Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Turysta na Mięguszowieckich

1. Kto był w Tatrach i nie widział trzech Mięguszowieckich?
Można je zobaczyć z Bukowiny, z polany Głodówka, z Rusinowej Polany, z wielu miejsc na Spiszu i w Pieninach, z Gorców od Turbacza po Lubań.
Nad Morskim Okiem są na wyciągnięcie ręki. Tutaj w pogodny weekend sierpniowy ogląda je z bliska 7 - 8 tysięcy osób dziennie. Dla większości z nich pozostają jednak niedostępne i tajemnicze. Co dziesiąty z przybyłych do Morskiego Oka idzie na Rysy. Ten szczyt znajduje się głębiej i nie jest tak dobrze widoczny jak trzy olbrzymy. Rysy górują w Tatrach Polskich i przyciągają wysokością. Działa tutaj matematyka, pierwsza z nauk ścisłych.

Niektórzy odwiedzający Rysy wybiorą się później na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Zachęcą ich opowiadania turystów i opis trasy w przewodniku: "Szlak ten, niezwykle śmiało poprowadzony, wiedzie wśród alpejskiej scenerii...".

Zdarza się, że turysta na Przełęczy zobaczy po raz pierwszy taternika z bliska. Pewnego sierpniowego dnia 1970 roku było ich dwóch. Uwagę zwracał ich kilkudniowy zarost. Mieli wyżej trzydziestki, a więc byli trochę starsi od nas, turystów i budzili respekt. Pytam: - "Czy jesteście panowie długo w górach?". - "Tak, idziemy od siedmiu dni główną granią od Przełęczy pod Kopą". To są zatem ci, którzy pokonują długie dystanse, ponieważ Przełęcz pod Kopą to początek Tatr Wysokich na wschodzie. Są więc wytrwali i wytrzymali. Na noc schodzą nieco niżej grani i śpią w śpiworach. Powiedzieli, że było im chłodno, bo ostatnio pogoda była kiepska i popadywało. Jakże inny jest dzień dzisiejszy. To prawdziwe święto gór, bo na czystym niebie wędruje tylko słońce od rana do wieczora.

Od miejsca przy krzyżu nad Czarnym Stawem rozpoczyna się dobrze wyznakowany szlak na Chłopka. Wiedzie najpierw wśród kosówki na bulę, tj. wybrzuszenie terenu, z widokiem na Stawy. Tam na zakręcie szlaku, łatwo można znaleźć kolebę. W miejscu, w którym ścieżka zaczyna biec w lewo, koleba znajduje się z prawej strony, pod wielką "wantą". Dalej ścieżka wiedzie przez rumowiska, zachody i rynny skalne, tarasy, grzędy, urozmaicona na niektórych odcinkach klamrami, wyżej z widokiem na śnieg w kotle w pobliżu. Wznosi się na pierwszą, a nieco wyżej drugą "czapeczkę" Kazalnicy, jakby stworzoną do odpoczynku i nasycenia się widokiem. Odtąd biegnie "galeryjka", która trawersuje przepaściste zbocze pod Mięguszowieckim Czarnym, z widokiem na drugie pole śnieżne w pobliżu. Panoramy są coraz piękniejsze. W 1974 roku był tu obryw skał i szlak na 10 lat zamknięto. W pionierskich czasach wędrówek po Tatrach, galeryjka wywoływała dreszcze emocji. Stąd do Przełęczy już blisko. Pięknie i łatwo (czasem trzeba użyć rąk do wspinania) jest tylko wtedy, gdy dopisze pogoda, a na szlaku zupełnie sucho. Jeśli jest inaczej, może się okazać, że jedyną rozsądną decyzją jest zawrócić.

Na Przełęczy najpierw zajrzymy, co znajduje się za nią: stawy Hinczowe w dole, Wielki i Mały, za nimi z lewej mur Baszt z poszarpaną granią, na prawo głębiej wyniosłe szczyty, a przed nimi, w dole, niedaleka i dobrze widoczna Koprowa Przełęcz, na którą w zakosy wznosi się ścieżka od Stawów. Na prawo od tej przełęczy, długi, skalisty szczyt w kształcie trójkąta nachylonego w prawo, z piargami w dole, to Koprowy. Ten szczyt i ta przełęcz, a za nią dolina Hlińska (stąd niewidoczna) są łatwo dostępne i mogą być celem następnej, pięknej wycieczki. Na prawo, tuż przed nami, wznosi się szczyt Pośredni w grani Mięguszowieckich. Jeśli przejść nieco na polską stronę, widać z prawej jego strony, nieco głębiej, główny Mięguszowiecki Szczyt. Ten jest wyższy od Pośredniego, ale wydaje się, że jest odwrotnie, bo znajduje się dalej od niego. Dwie ścieżki biegną w tym kierunku. Jedna, bardziej wyraźna, omija Pośredni z lewej, druga wiedzie wprost granią. Wydaje się, że idąc lewą ścieżką do żebra skalnego zobaczy się to, co szczyty zasłaniają. Jednak ujrzymy tylko kolejne żebro. Obie ścieżki to początek dróg dla turysty w zasadzie zbyt trudnych.
Na prawo od obu szczytów, w oddali, widać grań po polskiej stronie, dawniej nazywaną wschodnim odcinkiem Orlej Perci. Z lewej strony tej grani widać przełęcz Krzyżne. Z prawej, za dolnym odcinkiem pochyłego stoku Wołoszyna można dostrzec fragment Rusinowej Polany w kształcie małego odwróconego trójkąta. Za wyższą częścią pochyłego stoku leży Bukowina Tatrzańska. Bliżej, przed granią rozciąga się kopułowate Opalone, a pod nim widać odcinki ceprostrady wiodącej na niewidoczną stąd Szpiglasową Przełęcz. Teraz nasz wzrok dobiega do Morskiego Oka.

Na lewo od Baszt widać słowackie doliny, a za nimi odległe o prawie 40 km Niżne Tatry o łagodnej linii. Między Koprowym Szczytem a Mięguszowieckim Pośrednim są na horyzoncie Tatry Zachodnie od Bystrej z lewej aż po szczyty graniczne z trójkątnym Smreczyńskim Wierchem z prawej, a przed nimi mały fragment kopulastych Kop Liptowskich. Tuż na prawo za Hrubym Wierchem i odbiegającą od niego Granią wychyla się nieznacznie wierzchołek Krywania. Grań Hrubego chowa się z prawej strony za granią Koprowego Wierchu.

Taternicy wspinali się główną granią Tatr. Dwie trzecie ich trasy biegnie po stronie słowackiej, zaś pozostały odcinek, od Rysów, wzdłuż granicy. Były to czasy, gdy nad Czarny Staw nad Morskim Okiem codziennie przychodził żołnierz WOP-u i schodzącym z Rysów lub z Chłopka sprawdzał dokumenty. Po słowackiej zaś stronie w tamtych czasach skasowano szlak prowadzący na graniczną Przęłęcz od Hinczowych Stawów i nie otwarto go do dzisiaj. Jednak ten, kto dociera na Przełęcz, nie zastanawia się nad granicą, tylko cieszy się, że widzi to, co jest po drugiej stronie grani i duma, że w ogóle jest pięknie. Pytam taterników o ścieżkę na Mięguszowiecki Szczyt Czarny.

W przewodniku turystycznym Zwolińskiego (tj. dla turystów), wydanym w 1953 roku i znalezionym w bibliotece domu FWP w Zakopanem, przeczytałem kiedyś: "Podczas gdy wyjście na dwa Mięguszowieckie - główny i środkowy jest trudne i odpowiednie tylko dla wprawnych turystów, Mięguszowiecki Czarny jest niezbyt trudny, a widokowo b. ciekawy i piękny". Dalej informowano, w jaki sposób tam wejść: "Z Przełęczy trawersujemy zboczami południowymi przez kilka żlebków, itd., itd ..., wchodzimy na szczyt (30 min). W późniejszych wydaniach przewodników opis tej trasy opuszczono. Tę samą drogę nieco dokładniej opisano w przewodniku Paryskiego, o którym wtedy nie wiedzieliśmy, że istnieje.

Nasi taternicy pokazują ścieżkę i mówią, aby trzymać się kopczyków. Ścieżka biegnie od Przełęczy początkowo wyraźnie, prawie poziomo. Na prawo od niej widać ścieżkę, która obniża się ku Hinczowym Stawom. Kopczyki, czyli poukładane w mały stos kamyki, większe i mniejsze, od kilku do kilkunastu, ustawione są zwykle na jakiejś skałce. Zatem idziemy. Jest nas dwoje, Tereska, sympatyczna koleżanka i ja. Do pokonania 100 metrów w górę. Wypatrując kopczyków, idziemy na szczyt bezbłędnie. Otwiera się przepiękny widok we wszystkich kierunkach.

Najbardziej urzekający jest widok w kierunku wschodnim. Granie rozciągają się poprzecznie, usytuowane jedna za drugą, coraz dalej w głąb, trochę podobne do fal wzburzonego morza zatrzymanych w biegu. Najbliżej jest grań Żabich i Rysów, dalej widać grupę Szerokiej Jaworzyńskiej i północną część Jaworowej Grani, jeszcze głębiej Tatry Bielskie, szczyty Jagnięcy i Kołowy i wreszcie Lodowy z Łomnicą. Gdzieś w środku jest fala Młynarza. Wydawało się, że grzbietów jest tak dużo, że więcej już być nie może. W pobliżu najefektowniejsze są Rysy. Staje się jasne, skąd wzięła się ich nazwa, mianowicie od ogromnej, widocznej na wprost, wysokiej na pół kilometra "rysy" przerzynającej skały. Na prawo od Rysów, w głębi znajduje się wierzchołek Gerlacha, a bliżej wyniosła i ostra piramida Wysokiej. Paradę wielkich szczytów dopełnia Kończysta z prawej.
Fotografuję, po czym, radośni, schodzimy łatwo na Przełęcz, a potem ścieżką, już całkiem zwyczajnie, do schroniska. Tam wybieramy soczystą, smakowitą pieczeń baranią. Dzisiaj już tego nie podają.

Rysy, Gerlach i Wysoka z Mięguszowieckiego Czarnego. © Antoni Salm
Fot.1. Rysy, Gerlach i Wysoka z Mięguszowieckiego Czarnego. © Antoni Salm


Tereska na Mięguszowieckim Czarnym. © Antoni Salm
Fot.2. Tereska na Mięguszowieckim Czarnym. © Antoni Salm

2. W 1975 roku. latem na wystawie biura PTTK przy ul. Krupówki wywieszono ogłoszenie o zapisach na wycieczki z przewodnikiem, które odbędą się z okazji jubileuszu. Wówczas mało było takich wycieczek. W programie znalazł się, miedzy innymi, Mięguszowiecki Szczyt (główny). Rankiem przyjechało do Morskiego Oka 30-40 osób i kilku przewodników. Przewodnicy nosili czerwone swetry i odpowiednie oznaki. Było słonecznie. Grupa ruszyła ceprostradą, na której narzucono szybkie tempo. Następnie pomaszerowano ścieżką do dolinki za Mnichem. Mnich z bliska wygląda ciekawie (fot. 3). Jednak wkrótce okazało się, że wyżej i tylko tam utrzymywała się mgła. W dole i wzdłuż linii horyzontu widać było Morskie Oko, doliny, pobliskie granie, Tatry Bielskie i Szeroką Jaworzyńską kąpiące się w słońcu (fot. 4).

Cała grupa dotarła do grani Mięguszowieckiego Szczytu. Trudno określić, w którym to było miejscu, być może na Hinczowej Przełęczy, bo uczestnicy nie znali terenu i polegali na przewodnikach. Przed granią rozdzielono grupę na dwie i każdej przydzielono przewodników. Pierwsza grupa, odważniejsi, ruszyła granią (fot. 5). Przewodnicy wyciągnęli liny i zaczęli ich asekurować. Grań była wąska i stroma, że aż niemiło było patrzeć w tym kierunku. Natomiast większa grupa powędrowała po stronie słowackiej. Przewodnicy tej grupy wypatrywali lepszych miejsc do przejścia i niekiedy trzeba było czekać dwadzieścia minut na podjęcie decyzji. Na takim postoju we mgle było zimno, z czym łączyła się świadomość, że wszędzie niżej uśmiecha się słońce. Zawróciłbym w dół samemu rezygnując ze zdobycia szczytu bez żalu, jednak w tym miejscu odszukanie drogi powrotnej w skalistym terenie było już niemożliwe. Wreszcie dotarliśmy na miejsce, w którym nam oznajmiono, że jesteśmy na szczycie (fot. 6). Widoczność sięgała 20-30 metrów. Zastaliśmy tam pierwszą grupę, która nieco już odpoczęła, zatem nasz postój nie musiał być długi. Wszyscy schodzili razem łatwiejszą drogą. Do dziś uważam tę wycieczkę za najmniej udaną ze wszystkich moich wycieczek w Tatry. Stanowi przestrogę, aby nie spieszyć się na początku, aby zawsze znać drogę powrotną, aby pamiętać, że przewodnik ma swoje wyliczenia czasowe i nie zachwycą go zainteresowania uczestników. Nigdy nie dość powtarzać, że dobra pogoda jest jednym z istotnych warunków wędrówek. Od tej pory postanowiłem nie włączać się w organizowane wycieczki. Jednak było coś, o czym się nie zapomni, a co kładzie się na szali dobrych przeżyć. W drugiej grupie na początku swej drogi widzieliśmy orła w locie. W surowym i chmurnym otoczeniu szybował bezgłośnie po słowackiej stronie.

Oba Mnichy spoglądają na Morskie Oko i świat u stóp. © Antoni Salm
Fot. 3. Oba Mnichy spoglądają na Morskie Oko i świat u stóp. © Antoni Salm


Na grani. Widać Tatry Bielskie i Szeroką Jaworzyńską w słońcu. Ciemna górna strona zdjęcia to mgła wisząca nad głowami. © Antoni Salm
Fot. 4. Na grani. Widać Tatry Bielskie i Szeroką Jaworzyńską w słońcu. Ciemna górna strona zdjęcia to mgła wisząca nad głowami. © Antoni Salm


Przewodnik prowadzi pierwszą grupę na grań. © Antoni Salm
Fot. 5. Przewodnik prowadzi pierwszą grupę na grań. © Antoni Salm


Na Mięguszowieckim Szczycie (autor na wprost obiektywu). © Antoni Salm
Fot. 6. Na Mięguszowieckim Szczycie (autor na wprost obiektywu). © Antoni Salm

3. Po raz trzeci wybrałem się na Mięguszowieckie w 66-tym roku życia. Jest coś, co ciągnie do dobrych przeżyć z młodości. Po wieloletniej przerwie oswoiłem się ponownie z Tatrami. Znalazłem spokojniejsze miejsce pobytu (Cyrhla), które ma przypominać dawniejsze Zakopane i wędrowałem poza okresem nasilenia ruchu turystycznego. Wpierw trzeba było zmierzyć swoje siły. Pierwszą więcej wymagającą wycieczkę odbyłem na Giewont, pamiętany już z 9. roku życia, gdy byłem tam z ojcem, i z innych okazji. Ponieważ dziś głównym dla mnie problemem jest zmęczenie przy podchodzeniu, wybrałem drogę od kolejki z Kasprowego. Po następnych kilku wycieczkach podjętych w kolejnych latach znowu stał się celem Mięguszowiecki Czarny. Było tu do pokonania tysiąc metrów w górę. Choćby tak trzysta metrów mniej - takie wycieczki miałem już ostatnio za sobą. Pierwszym warunkiem były: piękna pogoda, nocleg w schronisku przed wycieczką i wyjść wcześnie rano. Toteż wyruszyłem z Morskiego Oka po dobrze przespanej nocy, ale pojawił się jakiś nieznany ból. Trzeba było zostać. Po dwóch latach podjąłem próbę. Doszedłem do przekonania, że należy wyruszyć ze schroniska z pełnym zapasem sił, iść powoli i wrócić wieczorem na drugi nocleg do schroniska.

Tak się stało. Poprzedzający dzień był wypoczynkowy w całości. Pojechałem furką na polanę Włosienicę. Żywność i gorącą herbatę przygotowałem wcześniej na cały dzień, aby rano nie czekać na otwarcie bufetu.
Wychodzę o siódmej, po śniadaniu. Jest 11-ty września, plus 5 stopni. O tej porze roku aż do buli powyżej Czarnego Stawu idzie się w cieniu rzucanym przez górską grań, co ułatwia podchodzenie. Na buli chwytam trochę słońca, odpoczywam i znów do cienia w górę. Przy kotle Mięguszowieckim jest nieduże pólko ze słońcem, więc odpoczynek. Zaś powyżej Kazalnicy już nie trzeba wiele wysiłku, aby dojść na Przełęcz pod Chłopkiem. Przebywało tam wtedy kilkanaście osób. Od schroniska na Przełęcz szedłem 6 godzin i 20 minut czyli dwukrotnie dłużej niż przewidziano w przewodniku. Jak wielka była radość dotrzeć tam i jak wspaniały odpoczynek.

Czy iść wyżej? Drogę znam z dawnych lat. Słońce samo jedno na niebie, tylko nad samą Orlą Percią widać obłoki. Przeznaczam pół godziny na zastanowienie. Siły są. Jest modlitwa, jakże potrzebna. Więc idę. Jestem sam i nie sam. Pilnie wypatruję kopczyków. Są. Nigdzie nie zbaczam. Dochodząc do grani widzę w pobliżu trzy osoby na szczycie. To pomaga się zorientować. Jeszcze tylko kilkanaście metrów granią. Są Słowakami. Jeden, blisko czterdziestki, dokładnie zna i opisuje młodszym szczyty, granie, przełęcze, doliny. Widzą, że przyszedłem sam. Wyjaśniam mu, że bardzo chciałem powtórzyć wejście z przed lat. Pyta mnie o wiek. Odpowiadam. Czyni wrażenie człowieka, który w górach zażywa pełnego spokoju. Jednak i ja mogę coś objaśnić. Pyta bowiem o miejscowość widoczną na prawo od grani Wołoszyna: "Czy to nie Zakopane?". Odpowiadam, że to Bukowina Tatrzańska, a następnie, posługując się mapą, że Zakopane jest zasłonięte granią biegnącą od Świnicy i początkowym odcinkiem Orlej Perci.

Schodzę, zaś Słowacy zostają. W którym miejscu zejść z grani? Kilka czy kilkanaście metrów ma swoje znaczenie. Gdzie się podział kopczyk? Nie widać. Za to jest słupek graniczny, którego nie widziałem wchodząc. Zaszedłem więc granią nieco za daleko? Lepiej zapytam Słowaków, którzy są w zasięgu wzroku i głosu. Starszy odpowiada, że chyba jeszcze trochę dalej granią. Rzeczywiście, kopczyk jest bliżej słupka, którego nie zauważyłem wchodząc, ponieważ wtedy skierowałem wzrok ku osobom będącym na szczycie. Schodzę. Widzę, że Słowacy szykują się do zejścia, będzie raźniej. Pilnie wypatruję kopczyków. Popełniam jeszcze i naprawiam małą pomyłkę. Wniosek jest nieodparty: kopczyki są widoczne lepiej na podejściu, niż podczas schodzenia. Trzeba na to zważać. Wreszcie dochodzę do poziomego odcinka ścieżki, na którym widać okolicę Przełęczy. Znów jest całkiem bezpiecznie. Wszystko wykonane. Minęła godzina i czterdzieści minut.

Zeszli Słowacy. Starszy poprosił, by wymienić mu niewielką kwotę, aby młodsi, którzy zejdą do Łysej Polany, mogli po drodze zjeść cokolwiek w schronisku w Morskim Oku. Sam zaś zejdzie na stronę słowacką, po czym pozostawionym tam samochodem pojedzie na przejście graniczne i zabierze młodszych. Mam satysfakcję, że w czymkolwiek mogę im pomóc. Dziękuję Bogu, że ich spotkałem i uniknąłem w ten sposób stresu. Piękna pogoda dotrzymuje, słońce przygrzewa, zatem zostaję na Przełęczy, aby nie zejść do schroniska wcześniej niż przed zmrokiem. Przychodzą jeszcze turyści, którzy wyszli z dołu po południu. Same miłe, ładne i młode dzieci (po dwudziestce). Okazuje się, że to również łodzianie. Było o czym z nimi rozmawiać całą drogę powrotną. Nad Czarnym Stawem byliśmy ostatnimi, którzy dziś zeszli z Chłopka. Na ścieżce obok Morskiego Oka było już prawie ciemno. Zgodnie z przewidywaniami okazało się, że sąsiad z pokoju zgłosił kierowniczce schroniska, że nie wróciłem z wycieczki. Idę zatem w recepcji, a jemu dziękuję z to, że się troszczył. Była godzina dwudziesta.

Panorama ze szczytu.
Po podejściu z Przełęczy na Szczyt rozszerza się panorama Tatr Zachodnich. Widać je od Banówki po Ciemniak. Przed nimi ukazuje się więcej Kop Liptowskich. Tutaj Koprowy niczego nie zasłania. Na prawo od Mięguszowieckiego Szczytu widać Świnicę i grań do Zawratu oraz całą Orlą Perć. Za przełęczą leżącą pomiędzy Niżnymi Rysami i Rysami jest czubeczek Dzikiej Turni położonej blisko przełęczy Rohatka. Nie były widoczne Gorce ani Pieniny, odległe o 35-40 km, natomiast widać było Niżne Tatry, które znajdują się w tej samej odległości. Ponieważ Niżne Tatry są wyższe o kilkaset metrów od tych pierwszych, lepsza przejrzystość powietrza na dużych wysokościach sprawia, że widoczne były nawet po południu. Gdyby dotrzeć na szczyt przed południem lub w innej porze roku, za Zawratem można by zobaczyć Babią Górę odległą stąd o prawie 60 km.

Ścieżka na szczyt.
Całe podejście z Przełęczy na Mięguszowiecki Czarny leży po stronie słowackiej.
Wg przewodnika Paryskiego:
"Z przełęczy ku pd-wsch mniej więcej poziomo zboczem po stronie dol. Mięguszowieckiej, wśród rumowisk i półek skalnych, w poprzek kilku skalnych grzęd (są to wypukłości opadające w dół stoku między dwoma żlebami). Dotarłszy do wybitniejszej, szerokiej, piarżystej rynny idącej w lewo wprost w górę ku grani, przekraczamy ją w prawo i zygzakiem upłazkami (pochyłe trawniki) i stromymi skałkami wydostajemy się na grzbiet żebra ograniczającego tę rynnę z prawej strony. W górę owym żebrem (można też iść samą rynną) na grań (biegnie po niej granica), którą w prawo szerokim grzbietem zasłanym blokami całkiem blisko na wierzchołek (od Przełęczy 25 min)."
Pilnie jednak trzeba wypatrywać kopczyków. Przychodzi to trudniej podczas schodzenia, bo kopczyki widziane z góry mniej się odróżniają od podłoża. Warto również dobrze zapamiętać miejsce wejścia na grań, aby zacząć z niej schodzić dokładnie tutaj.

4. Po powrocie do domu odszukałem Tereskę, o której piszę w pierwszej części. Okazało się, że jest niepełnosprawna. Przypomniałem jej wspólną wyprawę na Mięguszowiecki Czarny i opowiedziałem tę drugą. Gdy w starszym wieku wspomnisz dobre zdarzenie z młodości, powtórz je. Odnów dawne przyjaźnie, odwiedź pamiętne miejsca, naucz się być sam na sam z Bogiem.

Antoni Salm, 17 lutego 2007 r.