Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Tatrzańska kapliczka straceńców
część I

Epitafium tatrzańskie

Wędrując po Tatrach natykamy się czasami na krzyże, kapliczki, figurki świętych. Zdarza się, że takie miejsca związane są z wyznaniem wiary - jak krzyż Pola w  Dolinie Kościeliskiej lub krzyż na Giewoncie. Niejednokrotnie jednak tak upamiętnione zostały tragiczne wydarzenia. Jeżeli więc widzisz przy szlaku zapalony znicz lub figurkę Madonny w skałach, zatrzymaj się na chwilę. Być może tu właśnie zginął człowiek.
Mijają lata, przychodzą w Tatry kolejne pokolenia. Jak już niewielu pamięta o pierwszych zdobywcach Tatr, o przewodnikach, turystach i taternikach, którzy udostępnili te góry dla wszystkich, za swą pasję poznania i chęć okiełznania niedostępnej przyrody płacąc nieraz cenę najwyższą. Przewijają się przeważnie jeszcze w pamięci nazwiska Klimka Bachledy, Tytusa Chałubińskiego, może jeszcze Mariusza Zaruskiego. Najczęściej jednak młody turysta patrząc na kamień Karłowicza pod Kościelcem lub na nazwę na mapie, na przykład - żleb Drege'a, zastanawia się: cóż to jest, komu i dlaczego poświęcono to miejsce.

Kapliczka w Dolinie Roztoki ©Liliana Kołłątaj
Kapliczka w Dolinie Roztoki ©Liliana Kołłątaj

Warto przybliżyć niektóre osoby i zdarzenia, które wiążą się z rejonami znanymi wszystkim turystom tatrzańskim. Wzmianki o różnych faktach pojawiają się w wielu przewodnikach, artykułach i wypowiedziach o Tatrach - bez wstępnych wyjaśnień, jako odwołania oczywiste dla autorów. Czas jednak zaciera pamięć o ludziach i ich biografiach. Dla najmłodszych pokoleń turystów, wchodzących dopiero w góry, wiele haseł i nazwisk brzmi dziś pusto. Przywołajmy zatem przynajmniej kilkoro z tych, którzy poświęcili swe życie Tatrom, w dosłownym tych słów znaczeniu. To osoby najczęściej wspominane i kojarzone z najbardziej popularnymi rejonami Tatr. Wspominając te smutne wydarzenia, zastanówmy się też chwilę nad ich przyczynami, aby to wspomnienie było nie tylko kolejnym przyczynkiem do faktografii tatrzańskiej, ale też ostrzeżeniem i zachętą do bardziej rozważnego planowania górskich eskapad. Tak, by w przyszłości jak najmniej dróg kojarzyło się z nazwiskami tych, którzy utracili na nich życie.
Pomiędzy Pośrednim i Skrajnym Granatem spada w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego 400-metrowy żleb. Wielokrotnie był miejscem wypadków, gdy turyści idący Orlą Percią mylili drogę i kierowali się w jego stronę, schodząc nim ku widocznej jak na dłoni Hali Gąsienicowej. Początkowo droga prowadzi łatwo, później pojawiają się trudności możliwe do pokonania w zejściu, ale odcinające powrót w górę. Wreszcie, gdy piargi nad Czarnym Stawem wydają się być tuż tuż, na wyciągnięcie ręki, żleb urywa się nagle, podcięty urwistym 180-metrowym kominem. Nosi nazwę Żleb Drege'a, od nazwiska pierwszego turysty, który w nim zginął w 1911 roku, właśnie na skutek zmylenia drogi.

Madonna Zawratu ©Liliana Kołłątaj
Madonna Zawratu ©Liliana Kołłątaj

Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym wznoszą się turnie Kościelców. Z Hali Gąsienicowej na główny szczyt wytyczono szlaki turystyczne, poprzez Mały Kościelec i Przełęcz Karb. Od podnóży prowadzą drogi taternickie. Bliskość Zakopanego od dawna powodowała popularność tych szczytów wśród taterników. Ale ta popularność miała i smutną stronę. Rejon stał się miejscem wielu wypadków. Czy warto ginąć dla wschodniej lub zachodniej ściany Kościelca? To pytanie stało się wręcz symboliczne. Lawinę artykułów prasowych i ostrych dyskusji nad sensem taternictwa spowodowała śmierć człowieka niezwykle aktywnego i popularnego w Zakopanem - Mieczysława Świerza (1891-1929). W największym skrócie można powiedzieć o nim: polonista, nauczyciel katowickiego gimnazjum, historyk literatury, autor opracowań historycznoliterackich, doktor filozofii, pasjonat Tatr. Był jednym z najwybitniejszych taterników i pisarzy tatrzańskich, przez wiele lat redaktorem "Taternika", autorem wspaniałych opowiadań o Tatrach (publikowanych głównie w "Taterniku") oraz przewodników o regionie (m.in. 4-tomowego przewodnika taternickiego "Wysokie Tatry" oraz "Przewodnika po Tatrach i Zakopanem", będącego "biblią" dla wielu pokoleń taterników i turystów). Próbując dorównać nowemu, młodszemu pokoleniu taterników, stawiał sobie coraz ambitniejsze, coraz trudniejsze zadania. Zginął w 1929 roku na zachodniej ścianie Kościelca, gdy na skutek ukruszenia się chwytu odpadł od ściany, a linę asekuracyjną przecięła ostra krawędź skalna. Imieniem Mieczysława Świerza oraz jego ojca - Leopolda (zasłużonego badacza i popularyzatora Tatr) Polskie Towarzystwo Tatrzańskie nazwało wówczas schronisko w  Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Nad Pustą Dolinką, ku południowi, w stronę Doliny Pięciu Stawów spadają skrzesane, gładkie płyty. Jakby rzucone w pionie, zastygłe w bezruchu. Zamarła Turnia. Południowa ściana tego szczytu przez wiele lat uchodziła za niemożliwą do pokonania. Pionowe płyty, pozornie idealnie gładkie, pozbawione chwytów - odstraszały, ale i przyciągały. Wszystkiego zaledwie 140 metrów. Czy była godna tego, by jej zdobycie okupywać krwią?
W roku 1910 pokonali ją po raz pierwszy Bednarski, Lesiecki, Loria i Zdyb, a przez następne 10 lat powtórzono to zaledwie 5 razy. Do czasów współczesnych doczekała się już setek przejść, ale do dziś bez wątpienia należy do najsłynniejszych i najtrudniejszych ścian tatrzańskich. Złą sławę Zamarła Turnia zawdzięczała wyjątkowo dużej liczbie wypadków śmiertelnych, jakie się na niej zdarzyły podczas prób jej zdobycia i powtórnego przejścia. Do najbardziej znanych i wielokrotnie opisywanych należy wypadek Stanisława Bronikowskiego - w roku 1917. Wydarzenia te znane są z bezpośredniej relacji malarza i literata Rafała Malczewskiego (syna sławnego Jacka), który porzucił na zawsze taternictwo, przeżywszy dramatyczne chwile w skale w oczekiwaniu na pomoc, po śmiertelnym upadku przyjaciela. W roku 1927 opinię publiczną poruszyła śmierć Mieczysława Szczuki - niezwykle utalentowanego i wielostronnego, awangardowego artysty plastyka (malarz, grafik, rzeźbiarz). Zginął, odpadając z Zamarłej, w wieku 29 lat. W roku 1929 siostry Lida i Marzena Skotnicówny zginęły podczas pierwszej próby przejścia południowej ściany Zamarłej w zespole czysto kobiecym. Marzena miała lat 18, Lida - zaledwie 16. O skali trudności świadczy fakt, że pierwsze udane wejście kobiece nastąpiło dopiero w 1960 roku.

Krzyż na symbolicznym cmentarzu pod Osterwą ©Michał Ronikier
Krzyż na symbolicznym cmentarzu pod Osterwą ©Michał Ronikier

Wśród taterników i turystów tatrzańskich bardzo dużą grupę stanowią intelektualiści i jednostki o predyspozycjach artystycznych, osoby wyróżniające się w pozatatrzańskiej rzeczywistości, niejednokrotnie osiągające sukcesy w swoich dziedzinach. Czy dobrze zapowiadający się architekt, popularny dziennikarz, wybitny prawnik, zdolny fizyk, mają prawo szafować swymi zdolnościami, narażać się i w końcu ginąć w górach? Czy wolno wspaniałemu artyście poświęcić swój talent dla niebezpiecznej narciarskiej wycieczki? Ilekroć zginie w Tatrach ktoś wybitny - powracają te pytania. Do najbardziej znanych artystów pasjonujących się Tatrami należał bez wątpienia Mieczysław Karłowicz (1876-1909). Był jednym z największych polskich kompozytorów przełomu wieków XIX i XX w., człowiekiem utalentowanym zresztą wielostronnie. Napisał wiele artykułów o Tatrach. Wykonał dziesiątki wspaniałych fotografii krajobrazowych. Propagował narciarstwo górskie jako prekursor tego sportu. Zginął przysypany lawiną śnieżną podczas wycieczki narciarskiej w rejonie Czarnego Stawu Gąsienicowego, pod stokami Kościelca, gdzie później przyjaciele ustawili kamień pamiątkowy w miejscu wypadku (stojący tam do dziś). Był - wraz z Mariuszem Zaruskim - jednym z projektodawców i orędowników powstania Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jak na ironię - Karłowicz zginął w lutym 1909 roku, na kilka miesięcy przed faktycznym początkiem działalności TOPR-u (oficjalna data zarejestrowania: październik 1909, ale działało już w lecie).

Kaplica na symbolicznym cmentarzu pod Osterwą ©Michał Ronikier
Kaplica na symbolicznym cmentarzu pod Osterwą ©Michał Ronikier

Aż dziw bierze, jak wiele wypadków śmiertelnych zdarzyło się w miejscach relatywnie łatwych, zwłaszcza porównując je z faktycznymi umiejętnościami i wcześniejszymi dokonaniami ofiar. Chyba najbardziej szokującymi przykładami są tragiczne w skutkach wypadki znakomitych taterników - Kazimierza Kupczyka, Wiesława Stanisławskiego i Jana Długosza. Późniejsza analiza tych zdarzeń pozwoliła zrozumieć, jak mogło do nich dojść. Spowodowane były rozluźnieniem nerwów i ogólną dekoncentracją po przebyciu najtrudniejszego odcinka drogi.
Kazimierz Kupczyk (1909-1930) - świetny taternik, w trzecim sezonie swej rozwijającej się oszałamiająco kariery wspinaczkowej zginął na Słowacji, w wypadku na południowej ścianie Ostrego Szczytu. "Zabił się na łatwej skale - wspinacz nad wspinacze!" - tak skomentował to Stanisławski w swym wspomnieniu o tatrzańskich śmierciach ( "W kole złud"). Nie przypuszczał wtedy, że taka sama sytuacja stanie się trzy lata później także jego udziałem. Wiesław Stanisławski (1909-1933) zdobył uznanie i sławę mimo młodego wieku, jako inicjator nowoczesnego stylu taternictwa, zdobywca wielu dróg, często uważanych dotąd za niemożliwe do pokonania. Utalentowany literacko, zajmował się tematyką tatrzańską, pisząc artykuły i felietony (zamieszczane głównie w "Taterniku", i "Wierchach"). Zginął mając zaledwie 24 lata, na zachodniej ścianie Kościółka (Słowacja), uważanej za średnio trudną.
Niemal trzydzieści lat później - kolejne zaskakujące wydarzenie wstrząsnęło tatrzańskim światem. On?! Nie, niemożliwe, taki doskonały technik, mający za sobą najtrudniejsze ściany tatrzańskie i alpejskie? Na Zadnim Kościelcu, podczas niezbyt trudnej drogi zejściowej, zginął Jan Długosz (1929-1962) - znakomity taternik i alpinista, autor licznych świetnych opowiadań (większość zebrana w tomie "Komin Pokutników") i artykułów o tematyce tatrzańskiej i alpinistycznej, członek GOPR-u, uczestnik niejednej akcji ratowniczej (brał udział m.in., wraz z Wawrzyńcem Żuławskim w poszukiwaniach Stanisława Grońskiego w Alpach w 1957 roku). Wypadek Długosza stał się przyczyną kolejnej fali rozważań nad sensem taternictwa i  górskiej śmierci.

Krzyż nad Czarnym Stawem pod Rysami ©Liliana Kołłątaj
Krzyż nad Czarnym Stawem pod Rysami ©Liliana Kołłątaj

Przypominają się tu wydarzenia, świadczące o ofiarności ludzi spieszących z pomocą ofiarom gór. Czy dla prowadzenia akcji ratunkowej wolno narażać życie ratowników? Kiedy należy przerwać akcję? Kiedy można mieć całkowitą pewność, że nie ma już szans na pomoc? Czy ma sens pakować się pod niemal pewne lawiny, by odnaleźć zwłoki przyjaciela? Takie pytania zadają sobie ustawicznie kierownicy akcji ratunkowych prowadzonych przez TOPR. Po raz pierwszy ten problem zaistniał już w 1910 roku (a więc już w pierwszym roku działania TOPR-u). Klimek Bachleda, "król przewodników tatrzańskich", poniósł śmierć podczas akcji ratowania młodego taternika, Stanisława Szulakiewicza, prowadzonej na Małym Jaworowym Szczycie (Słowacja), w wyjątkowo trudnych warunkach atmosferycznych, w lodowatym wietrze i w strugach marznącego deszczu, gradu i rozpoczynającej się śnieżycy. Kierujący akcją Mariusz Zaruski wydał polecenie odwrotu, gdyż dalsza akcja zagrażała bezpieczeństwu ratowników. 61-letni już wówczas Klimek, słysząc głos rannego, nie zawrócił, poszedł w jego kierunku. Bo jakże nie iść, gdy słyszy się wołanie o pomoc?. Miałby się cofnąć on, znawca Tatr, który tylu już uratował, tylu z gór bezpiecznie sprowadził? Lecz tym razem góry nie były dla Klimka łaskawe. I wiele lat później, w 1957 roku, jakże podobne wydarzenie, choć nie w Tatrach. Wawrzyniec Żuławski (1916 - 1957) - utalentowany kompozytor i muzykolog, świetny pisarz i publicysta, autor wielu wspomnień i opowiadań tatrzańskich (m.in. "Niebieski krzyż", "Sygnały ze skalnych ścian", "Skalne lato"), wspaniały człowiek, znany taternik, alpinista i  ratownik górski. Zginął w Alpach pod lawiną seraków, podejmując kolejną próbę dotarcia do zaginionego Stanisława Grońskiego, który uległ śmiertelnemu wypadkowi na Mont Maudit. "Mojżesz" (Stanisław Groński) był, jak niegdyś Klimek, postacią niemal legendarną, niebezpieczeństwa gór się go nie imały. I jak pół wieku wcześniej nikt nie przypuszczał, że Tatry mogły pokonać Bachledę, tak i w Alpach nikt nie wierzył w śmierć Grońskiego. Czyż można się dziwić Żuławskiemu, że chciał wykorzystać wszelkie sposoby uratowania przyjaciela? Wawa, jak nazywali go koledzy, prowadził niejedną akcję ratunkową w Tatrach, Alpy znał doskonale. Czy mógł się cofnąć, jeżeli istniał choćby cień szansy odnalezienia potrzebującego pomocy? Wspomnijmy jego słowa, wypowiedziane właśnie wtedy, słowa najlepiej chyba charakteryzujące osobowość Wawy: "Nie opuszcza się przyjaciela, nawet jeżeli jest już tylko zmarzniętą bryłą". Za swą ofiarność i oddanie ludziom zapłacił jednak cenę najwyższą.

Spacerując po Zakopanem ulicą Kościeliską dotrzemy na stary cmentarz - "na Pęksowym Brzyzku" . Pochowano tam nie tylko znanych taterników i przewodników tatrzańskich, ale także ludzi zasłużonych dla propagowania Tatr oraz twórców polskiej kultury, związanych z Zakopanem. Wśród granitowych głazów, drewnianych kapliczek i krzyży znajdziemy nazwiska Tytusa Chałubińskiego, Jana Krzeptowskiego - Sabały, Stanisława Witkiewicza i Witkacego, Jana Kasprowicza, Kornela Makuszyńskiego i wielu innych sławnych, a z osób wymienionych w powyższym wspomnieniu - Mariusza Zaruskiego (grób symboliczny) i Jana Długosza.
Będąc na Słowacji, nad Popradzkim Stawem, warto zboczyć kilkaset metrów na Cmentarz Symboliczny Ofiar Tatr - na skalnych wantach, pośród smreków i kosówki zamontowano wiele tablic pamiątkowych, poświęconych ludziom gór. Pomysł takiego miejsca powstał, gdy w Tatrach zaczęto upamiętniać miejsca śmiertelnych wypadków. Zdarzeń takich namnożyło się niestety tak wiele, że niebawem całe Tatry zamieniłyby się w jedną wielka kapliczkę. Pomysłodawcy projektu motywowali go tym, że pamięć o zmarłych jest sprawą ważną, ale radość z przeżywania gór ma również niebagatelne znaczenie i dobrze, gdy nie mącą jej na szlaku przykre wspomnienia. Zebrano wówczas już istniejące tablice i przeniesiono je nad Popradzkie Pleso, a kolejne umieszczane były już tam. Na cmentarzu przeważają tablice poświęcone taternikom i alpinistom słowackim i czeskim, ale znalazło się też miejsce dla ofiar II wojny światowej, na przykład - lotników, którzy zginęli nad Tatrami. Z grona Polaków upamiętniono tam słynnych przewodników tatrzańskich, taterników i alpinistów: m.in. Klimka Bachledę, Wiesława Stanisławskiego, Wawrzyńca Żuławskiego i Stanisława Grońskiego. Patrząc na ich nazwiska, wspomnijmy wszystkich tych, którzy pozostali na zawsze wśród skał i lodów, nigdy nie odnalezieni. Niech jednak pamięć o nich nie przysłoni smutnym cieniem radości wędrówki po Tatrach. Bo góry są po to, by radować, nawet jeśli giną w nich ludzie. Pamiętajmy, że ci, których Tatry zabrały, wyruszali tam przecież powodowani nieokiełznaną pasją przygody i przeżywania wspaniałości gór.

Liliana Kołłątaj

Od redakcji: Zapraszamy do odwiedzenia naszej biblioteki górskiej, gdzie w książce Mariusza Zaruskiego (w części III) znajdują się opisy niektórych tatrzańskich tragedii wspomnianych w artykule!