Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Z Tatranskiej Javoriny do Jurgowa, czyli granice w Unii Europejskiej

Opowiadam to, co przed rokiem usłyszałem od turysty spotkanego w Zakopanem.

Chciał zwiedzić tereny na południe od Jurgowa, wsi za Bukowiną Tatrzańską oddzieloną od niej rzeką Białką. Z folderu dowiedział się, że w pobliskim Grocholów Potoku można dostać noclegi, ale zamierzał się przekonać, czy okolice te są warte wycieczek pieszych.

Aby nie iść tą samą drogą z Jurgowa na południe w obu kierunkach, zamierzał dotrzeć tam od strony słowackiej. Na jego mapie (Tatry-Pieniny z 1971 roku!) zaznaczono dwie drogi: szosę Podspady - Jurgów z przejściem granicznym oraz leśną drogę z Jaworzyny.

Jak wynikało z Internetu, szosowe przejście graniczne było dostępne tylko dla osób zameldowanych w sąsiadujących gminach, choćby czasowo.
Z mapy wynikało, droga leśna prowadzi niewielką wyniosłością (Chowańcowy Wierch) zbliżając się do granicznego Jaworowego Potoku, po czym przekracza go tuż przed miejscem, w którym ten wpada do Białki, po czym dochodzi do szosy. Po polskiej stronie między potokiem i szosą zaznaczono kilkanaście szałasów i na tej podstawie przyjął, że jest to droga lokalna, przeznaczona tylko do celów gospodarczych i że przekracza potok po mostku.

Dalej, według jego relacji, wyglądało to mniej więcej następująco.

"Nie mając miejscowego meldunku wybrałem drogę leśną, również dlatego, że turysta wybiera szosę z konieczności. Przy okazji zwiedzę Jaworzynę przygotowując się w ten sposób do kolejnej wycieczki.

Średnia pogoda była na tego rodzaju wycieczkę wystarczająca. W planie miałem jeszcze dwie inne: całodzienną z Kasprowego Wierchu wymagającą dobrej pogody i drugą do Doliny Jaworowej. Po przyjeździe w Tatry, jeśli pogoda dopisuje, jako pierwszą dobrze wybrać tę wycieczkę, która wymaga najlepszej pogody. Zwykle jest ona najdłuższa z planowanych. Wiadomo, że przyjeżdżającym w Tatry zaleca się stopniową aklimatyzację. Znacznie lepiej zastąpić ją kilkoma wycieczkami po 5 do 15 km w okolicy miejsca zamieszkania w ciągu 10 - 14 dni przed wyjazdem. Słońca bowiem niczym zastąpić się nie da.

Byłem gotów na każdą z trzech wycieczek, a wybór przełożyłem dopiero na ranek. Z terenu Zakopanego dobrze widać grzbiety Tatr Polskich od Koszystej, przez Kasprowy, hen aż na zachód. Tak też było o szóstej rano, ale nad górami wisiały chmury, za to na Podhalu było słonecznie, choć chłodno. Rezygnuję z Kasprowego na korzyść Jaworzyny - może w części słowackiej będzie pogodniej?. Pierwszym kursem z Zakopanego do Palenicy jadą głównie pracownicy Parku, obsługa kiosków i parkingu, jest też kilku turystów. Wysiadam w Łysej i przechodzę granicę. Okazuje się, że na Słowacji pogoda jest taka sama jak u nas: w górach chmury, w stronę dolin słonecznie. O siódmej pięć wyrusza pierwszy słowacki autobus do Popradu przez Jaworzynę. Decyduję się teraz na wycieczkę do Jurgowa.

Jaworzyna jest małą wioską, nieprzewidzianą do rozbudowy. By ją zwiedzić, wystarczy dojść do wylotu doliny Jaworowej uliczką, przy której stoją budynki TANAP-u z informacjami dla turystów, a ponadto, blisko szosy, obejrzeć uroczy kościółek na małym pagórku z widokiem na góry, a za nim cmentarzyk. W niedziele jest Msza św. o godzinie 11.15. Ponadto w pobliżu znajduje się poczta, dobrze zaopatrzony sklep spożywczy, restauracja i można nocować na kwaterach.

Tegoroczna wiosna przyszła w góry późno. Jakże pięknie świadczyły o tym w pełni rozwinięte białe bzy przy uliczce w Jaworzynie (było to w końcu czerwca).

Jeszcze jest inna, mniej znana część Jaworzyny. Szosa w kierunku Łysej Polany wznosi się nieco, po 500 m na prawo między pozostałością muru dawnej bramy wjazdowej odchodzi dobra droga na dużą polanę otoczoną lasem. Na pierwszym odcinku widać ładny budynek. Postawiono go w 1977 jako rządowy obiekt wypoczynkowy, a obecnie jest to hotel. Dalej na polanie, po prawej nieco w dół, częściowo już w lesie, stoją parterowe, ładne budynki drewniane pozamykane na cztery spusty. Są to budynki Parku i chyba nie tylko. Gdzieś w pobliżu znajduje się również pałacyk myśliwski dawnego właściciela tych okolic. Z polany, nieco nachylonej na południe, otwiera się śliczny widok na Tatry Wysokie. Będąc Jaworzynie, choćby przejazdem, warto odwiedzić to miejsce. Wystarczy pół godziny.

Gdy podziwiam widok, drogą przez polanę przejeżdża łazik leśnictwa z kierunku, w który zamierzam się udać lub może z Podspadów. Na końcu polany droga obniża się, w lewo odchodzi niezła droga leśna. Blisko przed tym małym skrzyżowaniem ustawiono tablicę zakazu wejścia na teren Parku Narodowego.

Wkraczam na swoją drogę trochę z duszą na ramieniu. Po 500 metrach widać w lesie polanę z budyneczkiem i poustawianym drewnem. Czy obejść ją lasem? Nie widać jednak żadnego ruchu, a budyneczek okazuje się zamknięty. Po kilometrze następna polana i tu jest podobnie. Po kolejnym odcinku wielka polana ze śladami kół traktorów i gospodarki leśnej, drogi rozchodzą się i wszędzie pusto. Wybieram drogę we właściwym kierunku. Ta obniża się nieco i prowadzi skrajem lasu obok uroczej polany nachylonej w prawo. Jak i z poprzednich polan, widać stąd Tatry Bielskie, nigdy dotychczas nie widywane z tej perspektywy, a za nimi Tatry Wysokie. Świeci słońce. Ciszę upiększa świergot ptaków, a z lewej dochodzi niekiedy słaby szum samochodu, chyba od drogi przez Głodówkę. Tu zatrzymuję się na odpoczynek.

W którym miejscu się teraz znajduję? Około cztery kilometry za mną pozostała Jaworzyna. Po prawej stronie las zniża się ku dolince Jaworowego Potoku, którą biegnie niewidoczna stąd szosa. Po przeciwległej stronie dolinki wznosi się zalesiony grzbiet. Ponieważ nieco poniżej grzbietu widać poprzeczną drogę zaznaczoną na mojej mapie, domyślam się, że to wykazany na niej Suchy Wierch. Bardziej w lewo z grzbietu zniża się wprost ku dolince przecinka, która wyznacza granicę, co jest zgodne z mapą. Znajduję się więc mniej więcej powyżej przejścia granicznego.

Tutaj poczułem tak przejmującą samotność, która przez chwilę wyraziła się jakby bólem podobnym do fizycznego. Była to jednak samotność opanowana. O tym bowiem, że tu jestem, wiedział Bóg, i ja wiedziałem, że On tu jest ze mną. Starałem się spamiętać piękny świat wokół.

Widok z grzbietu Wołoszyna (Turnia nad Dziadem) na Tatry Jaworzyńskie. Na ostatnim planie widoczne są Tatry Bielskie, bliżej - ramię opadające z Szerokiej Jaworzyńskiej, z Holicą i Czerwoną Skałką © Michał Ronikier
Widok z grzbietu Wołoszyna (Turnia nad Dziadem) na Tatry Jaworzyńskie. Na ostatnim planie widoczne są Tatry Bielskie, bliżej - ramię opadające z Szerokiej Jaworzyńskiej, z Holicą i Czerwoną Skałką © Michał Ronikier

Po obfitym posiłku idę dalej. W pewnym miejscu mijam podniszczoną tablicę zakazu wstępu ustawioną w przeciwnym kierunku, obok niej zwalone pozostałości starego płotku wchodzącego w las po kilka metrów w lewo i w prawo, który jak widać zupełnie już utracił swoje znaczenie. Tuż zaraz droga dochodzi do innej, nowszej i dogodnej, której nie ma na mojej mapie i która prowadzi we właściwym kierunku. Na kolejnym rozwidleniu kieruję się w nieco gorszą, miejscami błotnistą drogę, pożłobioną przy ściąganiu pni drzew. Sprowadza ona stopniowo ku potokowi. Wreszcie widać potok, a po lewej słychać Białkę. Nieco dalej w lesie stoi słupek graniczny i potoki się łączą. Na ich wspólnej toni dwaj wioślarze pływają na małych kajaczkach.

Szukam odpowiedniego przejścia. Droga przez potok pokazana na mapie nie istnieje. Na słowackim brzegu miejscami jest skarpa i są zarośla, a dno potoku pełne śliskich kamieni. Biorę duży kij, by łatwiej utrzymać równowagę. Woda sięga do kolan i nie jest zimna. Bose stopy poślizgnęły się, kij się złamał, straciłem równowagę, ale opierając się prawą ręką o dno wstałem i przeszedłem na drugi brzeg. Cała prawa strona wszystkich ciuchów na mnie była mokra.

Drugi brzeg jest równy, biegnie dróżka, są pojedyncze drzewa, dużo trawy, a dalej las. Pusto, cisza i przygrzewa słońce. Doskonałe warunki do suszenia. W plecaku mam spodenki, które założyłbym dodatkowo w razie silnego wiatru, gdybym dziś poszedł w wysokie partie gór. Teraz się przydają. Rzeczy starannie rozwieszam na gałęziach, wkładam patyki w rękawy i nogawki. Po dwóch godzinach wszystko jest suche. W tym czasie można zwiedzić brzeg i najbliższe szałasy.

Po wycieczce zaś zapoznałem się z aktualną mapą turystyczną, na której nieistniejącej drogi przez potok już nie zaznaczono.

Dwa miesiące przed wycieczką Polska i Słowacja weszły do Unii Europejskiej. Wprowadzono przy tym zmiany przy przekraczaniu wspólnej granicy. Zrezygnowano z kontroli bagaży i konieczności posiadania paszportu. Pozostało sprawdzenie dowodu osobistego. Przekroczenia granicy nie potwierdza się już pieczątką. Ponadto, jeszcze tego samego dnia usłyszałem w Jurgowie od przyjezdnej osoby, że z przejścia Jurgów - Podspady mogą od teraz korzystać wszyscy obywatele, niezależnie od miejsca zameldowania. To są ułatwienia.

Obywatele krajów, które są dziś w Unii, a w 1985 roku podpisały układ z Schengen (np. kraje Beneluksu i Francji), mogą od tego czasu przekraczać granice pomiędzy swoimi krajami w dowolnym miejscu i o dowolnej porze. Polska i Słowacja takiego układu jeszcze nie podpisały i granicę należy przekraczać na wyznaczonych przejściach.

Po ostatniej wojnie zarówno granica jak i ochrona przyrody w Tatrach miały i mają swoje znaczenie. Początkowo szczególną uwagę przypisywano granicy, teraz większej dbałości wymaga przyroda. Zawsze jednak obie sprawy były ze sobą w Tatrach połączone i jedno wspomagało drugie. Dzisiejsza sytuacja po wejściu do Unii nieco się zmienia, ale powoli.

W ciągu pięciu minut dróżka przez las wyprowadza na asfaltową szosę. Jest dobrze utrzymana. Przeciętnie tylko co 20 minut przejeżdża samochód, zupełnie jak na głównej drodze kiedyś, w dawnych czasach, i spacer na niej jest przyjemnością. Dalej szosa wychodzi z lasu oraz otwiera się widok na rozległe łąki i wzgórza. Po lewej stronie stoi kilkadziesiąt szałasów, niektóre widoczne z szosy, inne schowane w lesie, podniszczone, tylko te w pobliżu objaśniającej tablicy są konserwowane. Chyba nigdzie w Polsce nie ma w górach takiego nagromadzenia. W samych Tatrach nie ma już ich prawie wcale. Napotkane zaś tutaj, dziś bezużyteczne, świadczą o dawnej gospodarce pasterskiej i uprawie łąk. Dalej po drodze widać, że na niektórych łąkach po obu stronach szosy pracują ludzie.

Z szosy do Jurgowa otwiera się przepiękny widok na Tatry Wysokie, zarówno słowackie jak i polskie oraz na Tatry Bielskie. Nie ustępuje panoramie z Głodówki. Warto udać się z Zakopanego do Jurgowa i dalej szosą, aby to piękno ujrzeć".

Do wioski, celu wycieczki, tego dnia nie dotarł. Mówił, że ma dość wrażeń i czas na to przyjdzie później. Uważał, że wycieczka była dlań ćwiczebną w pokonywaniu samotności, przechodzeniu przez potoki i wyjątkowo nawet mimo tablicy zakazu.

Dla mnie zaś opracowanie tej relacji jest ćwiczeniem w pisaniu i w korzystaniu z Internetu. Chciałbym, aby zamieszczenie tego w GGI pobudzało zainteresowania pięknem przyrody i wędrówkami.

Antoni Salm