Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Zasady taternictwa

W tym numerze GGI zamieszczamy kolejne fragmenty "Zasad taternictwa" Zygmunta Klemensiewicza. Jest to epokowe dzieło w polskiej literaturze górskiej - pierwszy polski podręcznik taternictwa. Został wydany we Lwowie, w 1913 r. Niewielkiego formatu książka, z sylwetką Ostrego Szczytu na okładce, zawiera dwanaście rozdziałów, obejmujących wszystkie aspekty taternictwa - od definicji samego pojęcia i krótkiego wykładu historii, przez wszystkie praktyczne aspekty wycieczek tatrzańskich, po rozważania dotyczące kultury i etyki taternictwa.
Tym razem wybraliśmy dla was fragmenty dotyczace warunków jakie powinny spełniać osoby chodzące po Tatrach.

PRZYRODZONE WARUNKI I ROZWÓJ TATERNIKA.

Dobre zdrowie jest koniecznym warunkiem normalnego uprawiania taternictwa. Szczególnie zaś potrzeba tu silnego sercapłuc. Ludzie chorzy na serce, płuca, anemię w wysokim stopniu, dalej na podagrę i nerki nie powinni chodzić. Również przewlekłe cierpienia żołądka utrudniają taternictwo w wysokim stopniu. Obok zdrowia potrzeba oczywiście pewnego zasobu sił mięśni, zwłaszcza ramion, gdyż inne same się przy chodzeniu wyrabiają. Większą jednakże rolę niż siła gra przyrodzona i nabyta zręczność, która sprawia, że daną przeszkodę pokonywamy z jak najmniejszym wysiłkiem, ekonomicznie. Najpotrzebniejszą zaś ze wszystkiego jest ta własność organizmu, którą niemiec określa słowem "Zahigkeit", a którą po polsku można by najlepiej nazwać łykowatością. Mieści w sobie ten szacowny przymiot wytrzymałość na zmęczenie, trudy i niewygody, odporność na zimno i gorąco, głód i pragnienie. Powinno się módz robić przez kilka a nawet kilkanaście dni z rzędu wycieczki szczytowe, wymagające 8-10 godzin marszu (licząc bez odpoczynków) i pokonania jakich 1500 metrów wzniesienia. Nieraz przemoknąwszy do nitki trzeba stać w miejscu czas dłuższy (dla zabezpieczenia towarzysza) na zimnie i wietrze, czasem przyjdzie noc spędzić w skałach przy temperaturze poniżej zera, kiedy indziej znów piąć się w upał z ciężkim worem. A cóż mówić o wypadkach nadzwyczajnych, niesieniu pomocy drugim w podobnych warunkach. Zajęcie taternika wymaga więc nieraz wytężenia sił fizycznych i moralnych do ostatka, co nie każda natura znosi (Z tego powodu, jakkolwiek młodzi chłopcy chodzą wytrwale i zręcznie, nie należy ich brać na męczące wyprawy a zwłaszcza dać nosić ciężkie worki, jak to się często u wycieczek uczniowskich widzi).
Dobry wzrok a poniekąd i słuch są bardzo cennymi darami, jednakże niezbyt daleko posunięta krótkowzroczność nie uniemożliwia oddawania się taternictwu, lubo je utrudnia bardzo. Wzrost wysoki do pewnego stopnia pomocny jest przy wspinaniu się, podobnież długie ramiona i nogi, jednak między znakomitymi alpinistami i taternikami nie brakło ludzi wybitnie nizkich (Zdarzają się nawet miejsca n. p, kominy pewnej szerokości, gdzie wzrost wysoki stanowi zawadę). Tusza natomiast zdobi raczej radcę miejskiego, niż taternika. Można zatem powiedzieć, że najlepsze warunki posiadają ludzie szczupli, wzrostu nieco więcej niż średniego.

Zupełna obojętność na przepaści jest człowiekowi, który ma zwiedzać strome ściany i powietrzne granie tatrzańskich turni, potrzebna koniecznie, Da się ona jednakże do pewnego stopnia wyrobić, nawet u ludzi początkowo skłonnych do zawrotu głowy, przez systematyczne przyzwyczajanie się do widoku głębi. Kuracya taka jednak wymaga żelaznej woli. Odwrotnie, wskutek wstrząśnień nerwowych a także przemęczenia, pojawiają się czasem u taterników, którzy niczego podobnego przedtem nie doznawali, objawy lęku wobec przepaści, drżenia nóg, duszności i zawrotu głowy.
O zdatności do taternictwa nie decyduje strona fizyczna, daleko od niej ważniejsze są kwalifikacye mora1nej natury. Przezorność i odwaga powinny się równoważyć w należytym stosunku, rozsądek, stanowczość, zimna krew, przytomność umysłu a nade wszystko silna wola, to są przymioty, które w górach stanowią o powodzeniu i bezpieczeństwie. Bez nich można wprawdzie odbywać wycieczki, nawet trudniejsze - gdy się ma dobrych towarzyszy lub przewodników, ale nie można być taternikiem w całem tego słowa znaczeniu. Konieczny jest wreszcie - jak wszędzie w życiu - pewien zasób przedsiębiorczości.
Nie wszyscy jednak ludzie rozwinięci fizycznie i duchowo zostają taternikami. Istnieje cały zastęp takich natur, dziarskich zresztą i tęgich, które absolutnie nie mogą pojąć celu oddawania się taternictwu. Ludzi tych nie ciągnie poprostu, nic do gór, nie mają do tego "matury" jak mówią górale, a tej nie można wyrobić ani wyuczyć. z osób, które wolą oglądać turnie tatrzańskie z dołu, nie trzeba więc szydzić, lecz z drugiej strony niema również celu wyciągać ich na wycieczki wbrew naturalnym skłonnościom.
Kwalifikacye, o których tu była mowa musi taternik w całości lub w pewnej części przynajmniej wnieść jako kapitał zakładowy u początku swej karyery turystycznej. Obecnie zajmiemy się temi, które powinien sobie powoli, wytrwałą pracą, przyswoić i ciągłem ćwiczeniem utrzymać, jakkolwiek i tu pewne wrodzone dary wielką odgrywają rolę. Wykształcenie to będzie iść w dwu kierunkach: nabywania techniki chodzenia po górach i umiejętności wyszukiwania właściwej drogi.
Forsownego wyrabiania mięśni ramion za pomocą ciężarów nie można taternikowi doradzać; wpływa ono szkodliwie na serce i być może dlatego atleci nigdy nie są dobrymi taternikami. Zbawiennie działa natomiast rozumna gimnastyka na przyrządach a lepiej jeszcze codzienne ćwiczenia wolne w rodzaju systemu Mullera lub podobnego. Mięśnie ramion i dłoni ćwiczyć można przez podnoszenie się na palcach u ramy drzwi. Należy próbować przy tem używania tylko trzech palców każdej ręki, aby się przyzwyczaić do małych chwytów. Zwłaszcza kto ma skłonność do kurczu w palcach, niech się pilnie temu ćwiczeniu oddaje. Do wyrobienia siły rąk i dłoni przyczynia się również wspinanie po zawieszonej jednym końcem linie, bez użycia nóg. Dobrze jest także ćwiczyć mięśnie grzbietu i brzucha - za pomocą przeginania tułowia i mięśnie nóg - przysiadami.
Są to wszystko zabiegi pomocnicze, z właściwą techniką można się, do pewnego stopnia, zaznajomić w tak zwanych szkółkach wspinania. Są to skałki, często miniaturowe, jakie w pobliżu prawie każdego wielkiego miasta znaleźć można. Czartowska Skała koło Lwowa, Krzemionki i Mników pod Krakowem, Urycz i Bubniszcze w Galicyi wschodniej, wreszcie Ojców i Pieskowa Skala w Królestwie, odpowiadają temu celowi mniej lub więcej dobrze. Można się w takich szkółkach zapoznać ze zdobywaniem kominów i ścianek, użyciem liny i innymi elementami sztuki taternickiej. Wszystkie ćwiczenia należy wykonywać z asekuracyą, gdyż w tem właśnie leży wartość szkółek, że pozwalają na nabycie wprawy bez niepotrzebnego narażania się na niebezpieczeństwo.
Ćwiczeń gimnastycznych i w szkółkach powinni zażywać także i wyrobieni taternicy w czasie, gdy się znajdują z dala od gór; ochroni ich to od wyjścia z wprawy i skutecznie zapobiegnie ociężałości spowodowanej życiem miejskiem. w porze zimowej i wiosennej utrzymują sprawność w sposób znakomity wycieczki narciarskie, którym się też oddaje dziś przeważna część taterników.
Nie trzeba jednak przeceniać znaczenia tych wszystkich środków. Można się bowiem znakomicie wspinać w szkółce a nie umieć się ruszyć w górach. Przytem zdolność łatwego wspinania się jest w wysokiej mierze darem przyrodzonym, a brak jej da się tylko częściowo przez ćwiczenie nadrobić. Nie sama ona jednak stanowi o umiejętności poruszania się w górach. Bardzo ważnymi warunkami są: pewność wstąpaniu i przyzwyczajenie systemu nerwowego do stykania się z ciągłemi niebezpieczeństwami, które wymagają nieprzerwanej baczności i ostrożności. Wymienione dwa przymioty, podobnie jak liczne arkana techniki, dadzą się wyrobić jedynie wytrwałą praktyką w terenie górskim. Niech więc nikt za wcześnie nie porywa się do zadań, które przerastają jego siły, choćby nie wiem jak pilnie gimnastykował się i trenował w szkółce wspinania.
Z początku nie należy wogóle silić się na pokonywanie trudności technicznych, lecz dążyć do poznania najważniejszych szczytów, przełęczy i dolin zwykłemi drogami, aby w ten sposób uzyskać podstawową znajomość geografii Tatr. Przy niestałości pogody tatrzańskiej zajmie to jeden lub dwa sezony. Dopiero potem można przystąpić do zwiedzania dróg trudniejszych. Równolegle z tem praktycznem kształceniem się postępować musi znajomość literatury tatrzańskiej.
W ten sposób osiąga się pewien stopień sprawności biernej, który pozwala na robienie mniej lub więcej trudnych wycieczek, jednakże tylko pod przewodnictwem górala lub dobrego taternika, co na jedno wychodzi. Osiągnięcie sprawności czynnej, umożliwiającej samodzielne odbywanie a tem bardziej prowadzenie wypraw górskich wymaga znowu osobnego wykształcenia. Podstawę jego stanowić musi dokładne obeznanie się zużywaniem mapy, kompasu a ewentualnie i aneroidu, w terenie górskim. Zasady tej umiejętności stanowią dziś część nauki geografii w szkołach średnich, wymagane są ponadto w skautingu i w służbie wojskowej, nie będziemy ich więc tutaj wyłuszczać (Potrzebne wskazówki podają podręczniki: A. Garlicki O czytaniu map i oryentowaniu się w terenie. Taternik 1908. str. 29 i osobne odbicie, Lwów 1908. Józef Chłopski - Terenoznawstwo. Lwów 1892. Ks. Libiński T. J. - Jak czytać austryackie mapy wojskowe. Kraków 1899. Dr. J. Moriggl-Anleitung zum Kartenlesen im tiochgebirge. Monachium 1909).
W zastosowaniu do terenu górskiego najlepiej uczyć się tych rzeczy praktycznie przez ciągle porównywanie natury i jej obrazu na mapie. Trzeba sobie, wyruszając na wycieczkę, przedstawić w umyśle na podstawie mapy kierunek, długość i rodzaj drogi i porównywać z tem, co się w miarę pochodu znajduje. Ćwiczeniom tym można się oddawać nawet wówczas, gdy się idzie pod przewodnictwem i nie szuka samemu drogi. Cała rzecz w tem, aby nie wstępować bezmyślnie w ślady prowadzącego, lecz starać się wciąż zdawać sobie sprawę z kierunku w jakim się porusza i otoczenia, powtarzać w myśli następstwo i długość poszczególnych etapów drogi i bezustannie obserwować. w krainie turni bowiem mapa stosunkowo niewielkie może oddać usługi, dlatego trzeba się tam wykształcić w umiejętności odszukiwania biegu ścieżki a tę właśnie daje obserwacya terenu. Chcąc się nauczyć czytania i rozumienia należytego opisów w przewodnikach, najlepiej porównywać, idąc jakąś drogą, jej opis z rzeczywistością. Nabiera się przytem właściwego poglądu na zakres i ścisłość rozmaitych terminów technicznych. Pożyteczną jest też rzeczą zapoznawać się w wolnych chwilach wogóle z opisami ważniejszych dróg tak, aby przechodząc koło jakiegoś szczytu, można było zdać sobie sprawę jak i którędy się nań wychodzi. w razie wątpliwości powinno się zapytać przewodnika czy towarzysza. Tak poznaje się pewien zasób przejść tatrzańskich, jedne osobiście, inne z widzenia.
Doszedłszy po dwu lub trzech latach chodzenia z przewodnikiem do tego stadyum, można z kolei pomyśleć o samodzie1nem chodzeniu. Zacząć trzeba znowu od szlaków najłatwiejszych, z początku od takich, któremi wiodą ścieżki. Za towarzyszy dobiera się o ile możności turystów w tem samem stadyum rozwoju. Wobec lepszych od siebie trudno bowiem zachować samodzielność, a zabieranie nowicyuszów pod swoją "opiekę", gdy się samemu jeszcze nie jest pewnym, jest zbrodniczą lekkomyślnością. Prowadzenia niewprawnych podjąć się można dopiero wówczas, gdy się opanowało samemu wszystkie arkana kunsztu taternickiego, gdy się swobodnie oryentuje w terenie górskim i nabierze wprawy w organizowaniu wycieczek. Ten stopień osiąga się nie inaczej jak kilkuletnią praktyką w samodzielnych wyprawach.
Działalność taternicka nie powinna się kończyć na wycieczkach letnich. Każdy, komu tylko okoliczności na to pozwolą, powinien się starać poznać Tatry również w zimie. Zwiedzanie ich jednak o tej porze wymaga znowu osobnej wprawy, odpowiednio do zmienionych warunków terenu. i tu więc trzeba zaczynać od rzeczy najłatwiejszych, zwłaszcza, że na powodzenie wypraw zimowych mniej daleko wpływa sprawność fizyczna a głównie doświadczenie i obycie z warunkami zimowymi. Również wycieczki odbywane późną jesienią albo wczesnem latem mają swój odrębny charakter i można je każdemu gorąco polecić, zwłaszcza, że w tych porach zwykle łatwiej o pogodę, niż w sezonie letnim. Zaś spokój i samotność, jaką się poza miesiącami letnimi w Tatrach zawsze nacieszyć można, nie dadzą się niczem zastąpić.
Coraz więcej dziś taterników, którym nawet wszechstronne zaznajomienie się z górami ojczystemi nie wystarcza, podążają więc na szczyty Alp. Tam rozszerzają zakres swej wiedzy i doświadczenia, mają sposobność do czynienia spostrzeżeń i porównań a tem samem mogą głębiej wniknąć w poznanie istoty taternictwa i jego terenu działania. Dochodzą tak do tego stadyum zżycia się z górami, w którem taternik, nawet w otoczeniu szczytów zupełnie obcych, czuje się, o własnych tylko siłach, bezpiecznym i swobodnym.

ZASADY ŻYCIA WYCIECZKOWEGO.

Wyprawy górskie wymagają często znacznego wysiłku fizycznego i psychicznego. Aby go przez czas dłuższy, bez szkody dla zdrowia, módz znosić, trzeba przestrzegać zasad hygieny turystycznej, która uczy jak sprawność naszych organów w najlepszym stanie zachować (Niniejsze opracowanie tego przedmiotu posiłkuje się w znacznej mierze znakomitym artykułem Dra K. Panka "Hygiena a taternictwo" w tomie I. J. Chmielowskiego: Przewodnika po Tatrach. Lwów 1907). Nie trzeba również zapominać, że świeżość sił i umysłu podczas wycieczki, jest koniecznym warunkiem pełnego i nie przytępionego przeżywania wrażeń, dla których się taternictwu oddajemy. Nie zaszkodzi więc nieco pedanteryi w tym kierunku.
Oszczędzać trzeba przedewszystkiem serca i płuc, starając się racyonalnie chodzić. Pod górę idzie się powo1i - zwłaszcza na początku wycieczki tak powoli, jakby się wogóle nie miało wytkniętego celu, tem wolniej im większe nachylenie drogi. Tem bardziej jeśli się ma ciężki worek lub w upał. Pokonywanie 300 do 400 metrów wzniesienia na godzinę, należy uważać za rezultat normalny, którego niema potrzeby pobijać. Oczywiście mowa tu o wchodzeniu ścieżką, lub po łatwych skałach, niewymagających użycia rąk ; dla wspinania się normy wogóle ustanowić nie można. Powinno się iść tak powoli, aby można było swobodnie rozmawiać. z tej możności jednak niech taternik, broń Boże, nie robi użytku. Mówienie, śpiewanie i palenie, przy wchodzeniu pod górę, jest szkodliwe, gdyż zmusza do nierównego i szybkiego oddechu. Należy przeciwnie oddychać miarowo, powoli i możliwie głęboko. Kto takiego oddechu nie posiada, niech go sobie ćwiczy na codziennych przechadzkach i uważa z początku na zachowanie go na wycieczkach. Później dokonuje się to automatycznie. Idąc do góry robi się kroki małe, stawiając całą stopę na upatrzonem z góry, możliwie poziomem i pewnem miejscu. Ciało kołysze się lekko, nogi swobodne w kolanach, lekko ugięte. Jeśli się czekana nie używa jako podpory (w czem należy okazywać umiarkowanie), to dobrze nosić go pod pachą, na dół i ku przodowi drzewcem, aby nie wybijał oczu następcom. Co kilka minut można na chwilkę przystanąć i zaczerpnąć głęboko powietrza. w odstępach półgodzinnych mniej więcej, zależnie od rodzaju drogi, wtrąca się kilkuminutowe odpoczynki, podczas których można podeprzeć worek o ścianę, ale nie siadać. Natomiast na dłuższych spoczynkach dobrze się ulokować w pozycyi półleżącej z wyprostowanemi nogami.
Krótkie miejsca równe przemierza się dla zaoszczędzenia czasu szybkim, długim, krokiem. Na dół można schodzić tak szybko, jak na to warunki miejscowe pozwalają. Kolana trzyma się silnie ugięte, stawiając w miejscach bezpiecznych kroki długie a mocne. Szybkość przy wchodzeniu zależy od siły serca i płuc i zawsze je natęża, przy schodzeniu wyłącznie od wprawy i wyrobienia nóg i nie powoduje szkodliwych następstw. Dlatego kiepski turysta idzie szybko do góry a powoli na dół, odwrotnie wprost doświadczony taternik.
Tempo wycieczki miarkować się musi względem na najpowolniejszego z uczestników i nawet w łatwych miejscach nie wolno nikogo zostawiać. Można natomiast zażądać od towarzysza, który się okaże zbyt nieudolnym, aby powrócił łatwą drogą (gościńcem, koleją) do domu, lub zaczekał w schronisku na powrót wycieczki. Porządek pochodu na łatwych ścieżkach jest obojętny. w miejscach łatwych, ale bez ścieżki, lub w nocy, idzie prowadzący wycieczkę naprzód. Porządek pochodu przy wspinaniu się omówiony będzie w następnym rozdziale.
Wielką wagę przykładać trzeba do odpowiedniego, dostatecznie ciepłego, odzienia. Przemoczenie odzieży, na co się tak często jest narażonym w Tatrach, nie wywołuje uczucia ziębnięcia, jak długo się jest w ruchu. Za to po przyjściu na miejsce noclegu, trzeba koniecznie zmienić bieliznę na suchą a ubranie powiesić do wysuszenia, okrywając się tymczasem płaszczem, lub lepiej kładąc do łóżka. Powróciwszy wieczorem do schroniska, powinno się zawsze zmienić koszulę i skarpetki, choć się nawet nie przemokło. Buty gwoździaste zastępuje się możliwie szybko pantoflami lub trzewiczkami, częścią dla ulżenia stopom a także dla tego, by stukaniem ciężkich podeszew nie przeszkadzać we śnie sąsiadom. z tych samych powodów, wdziewać buty trzeba nie zaraz po wstaniu, ale dopiero tuż przed wyruszeniem w drogę.
Nic tak nie osłabia i nie zniechęca na wycieczce, jak zepsuty żołądek, nie jest więc filisterstwem - jak niektórzy mniemają - troska o dobór pożywienia. O prowiantach, które się w drogę zabiera, była już mowa wyżej. Najłatwiej struć się starą konserwą, lub nieświeżą potrawą mięsną w schronisku. Są i tacy, którym wystarcza szklanka mleka, wypita na hali. Jeść powinno się co najmniej cztery razy dziennie: pierwsze śniadanie, przed wyruszeniem w drogę - między 5 a 6-tą, mniej więcej w trzy godziny potem mały posiłek, obiad w połowie dnia, ewentualnie podwieczorek i kolacyę nie później jak o 7-mej, by nie iść spać z pełnym żołądkiem. Można wtedy posilić się wieczorem obficiej, gdyż w drodze nie należy jeść zbyt wiele naraz, z uwagi na to, że podczas wytężającej pracy fizycznej - mniejsza jest sprawność trawienia. Idąc pod górę - nie pić dużo, gdyż osłabia to narządy trawienia i serce. Najlepiej po wypiciu rano 1/4 do 1/2 litra mleka, kawy lub kakao, nie pić nic aż do południa. Jeśli się z początku przezwycięży pragnienie, nie odczuwa go się potem zupełnie, a także pocenie się jest zmniejszone. Przeciwnie, skoro się zaraz po wyruszeniu zacznie pić, pragnienie zamiast się zmniejszyć, wzrasta tylko; jest się zmuszonym pić co chwilę, a to wywołuje nadmierne poty i osłabienie. Podczas schodzenia picie umiarkowane nie jest szkodliwe, a nawet - jak twierdzą niektórzy - zdrowe. Unikać należy jedzenia śniegu i picia zbyt zimnej, czystej wody. Ubytek soli mineralnych z organizmu, jaki następuje skutkiem zwiększonego wydzielania potu przy całodziennej pracy, dobrze jest wynagrodzić, używając wieczorem zamiast piwa - wody mineralnej, co również wspomaga trawienie. w przypadku zepsucia sobie żołądka zastosować najlepiej dyetę (ciepłe, lekkostrawne pokarmy), a dopiero w ostatecznym razie środki zawarte w apteczkach. Podczas ostrej biegunki trzeba się z konieczności wstrzymać od chodzenia.
Wycieczki, zwłaszcza trudne i niebezpieczne wyprawy, wyczerpują również i system nerwowy, co u osób bardziej pobudliwych objawia się brakiem apetytu, bezsennością (jest to także objaw działania zmniejszonego ciśnienia), czasem napadami zawrotu głowy. Aby dać wypocząć nerwom, należy używac jak najwięcej snu. Noce bezsenne przed wycieczką, w wagonie lub w marszu spędzone, powinny należeć do wyjątków. Siedem do ośmiu godzin snu, a w dni deszczowe nawet dwa razy tyle - to właściwa norma, a da się ona osiągnąć nawet przy bardzo wczesnem wyruszaniu na wycieczki, byle tylko nie tracić czasu na przydługie rozmowy wieczorne z towarzyszami, a niedołężne zbieranie się rano. Między odezwaniem się budzika, a wyruszeniem w drogę, powinna upływać najwyżej godzina. Także inne administracyjne czynności podczas wycieczki, trzeba się starać załatwiać możliwie szybko. Najlepiej w tym celu przyzwyczaić się do pewnego systemu w ubieraniu się, pakowaniu worka etc. i stale się go trzymać. Czas trwania odpoczynku w czasie wycieczki najlepiej z góry umówić z towarzyszami i ściśle go przestrzegać. Niema bowiem większej plagi, jak towarzysz, na którego się czeka rano i przy każdem jedzeniu, który potrzebuje pół godziny na zdjęcie fotograficzne i tyleż na zrobienie węzła. Nieraz kilka chwil, zmarnowanych za dnia, sprawia, że się nie osiąga celu, lub godzinami tłucze w nocy po maliniakach i kosówkach.

Ponieważ ilość i jakość snu wpływa w wysokim stopniu na sprawność taternika, nie od rzeczy więc będzie zastanowić się nad rozmaitymi sposobami nocowania. Nie zawsze bowiem mamy w górach łóżko z pościelą do rozporządzenia. Istnieje w Tatrach szereg schronisk niezagospodarowanych. Niektóre z nich są szczelnie zbudowane i zaopatrzone w piece (n.p. w Staroleśnej, Koprowej), tak że nocowanie w nich, nawet w porze zimowej, nie przedstawia trudności. Taternik musi się tylko postarać o opał, zbierając suche gałęzie i kosówkę, tudzież urządzić sobie posłanie z cetyny (drobne gałęzie). To ostatnie robi się, układając gałązki świerkowe lub kosówki, spodem grubsze, na wierzchu delikatniejsze, które wtyka się łodygami na dół. Powstaje w ten sposób doskonały, sprężysty materac, który można jeszcze przysypać trawą. Altany i szałasy bez pieców (n.p. na Krzyżnem, przy Zielonym Stawie Gąsienicowym, w Niewcyrce), nadają się jedynie w porze ciepłej do nocowania. Specyalnością tatrzańską są tak zwane "koleby" okapy utworzone przez duże głazy. Znaleźć je można we wszystkich niemal dolinach, w rozmaitych jakościach. Najlepsze mają niezaciekający dach, równe dno, zasłonięte boki (gdzie tego niema, buduje się murki z kamieni), tudzież wodę i kosówkę w pobliżu. Znakomite są między innemi koleby: pod bulą Hińczowych Stawów, w Czeskiej, Walentkowej, w Dolinie Zimnej Wody. Ułożywszy posłanie z cetyny i ognisko - po góralsku "watrę" u wejścia, śpi się w nich wygodnie i ciepło. Natomiast ognisko rozłożone pod gołem niebem, nawet w lesie, niedostatecznie łagodzi chłód nocy, tak że zwykle nad ranem niepodobna już spać, chyba że się zaopatrzyło w dobre okrycie. Podobnie ma się rzecz z nocowaniem w kolebie bez ognia. Najswobodniejszy jest taternik w wyborze miejsca na nocleg, gdy weźmie ze sobą worek do spania, kawał batystu, lub dwa płaszcze, z których jeden służy do okrycia nóg. Nie potrzeba w takim razie szukać koleby, gdy noc pogodna i niezbyt zimna; wystarczy kępa borówek, lub bujnej trawy. Miejsca położone na południowych stokach są z reguły lepsze, bo cieplejsze, od dna dolin, w które spływa nocą zimne powietrze. Jeśli się niema dostatecznego okrycia, lub w deszczu, lepiej jest iść choćby powoli doliną, niż spędzić całą noc na szczękaniu zębami, poczem jest i tak następny dzień z reguły stracony. Nie odnosi się to oczywiście do przypadków, w których noc zaskoczy turystę w trudnych skałach.
Do typowych schorzeń, na jakie turysta w górach jest narażony, należą: choroba górska, udar z gorąca i porażenie serca.
Pierwsza z tych chorób, spowodowana zmniejszeniem się gęstości powietrza, występuje w tatrzańskich wysokościach rzadko, tylko u osób szczególnie do niej skłonnych. Objawia się bólem głowy, osłabieniem, nudnościami. Poważniejszych następstw nie sprowadza górska choroba, może jednak stać się przeszkodą nie do przezwyciężenia, w osiągnięciu celu wycieczki. Jeśli bowiem, mimo odpoczynku, objawy jej nie ustępują, to nie pozostaje nic innego, jak zawrócić. Często, już po obniżeniu się o kilkanaście metrów, następuje polepszenie.
Wypadki udaru z gorąca nie są również w Tatrach częste, mogą się jednak zdarzyć u osób skłonnych do tego: anemicznych a otyłych, z osłabionem sercem, szczególnie podczas męczącego wchodzenia z ciężkim workiem, a także przy szybkiem schodzeniu, które jak każdy niewątpliwie zauważył - silnie rozgrzewa ciało. Usposabia do udaru parne powietrze, zbyt ciepłe ubranie, dłuższe zimne kąpiele i obfite picie zimnej wody. Początkowym objawem jest niezwykła suchość skóry i błon śluzowych, przekrwienie twarzy, uczucie duszności. Jeśli się w tem stadyum zaniedba ratunku, dochodzi do porażenia akcyi serca, objawiającego się nieregularnem, słabem i powolnem tętnem, a w następstwie do śmierci. w razie dostrzeżenia pierwszych objawów, należy chorego natychmiast położyć w cieniu, rozpiąć ubranie na szyi i piersi, czyniąc okład ze śniegu na głowie. Gdyby nastąpiło osłabienie akcyi serca, należy ją podnieść dawkami koniaku, silnej czarnej kawy, lub herbaty, ewentualnie odpowiednich leków (kamfora, kodeina).
Najczęściej dochodzi do porażenia serca z przyczyn innych, niż udar z gorąca, wskutek wielkiego przemęczenia, walki z zimnem i burzą, po przymusowym biwaku w niekorzystnych warunkach. Giną tak nawet ludzie z żelaznemi na pozór siłami, tem łatwiej niewprawni, słabej kompleksyi lub starsi. Objawia się porażenie serca sennością, dusznością, nudnościami, apatyą i osłabieniem tętna. Ratunek polega na rozcieraniu ciała w okolicy serca, ciepłem przykryciu (zimny okład na serce), doprowadzeniu ciepłego pożywienia i środków pobudzających akcyę serca, które wymieniliśmy w poprzednim ustępie. O ile użycie ich w takim wypadku jest konieczne, to natomiast przestrzedz należy przed uciekaniem się do nich, w celu przygłuszenia zmęczenia w takich razach, gdzie właściwiej jest przerwać wycieczkę, skoro się nie ma sił do jej pokonania. Krzepienie się alkoholem, czarną kawą, pastylkami "ko1a" i innymi środkami, zachwalanymi nieraz przez reklamę, wywołuje, po przeminięciu krótkotrwałego podniecenia, zupełny upadek sił i może łatwo spowodować porażenie serca.
Do najczęstszych przypadków należą złamania, zwichnięcia, lub naciągnięcia członków, tudzież stłuczenia i skaleczenia. Powstają one bądź to wskutek upadku, złego stąpnięcia, lub też wywołane są przyczynami zewnętrznemi jak: spadające kamienie, lawiny etc.
Złamanie jest to pęknięcie kości w jednem lub więcej miejscach; poznaje się je po niewłaściwej ruchliwości i zmienionym kształcie danego członka. Ostre końce złamanej kości często przebijają mięśnie i ścięgna, a czasami wychodzą przez skórę na wierzch. Tego rodzaju skomplikowane złamanie jest przypadkiem daleko cięższym, podobnie jak złamanie połączone ze zmiażdżeniem. w razie skonstatowania złamania, trzeba przedewszystkiem część złamaną ustalić zapomocą odpowiednich deszczułek, patyków, a w razie ich braku, ciupag, czekanów etc. Postępuje się przy tem tak, że naprzód owija się ciało czemś miękkiem, na to kładzie się części ustalające, a wszystko razem obwiązuje się chustkami, liną lub pętlą. Jeśli ze złamaniem połączony jest krwotok zewnętrzny, należy go zatamować (jak niżej przy skaleczeniach podano). Zwichnięcie polega na wyskoczeniu kończyny kości (główki) ze stawu i jest często połączone z zerwaniem ścięgien a zawsze z ich naciągnięciem. Objawia się kurczowym bólem, odmiennym kształtem stawu i niemożnością ruchu, poczem występuje opuchnięcie. Należy stanowczo powstrzymać się od zalecanego zwykle w tych razach "naciągania". Jedyną rzeczą, jaką laik zagłosować może, jest zimny okład i unieruchomienie stawu.
Naciągnięcie ścięgna, szczególnie w nodze, trafia się bardzo często. Najlepiej użyć zrazu zimnego okładu, a potem starać się mimo bólu iść dalej, ruch bowiem stanowi skuteczny masaż. Przy cięższych wypadkach jest to jednak czasami niemożliwe.
Skutki zwichnięcia, a nawet naciągnięcia, dają się naogół odczuwać dłużej, niż następstwa złamania i wymagają troskliwej kuracyi, a potem jeszcze dłuższej ostrożności. Szczególnie pewne rodzaje zwichnięć skłonne są do odnowy i trzeba się w takich razach wyrzec taternictwa na pewien czas zupełnie. Stłuczenia są na wycieczkach bardzo częste. z początku pomaga zimny okład, potem, po kilku godzinach, lekki masaż i wcieranie resorbolu (preparat jodowo-mydlany Dra Panka).
Małe ska1eczenia najlepiej zostawić, aż zaschną i chronić od zdrapania kollodyonem. Większe odkaża się (roztwór nadmanganianu potasu, jodyna, dermatol) i zakłada watą, poczem zawiązuje opaską kalikotową. Jeśli przy skaleczeniu naruszone zostały naczynia krwionośne, występuje krwotok, który trzeba zatamować. Krew ze zranionych tętnic ma barwę jasną i tryska ciągłym strumieniem, krew z żył - ciemna, wylewa się strugą. Krwotok żylny tamuje się tuż za, tętniczy przed miejscem zranienia (licząc od środka ciała ku kończynom), kładąc na zranione naczynie mały kamyk, który przywiązuje się silnie chustką, lub opaską. Gdyby to nie wystarczyło, trzeba cały członek obwiązać silnie liną, chociaż sprawia to zranionemu ogromny ból.
Wszystkie zabiegi koło otwartych ran wykonywa się tylko czystemi rękoma, umytemi poprzednio w rozczynie odkażającym. Również ranę i jej otoczenie trzeba odkazići uważać, by nie zetknęła się z częściami ubrania.
W Tatrach nie brak w dolinach żmij, trzeba się więc liczyć z możliwością ukąszenia. w takim wypadku trzeba ranę możliwie jak najszybciej wyssać (jeśli się nie ma warg skaleczonych), ściskając równocześnie silnie ukąszony członek powyżej rany, a potem obwiązać go, dla zatamowania krążenia krwi. w rankę wsadza się kryształek nadmanganianu potasu i stara jak najszybciej o pomoc lekarską. Zanim to nastąpi, dobrze jest dawać choremu jak najwięcej alkoholu.
O wypadkach odmrożenia, typowych dla wycieczek zimowych, będzie mowa w osobnym rozdziale. Zdarzają się one także czasami w lecie, przy braku odpowiedniego odzienia.
Jedna z często spotykanych dolegliwości - otarcie nóg - spowodowana jest również najczęściej niedostatkami odzieży, a mianowicie źle dobranymi butami, lub brakiem grubych skarpetek. Ludzie z delikatną skórą powinni rano dobrze nogi wysmarować salicylowym łojem. Miejsca otarte zasypuje się, po wymyciu, pudrem antyseptycznym, dermatolem, lub specyalnym proszkiem do nóg, zakłada watą i zalepia plastrem żywicznym. Jeśli miejsce jakieś stale okazuje skłonność do ocierania się, to można je już z góry, przed wycieczką, zakryć tymże plastrem. Ciepłe kąpiele wydelikacają skórę, hartuje ją natomiast zimna woda.
Walka, tocząca się między szorstkim granitem tatrzańskim i bardziej jeszcze szorstkimi jego porostami a naszymi palcami, odbija się na tych ostatnich zdarciem naskórka na końcach, postępującem nieraz aż do mięśni. Ranki takie trzeba odkazić, zawinąć watą i chronić od dalszych uszkodzeń przez zalanie kollodyonem, lub noszenie skórzanych rękawiczek (czystych wewnątrz !).
Jak z tego pobieżnego przeglądu widać, może taternik podczas swej działalności uledz, czasami nawet bez winy własnej, szeregowi lżejszych i cięższych obrażeń i schorzeń. w wielu takich wypadkach ratunek natychmiastowy stanowi o życiu i śmierci, gdy tymczasem sprowadzenie w górach pomocy lekarskiej wymaga z reguły dłuższego czasu. Dlatego jest rzeczą nieodzowną, by każdy taternik, w interesie własnym i towarzyszy, zapoznał się, przynajmniej w ogólnym zarysie, z zasadami pomocy w nagłych wypadkach, czyto przez uczestnictwo w odpowiednim kursie, czy w ostatecznym razie z lektury odpowiednich podręczników (Dr. H. A. M. Samarytanin w nagłych wypadkach. Lwów 1993. - Dr. O. Bernhard. Samariterdienst mit besonderer Beriicksichtigung d. Verhaltnisse im Hochgebirge. 2 wyd. Samaden (Szwajcarya) 1898. Tannerscher Verlag). Skreślone tutaj pobieżne wskazówki nie mają bynajmniej na celu zastąpić takiego studyum, lecz właśnie zwrócić uwagę na jego konieczność.
Jeśli wypadek przydarzy się uczestnikowi liczniejszego towarzystwa i na terenie niezbyt trudnym, wtedy towarzysze mogą, o własnych siłach, dostawić chorego do najbliższego schroniska, dokąd należy równocześnie wezwać lekarza. Nosze prowizoryczne robi się, plotąc linę między dwiema gałęziami lub czekanami. Użyć również można do tego celu płaszcza lub surduta, który zapina się na guziki, a przez rękawy, wywrócone do środka, przesuwa czekany. Jeśli jest tylko dwu ludzi do niesienia, można zrobić w pośrodku niosących rodzaj siedzenia z liny, zawieszonej na ich barkach. Po niezbyt stromym śniegu najlepiej chorego spuszczać na linie, asekurując go troskliwie na wbitym czekanie. We wszystkich zagospodarowanych schroniskach, tak po polskiej jak i po węgierskiej stronie Tatr, znajdują się dziś nosze, apteczki i inne przybory ratunkowe.
Gdy liczba ocalonych uczestników wycieczki jest zamała, lub teren zbyt trudny, ażeby samemu uskutecznić transport, należy wezwać pomocy turystów, którzy mogą się znajdować w pobliżu, zapomocą międzynarodowego sygnału ratunkowego. Polega on na tem, że jakikolwiek znak akustyczny: okrzyk, gwizd, strzał etc., lub optyczny: błysk światła słonecznego lusterkiem, w nocy latarką, wiewanie barwną chustką etc., powtarza się sześć razy na minutę t.j. mniej więcej w odstępach 10 sekund (w razie braku zegarka liczy się wino do dziesięciu)., Następnie czeka się minutę i znowu powtarza sygnał sześć razy, znów czeka i t.d., dopóki nie odezwie się od kogoś odpowiedź, że sygnał dostrzegł i idzie z pomocą. Odpowiedź polega na tej samej zasadzie z tą różnicą, że znak daje się tylko trzy razy na minutę t.j. w odstępach 20 sekund. Powtarza się to z przerwami minutowemi tak długo, póki wołanie o pomoc nie ustanie, co oznacza, że odpowiedź dotarła do wiadomości potrzebujących pomocy.
W przypadkach poważnych należy zawezwać pomocy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Zakopanem a to telefonicznie ze schroniska T. T. przy Morskiem Oku, domku dróżnika przy Wodogrzmotach Mickiewicza, Kuźnic, względnie z Hali Gąsienicowej zapomocą sygnału optycznego, obsługiwanego przez dzierżawcę schroniska T.T. w Zakopanem daje się znać w biurze Tow. Tatrzańskiego, willi "Krywań" (ul. Ogrodowa 5), Stacyi Klimatycznej, lub innych miejscach, oznaczonych tablicą Pogotowia (niebieski krzyż).
Jeśli wypadek zdarzył się bliżej miejscowości węgierskich, wystarczy zwrócić się do dyrekcyi kąpie1owej w Starym Szmeksie (Ó - Tatrafured), także te1efonicznie z najbliższego schroniska, urzędu pocztowego w Szczyrbskiem Jeziorze, leśniczówki w Pod Bańskiej, zarządu dóbr w Jaworzynie Spiskiej i t.d.
Ponieważ zdarza się często, iż nieszczęśliwy wypadek spotyka taternika samotnego, lub wszystkich uczestników wycieczki, przeto powinno się, dla ułatwienia ewentualnych poszukiwań, przed wyruszeniem ze Zakopanego zawiadomić rodzinę, znajomych, właściciela pensyonatu etc. o celu wycieczki i terminie powrotu. Jeśli się wyrusza ze schroniska, należy to samo zapisać krótko w księdze gości, lub powiedzieć gospodarzowi schroniska, czy obecnym tamże znajomym. Na biletach, zostawianych na szczycie, dobrze jest również zanotować zamierzoną drogę powrotną. w razie gdyby się zmieniło plan i postanowiło wrócić później, należy o tem donieść pozostałym w domu. Dziś, gdy prawie wszystkie schroniska połączone są telefonicznie, nie jest to rzeczą trudną (nie trzeba tylko załatwiać takich spraw zapomocą widokówki, która z reguły wędruje kilka dni z jednej strony Tatr na drugą). Jak skwalifikować postępowanie ludzi, którzy, wyszedłszy z domu na dzień lub dwa, zostają tydzień w górach i bawią się dobrze, podczas gdy szuka ich Pogotowie, a rodzina ginie z niepokoju!
Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Pogotowie powinno być wzywane tylko w razie rzeczywistej potrzeby. Fałszywe alarmy osłabiają sprawność organizacyi, nie mówiąc już o niepotrzebnej stracie czasu i sił, i znacznych wydatkach.
O tem, czy należy chorego znosić z pomocą znajdujących się pod ręką osób, czy też zaczekać z tem na pomoc, rozstrzygać powinien stan jego i warunki, w jakichby miał czekać. Jeś1i mamy naprzykład do czynienia z wstrząsem mózgowym a pogoda nie jest zła, to lepiej okryć chorego ciepło i czekać z nim, na miejscu, przybycia oddziału ratunkowego, który może z pomocą przyrządów dokonać lepiej transportu. Przeciwnie ciężko ranny, ze strzaskaną kością, zwłaszcza przy upływie krwi, powinien być za wszelką cenę natychmiast zniesiony i oddany pod opiekę lekarza. w każdym razie jest regułą, aby chorego nie zostawiać samego, zwłaszcza na noc. w razach gdzie to jest konieczne, gdy n.p. tylko jeden z uczestników wyszedł bez szwanku i musi biedz po pomoc, gdyż na sygnał nikt nie odpowiada, powinien on przedtem umieścić rannego w miejscu możliwie zasłoniętem od deszczu, wiatru i spadających kamieni, przykryć go, czem się da, nawet częściami własnego ubrania, bez których można się obejść, zaopatrzyć w żywność i wodę i ewentualnie liną przywiązać do skały, aby we śnie lub w gorączce nie spadł. Miejsce, w którem zostawił towarzysza i drogę do niego powinien odchodząc oznaczyć jak najlepiej, zdarzało się już bowiem, że oddział ratunkowy nie mógł do pozostawionych trafić.

Zygmunt Klemensiewicz