Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Uwaga na znaki (część 1)

Niniejszy artykuł podejmuje temat, który z pozoru wydaje się błahy, a jednak w istocie takim nie jest. Chodzi mianowicie o stan oznakowania szlaków turystycznych w górach. Trzeba podkreślić, że poniższe uwagi dotyczą obszaru Beskidu Niskiego, cieszącego się ostatnio coraz większą popularnością.
Tak się składa, że ruch turystyczny w Beskidzie Niskim koncentruje się przede wszystkim na głównym szlaku beskidzkim, dlatego też pierwsza część artykułu traktować będzie właśnie o nim. Analiza dotyczy fragmentu wiodącego od Chyrowej do Komańczy. Druga część artykułu obejmować będzie informacje o stanie oznakowania szlaku zielonego na odcinku Krynica - Wysowa.
A oto krótkie omówienie stanu oznakowania szlaku czerwonego, z podziałem na poszczególne odcinki.

  1. Chyrowa - Rymanów Zdrój

    Problemem i to sporym, jest samo wydostanie się z Chyrowej. Sytuacja wygląda w ten sposób, że szlak dochodząc do potoku, po prostu się "urywa". Znaków brak. Turyści błądzą tam niebywale. W razie większych kłopotów, jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest poproszenie o pomoc kierownika pobliskiego schroniska młodzieżowego PTSM (duży biały budynek, widoczny znad potoku). Jest to człowiek niezwykle uprzejmy a co ważne - kompetentny. Jest on w stanie dokładnie pokazać jak iść, aby trafić w końcu na szlak. W rozmowie ze mną opowiadał, iż zdarzało się i tak, że niektórzy turyści nocujący u niego w schronisku, po wyruszeniu w trasę na drugi dzień - wracali spowrotem, nawet po dwóch godzinach (!) żeby zasięgnąć porady, jak odnaleźć szlak. Następnym miejscem, gdzie istnieje ryzyko pobłądzenia (na szczęście już zdecydowanie mniejsze niż przy wyjściu z Chyrowej) jest okolica pustelni św. Jana z Dukli. Należy tam wytężyć uwagę, ponieważ oznakowanie jest słabe. Pójście wyraźną drogą, która później przekształca się w asfaltową, grozi zejściem do Trzciany i beznadziejnym błądzeniem.

  2. Rymanów Zdrój - Puławy Górne.

    Szlak czerwony opuszczając Rymanów wyprowadza na teren nieistniejącej wsi Wołtuszowa. Stoi tam tablica, która informuje o jej tragicznej historii (warto się zaznajomić). Jeśli chodzi o szlak, to należy zachować wzmożoną czujność, aby nie pobłądzić. Nie należy kierować się zachęcającą ścieżką prowadząca prosto w stronę Działu (668 m.). Szlak bowiem niespodziewanie skręca ostro w lewo tuż obok zdziczałych drzew owocowych. Znaki odnajdują się po kilku minutach. Później ponownie zanikną - po dojściu do starej asfaltowej drogi. Nie trzeba się tym przejmować, tylko cały czas iść tą drogą aż dojdzie się do "skrzyżowania". Później ponownie pojawiają się znaki (lecz jest ich "jak na lekarstwo").

  3. Puławy Górne - Komańcza.
    © M. Ronikier© M. Ronikier

    Od Puław Górnych szlak czerwony i zielony (który później odbija do Moszczańca) prowadzi polną drogą. Dochodząc do granicy lasu, należy bardzo uważać, gdyż oba szlaki zupełnie nieoczekiwanie opuszczają tą drogę i skręcają ostro w prawo, w las. Pójście prosto grozi tym, że można "wylądować" w tak zwanych "malinach". Kolejnym miejscem w który można łatwo pobłądzić jest okolica Tokarni (778 m.). Szlak czerwony wiedzie cały czas prosto polną drogą, aż nagle skręca w lewo w dół (choć nieznacznie). Oznakowanie jest bardzo słabe. Znaki odnajdują się dopiero gdy dochodzi się do wyraźnej drogi (biegnącej prostopadle). Tam znajdują się tabliczki kierunkowe (na drzewie): |Komańcza 4 h, Kamień 2h, Tokarnia 0,30 h. Puławy 3 h|. Należy więc wrócić na główny trakt pod katem prostym i iść w stronę widocznej już Tokarni (tuż obok jej wierzchołka niedawno osadzono jakiś przekaźnik). Schodząc z Tokarni trzeba uważać na oznakowanie. Kilka minut szlak wiedzie polną dróżką (najpierw wąską potem coraz bardziej szerszą), poczym dosyć gwałtownie skręca w prawo, w zarośla (widać słabo przetartą ścieżkę). W tym miejscu znajdują się stosowne znaki. Mogą je jednak przykrywać liście drzew, przez co staną się niewidoczne (bywa i tak). W związku z tym należy bacznie się przyglądać, ponieważ niedostrzeżenie tych znaków grozi zejściem (jeśli pójdzie się dalej prosto) do Karlikowa.

  4. Następny fragment,

    gdzie szlak oznakowany jest fatalnie, to odcinek za Przybyszowem. Konkretnie zaś - otwarta przestrzeń na Kamieniu (717 m). Brak jest tam znaków czerwonych przez ok. 20 minut (!). Co więcej, w pewnej chwili pojawia się znak czarny (!!). Jednak nie należy się tym absolutnie zrażać, lecz iść dalej prosto i po około trzech minutach (może pięciu) pojawią się znaki czerwone. W sumie odcinek ten jest niesłychanie mylny ponieważ jeśli idzie się pierwszy raz i nie spotyka się czerwonych znaków przez ok. 20 minut, aż nagle dostrzega się znaki czarne, to nasuwa się myśl aby zawrócić, jako że przecież szlak którym się dotychczas szło miał kolor czerwony. Swoją drogą, można zapytać czy znakarz był trzeźwy malując ten fragment?

  5. Ostatnim miejscem

    przed Komańczą, gdzie trzeba wytężyć uwagę, jest Wachalowski Wierch liczący 666 m. Na mapach wyd. przez PPWK, jest to po prostu bezimienne wzniesienie 666 m. (Zob. mapy "Beskid Niski i Pogórze" oraz "Bieszczady"). Oznakowanie w tym rejonie jest bardzo słabe. Znak umieszczony na jednym z kilku drzew (są one dobrze widoczne z daleka) rosnących po północnej stronie tego wzniesienia sugeruje, iż należy skręcić w prawo. Faktycznie, ścieżka prowadzi w tę stronę, niemniej jednak po kilkunastu metrach się kończy(!) - pozostają łąki. Trzeba się przedzierać przez nie, aż dostrzeże się wieżyczkę pomiarową znajdującą się tuż obok szczytu Wachalowskiego Wierchu. Tam ponownie odnajdą się znaki czerwone.

W sumie na omawianym odcinku są aż cztery miejsca, gdzie można naprawdę nieźle pobłądzić. I pomyśleć sobie, że to wszystko może się dziać na głównym szlaku beskidzkim... Wprost nie do uwierzenia.
Jak już wspomniałem powyżej, druga cześć artykułu informuje o stanie oznakowania szlaku zielonego na odcinku Krynica - Wysowa.
W oznakowaniu nie ma właściwie ubytków aż do momentu gdy dochodzi się do potoku Mochnaczka. Tam znaki zanikają. Nie trzeba się tym zrażać, tylko przekroczyć potok i dojść do lokalnej drogi (prowadzącej z Mochnaczki do Tylicza), gdzie ponownie się odnajdą. Na marginesie trzeba dodać, że po silnych opadach deszczu, mogą być spore kłopoty z przedostaniem się na drugi brzeg. Przeprawa przypomina wówczas surwiwal (tak czy inaczej, ochraniacze obowiązkowe). Kolejne ubytki w oznakowaniu mają miejsce przy podejściu na Dzielec (793 m). Po przecięciu wspomnianej asfaltowej drogi należy zrazu iść polną dróżką, a  po ok. 100 metrach skręcić pod kątem prostym najpierw w lewo, a potem po około 30 - 40 m. w prawo, również pod kątem prostym. (Według mapy wyd. przez PPWK "Beskid Niski i Pogórze", szlak idzie cały czas prosto (!). Tak więc kierując się tą mapą można wyjść w tak zwane maliny). Znak zielony odnajduje się dopiero gdy dochodzi się do granicy lasu. Widnieje on na słupie telegraficznym znajdującym się po lewej stronie bardzo słabo przetartej ścieżki. Następne miejsce, gdzie trzeba zachować wzmożoną czujność, to okolica Czerteży. Schodząc z tego niewielkiego wniesienia nie należy sugerować się wyraźnymi, zachęcającymi drogami odbijającymi bądź to do Izb, bądź na stronę słowacką, lecz trzymać się słabo przetartej ścieżki wiodącej wzdłuż granicy. Wtedy napotka się znaki zielone. Później nie ma już większych ubytków w oznakowaniu, aż do Wysowej (choć patrzyło by się lepiej oznakować podejście na Lackową, najwyższy szczyt polskiej części Beskidu Niskiego - 997 m).
Na zakończenie pozostaje dodać, że podawane w artykule informacje to stan na wrzesień 1999 roku.

Sebastian Jakobschy