Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



O TURYSTYCE GÓRSKIEJ

Garść refleksji

Nie sposób w jednym "strawnym" artykule pomieścić wszystko, "co pomyśli głowa", a parę myśli się zebrało, bo czas w miejscu nie stoi i sporo dzieje się w górach. Wiem, że nie wszystkim podoba się moja krytyczna postawa wobec kolejek linowych i infrastruktury tego typu w górach. Pomijając to, że każdy ma prawo do swojego zdania chcę zaznaczyć, że i tak nie prezentuję postawy skrajnej, znam osoby, które chciałyby np. zakazać wspinaczki w Karkonoszach i w Tatrach, nawet w tak ograniczonym zakresie jak ma to dziś miejsce, a ruch turystyczny ograniczyć do dolin. Tu przypomina mi się wyrażony dawno temu pogląd, że "góry są jak kobiety. Żeby je podziwiać wcale nie trzeba na nie włazić". Nie podzielam takiej postawy. Pęd człowieka "industrialnego" do gór jest czymś naturalnym, pozostają do dyskusji sposoby, w jakich w te góry się dostaje i po nich się porusza. Uważam, że należy różnicować tereny górskie, które są w różny sposób już przeobrażone i będące pod wpływem otoczenia. Weźmy jako przykład okolice Bielska Białej. Szyndzielnia i Klimczok to naturalne zaplecze rekreacyjne dużego miasta i nic dziwnego, że z jego przedmieścia na Szyndzielnię prowadzi kolejka linowa. Że jest potrzebna to chyba widać skoro w soboty i niedziele wywozi tysiące mieszkańców miasta na górski grzbiet, ci zaś wędrują grzbietem na Klimczok i dalej do Bystrej lub Szczyrku, skąd nietrudno wrócić do miasta. Korzystają z kolejki także osoby, które nie są w stanie pokonać podejścia na Szyndzielnię, ale radzą sobie na płaskim spacerowym szlaku do schroniska pod Klimczokiem i z zejściem w doliny. Każdy ma prawo do wypoczynku i jak mieszkańcy innych miast ruszają w weekend w pobliskie lasy, tak bielszczanie ruszają w góry. Swoją drogą ciekawe, czy równie licznie nawiedzaliby okoliczne góry, gdyby nie było udogodnienia w postaci kolejki. W tej konkretnej sytuacji miasta otoczonego górami jestem gotów zaakceptować kolejkę i infrastrukturę narciarską w pobliżu. Natomiast nie widzę potrzeby budowy agresywnych urządzeń takich jak kolejki linowe, naziemne, hotele na grzbietach i sieci wyciągów narciarskich w głębi gór, na terenach do dziś jeszcze nie zniszczonych, co nie znaczy dziewiczych. Jednak te obszary górskie należy wyłączyć z zamierzeń inwestycyjnych ponieważ jest ich bardzo mało. I to stanowi ich wartość przyrodniczą i społeczną, to że są prawie naturalne. Nie oznacza to, że trzeba zabronić ludziom wstępu na te tereny. Niewielkie enklawy chronione są w postaci rezerwatów ścisłych, trochę obszarów górskich obejmują parki narodowe i tam obowiązują ścisłe zasady dostępu do gór. Na pozostałych terenach górskich powinien być swobodny dostęp do gór dla turystów nie korzystających z pojazdów i urządzeń mechanicznych. Wielką a niedocenianą rolę pełnią parki krajobrazowe i obszary chronionego krajobrazu. To one mają za zadanie nie dopuszczanie do inwazji inwestorów i powinny być wyposażone w dobre przepisy prawne. W ciągu ostatnich 10 lat namnożyło się projektów, głównie tzw. samorządowych mających na celu budowę centrów "turystyczno - narciarskich". Udowadnianie, że w górach poniżej 2000 m. lokowanie takich obiektów nie ma sensu, to tak jakby udowadniać, że woda jest mokra. To jest oczywiste biorąc pod uwagę warunki klimatyczne i śniegowe w naszych górach. A jednak nie brakuje przykładów realizacji takich pomysłów. Nawet w renomowanych ośrodkach np. w Krynicy nie przynoszą one spodziewanego dodatniego efektu ekonomicznego, zaś o skutkach dla przyrody gór nie chcę tu znowu pisać, żeby się nie powtarzać. Wszyscy o nich wiedzą, ale jakoś tej wiedzy nie potrafią... zrozumieć. Trochę to mętne, tak? Nic podobnego. Chodzi o to, że inwestorzy, gospodarze i miłośnicy takich urządzeń wiedzą o zgubnych skutkach inwestycji dla przyrody gór, ale uważają, że wszystko jest w najlepszym porządku, że jest to cena postępu i służy to społeczeństwu, i tym podobne bzdury.
Miło mi jednak donieść, że jeden z pomysłów przebudowy gór w lunapark upadł, przynajmniej na razie. Chodzi o Ośrodek Narciarsko - Turystyczno - Rekreacyjny "Leskowiec". Pisałem kiedyś o tym projekcie, przypomnę tylko krótko, że zakładano budowę hotelu i obiektów gastronomicznych w partii grzbietowej, kilku kolejek krzesełkowych i wyciągów oraz nartostrad z Leskowca i Jaworzyny (Groń Jana Pawła II) w kierunku Rzyk, Ponikwii i Tarnawy, a także zespołu parkingów i obiektów hotelowych w pobliskich dolinach. Jak donosi "Dzikie Życie" projekt upadł ponieważ inwestorzy nadziali się na obowiązujące przepisy, które zresztą chcieli obejść (szczegóły : "Dzikie Życie" wrzesień 2004), a stanowcza postawa leśników spowodowała zablokowanie projektu. Wobec napotkanych "trudności" większość inwestorów wycofała się ze spółki i masyw Leskowca na razie zostawiono w spokoju. Czy Leskowiec i Jaworzyna stracą coś z powodu braku kolejek linowych, czy ich turystyczne znaczenie zmniejszy się? Nic podobnego. Te góry i tak są popularne, a od lat 90-tych XX w. dodatkowo nawiedzane przy okazji tysięcznych pielgrzymek do sanktuarium związanego z osobą Jana Pawła II. Czy wszystko musi być podporządkowane zwykłym celom komercyjnym. No bo nie udawajmy, że ośrodek na Leskowcu miał służyć turystyce górskiej. Nauczmy się odróżniać różne formy ludzkiej działalności i powróćmy do właściwego znaczenia słów TURYSTYKA GÓRSKA.
Jeśli ktoś zarzuci mi, że upierając się przy ograniczaniu inwestycji udostępniających góry zapominam np. o niepełnosprawnych to jest w błędzie. Niepełnosprawni, ci którzy naprawdę chcą być w górach wcale nie palą się do korzystania z kolejek, oni dążą do tego, by sobie w górach radzić samemu, bądź z pomocą przyjaciół. Widzę to obserwując działalność toruńskiej "Fundacji Ducha" prowadzącej od wielu lat turnusy rehabilitacyjne w Jurze i Tatrach dla osób dotkniętych różnymi objawami niepełnosprawności, nie tylko fizycznej. Także w moim klubie jest turystka, która poprawiała swoją sprawność na obozie wspinaczkowym w Jurze, po dwóch latach od ciężkiego wypadku na szosie. Tam w skale nabrała pewności, że trud leczenia i rehabilitacja pozwolą jej w najbliższej przyszłości wrócić w Beskidy, Tatry i Alpy. Będąc w Dolomitach widziałem grupy niepełnosprawnych z opiekunami wysoko w górach np. w tunelu Casteletto w Tofanie Di Rozes i na szlaku pod ścianą Tofany.

***

A co słychać na naszych górskich szlakach? Rojno było latem i we wrześniu w weekendy w beskidzkich schroniskach i w górach. Jak zwykle tłoczno w Zakopanem i innych centrach turystyczno - wypoczynkowych. Ale od poniedziałku do piątku w górach i w schroniskach raczej spokojnie. Sporo rowerzystów, bardzo dużo sobotnich "trampkarzy", a raczej "adidasowców". Damskie półbuty na półsłupku też nie są rzadkością. Nie widać jakiejś wyraźnej zmiany w strukturze ruchu, dominuje ruch weekendowy, a w czerwcu i wrześniu grupy szkolne, choć wydaje się że nieco więcej nas w górach, więcej także turystów z zagranicy, dla których polskie góry to wciąż "ziemia nieznana", ale powoli odkrywana przez coraz większą liczbę tych turystów.
W zakresie bezpieczeństwa raczej nic się zmienia, GOPR i TOPR miały dużo pracy, wciąż wiele osób wyrusza w góry nie będąc właściwie przygotowanymi do wędrówki, wciąż miejski, "wczasowy" ubiór pokutuje na szlakach, wciąż wiele osób ignoruje góry, inni myślą że telefon komórkowy jest wystarczającym elementem wyposażenia lub może zastąpić turystyczną wiedzę i doświadczenie. Kroniki wypadków wcale nie są krótsze niż w poprzednich sezonach i tak się to wszystko kręci. Na koniec coś pozytywnego. Choć od czasu do czasu ten i ów narzeka , to jednak podnosi się wciąż poziom naszych schronisk i czego jak czego, ale szlaków i schronisk nie musimy się wstydzić przed Europą i światem.

Juliusz Wysłouch