Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Wycieczka w Dolinę Czarną Jaworową

4 lipca 2004 roku, niedziela. Wycieczka w Dolinę Czarną Jaworową.

Do wycieczki zachęciły mnie zamieszczone w nowiutkim albumie słowackiego autora piękne fotografie doliny i opis: "...wśród dolin zbiegających się od wschodu do Doliny Jaworowej najpiękniejszą i najbardziej dziką jest Dolina Czarna Jaworowa". Korzystałem również ze starego przewodnika i najnowszej mapy.

Godzina szósta rano w Cyrhli. Dzień jest słoneczny. Wkrótce nadjedzie autobus, którym można się udać do Zakopanego, a stamtąd do Łysej Polany. Gdyby jednak ruszyć autostopem w przeciwnym kierunku wprost ku granicy, byłoby szybciej. Zatrzymał się już pierwszy samochód. To dwaj wspinacze jadą do Smokowca, aby stamtąd ruszyć w góry. Rozumiemy się jako ludzie o podobnych zainteresowaniach. Na przejściu strażnik zagląda do dowodów i jazda dalej. Wkrótce Jaworzyna (1010 m n.p.m.). Dziękuję życzliwym ludziom i życzę pomyślnej wycieczki.

Najpierw poczta i telefon w sprawie wycieczki planowanej na koniec sierpnia. Jest dopiero siódma. Poczta zamknięta, ale na zewnątrz są automaty telefoniczne. Pytam jedynego o tej porze przechodnia, gdzie mogę kupić karty do rozmów. Mówi, że jeden automat przyjmuje bilon. Kieruję się do sklepu, by rozmienić banknot. Sklep mieści się w obszernym i zadbanym góralskim domu. Właśnie go otwierają. Na brzegu długiego, drewnianego ganku przesiaduje pięć kotów o różnym umaszczeniu i w różnym wieku. Wygrzewają się w pełnym słońcu. Kieruję myśl do swojej żony, która bardzo lubi koty.

Do automatu przy poczcie wrzucam najmniejszą z monet wymienionych w instrukcji (1 Sk). Dziś moja pierwsza rozmowa ze słowackim schroniskiem. Dawniej miejsca zamawiało się pisemnie, pośrednio przez biuro w Zakopanem. Po wybraniu numeru (Teryho Chata) automat wyświetla, że moneta jest zbyt drobna, by nastąpiło połączenie. Wrzucam większą i uzyskuję połączenie. - "Z jakim wyprzedzeniem należy zamawiać miejsca na sierpień (august)?". Rozmówca dobrze rozumie po polsku. Radzi w swoim języku, jakże podobnym do naszego, by zamawiać miesiąc wcześniej.

Jaworzynę poznałem kilka dni temu. Dochodzę zatem jedynie do drzwi zamkniętego kościółka i rozmawiam chwilę z Jezusem. Tu także pod najcieplejszą ścianą budynku siedzi kotka.

Na pierwszym odcinku doliny Jaworowej przez las biegnie droga bita, na której wyprzedza mnie samochód osobowy z pasażerami, choć trakt nie jest ogólnie dostępny. Po ponad pół godzinie jest rozdroże. Dolina biegnie nadal w tym samym kierunku. Tam las zasłania wysokie góry, natomiast w lewo za mostkiem na potoku powinna być polana. Rzeczywiście, tuż za obszernymi zabudowaniami leśniczówki po obu stronach drogi rozciąga się łąka, są gościnne ławeczki i stoliki, a w głębi zachwycają szczyty od Kołowego do Jaworowych i zalesione wzgórza przed nimi. W takim miejscu tylko siadać i podziwiać.

Mijają mnie pierwsi piesi: trzej mężczyźni w sile wieku z dużymi plecakami. Jeden pyta, dokąd się wybieram. - "W dolinę Jaworową". Przypatruje mi się uważnie.
- "Ta droga do niej nie prowadzi".
- "Wiem, ale domyśliłem się, że jest tu polana z widokiem. Dokąd idziecie?".
- "Jesteśmy Słowakami, idziemy do jaskiń".
- "Mówi pan doskonale po polsku."
- "Byłem wiele lat celnikiem na granicy".
Wiadomo, że tutejsze jaskinie znajdują się na terenie ścisłego rezerwatu.

Wracam na leśną drogę znakowaną na zielono. Po lewej raz po raz widać pobliski Jaworowy Potok, przy drodze ślady gospodarki leśnej. Dalej las jest nietknięty ręką człowieka. Szlak biegnie na ogół w cieniu i panuje chłód. Wyprzedza mnie dwóch młodych mężczyzn obładowanych plecakami, później jeszcze jeden, który dziarsko maszeruje z dużym plecakiem. Tego ostatniego zapytałem, czy idzie do schroniska. Zaprzeczył.

Po ponad godzinie od rozstaju widać po lewej zalesiony grzbiet, za którym na panoramie w przewodniku strzałką wskazano Dolinę Czarną Jaworową. Niedaleko więc powinna odchodzić do niej ścieżka. Szlak zbliżył się już do potoku, jak to pokazano na słowackiej mapie przed poszukiwaną ścieżką. Zaznaczono ją tam cienką przerywaną linią. Zaczyna się ona niecałe pół kilometra przed Polaną Jaworową. Aby jednak skorzystać z tej ostatniej wskazówki, trzeba by dojść do polany i wrócić. Wśród tych rozważań dochodzę do starej tablicy z napisami w językach słowackim, angielskim i węgierskim zakazującej wstępu. Obok stoi podniszczona ławeczka. Nie mam już wątpliwości. Na mapie podano wysokość tego punktu 1290 m. n.p.m.

Ścieżka znajduje się poza obszarem ścisłego rezerwatu. Tak wynika z książeczki dołączonej do wspomnianej słowackiej mapy Tatr Wysokich z 2002 roku. Podano w niej, że rezerwat ogranicza się do północno-wschodniej części Doliny Czarnej Jaworowej, zaś jego południową granicą jest Czarny Potok Jaworowy i Śnieżne Turnie. Wynika z tego, że ścieżka jest dostępna dla taterników mających odpowiednie kwalifikacje i udających się w wysokie partie gór. Dla ceprów jest również dostępna, ale w towarzystwie uprawnionego przewodnika.

Ścieżynka sprowadza przez trawki i łopiany do potoku. Na mapie, na potoku naniesiono w tym miejscu kładkę. Kładki jednak nie ma, a na brzegach pozostały jedynie małe, betonowe przyczółki. Potok płynie wartko, a dno jest kamieniste i bardzo nierówne. O przejściu w bród myślę niechętnie, bo pamiętam wpadkę do potoku przed kilkoma dniami.

W pobliżu znajduje się duże zwalone drzewo, którego pień sięga drugiego brzegu. Pień jest nieociosany, suchy i średnio gruby, jego gałęzie skierowane w bok i w dół, zatem nie ma czego się trzymać. Trzeba przejść pięć do ośmiu metrów. Potok płynie trzy metry pod pniem. Spadając można nawet złamać rękę lub nogę. Mam buty turystyczne z karbowaną podeszwą. Decyduję się więc i idę ostrożnie. Na drugim brzegu oddycham z ulgą.

Ścieżka kieruje się w prawo, jak podano na mapie. Wznosi się lasem w pewnej odległości od Jaworowego Potoku. Jest wąska, ale wyraźna, bez jakichkolwiek odgałęzień lub przedeptanych miejsc po bokach, bez śladów zwierząt i ludzi. Po prawie kilometrze zakręca w lewo. Tutaj układam kilka gałązek, aby wracając poczuć się pewniej. Mam wrażenie, że w tym roku nikt tędy nie chodził. Jeszcze niewiele tygodni temu leżał tu zapewne śnieg, bo tym roku wiosna przyszła w Tatry późno. Po kilkuset metrach ścieżka wyprowadza na przecinkę w kosówce u progu Doliny Czarnej Jaworowej.

Dolina jest nagrzana słońcem. Teraz widać z bliska tatrzańskie olbrzymy, całą grań od Kołowego przez Śnieżny do Lodowego Szczytu. Lodowy odległy w poziomie o kilometr wznosi się 1100 m ponad doliną. Po lewej, z wysokiej dolinki poniżej Czarnej Przełęczy spływają po skale dwa długie warkoczyki potoku. Przyciągają wzrok Mała Śnieżna Turnia i Śnieżna Dolinka z dużymi płatami śniegu. Nieco dalej ze ścieżki widać pobliski, otoczony trawami i kosówkami niewielki Czarny Staw Jaworowy (1492 m n.p.m.).

Zatrzymuję się na odpoczynek i posiłek. Przesiaduję na pólku wśród kosówek, aby nie być za bardzo widocznym ze ścieżki. Mam niebo, słońce, góry, zieleń i szczęście.

Po godzinie trzeba jednak wracać. O ile to łatwiejsze, niż iść w nieznane. Na zakręcie czekają pozostawione gałązki. Nie spotkałem nikogo. Po drodze myślę jak przejść przez potok. Teraz jestem bardziej zmęczony. Przy potoku odpoczywam dziesięć minut, by się poczuć lepiej przygotowanym. Tym razem posuwam się po pniu na rękach i kolanach. Tak wydaje się pewniej. Jednak i teraz utrzymanie równowagi wymaga wysiłku. Na drugim brzegu przychodzi całkowite odprężenie i pełny spokój.

Udaję się szlakiem w dolinę nieco wyżej, aby zobaczyć wymienioną w przewodniku Polanę Jaworową. Jest nachylona w lewo i zarosła lasem bardziej, niż wynikałoby z dawniejszych opisów. Widać wspomnianą grań, teraz bardziej oddaloną, a nadto grań Jaworowych i próg Doliny Czarnej Jaworowej. Siadam na ławeczce po prawej stronie ścieżki, szczęśliwy, że nie mam już żadnych problemów. Jest około czternastej. Pożywiam się i odpoczywam. Za mną, na polanie różnorodność polnych kwiatów.

Idzie czworo turystów. Pytam. Nie doszli na Lodową Przełęcz, wracają, bo było za mało czasu. Później idzie pod górę dość niezwykła trójka. Uśmiechnięty, wysoki tata niesie na ramionach dwuletnie dziecko. Pozdrawia. Za nimi mama. Przywodzą na myśl słowa "Gdy nie liczysz już na siebie, On bierze cię na ramiona. Niesie cię z wielką radością" zapisane przez mistyczkę Gabrielę Bossis. Oznaczają one, że wobec Jezusa dobrze jest czuć się małym dzieckiem.

Wracam do Jaworzyny. Przez cały dzień na szlaku powyżej rozdroża spotkałem około dziesięciu osób, prawie samych Polaków. Wszędzie w lesie różnokolorowe kwiaty. Skąd się wzięły, bo rankiem ich nie widziałem? Tak, przecież w chłodzie były skulone i niewidoczne, a teraz zachwycają, jakby dokładały się do powycieczkowej radości. Dziękuję mojemu Aniołowi Stróżowi za ogromną pomoc.

Od redakcji: Zachęcamy do przeczytania opisu wejścia na Kołowy Szczyt przez dolinę Czarną Jaworową.

Antoni Salm