka, wyglądająca raczej na ogromny kuluar poprzedzielany urwistymi kotłami w których przez cały rok zalega śnieg. To do tej najtrudniej dostępnej doliny w Tatrach już w siedemnastym wieku docierali myśliwi z Jurgowa i ci, którzy poszukiwali legendarnego, złotodajnego Żabiego Jeziorka. Głośnym wyczynem taternickim było w 1930 roku pierwsze zimowe przejście Śnieżnej Doliny aż do Wyżniej Lodowej Przełęczy, dokonane przez Wiesława Stanisławskiego i Henryka Mogilnickiego.

Masyw Lodowego. © Michał Ronikier
Ponad kilometrowej wysokości urwiska masywu Lodowego widziane od Czarnego Stawu Jaworowego. © Michał Ronikier

Przechodzimy dalej jeszcze kawałek zanikającą ścieżką do brzegu niewielkiego, płytkiego Czarnego Stawu, od którego nazwę przyjęła cała dolina (pasterze z Jurgowa chodzili z owcami "Do Cornego"). Nieco dalej, poniżej otoczonej kosówką masywnej skalnej bariery znajduje się stara koleba, wciąż w stosunkowo dobrym stanie. Przy stawie ścieżka się kończy. My musimy jednak pokonać wyrastający przed nami labirynt kosówki, aby dotrzeć do progu górnej części doliny. Jedyną wygodną drogą wśród tego zwartego gąszczu jest suche zwykle łożysko Czarnego Potoku. Nadkładając znacznie drogi (nie warto jednak próbować ją skracać!) kluczymy wraz z nim wśród kosodrzewiny, powoli zbliżając się do orograficznie lewego brzegu doliny, do podnóży ścian Małej Śnieżnej Turni. W pewnym momencie wychodzimy na otwartą przestrzeń trawników podchodzących pod skalne spiętrzenie Czarnych Spadów, czyli progu górnej części doliny.

Widok na Kołowy Szczyt i górną część doliny Czarnej Jaworowej. © Michał Ronikier
Widok na Kołowy Szczyt wznoszący się nad górną częścią doliny Czarnej Jaworowej. Od prawej potężna ściana Małej Śnieżnej Turni; trawnikami widocznymi u jej podnóża będziemy trawersować do widocznych skalistych rynien przerzynających próg Czarnych Spadów. Z lewej Bździochowa Grań. © Michał Ronikier

Podchodzimy stromo i uciążliwie trawiastymi upłazami i piargowymi osypiskami u podnóży Małej Śnieżnej Turni pod skały, a następnie trawersujemy poziomo do skalnej bariery Czarnych Spadów, ku skalnej rynnie, którą spada w dół wodospadem Czarny Potok. Pod nami w dole widoczny jest Czarny Staw, ale naszą uwagę przyciąga bardziej ograniczająca od prawej strony wspomnianą rynnę skalista grzęda, którą musimy pokonać. Najpierw kilka metrów ścianką wprost do góry, wykorzystując obłe chwyty i stopnie, ale bardziej "na tarcie", potem jeszcze gładkimi, wymytymi przez wodę skałami wydostajemy się na małe płasienki częściowo porośnięte karłowatą kosodrzewiną i lawirując wśród niewysokich skalnych stopni wychodzimy na górne piętro doliny Czarnej Jaworowej. Pierwsze metry wspinaczki na oko można ocenić na "I". Nie jest trudno, jednak zwłaszcza idąc z większym plecakiem i przy mokrej skale należy uważać. Próg można teoretycznie pokonać bez trudności skalnych po lewej stronie cieku wodnego spływającego wyżej wymienioną rynną, gdzie skalna bariera zanika, ale wariant ten - oczywisty kiedyś, za czasów pasterstwa - z powodu morza kosodrzewiny porastającego dziś tę część progu jest raczej nie do przejścia.
Górna część doliny to zupełnie inny krajobraz. Jesteśmy już na wysokości prawie 2000 metrów i całe dno doliny, z wyjątkiem trawiasto-skalistych brzegów potoku, jest pokryte piargiem i ogromnymi skalnymi wantami. Wśród tych want, jakieś sto metrów wyżej na stoku po prawej, pod ścianami Śnieżnej Grani, można znaleźć dość wygodną skalną kolebę, mieszczącą 2-3 osoby. Idziemy dalej w górę doliny, nadal bez ścieżki ani nawet kopczyków, kierując się wzdłuż łożyska potoku. Niewiele jest już w Tatrach miejsc, przez które nie prowadzą ścieżki a ludzkiej obecności nie znaczą niedopałki i inne śmieci. Takie właśnie jest górne piętro Czarnej Jaworowej. Czas dawno zatarł tu ślady pasterstwa, kosówka odrosła i opanowała spasane kiedyś zbocza, rzadko zapędzają się tu myśliwi i strażnicy, czasem pojawiają się turyści i taternicy.

Górna część Czarnej Jaworowej i Śnieżna Grań. © Michał Ronikier
Górna część doliny Czarnej Jaworowej i Śnieżna Grań. W oddali masyw Szerokiej Jaworzyńskiej. © Michał Ronikier

Pokonując trawiaste pięterka i skalne bule, mijamy widoczny po prawej piarżysty kocioł zwany Śnieżnym Bańdziochem. Jak nazwa wskazuje, sięga on pod Śnieżny Szczyt, widoczny nad nim i wraz z potężną Śnieżną Granią stanowiący jego prawe ograniczenie. Wprost nad nami Śnieżna Przełęcz, z lewej natomiast ograniczają kocioł urwiska Baraniego Zwornika w bocznej grani Baranich Rogów. To właśnie przez Śnieżny Bańdzioch najłatwiej było poszukiwaczom skarbów dostać się przed stuleciami do Złotej Strągi, czyli najwyższej części Śnieżnej Doliny.
A my kierujemy się dalej, wzdłuż osi doliny, ku skalnemu murowi łączącemu Czarny Szczyt z dominującym nad doliną piękną piramidą Kołowym. Po chwili marszu wśród piargów i płatów śniegu dochodzimy do najwyższej części doliny, tworzącej tutaj niewielki piargowy kocioł o płaskim dnie. Z prawej strony, poza skalną kulisą, ukazuje się właśnie wylot i dolna część wielkiego Szymkowego Żlebu spadającego z Przełęczy Stolarczyka.

Szymkowy Żleb. © Michał Ronikier
Szymkowy Żleb spadający z Przełęczy Stolarczyka. Na prawo od przełęczy szczyty masywu Baranich Rogów, na lewo Papirusowe Turnie. © Michał Ronikier

Tędy wchodził w 1867 roku pierwszy zakopiański proboszcz w drodze na niezdobyte jeszcze Baranie Rogi… Ponad żlebem rysuje się dziwacznie postrzępiona grań Papirusowych Turni wznosząca się ku kulminacji Czarnego Szczytu.
Tym razem, odwracamy się plecami do tego żlebu kierując się ku wąskiemu i niskiemu, rynnowatemu żlebowi wyprowadzającemu na Czarny Przechód, małe siodełko tuż powyżej Czarnej Przełęczy (na nią samą wejście jest trudne). Żlebkiem tym wspinamy się po kruchych skałach na Przechód (0+, ok. 0,5 godziny). Na grani otwiera się widok na południową stronę Tatr z szerokim kotłem Jastrzębiej Doliny tuż pod nami; można tam bez trudności zejść trawiasto-piarżystym stokiem.

Dolina Kieżmarska widziana z Czarnego Przechodu. © Michał Ronikier
Widok na Dolinę Kieżmarską z Czarnego Przechodu. Tuż pod nami piargi doliny Jastrzębiej, po lewej niepozorna stąd Jastrzębia Turnia. © Michał Ronikier

W prawo grań biegnie w kierunku nieodległego Czarnego Szczytu, na który można wejść drogą opisaną w artykule Darka Dyląga. My zwracamy się w lewo, podchodząc nietrudną ścieżką około 20 minut, wśród trawek, głazów i skalnych prożków na Kołowy Szczyt.

Czarny Szczyt i Papirusowe Turnie widziane z Czarnego Przechodu. © Michał Ronikier
Czarny Szczyt i Papirusowe Turnie widziane z Czarnego Przechodu. © Michał Ronikier

Piękny, dosyć rozległy wierzchołek jest zwornikiem trzech grani: w dwie strony biegnącej grani głównej oraz odgałęziającej się mniej więcej w kierunku północnym Bździochowej Grani.
Imponująco wygląda stąd zwłaszcza olbrzymi masyw Łomnicy i Durnego, ale w ciekawej perspektywie ukazuje się nam jeszcze kilka innych masywów, między innymi Lodowy i Tatry Bielskie, nie mówiąc już o odległych przestrzeniach Spisza i Beskidów… Na wybitny szczyt, przyciągający uwagę swym pięknym piramidalnym kształtem, wychodzili już w XVIII wieku spiscy pasterze, ale jako pierwsze zostało zanotowane wejście Stanisława Staszica z przewodnikami z Jurgowa w 1804 roku. Dosyć oryginalna nazwa szczytu pochodzi od leżącego u podnóża Kołowego Stawu w Kołowej Dolinie, choć dawniej mieszkający po południowej stronie Tatr Niemcy Spiscy nazywali go Czerwonostawiańskim Wierchem (Rotseespitze).
Zejście ze szczytu prowadzi tą samą drogą, lub przez Jastrzębią Dolinę do Zielonego Stawu Kieżmarskiego.

Od redakcji: Zachęcamy do przeczytania wspomnień z wycieczki doliną Czarną Jaworową!

Michał Ronikier, Krzysztof Stankowicz