Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Powroty w Wielką Fatrę (cz. 3)

Minęło już trochę czasu kiedy to razem z gromadką przyjaciół w upalne lato 1995 roku szykowaliśmy się do wymarszu ze schroniska pod Borisowem. Było nas wtedy pięcioro. Oprócz mnie był tam Michał z swoją żoną Ewą, Dorotka oraz niezmordowany nasz towarzysz Teo. Przez ostatnie dni dane nam było zwiedzić północną część Wielkiej Fatry, teraz czekała nas droga na południe.
Pierwszą przeszkodą, która stanęła nam na drodze była góra Ploska (1532 m.). Góra ta o kształcie przypominającym wielkiego trawiastego wieloryba potrafi (szczególnie w silnym słońcu) wycisnąć z  człowieka ostatnie poty. Tak też stało się i z nami. Dlatego z wielką radością osiągnęliśmy słupek określający w przybliżeniu punkt szczytowy. Tu mieliśmy chwilkę na podziwianie widoku wielkich grzbietów Ostredoka i Kriżnej oraz wykonanie serii zdjęć (obowiązkowo przy grobie partyzanta). Po czym szybko zbiegliśmy w dół na przełęcz.
Na przełęczy wreszcie mogliśmy ponownie ukryć się w cieniu drzew przed potwornie przypiekającym słońcem.

Grzbiet Ostredoka © M. Ronikier Grzbiet Ostredoka © M. Ronikier

Ta przyjemna wędrówka ładnym laskiem upiększonym skalnymi tworami nie trwała jednak długo. Już niebawem stanęliśmy u stóp Suchego Wierchu (1550 m.), który zaczynał właściwe podejście przewidziane na dzień dzisiejszy. Cóż korzystając z pobliskiego źródła, nabraliśmy pełen zapas wody po czym zaczęliśmy piąć się do góry. Podejście to było dość wyczerpujące, jednak po jego pokonaniu stanęliśmy na wysokim trawiastym grzbiecie, z którego rozciągały się przepiękne widoki. Dalej droga prowadziła już znacznie łagodniej więc szybko zdobyliśmy Ostredok (1592 m.), a następnie całą serię pomniejszych szczycików i w końcu stanęliśmy na szczycie Kriżnej (1574 m.), tuż obok stylowego urządzenia elektro-magnetycznego. Na szczycie tym było bardzo tłoczno i gwarno, działo się tak zapewne za sprawą kolejki, która wywoziła tu "stonkę ludzką". W tej sytuacji postanowiliśmy ewakuować się w kierunku Kralowej Studni (1384 m.), gdzie natrafiliśmy wreszcie na upragnione źródła wody. Dalsza nasza droga prowadziła w dół stromymi zakosami do doliny Gaderskiej na planowany nocleg. Nocleg w tej dolinie, jednak jak się okazało nie jest sprawą prostą. Przyczyną tego jest brak miejsca do rozbicia namiotów powodowany małą szerokością tej doliny. Ostatecznie namioty rozbiliśmy na drodze tuż obok samochodu opisanego jako własność strażnika parku. Miejsce naszego noclegu nie należało do "psychicznie" bezpiecznych więc dzięki temu sprawnie się rano wyzbieraliśmy. Nasz pośpiech powodowany był również tym, że będąc już od tygodnia w górach skończyły nam się zapasy jedzenia, a ponieważ dniem dzisiejszym była sobota, byliśmy pełni obaw czy zdołamy zastać jeszcze w pobliskiej wsi jakiś otwarty sklep. Dlatego ruszyliśmy ostro w dół tej przepięknej doliny.
Cóż mogę powiedzieć o tej dolinie. Chyba tylko tyle, że należy ona do ładnych dolin o stromych zboczach, upiększonych wieloma wapiennymi skałkami. Jednak jedna jej cecha psuje ten wizerunek, a mianowicie jej długość - 18 km. Tak jakoś to bywa, że w takiej sytuacji człowiek często myśli: "Tak to jest piękne!!! Ale kiedy się to wreszcie skończy"?
U wylotu doliny znaleźliśmy kompleks obiektów letniskowych, niestety bez upragnionego przez nas sklepu. Ostatnim elementem tej doliny są wznoszące się na wysokim zboczu ruiny blatnickiego zamku.
Do miejscowości Blatnica dotarliśmy w południe. Jak się okazało, wszystkie sklepy były już dawno pozamykane. Cóż pozostała więc nam tylko knajpa na rynku (jedyny czynny obiekt). W knajpie spotkaliśmy sporą grupkę mieszkańców którzy wpatrywali się z wielkim zainteresowaniem w telewizor. Muszę tu nadmienić, że był to akurat czas kiedy na Słowacji przebywał papież Jan Paweł II, który wzbudzał tutaj sporą sympatię dającą się odczuć przez uprzejme nastawienie do Polaków.
W knajpie próbowaliśmy znaleźć coś do jedzenia ale na próżno. W ostateczności postanowiliśmy utopić nasz głód w piwie. Teraz trzeba się było zastanowić co dalej robić? Od mieszkańców dowiedzieliśmy się, że są szanse zjedzenia czegoś na istniejącym pobliżu campingu, więc postanowiliśmy zaraz się tam udać. Pozostała mam jeszcze w Blatnicy sprawa wybadania kiedy są tutaj msze św., aby w dniu następnym mieć możliwość jej zaliczenia. Zadanie to wydawało się dość proste gdyż nad osadą górowała wysoka wieża kościoła jednak już przy próbie podniesienia się z ławy (po kilku piwach na czczo) razem z Michałem doszliśmy do wniosku, że z wykonaniem go możemy mieć trudności. Ogólnie wyszło na to, że drogi które miały zawieść nas do celu zazwyczaj wyprowadzały nas dosłownie w pole za wieś, ale w końcu udało nam się stanąć pod czymś co najwyraźniej było murem wokół kościoła. Tutaj podsadzony przez Michała wspiąłem się "sprawnie" i rzeczywiście stanąłem tuż przy tejże świątyni. Widząc, że jest ona otwarta od razu chciałem ruszyć na penetracje wnętrza. W tym jednak momencie usłyszałem jak Michał mówi "dzień dobry". Rozejrzałem się i faktycznie na trawniku przed wejściem rozłożony był leżak na którym siedziała starsza kobieta, widać bardzo zaskoczona naszym sposobem przybycia. Kobieta ta, jak się okazało była to żoną pastora tej właśnie protestanckiej świątyni jednak bez problemu otrzymaliśmy od niej informacje o mszach dla katolików, które odbywają się w kaplicy na cmentarzu w drugiej części wsi. Podziękowaliśmy za informację i teraz już "kulturalnie" tzn. przez bramę opuściliśmy teren kościoła.

Widok z Drienioka © St. Łukasik Widok z Drienioka © St. Łukasik

Po powrocie do knajpy zebraliśmy się sprawnie i rozpoczęliśmy naszą drogę przez mękę po niekończącym się asfalcie, rozpływając się w promieniach ognistego słońca. Wysiłek ten się jednak opłacił. Otóż na Campingu oprócz porządnej restauracji serwującej przeróżne dania zastaliśmy również ubikacje z prysznicami oraz kuchnię, dzięki której nie musieliśmy gotować na naszych i tak już pustych butlach gazowych.
Na drugi dzień po mszy św. udaliśmy się na trasę spacerową po okolicznych górach. Celem naszym było w pasmo Tlstej góry(1414 m.). Głównym obiektem naszej dzisiejszej wędrówki miała być jaskinia Mażarna tym atrakcyjniejsza, że natrafiliśmy wkrótce na tablice informujące o zamknięciu tego szlaku. My oczywiście ten zakaz zlekceważyliśmy i po pewnym czasie ostrej wspinaczki stanęliśmy u wejścia do tej jaskini. Jednak tu się dość rozczarowaliśmy gdyż zamiast pięknej jaskini znaleźliśmy ponurą wielką dziurę w skale. Jednak nasz towarzysz Teo musiał zaliczyć tu każdy korytarzyk dzięki czemu wkrótce od mleczka wapiennego przypominał białego bałwana. Fakt ten był o tyle znamienny, iż za chwilę natrafiliśmy na strażników parkowych, którzy gdy tylko spojrzeli na Tea od razu stwierdzili: "Aaaa, Mażarna..." Dalsza droga przebiegała już spokojnie i po zatoczeniu pętli wśród tutejszych wapiennych gór wróciliśmy na Camping.
Kolejny dzień był miał być następnym etapem naszej drogi na południe. Jednak z powodu zamkniętego sklepu w Blatnicy, w którym chcieliśmy uzupełnić nasze zapasy jedzenia zmuszeni zostaliśmy do czekania aż do południa. Takie opóźnienie spowodowało, że tego dnia zdołaliśmy dojść tylko na Drieniok (1273m.). Szczyt tej góry jest bardzo ciekawy. Prowadzi na niego ze znajdującej się poniżej przełączki ścieżka przechodząca w stromy skalny żlebik, który to o tyle zapamiętaliśmy, że przechodząc przez niego pod ciężarem Michała ukruszył się blok skalny powodując prawdziwą skalną lawinę, która omal nas nie zmiotła ze ścieżki. Było to dość zaskakujące zjawisko w tak łagodnych górach. To podejście powodowało, iż szczyt Drienioka wyobrażaliśmy sobie jako skalną iglicę, dlatego to co zobaczyliśmy znów nas zaskoczyło. Szczyt tej góry to duży, płaski teren porośnięty trawą i drzewkami, opadający we wszystkie strony stromymi zboczami. Gdyby nie brak wody byłoby to idealne miejsce na biwak.
Wkrótce zaczął zapadać zmrok więc szybko zbiegliśmy na przełączkę gdzie pozostawiliśmy plecaki i tu rozbiliśmy namioty.
W następnym dniu przez wzgląd na brak wody szybko się wyzbieraliśmy i ruszyliśmy w kierunku doliny Rożkowej, którą to schodząc mogliśmy się delektować widokiem całych serii wapiennych skał i innych utworów przyrody. Z wylotu tej doliny ruszyliśmy ponownie w stronę Kriżnej (1574 m.) a dokładniej mówiąc na Kosarisko, po osiągnięciu którego rozpoczęliśmy zejście zielonym szlakiem w stronę Górnego Harmańca.

Widok z Kosariska © St. Łukasik Widok z Kosariska © St. Łukasik

Grubo już po południu stanęliśmy w dolinie przy torach linii kolejowej. Jeśli spojrzysz, drogi czytelniku na mapę tego rejonu to zauważysz zapewne, że istniejąca tu linia kolejowa nie jest taka zwykła jak mogłoby się wydawać. A wszystko to dzieje się za sprawą tuneli kolejowych, których jest tutaj całe mnóstwo. Można powiedzieć, że jadąc tą linią więcej przebywa się w tunelach niż na powietrzu. W dodatku istnieje tutaj taki ciekawy tunel, że wlot i wylot znajdują się praktycznie obok siebie a cały sens budowy tego tunelu opierał się na tym, że wloty te znajdują się na różnych wysokościach dzięki temu zapewniono pociągom wymagany odcinek drogi aby były one zdolne do wyjechania na daną wysokość.
Po zejściu z gór zaczekaliśmy na stacji na najbliższy pociąg którym dojechaliśmy do stacji "Harmanecka Jaskinia", którą to postanowiliśmy zwiedzić. Plecaki pozostawiliśmy w pobliskim barze i już zupełnie na lekko zaczęliśmy podejście do wylotu jaskini.
Cała ścieżka była pełna ludzi co świadczyło o dużej popularności tej jaskini. Przy wejściu istniał wybór przewodnika polskiego lub słowackiego. My jednak byliśmy zdecydowani na słowackiego i jak okazało się uczyniliśmy słusznie gdyż tzw. "polski przewodnik" istniał tylko w postaci kasety magnetofonowej, którą wędrująca z turystami panienka z obsługi uruchamiała w odpowiednich momentach.
Jaskinia należy do naprawdę pięknych. Odkryta została przypadkowo w 1932 roku kiedy to M. Bacurik zauważył otwór z którego wylatywały nietoperze. Po powiększeniu otworu otwarł wejście to kompleksu korytarzy o łącznej długości ponad 2100 m. wypełnionych najprzeróżniejszymi formami naciekowymi. Zwiedzanie tej jaskini zajmuje prawie godzinę.
Po powrocie z jaskini i odebraniu plecaków zaczęliśmy szukać miejsca na nocleg. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na budynek stacji kolejowej.
Następnego dnia wsiedliśmy do pociągu do Bańskiej Bystrzycy i zwiedzaniem tego miasta (szczególnie polecam muzeum powstania słowackiego z 1944 roku) zakończyliśmy penetrację gór Wielkiej Fatry.


  • Chata pod Borisovem - Ploska (1532 m.) - 1 godz.
  • Ploska (1532 m.) - Kysky - 45 minut
  • Kysky - Suchy Wierch (1550 m) - 45 minut
  • Suchy Wierch (1550 m) - Ostredok (1592 m.) - 30 minut
  • Ostredok (1592 m.) - Kriżna (1574 m.) - 1,5 godziny
  • Kriżna (1574 m.) - Kralowa Studnia (1384 m.) - 1 godzina
  • Kralowa Studnia (1384 m.) - Blatnica - 3,5 godziny
Razem: 9 godzin
  • Blatnica - Rakytowska Dolina - 1 godzina
  • Rakytowska Dolina - Przełęcz pod Drieniokiem - 1,5 godziny
  • Wejście na Drieniok i powrót - 45 minut
  • Zejście doliną Rożkową - 1 godzina
  • Wylot doliny Rożkowej - Kosarzysko - 2 godziny 15 minut
  • Kosarzysko - Harmanec - 3 godziny
Razem: 9,5 godziny

SŁoń