Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



ROHACKA GRAŃ

Skalna perć wiodąca tą granią porównywana bywa, dzięki swej urodzie i wysokogórskiemu charakterowi, do Orlej Perci w Wysokich Tatrach. Przejście tej grani, połączone z pokonywaniem przepaścistych i eksponowanych "koni" skalnych, kominków i płyt, wymaga od turysty dużej pewności siebie i swoich możliwości, a trzeba Wam wiedzieć, że ilość sztucznych ułatwień w postaci łańcuchów i klamer jest tam minimalna!


GŁÓWNA GRAŃ TATR ZACHODNICH
To pojęcie często kojarzy się z granicznym, polsko-słowackim grzbietem tatrzańskim, zaczynającym się na przełęczy Liliowe i biegnącym poprzez szereg wybitnych, ale łatwych i trawiastych wierchów aż w okolice doliny Chochołowskiej i zanikającym za Siwiańskimi Turniami wśród wzgórz Magury Witowskiej. Tak naprawdę jest to odcinek ważnego, wododziałowego grzbietu, oddzielającego zlewisko Morza Bałtyckiego od zlewiska Morza Czarnego, jednak nie przysługuje mu nazwa "głównego".
Każdy, kto stanął kiedyś na szczycie Wołowca i ujrzał skalny mur szczytów wznoszących się po stronie słowackiej, ponad doliną Rohacką, na pewno przekonał się naocznie, którędy prowadzi Główna Grań! Opisany tutaj odcinek głównej grani Tatr rozpoczyna się właśnie w szczycie Wołowca, biegnąc następnie przez Jamnicką Przełęcz, Rohacze: Ostry i Płaczliwy (od nich nazwę przyjęła cała grań), Trzy Kopy, Banówkę, Pachoła, Spaloną, Salatyn i Brestową i kończąc się na rozległej przełęczy Palenica Jałowiecka. Grań rozciąga się równoleżnikowo i stanowi naturalną granicę pomiędzy dwiema krainami: leżącą na północy Orawą i rozpościerającym się po południowej jej stronie Liptowem.
Graniczne położenie Rohackiej Grani podkreślone jest też przez kontrastowe krajobrazy podchodzących pod nią dolin. Na północy skrzesane ściany opadają do skalnych, polodowcowych kotłów stanowiących boczne odgałęzienia walnej Doliny Rohackiej - nietypowej doliny walnej, bo przebiegającej, podobnie jak grań, równoleżnikowo. Po drugiej stronie natomiast cieszą oko przepastne głębie długich, zielonych dolin opadających stromo na południe: Jałowieckiej, Żarskiej i Jamnickiej.


PRZEJŚCIE
Proponujemy Wam teraz wspaniałą wędrówkę Rohacką Granią. Prowadzić nas będą przez cały czas czerwone znaki szlaku turystycznego.
Naszą drogę rozpoczynamy na przełęczy Palenica Jałowiecka (1752 m). Na to szerokie, porośnięte kosodrzewiną siodło najłatwiej dostać się z Zuberca niedawno wyznakowanym żółtym szlakiem biegnącym stokami Ostrego Gronia i Kozińca. Od strony południowej można podejść szlakiem, również żółtym, z doliny Jałowieckiej. Ten drugi wariant prowadzi od ujścia, przez całą długość tej pięknej i mało uczęszczanej doliny, w górnej części drogi jej odgałęzieniem zwanym Doliną Bobrowiecką (nie mylić z doliną o tej samej nazwie pod Bobrowcem i Osobitą!).

Grań Banówki © St. Łukasik Grań Banówki © St. Łukasik

W widoku z przełęczy od razu rzuca się w oczy odmienność krajobrazu rozdzielanych przez nią masywów górskich. Na zachodzie widzimy ostro wystrzelający w górę wapienny stożek Siwego Wierchu (1806 m), od którego odgałęzia się w kierunku południowym ciekawy, najeżony stożkowatymi, pokrytymi kosówką szczytami, grzbiet Ostrej i Babek. Ta część Tatr Zachodnich, zwana grupą Siwego Wierchu, pod względem florystycznym i geologicznym odróżnia się znacznie od reszty pasma; niektórzy naukowcy wydzielali ją nawet z Tatr, traktując jako osobną grupę górską względnie przyłączając do bliższych im charakterem sąsiednich Gór Choczańskich. Po wschodniej stronie przełęczy natomiast grań dźwiga się powoli przez szereg mało wybitnych, ale za to masywnych wierchów w kierunku Brestowej i Salatyna (którego zresztą z Palenicy jeszcze nie widać). To już niewątpliwie zaczyna się grań tatrzańska, "strefa dwutysięczników". Zaczynamy marsz pod górę niestromą, kamienistą ścieżką wśród łanów kosówki, która niedługo rzednie i przechodzi w strefę ubogich, "granitowych" muraw alpejskich. Po prawej ręce mamy cały czas rozległy i płytki basen górnej części doliny Bobrowieckiej, zwany Kotlinami a nad nim obły grzbiet Czerwonego Wierchu z rzędem skał na stoku. Przez niewybitne wzniesienia Redykalnej i Zuberskiego Wierchu osiągamy nareszcie pierwszy wybitny szczyt na naszej trasie - Brestową (1902 m). Posiada ona dwa obłe wierzchołki; każdy z nich jest zwornikiem dla masywnych grzbietów odchodzących w kierunku północnym i północno-wschodnim (wyższy, pierwszy na naszej trasie wierzchołek daje początek ramieniu Cielęciarek - nie nazwanym na słowackiej mapie "dwudziestce piątce" VKU; drugim, który odgałęzia się w niższym wierzchołku, prowadzi niebieski szlak na Zwierowkę - jest to tzw. Przedni Salatyn). Trawiastym stokiem schodzimy stromo na Salatyńską Przełęcz a następnie jeszcze ostrzejsze podejście wyprowadza nas na szczyt Salatyna (2047 m), zwanego taż Wielkim Salatynem. Ten wybitny szczyt, pierwszy od zachodu dwutysięcznik w Tatrach, posiada, podobnie jak Brestowa, dwa wierzchołki z których wyższy jest właśnie pierwszym na naszej drodze. Jego nazwa, często spotykana w słowackiej części Karpat, pochodzi prawdopodobnie od jakiejś rośliny rosnącej na polanach pasterskich, czasami bywała też spolszczana przez górali z Podhala do niegodnej górskiego olbrzyma formy "Sałacin", kojarząc go w ten sposób z sałatą. Ten "honorny wierch" zdobyli pierwszy raz zimą na nartach (w 1911 r.) Józef Lesiecki i Leon Loria, pamiętni pogromcy południowej ściany Zamarłej Turni w Tatrach Wysokich. Dziś, w dolnej części Doliny Salatyńskiej opadającej spod Salatyna ku Dolinie Rohackiej, znajduje się popularny kompleks narciarstwa zjazdowego.
Po Pokonaniu płytkiej przełączki wznosimy się na drugi, niższy wierzchołek Salatyna, mijając odgałęziający się po prawej trawiasty grzbiet Jałowieckiej Hory i Łyśca (na słowackich mapach kolejność nazw w grzbiecie jest odwrotna) oraz zielony szlak sprowadzający do dzikiej doliny Głębokiej. Teraz czeka nas strome zejście usypistą ścieżką na Przełęcz pod Dzwonem. Po drodze spotykamy pierwsze na trasie, niewielkie zresztą, trudności skalne przy pokonywaniu Salatyńskiej Kopy. Na przełęczy pod Dzwonem (nazywanej też czasem Zadnią Salatyńską Przełęczą) stajemy u początku ciekawej, skalistej grani Skrzyniarek. Grań ta składa się z trzech turni; pierwsza z nich to Dzwon (wychodzimy na jej wierzchołek skalnymi stopniami), druga to Gankowa Kopa (podchodzimy do jej stóp omijając ścieżką od południowej strony kilka małych zębów grani, a następnie trawersujemy ją po lewej stronie ubezpieczoną łańcuchem skalną, eksponowaną galeryjką, tzw. "gankiem"), wreszcie trzecia, to trójwierzchołkowa Czerwona Turnia, ostatnia przeszkoda w drodze na szczyt Spalonej (2083 m). Na niewybitny wierzchołek Spalonej wchodzimy połogim grzbietem. Tutaj grań zakręca gwałtownie na południe, a pod nogami widzimy nowe otoczenie dolinne: na północy, w widłach dwóch ramion odchodzących z wierzchołka, na którym stoimy znajduje się nieduża dolina Mała Spalona, a u wschodniego podnóża rozpościera się rozległy kocioł Doliny Spalonej. Zwraca uwagę prawdziwie wysokogórskie jej otoczenie - skalne pionowe urwiska północnych ścian Banówki i Trzech Kop, a i sama dolina sprawia wrażenie kamiennego pustkowia. Nie zwlekając ruszamy dalej, pokonując łatwe i krótkie odcinki skalne, na przełęcz Spaloną (nazwa pochodzi, podobnie jak nazwa szczytu od doliny, a ta z kolei od wypalania roślinności na halach). Za Spaloną Przełęczą następuje dłuższy odcinek podejścia, najpierw łatwą ścieżką, potem, mniej więcej w środkowej części, skalnym kominkiem a na koniec wśród bloków granitowych na szczyt Pachoła (2153 m). Skały, wśród których się poruszamy, podobne są pod względem wyglądu i właściwości do granitów Tatr Wysokich. Specjaliści upierają się jednak aby nazywać je "granitoidami" a ściślej granodiorytami lub diorytami.

Wiosna na grani Trzech Kop
 © M. Ronikier Wiosna na grani Trzech Kop © M. Ronikier

Pachoł (lub Pachola, jak chcą Słowacy) stanowi kolejny "punkt zwrotny" grani Rohackiej, odtąd znów będziemy podążać w kierunku wschodnim. Z widokiem na czeluść bardzo stromo spadającej doliny Parzychwost po prawej, schodzimy stromą percią na szeroką Banikowską Przełęcz. Szlak czerwony krzyżuje się tutaj ze ścieżką, która umożliwia przejście z południa, z doliny Parzychwost (znaki niebieskie) na północ do doliny Spalonej i dalej, do Rohackiej (znaki zielone). Po prawej stronie, na stromym stoku widać miejsca przygotowane przez turystów do biwaków, w kształcie małych platforemek otoczonych kamiennymi murkami, w sam raz na mały namiot. Takich miejsc biwakowych można w ogóle w słowackich Tatrach Zachodnich spotkać więcej, nocowanie "na dziko" w namiotach jest tutaj dosyć powszechne, choć trzeba pamiętać, że zabronione!
Czeka nas teraz podejście na szczyt nie byle jaki - najwyższy w głównej grani Tatr Zachodnich!
Pokonując kilka stromych skalnych uskoków "jak dogodniej"- po prawej lub lewej ich stronie - osiągamy Banówkę (2178 m.). Co prawda nie jest ona najwyższym szczytem zachodnich Tatr, ale trzeba pamiętać, że wyższe od niej: Bystra (2248), Raczkowa Czuba (2194) i Baraniec (2184) leżą w odchodzących na południe graniach bocznych. Nazwa szczytu (polska nazwa Banówka jest bezpośrednią kalką gwarowej nazwy liptowskiej "Banovka", nazwa słowacka "Banikov" jest z kolei gwarową wersją orawską) pochodzi od słowackiego słowa "bania" oznaczającego kopalnię. W XVIII wieku u podnóża góry prowadzono bowiem, jak w wielu miejscach w Tatrach, roboty górnicze w poszukiwaniu rudy żelaza, zresztą z marnym skutkiem, wobec czego ich zaniechano; w nieodległej wsi orawskiej Podbiel funkcjonowała wtedy duża, jak na owe czasy huta żelaza!
Jeśli zwątpimy we własne siły na widok wschodniej grani Banówki, którą prowadzi teraz czerwony szlak, możemy zejść z wierzchołka na południe, ładną skądinąd granią Przysłopów (2132 m) na Jałowiecką Przełęcz i dalej do schroniska w dolinie Żarskiej (szlak zielony). Proponujemy jednak przełamać strach i pójść dalej z nami! Czeka nas teraz bowiem około godzinna wspinaczka (a raczej "zspinaczka") przepaścistą i eksponowaną granią, dającą przedsmak prawdziwego taternictwa. Ze szczytu kawałek granią, po czym obniżamy się nieznacznie kominkiem ubezpieczonym łańcuchem. Dalej poruszamy się samym ostrzem powietrznej grani, pokonując skalne bloki i gładkie płyty, bez żadnych naprzykrzających się metalowych ułatwień. Grań jest prawie pozioma, a pod jej koniec schodzimy nieco w dół na prawo, trawiastym, stromym upłazkiem. Teraz trawersujemy skalnymi i piarżystymi stopniami śmiałą turniczkę zwaną Igłą w Banówce, na koniec po zaopatrzonych w łańcuch płytach schodzimy w łatwy teren, którym z ulgą idziemy przez rozległe siodło Przełęczy nad Zawratami. Zawratami nazywane są górne, trawiaste piętra doliny Żarskiej. Przełęcz opada skalnym urwiskiem nad doliną Spaloną, natomiast Zawraty są łagodne i zachęcają do zejścia. W razie niepogody lub jakichś nieprzewidzianych okoliczności można tutaj zejść (trudności orientacyjne!) do Żarskiego Schroniska, trzeba jednak pamiętać, że bez znakowanego szlaku.

© M. Ronikier © M. Ronikier

Po przejściu rozległej przełęczy podchodzimy łagodnie i bez trudności na wierzchołek Hrubej Kopy. Hruby w gwarach góralskich oznacza oczywiście "gruby", ale też "znaczny, potężny", co zrozumiemy spoglądając, zwłaszcza z daleka, na kształt tej góry. Schodzimy, również łatwo, na przełączkę, tzw. Hrubą Przehybę. Tu zaczyna się znów wspinaczka i to do tego najtrudniejszym odcinkiem Rohackiej Grani!
Pokonując trudne, wymagające skupienia i pewnych umiejętności wspinaczkowych kominki i płyty skalne, przemierzamy po kolei wszystkie wierzchołki Trzech Kop: Szeroką, Drobną i Przednią Kopę (najwyższa - około 2150 m.). W paru miejscach (kominki) umocowane są stalowe łańcuchy, uwaga - stare i od dawna nie remontowane! Z Przedniej Kopy (zwanej też Wielką) opada nad Rohackie Stawy boczna grań Zielonego Wierchu, którą prowadził niebieski szlak, niedawno zamknięty z powodu zagrożenia erozją. W końcu docieramy na wąskie wcięcie Smutnej Przełęczy (1962 m.). Pod nami z obu stron czeluści żlebów opadających do Doliny Żarskiej i głębszego, do doliny Smutnej. Przełęcz jest przechodnia, znaczy to, że przechodzi przez nią turystyczna ścieżka (znakowana niebiesko). Można tutaj, podobnie zresztą jak w okolicach Hrubej Kopy, spotkać do późnej wiosny narciarzy turystycznych wykorzystujących zalegające długo płaty śniegu. Dolina Żarska, ze znajdującym się tu schroniskiem, uważana jest za tatrzańskie centrum ski-alpinizmu. Faktycznie jest to idealne miejsce na narciarskie tury o bardzo zróżnicowanych trudnościach - od wędrówek rozległymi Zawratami po zjazdy stromymi żlebami Barańca.
Za przełęczą wstępujemy wreszcie na właściwą Grań Rohaczy. Ta słynna grań składa się właściwie z dwóch szczytów: Rohacza Ostrego (2087 m) i Rohacza Płaczliwego (2124 m); od nazw tych wierzchołków pochodzi nazwa całej Rohackiej Grani. Trzeba chyba wyjaśnić skąd wzięła się nazwa "Rohacz". Prawdopodobnie macie dobre skojarzenia - tak, oznacza ona nic innego jak rogacza!

Rohacz Ostry
© St. Łukasik Rohacz Ostry © St. Łukasik

Zagadka wyjaśnia się, gdy spoglądamy na sylwetkę Rohacza Ostrego widzianą z północy. Widać w niej wyraźne dwa zęby szczytowe, rozdzielone szczerbiną, wyglądające zupełnie jak rogi...
Długą, zachodnią grań Rohacza Płaczliwego rozpoczynają łatwe skałki, potem grań się wypłaszcza i staje się na pewien moment trawiastym płaskowyżem. Na koniec jednak "staje dęba" i zmuszeni jesteśmy do regularnej wspinaczki wśród ścianek i wysokich bloków skalnych. Szczyt Rohacza Płaczliwego osiągamy po około 45 minutach od przełęczy. Stanowi on ważny punkt topograficzny - odgałęzia się tutaj wybitna południowa grań, zakończona potężnym masywem Barańca (2184 m). Chociaż południowy stok Płaczliwego Rohacza jest łagodny i łatwo można nim zejść ścieżką na Żarską Przełęcz, to jednak nie dajmy się zwieść pozorom! Północna ściana jest naprawdę urwista, prowadzą nią nawet stare drogi wspinaczkowe; pierwszym wejściem tą ścianą była wspinaczka Ł.i A. Konopczyńskich z 1910 roku; kominem przecinającym tę ścianę jako pierwszy przeszedł Otto Havelka z towarzyszami w lecie 1934 r.
Ze szczytu zbiegamy krótko wraz z żółtymi znakami, następnie obok słupka drogowskazowego skręcamy w lewo trawersem wschodniego stoku, omijając w ten sposób trudny uskok północno wschodniej grani (pokonany w lipcu 1932 roku przez Zygmunta Klemensiewicza i Stanisława Krystyna Zarembę). Docieramy do krawędzi grani. Idziemy przez chwilę szerokim rumowiskiem granitowych bloków, dalszą część grani aż do Rohackiej Przełęczy obchodzimy stokiem od prawej strony, na krótko w paru odcinkach zbliżając się do ostrza grani (oczywiście można iść też samym ostrzem, tak są też namalowane znaki szlaku, ale jest to o wiele trudniejszy wariant). Za przełęczą zaczynamy podchodzić ścieżką wśród mało stromych skał, nieco po prawej i samym grzbietem, aż do miejsca, w którym drogę zagradza nam siedmiometrowe pionowe zacięcie, które pokonujemy z pomocą łańcucha (dosyć trudne miejsce!). Przechodząc następnie przez parę mniejszych uskoków wydostajemy się w końcu na wyższy wierzchołek Rohacza Ostrego. Ten piękny szczyt, przypominający skaliste turnie Tatr Wysokich, opada na wszystkie strony skalnymi graniami i urwiskami, z których największym jest północno-zachodnia ściana, piętrząca się ponad doliną Smutną. Jako pierwszy przeszedł tę ponurą ścianę Walery Goetel z tow. w 1908 roku. W 1911 r., podczas próby przejścia nowej drogi na tej ścianie, zginęli taternicy z Zabrza - Karl Jenne i Ludwig Koziczinski. Koziczinski był dosyć znaną postacią w ówczesnym taternickim świecie, autorem czołowych wtedy przejść wspinaczkowych (upamiętniony został zresztą w paru nazwach tatrzańskich - "Komin Broskego i Koziczinskiego" w ścianie Małej Kończystej, czy "Żleb Koziczinskiego" opadający spod Przełęczy w Ostrym). W trudnym i kruchym terenie ściany Rohacza, prowadzący Jenne odpadł i lecąc pociągnął za sobą w przepaść asekurującego go liną Koziczinskiego. Obaj są pochowani na cmentarzu w Zubercu.
Mariusz Zaruski na grani Rohacza Ostrego...
Mariusz Zaruski na grani Rohacza Ostrego...


My jednak odważnie zmierzamy w kierunku drugiego wierzchołka Rohacza, opuszczając się kilkumetrowym, pionowym kominkiem, z pomocą łańcucha na Rohacką Szczerbinę. Łatwo wydostajemy się na niższy wierzchołek, gdzie czeka nas najsłynniejsza atrakcja drogi - Koń w Rohaczu.
"Więc koń! Koń skalny - najtrudniejsze miejsce w grani Rohacza Ostrego!" - tak zakrzyknął Mariusz Zaruski ujrzawszy go podczas pierwszego zimowego przejścia Grani w 1911 roku.


...oraz współczesny turysta również na grani Rohacza Ostrego.
...oraz współczesny turysta również na grani Rohacza Ostrego.


Rzeczony "Koń" jest 10-metrowym odcinkiem ostrej jak nóż poziomej grani. Pokonujemy go po podciętej, eksponowanej płycie od prawej strony, korzystając z łańcucha. Ominąwszy ostatnią turniczkę w grani, pozostaje nam jeszcze tylko opuścić się w dół dwumetrowym, ale mocno eksponowanym prożkiem, przewinąć się zygzakami przez system nietrudnych stopni i ścianek (na początku łańcuch) i ścieżką wśród piargów i muraw zakończyć drogę na Jamnickiej Przełęczy pod Wołowcem.
Na koniec wypada wspomnieć postać człowieka, który w latach dwudziestych był twórcą naszego czerwono znakowanego szlaku. Oddajmy tu głos Władysławowi Krygowskiemu, który tak pisze o nim w swych wspomnieniach z tamtych lat:
Znaków na ścieżkach było jak na lekarstwo, a jedynie granią Rohaczy wiodło śmiało czerwone znakowanie, dzieło zamiłowanego turysty słowackiego, księdza dziekana Matiaszaka.
Niecodzienna była to postać. Można ją przyrównać do naszego księdza Gadowskiego, który na wiele lat przed nim wyprowadził ludzi na Orlą Perć. Niewiele po Matiaszaku zostało, maleńkie schronisko w Łatanej Dolinie powyżej Zwierówki - spałem w nim z Szeligą w 1925 roku, spłonęło rok później. Pozostały tylko znaki na Rohaczach i pamięć , że kiedyś był taki dziwak, który wespół z dwoma towarzyszami zbudował własnymi rękami schronisko.(...) Dziś poczciwy dziekan - garstka kości i próchno sutanny - leży sobie w Sedliackiej Dubowej, nie słucha szumu Orawy i nawet nie patrzy na kościół, który kiedyś we wsi postawił. Po cóż umarłemu wiatr nad rzeką, gdy nie przynosi zapachu puszczy rohackiej, w której przed laty szedł dziekan z Panem Bogiem na ramieniu, z siekierą w ręku?

Krzysztof Stankowicz i Michał Ronikier