Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Pośrednia Grań wzięta

18 sierpnia 2002
Słowacy wołają nań Prostredny Hrot, Niemcy - Mittelgrat, Węgrzy - Közeporom. Wspaniała smukła sylwetka upodabnia ją do "szklanej góry". Dla mnie: mityczny cel, do którego dążyłem przez siedem lat mojego życia. Dopiero za siódmym razem Góra pozwoliła mi wejść na swój wierzchołek. Pośrednia Grań jest więc dla mnie tym, czym dla Karola Englischa był Ostry Szczyt...
Moje bliskie spotkania z Górą zaczęły się pewnego słonecznego, lipcowego poranka, kiedy razem z czeredką towarzyszy wpadłem na cudowny pomysł przejścia z Terynki do Zbojnickiej przez… wierzchołek Pośredniej. Ułańska szarża wygasła na pionowych trawnikach górnej części Żlebu Hunsdorfera. Rok później biwakowałem w Terynce przez kilka nocy, polując na dobrą pogodę, by osiągnąć swój wymarzony cel. Pogoda nie przyszła i dwukrotnie zlani deszczem wycofywaliśmy się z grańki Żółtej Ściany w dolinę. W czasie drugiej z tych prób doszliśmy do początku Ławki Dubkego, "zaledwie" dwieście metrów pod szczytem. Przez następne lata nie mogłem się już zbliżyć tak blisko do mojej Góry.
W następnym sezonie pojechałem tylko z jednym postanowieniem: wejść na Pośrednią. Mieliśmy sprzęt, entuzjazm i kilka dni wolnego czasu. Niestety regularna lejba nie pozwoliła na czułe spotkanie z urwiskami.
Trzy lata później znów stoję pod Pośrednią. Śpimy w Łomnickiej Kolebie chcąc z samego rana zaatakować Żleb Stilla. Próba załamuje się na dolnym progu - mokra skała i brak widoczności zniechęcają nas do dalszej walki.
Kolejne lato - jestem bity tydzień w górach, tym razem musi się udać. Początki bardzo udane - piękny trawers Kołowego zakończony biwakiem w Czarnej Jaworowej. Rozochoceni sukcesem startujemy Ciemniastym Żlebem na szczyt. Niestety, góra szybko mówi nam "do widzenia" - równo leje i nie przestaje przez następnych kilkanaście dni. Wracamy do domu.
Lato bez próby na Pośredniej to lato stracone. Nie mija dwanaście miesięcy i startujemy ponownie. Tym razem… z powodzeniem!
A więc, drogi Czytelniku, posłuchaj mojej opowieści o spełniających się marzeniach.

* * *

Nowa Leśna wita nas sierpniowym słońcem, wiatrem we włosach i zimnym piwem. Złoty Bażant z widokiem na Pośrednią smakuje znacznie lepiej niż ten sam kufelek z widokiem na telewizor. Chmielowy napój pobudza do snucia ambitnych planów wejścia na szczyt. Marcin chce iść od razu Brökelmanem, ja preferuję łatwiejszego Stilla, Arto natomiast stoi w rozkroku antycznym, nie mogąc się zdecydować.
- Krótka, syta droga - kusi Marci.
- Długa, nudna droga - "kuszę" ja.
Arto postanawia, że "się jeszcze zastanowi".
Nazajutrz jest szaro, zimno i mokro. Arto nie musi więc podejmować żadnych decyzji. Bez większego przekonania wchodzimy na Hruby Wierch i idziemy na piwo.
Następny świt nie przynosi poprawy sytuacji. Taternik jest cierpliwym stworzeniem, więc nie popadamy w depresję. Tym razem pada Szczyrbski Szczyt, który zresztą bezskutecznie atakowałem wcześniej dwa razy. W odróżnieniu od nieszczęsnej Pośredniej, zadziałała tym razem zasada "do trzech razy sztuka".
Wreszcie wstaje kolejny dzień, który nie omieszkaliśmy ogłosić "Świętem WKE". Dobre imię naszego drogiego Wysokogórskiego Klubu Ekspedycyjnego zostanie obronione, tylko dzięki wejściu dwóch członków zarządu na wierzchołek Pośredniej.
Uskrzydleni tą myślą, idziemy dwiema dwójkami na szczyt. Ja z Arturem drogą Stilla, Marcin z Aśką drogą Brökelmana.
Wylot żlebu wita nas chłodem i spływającą po skale wodą. Zakładam kask i próbuję gonić szybko oddalającego się Artura. Ekspozycja na progu zniechęca mnie do podkręcania tempa i powolutku przeczołguję się do kociołka nad wodospadem. Artur idzie wprost w górę i znika za załomem.
Wariant mojego towarzysza nie wygląda zbyt obiecująco. Nie jestem miłośnikiem zalanych wodą płyt, idę więc bardziej w prawo do kruchego żlebka, który ma jedną podstawową zaletę - jest suchy jak pieprz. Sprawnie winduję się na rozległe upłazy ściany.
Artura ani widu, ani słychu. W końcu dochodzą mnie miarowe postękiwania i wraz z nimi pojawia się biały kask mojego szanownego kolegi.
- Prawie spadłem - krótko opisuje swoje wrażenia z przejścia mokrych płyt.
- Może się przewiążemy? - zasugerowałem.
Lina pozostała jednak w plecaku. Urwisty trawiasty teren nie dawał żadnych szans na założenie przelotów. W tej sytuacji woleliśmy iść w stylu "solo w duecie", niż przemienić się w "dwójkę bez sternika". Upłazy nie chciały się skończyć. Pod samą granią dodatkowa atrakcja: urocza ziemista rynna zakończona zwierzałą jak stary papier ścianką zbudowaną z chyboczącego się bloku. Z duszą na ramieniu wywindowałem się na przełęczkę.
- Nie zejdziemy tędy - walnąłem prosto z mostu.
- Dzwonimy po Horską Służbę...? - Arto też nie tryskał optymizmem.
Grunt to wiara w siebie. Z naszej dwójki wyparowała ona równie szybko, jak się pojawiła. Czułem, że jesteśmy w pułapce.
Chcąc zagłuszyć ciemne myśli ruszyliśmy powoli na szczyt. Z radością powitałem coś, co od biedy przypominało ścieżkę. Kluczyła wśród ścianek, które przecinaliśmy horyzontalnie i wertykalnie w zależności od upodobań i nastroju. Słońce śmiało się do nas, a my nie mieliśmy siły odpowiedzieć mu tym samym. O czekającym nas zejściu zaczęliśmy myśleć jeszcze przed osiągnięciem szczytu.

* * *

Kiedy postawiłem obutą w wibram nogę na drogiej memu sercu stercie kamieni, byłem otumaniony radością i strachem. Wierzchołek podcinały ze wszystkich stron pionowe ściany, a białe strużki bezpiecznych szlaków leżały nierealnie daleko w dole. Błąkaliśmy się po szczycie nie mogąc uwierzyć, że ośmieliliśmy się tu wejść. Kilka fotek, wpis do książki wejść i czas zmierzyć się najważniejszym zadaniem tego dnia - szczęśliwym powrotem do cywilizacji

Radość na wierzchołku. © Piotr Mielus
Radość na wierzchołku. © Piotr Mielus

Skupieni, w ciszy przerywanej łoskotem spadających głazów, spuszczamy się na stronę doliny Staroleśnej. To, według Paryskiego, najłatwiejsza droga zejściowa. Najłatwiejsza, co nie znaczy łatwa i prosta. Widząc dziewięćset metrów niżej, odzielone urwiskiem, dno doliny wiem, że czeka nas najpoważniejszy w życiu test na orientację. Zwłaszcza, że kopczyki znikają na wielkim podciętym upłazie, a niebo zasnuwa się stalowymi, deszczowymi chmurami. Jak zacznie lać, to po nas.
Stoimy na krawędzi grzędy pod czarną skałą w kształcie opalającego się żółwia i naprawdę nie wiemy, co dalej. Schodzenie żlebami to pchanie się w pułapkę, podchodzenie na grań nie ma większego sensu, dalszy trawers wydaje się niemożliwy. Oczy bolą od wypatrywania choć śladu perci, bądź kopczyka.
Wtedy przyleciał On. Mały kolorowy motylek. Zatrzepotał skrzydłami, zakręcił kółko i poleciał w stronę sąsiedniego żebra. Poszedłem za nim.
Podeszliśmy kilkanaście metrów po stromych trawkach na krawędź żeberka. Po drugiej stronie krawędzi stał kopczyk. A na kopczyku siedział motylek. Czułem, że jesteśmy uratowani.
Zeszliśmy bystro w dół do sąsiedniego żlebu. Spojrzałem w dół i wiedziałem, gdzie jestem. Toż to Ciemniasty Żleb, który spada prosto do szlaku! Jeszcze kilka mizernych progów i będziemy na dnie doliny.

Zejście Ciemniastym Żlebem. © Piotr Mielus
Zejście Ciemniastym Żlebem. © Piotr Mielus

Kilka mizernych progów zajęło nam bite dwie godziny. Cały czas bałem się, że zacznie lać i utopimy się w wodospadzie płynącym dnem żlebiska. Najgorszy był ostatni próg, który obeszliśmy pionowymi trawami trzymając się zwisających kęp granitolubnej boimki dwurzędowej. Kiedy dotarliśmy do wylotu żlebu, czułem się jak nowo narodzony. Zaczęło mżyć.
W strugach deszczu i przy ciemniejącym niebie przedzieramy się przez gęste kosówki do szlaku. Na glinianych nogach schodzimy na Hrebienok. Kolejka już nie działa, tuptamy więc po asfalcie do Smokowca, który opuściliśmy dwanaście godzin wcześniej. Odyseja zakończona.
Marcin z Aśką nie weszli w ścianę i dość szybko wrócili do kwatery. Nam pozostał powrót do Warszawy i opijanie sukcesu. Marzenia niekiedy się spełniają, choć nie zawsze od razu.

Piotr Mielus

Od redakcji: Dokładny opis dróg na Pośrednią Grań znajduje się w artykule tego samego autora pod tytułem: "Pośrednia Grań"

Nasz wpis do księgi wejść. © Piotr Mielus
Nasz wpis do księgi wejść. © Piotr Mielus