Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Zasady taternictwa

W tym numerze GGI zamieszczamy kolejne fragmenty "Zasad taternictwa" Zygmunta Klemensiewicza. Jest to epokowe dzieło w polskiej literaturze górskiej - pierwszy polski podręcznik taternictwa. Został wydany we Lwowie, w 1913 r. Niewielkiego formatu książka, z sylwetką Ostrego Szczytu na okładce, zawiera dwanaście rozdziałów, obejmujących wszystkie aspekty taternictwa - od definicji samego pojęcia i krótkiego wykładu historii, przez wszystkie praktyczne aspekty wycieczek tatrzańskich, po rozważania dotyczące kultury i etyki taternictwa.
Tym razem wybraliśmy dla was fragmenty dotyczace warunków jakie powinny spełniać osoby chodzące po Tatrach.

TRUDNOŚCI TERENU I ICH POKONYWANIE.

Szczyty Tatr zbudowane są z dwu rodzajów skał: krystalicznych (granity, gnajsy, łupki krystaliczne) i osadowych (wapień, dolomit). Z pierwszych utworzone są Tatry Wysokie, z wyjątkiem części Szerokiej Jaworzyńskiej, dalej grupa Rohaczów, tudzież części Beskidu, Kasprowego i wierzchołki Czerwonych Wierchów. Reszta, to jest głównie Tatry Bielskie i północna część Tatr Zachodnich, ma za materyał skały osadowe. Charakter gór wysokich mają w Tatrach wyłącznie szczyty granitowe i one to stanowią cel przeważającej części wycieczek. Ściany wapienne w Tatrach Bielskich i Zachodnich są wprawdzie nieraz bardzo strome, lecz dadzą się zawsze obejść po łatwych, trawiastych uboczach, nie przedstawiają więc ponętnego celu dla taternika. Przytem wapień tatrzański, nadzwyczaj słabo rzeźbiony, nie nadaje się do turystyki tak dobrze jak granit. Tylko dolomit, tworzący ściany dolinek w pobliżu Zakopanego, stanowi dobry teren do ćwiczeń we wspinaniu się, jakkolwiek jest bardzo kruchy.
Skały krystaliczne występują w wielu formach i odmianach, mniej lub więcej łatwo ulegających wpływom czynników atmosferycznych, która to własność wielkie ma dla taternika znaczenie. Najsolidniejszy materyał stanowi granit, podczas gdy przeciwnie łupki ulegają daleko idącemu zwietrzeniu i rozdrobnieniu. Stoki zwietrzałe przykryte są, po stronie słonecznej, mniej lub więcej bujną trawą i ziołami. Od północy porasta skąpa trawka i mchy. W dolnych częściach pojawia się kosówka.
Właściwością gór tatrzańskich jest tworzenie łańcuchów czyli grani. Najdłuższa z nich, ciągnąca się wygiętym ku południowi łukiem ze wschodu na zachód - to główny grzbiet Tatr. Odgałęzienia jej i odgałęzienia odgałęzień tworzą granie boczne. Większe samoistne wzniesienia grani noszą nazwę szczytów, mniejsze zowiemy turniami (nazwa ta oznacza także w obszerniejszem znaczeniu skaty wogóle, w przeciwieństwie do hal i piargów). Zagłębienia nazywają się przełęczami, siodłami, karbami lub - jeśli są ważkie - szczerbami. Miejsca, w których się grań rozgałęzia, zwą się punktami zwornikowymi. Zwykle są nimi szczyty lub większe turnie, często jednak tylko nieznaczne turnie, albo nawet szerokie przełęcze. W miejscach, gdzie leżą szczyty, zwłaszcza zwornikowe, grań zmienia najczęściej kierunek, wskutek czego nawet główne granie nie ciągną się w liniach prostych, ale falisto.

Stromsze stoki szczytu nazywamy ścianami. Dwie ściany, przecinając się, tworzą grań lub mniej ostrą krawędź. Z geometry! wynika, że każdy szczyt ma tyleż ścian, ile grani (krawędzi). Poziome części grani w pobliżu wierzchołka zowiemy często ramionami. Ściany są albo gładkie - krzesanice, albo rzeźbione - poszarpane. Na rzeźbę skał składają się utwory wklęsłe i wypukłe, a te ostatnie można jeszcze podzielić na poziome i pionowe, Do utworów wklęsłych należą przedewszystkiem żleby - szerokie i głębokie koryta, spadające w kierunku pionowym lub nieco ukośnym, węższe od nich i płytsze rynny, dalej ważkie często tak, że się w nich zapierać można - o przekroju prostokątnym - kominy, wreszcie całkiem ważkie rysy (rysą nazywają także czasem długie, zwykle wygięte, kominy lub nawet rynny), szpary i pęknięcia.
Żleby i rynny sięgają dolnymi końcami stóp ściany, albo gubią się już wyżej; mówimy wtedy, że są podcięte. W górze okazują zwykle rozgałęzienia. Wklęśnięcia ściany, często z rozszerzenia się żlebu powstałe, nazywamy wgłębieniami, gdy są wielkie - kotłami. Żleby i rynny ograniczone są zwykle z boków szerokiemi, w kierunku pionowym biegnącemi wypukłościami - grzędami lub też węższymi - żebrami. Poziome lub słabo pochyłe części ściany nazywają się, stosownie do rozmiarów, terasami i platformami, a po góralsku półkami i płaśniami; mogą one być piarżyste, trawiaste, lub śniegiem pokryte. Poziome lub lekko pochyłe chodniki zwiemy półkami, bardziej strome i dłuższe - zachodami; ważka regularna półeczka zwie się gzymsem, jeszcze węższa - listwą. Półki i zachody zwą górale także ławami lub ławicami. Kompleks łączących się ze sobą półek, płaśni i zachodów nazywają zapołem. Ograniczone strome części ściany są to ścianki. Ścianki bardziej nachylone, wśród połogiego stoku, tworzą progi lub stopnie. Przewieszki są oto ścianki nachylone pod kątem większym, niż 90°. Gdzie dwie ścianki schodzą się pod kątem rozwartym, tworzą zacięcie. Załupa zbliżona jest, z jednej strony, do głębokiego ukośnego zacięcia, z drugiej do zachodu, nakrytego przewieszonemi skałami. Przypomina to kształtem bliznę pozostającą w drzewie po zacięciu siekierą. Skały gładkie nazywamy płytami, po góralsku skrzyżalami, wielkie gładkie ścianki - spasztami. Części stoków skalistych, słabo pochyłe, a poszarpane, zowią się skałkami, takież miejsca trawą porosłe - trawkami. Okruchy skał, ze ścian i grani spadające, gromadzą się na płaśniach, półkach i zachodach, w żlebach, rynnach i u stóp ścian, tworząc zwały rumowisk różnej grubości - tak zwane piargi (najczęściej oznacza ten wyraz właśnie pola rumowisk u stóp ścian). Drobniejszym od piargu jest żwir. Wielkie złomy, dochodzące wielkości pokoju, które wypełniają najczęściej dno dolin w górnych częściach - to maliniaki. W dolinach potworzyły się kopulaste wzniesienia, zwane bulami; stanowią one często groble jezior tatrzańskich, po góralsku stawów. Gdzieniegdzie potoki rozlewają się szeroko w dolinie, tworząc bagniste młaki. Do połowy czerwca mniej więcej zalega żleby i górne piętra dolin śnieg, później ilość jego maleje znacznie, lecz po północnej stronie, w żlebach i pod wysokiemi ścianami, utrzymują się szczątki do zimy. Odstając od skał tworzą śniegi głębokie i trudne często do przebycia szczeliny brzeżne.
Miejsce, dające oparcie nodze, nazywa się stopniem, a takież dla ręki chwytem. Wspinając się używamy jednak najczęściej tych samych punktów oparcia po kolei jako chwytów i stopni. Na ilość i jakość chwytów wpływa, prócz rodzaju skały i przypadkowych okoliczności, także jej uwarstwienie. Jeśli warstwy spadają dachówkowato od wnętrza skały, to stopnie i chwyty są pochyłe i dają tylko dzięki tarciu niepewne oparcie. Natomiast na ścianach, gdzie warstwy opadają ku skale, tworzy się obfitość zadzierżystych chwytów i stopni. Miejsce, w którem brak dobrych punktów oparcia, nazywamy technicznie trudnem. Miejsce, z którego w razie upadku spadłoby się w sposób grożący życiu, zwać będziemy eksponowanem. Ścisłej granicy podać tu niepodobna, zdarzało się bowiem już, że upadek z wysokości kilkudziesięciu metrów (co prawda nie wolno w powietrzu), powodował tylko nieznaczne obrażenia, gdy z drugiej strony i trzy metry mogą wystarczyć do zabicia się. Oprócz wysokości upadku odgrywa tu rolę i rodzaj terenu. Ekspozycya może być ukryta - naprzykład na pochyłym stoku, który się poniżej urywa, lub widoczna; w tym ostatnim wypadku mówi się o powietrzności. Miejsce zarazem trudne i eksponowane, jest temsamem (subjektywnie) mniej lub więcej niebezpieczne, zależnie od sprawności taternika, który je przechodzi. Niebezpieczeństwo takie można usunąć lub zmniejszyć, za pomocą umiejętnego zabezpieczenia się wzajemnego liną.
Następstwo miejsc możliwych do przejścia, a stanowiących logiczną całość, podporządkowaną pewnemu celowi, nazywają taternicy drogą. Takim celem bywa z reguły osiągnięcie szczytu w sposób najłatwiejszy, najkrótszy, daną granią lub ścianą etc., przejście przełęczy, rzadziej zwiedzenie kawałka grani, wyjątkowo przedostanie się z jednej przełęczy na drugą z ominięciem szczytu etc. Temsamem nie jest drogą żadną ślad ludzi, błądzących po ścianie, lub następstwo miejsc, z których jedne tylko w jedną stronę a inne tylko w przeciwną dadzą się przejść; nie można również mówić o drodze na stoku wszędzie zupełnie łatwym, chyba, że pewne miejsca zostaną przez zrobienie ścieżki wyróżnione. Każda droga jest praktycznem rozwiązaniem pewnego zadania, czyli problemu taternickiego. Drogi uczęszczane i z tego powodu łatwiejsze do znalezienia - nazywamy szlakami. Szlaki wydeptane, poznaczone farbą, lub ułatwione sztucznie za pomocą klamer, łańcuchów etc., zwą się ścieżkami lub perciami. Czem się różnią drogi proste od powikłanych, to mówi już sama nazwa. Często problem jakiś da się w pewnej części rozwiązać na kilka sposobów, równie uzasadnionych. Wtedy droga rozdziela się i tworzą się odmiany czyli waryanty. Daleko częstsze są pseudowaryanty, które powstanie swoje zawdzięczają tylko temu, że jakaś partya nie umie znaleźć właściwej drogi.

Ze względu na sumę trudności poszczególnych miejsc, dzielimy drogi od najłatwiejszych do najtrudniejszych na grupy czy klasy. Klasom tym nadaje się dla odróżnienia pewne oznaczenia, tworząc w ten sposób skalę trudności. Można do tego użyć cyfr porządkowych, powstaje wtedy skala cyfrowa. Skale przymiotnikowe, używane u nas w Tatrach powszechnie, posługują się w tym samym celu stosownym doborem przymiotników: łatwy, dość trudny, trudny etc. Oczywiście, że te nazwy nie mają i nie mogą mieć wartości bezwzględnych określeń, bo co dla jednego jest łatwe, dla innych może być nawet bardzo trudne. Są to wyłącznie etykiety, które trzeba przyjmować tak, jak n. p. określenia kupieckie "najlepsza herbata" etc. Podobnie jak tego rodzaju nazwa nie oznacza (nawet abstrahując od częstej w tym wypadku blagi reklamiarskiej) najlepszej bezwzględnie herbaty, lecz tylko najlepszy z gatunków, które dany kupiec ma na składzie, tak i określenie "nadzwyczaj trudny" oznacza wycieczkę, przedstawiającą trudności niezwykle wielkie nie dla każdego, lecz dla taternika (fikcyjnego), o pewnej typowej sprawności, będącej podstawą tej właśnie skali. Za tę typową sprawność obiera się nie - jakby myśleć można - sprawność przeciętną, lecz owszem sprawność maksymalną, to jest taką, która właśnie jeszcze pozwala na pokonanie najtrudniejszych wycieczek, daną skalą objętych. Jest to zupełnie logiczne, gdyż dla każdego taternika o mniejszej sprawności, niż określona wyżej, byłyby wszystkie wycieczki, od pewnego stopnia począwszy, już nie trudne, bardzo trudne etc., lecz wszystkie jednakowo niemożliwe. Ta konieczność przyjęcia najwyższego typu sprawności za podstawę, pociąga za sobą nieuchronnie dwie niedogodności. Po pierwsze skale w różnych przewodnikach mogłyby być tylko wówczas identyczne, gdyby te przewodniki uwzględniały ten sam zakres wycieczek. W rzeczywistości rzecz się ma przeciwnie, gdyż - co jest niewątpliwie racyonalne - każdy przewodnik przeznaczony jest dla pewnej kategoryi turystów. Ponadto u różnych autorów skala trudności ma rozmaitą liczbę stopni, a te stopnie rozmaicie są określone, zrozumiemy więc, że oceny stopnia trudności tych samych wycieczek w różnych przewodnikach nie mogą być takie same. Co więcej, będą się one różnić w rozmaitych tomach i wydaniach tego samego przewodnika, jeśli w międzyczasie granica możliwych do pokonania trudności ulegnie podwyższeniu. Drugą niedogodnością jest to, że określenia, tak zbudowanej skali przymiotnikowej, nie odpowiadają sprawności spotykanej przeciętnie wśród tej kategoryi turystów, dla której dany przewodnik jest przeznaczony, lecz sprawności najwyższej, są więc dla ogółu korzystających istotnie zbyt wstrzemięźliwe. Trudności tych uniknąćby można jedynie przez wprowadzenie uniwersalnej skali cyfrowej. Posiadałaby ona już tylko te braki, które mają swe źródło w konieczności przydzielania poszczególnym drogom - pewnych stopni skali, na podstawie subjektywnych wrażeń jednostek. Na ocenę bowiem trudności wpływa nietylko stosunek, jaki zachodzi między normalnemi, rzeczywistemi, trudnościami technicznemi drogi - a normalną sprawnością przechodzącego ją taternika, lecz niemniej warunki pogody, skład towarzystwa, usposobienie chwilowe itd. Trzeba także pamiętać, że same trudności techniczne nie mogą stanowić jedynej miary; wszak ważną rolę odgrywają również trudności orjentacyjne, długość drogi, ewentualne niebezpieczeństwa objektywne. Zachodzi z tego powodu potrzeba rozróżniania między wspinaczkami - krótkiemi przejściami, na których pokonać trzeba jedynie trudności techniczne, bardzo znaczne zresztą z reguły, a wyprawami tatrzańskiemi, gdzie walczyć się musi, na długiej przestrzeni, z wszystkiemi trudnościami i niebezpieczeństwami terenu górskiego.
Tak okazuje się, że brak, nam wspólnej miary, koniecznej do jednolitego, a dokładnego oceniania trudności wycieczek górskich; jakakolwiek więc "bezwzględna" skala jest zasadniczo niemożliwa, istniejące zaś skale są tylko o tyle użyteczne, o ile się niemi posługujemy ze zrozumieniem założeń, na jakich są oparte i w granicach dokładności, która zbyt wielką być nie może.
Zanim taternik "wejdzie w skały", czeka go długie "podchodzenie" przez lasy, kosówki, hale, maliniaki, wreszcie piargi i śniegi. Wszystkie te utwory zajmują w Tatrach znaczną stosunkowo część różnicy wzniesienia między doliną a szczytem, tak, że same ściany rzadko kiedy przekraczają wysokość półtysiąca metrów, a często i trzech setek niedosięgają.
Przechodzenie lasów i kosówek nastręcza jedynie trudności orjentacyjne, będzie więc o niem mowa w innym rozdziale.
Chodzenie po maliniakach wymaga natomiast specyalnej umiejętności, której się dopiero z czasem nabiera. W niczem nie różni się tak widocznie wprawny taternik od nowicyusza, jak właśnie w szybkości, z którą jest w stanie przebiegać pola złomisk. Składa się na to pewność stąpnięcia i umiejętność utrzymywania równowagi. Robiąc długie kroki stąpa się po czubkach, mając zawsze kilka następnych poruszeń z góry upatrzonych, aby w razie pośliznięcia się lub zachwiania kamienia, szybkim ruchem osiągnąć następne stanowisko. W żadnym zaś razie nie należy wdrapywać się i schodzić, z każdego maliniaka osobno, jak to czynią niewprawni. Jeśli po maliniakach wygodniej jest iść do góry, niż schodzić, to przeciwnie wychodzenie po piargach jest, nawet dla wprawnego taternika, dość męczące. Cóż dopiero dla początkującego; dla niego to prawdziwa droga krzyżowa. Oblany potem, z wysiłkiem rzuca się gwałtownymi ruchami w górę, wspiera co sił na czekanie, aby w tej samej chwili odbyć drogę powrotną z ruchomym żywiołem. Przedewszystkiem pozbyć się trzeba pośpiechu i niepokoju. Spokojnie, flegmatycznie, stawia się całą stopę (nie zawysoko), na upatrzonem poprzednio miejscu, najlepiej na większym od innych, głębiej tkwiącym, lub poziomym kamieniu. Ruch należy wykonywać taki, jakby się chciało stopień wtłoczyć w ziemię; jeśli się to zręcznie uczyni, to nawet bardzo ruchliwy kamień wytrzyma nasz ciężar. Gdyby się zaczął obsuwać, trzeba spokojnie dać się uwieźć, a równocześnie postawić drugą nogę na następnym stopniu. Takim sposobem oszczędza się sił i czasu. Schodzi się za to po piargu możliwie brutalnie, stawiając wielkie, mocne kroki, tak, aby za każdym razem jak najwięcej w dół się obsunąć (nie należy tego oczywiście praktykować na małych półkach piarżystych na skraju przepaści; tam wskazana jest ostrożność). Zwłaszcza po drobnym piargu można wyśmienicie zjeżdżać w pozycyi podobnej, jak na śniegu. Strzedz się tylko trzeba ukrytych pod piargiem płyt, na których łatwo się w tył wyśliznąć. Zarówno przy wchodzeniu, jak i przy zjeżdżaniu po piargach, powinni się uczestnicy wycieczki trzymać w poziomej linii, w pewnej odległości od siebie, aby nawzajem nie strącać na się kamieni. Taternicy posiadają naogół mało wprawy w chodzeniu po śniegu i dlatego, albo się go boją, albo też wpadają w drugą ostateczność i zawiele sobie pozwalają, Tymczasem dla wprawnego turysty, ale tylko dla takiego, śnieg tego rodzaju, jaki się w Tatrach w porze letniej spotyka najczęściej, stanowi bezpieczny i wygodny teren. - Jeśli śnieg jest płaski, albo mało pochyły, idzie się po nim dowolnie, uważać tylko trzeba by - jeśli jest miękki - nie stąpać w pobliżu skał i kamieni, tworzą się tam bowiem pod powierzchnią wielkie jamy. Gdy śnieg jest stromy, a przytem miękki, to posuwamy się po nim do góry najczęściej w zakosy, stawiając silnie stopę tak, aby udeptać poziomy stopień. Schodząc staje się silnie na obcasach w postawie wyprostowanej. Nowicyusze często w takich razach zginają nogi w kolanach, lub przysiadają nawet; zdaje im się bowiem, że są tak pewniejsi, gdy tymczasem właśnie taka pozycya sprzyja wyśliznięciu się. W razie napotkania twardszego śniegu, musi idący naprzód wybijać, a raczej wygrzebywać stopnie podkutą podeszwą buta, wykonując goleniem nogi, podniesionej i zgiętej w kolanie, ruch wahadłowy. Jeśli to nie wystarcza do utworzenia dostatecznie głębokiego, poziomego stopnia, to trzeba użyć czekana, względnie ciupagi. W śniegu robi się stopnie łopatką czekana, lub obuchem ciupagi, w lodzie dziobem czekana lub ostrzem ciupagi. Przytem trzyma się narzędzie blizko końca, obu wyprostowanemi rękoma i opuszcza z rozmachem tak, aby uderzenie działało więcej bezwładnością, niż siłą ramion. Oczywiście, że działanie jest tem intenzywniejsze, im większy ciężar narzędzia. Uderzać trzeba mniej-więcej prostopadle do stoku, lub nawet bardziej bokiem. Szybkie wybijanie stopni w lodzie i twardym śniegu wymaga, oprócz siły i wytrwałości, także wprawy, gdyż często niezręczne uderzenie może gotowy prawie stopień popsuć. Dobry stopień ma powierzchnię nachyloną ku stokowi (do wnętrza). W Tatrach trafiają się większe przestrzenie szczerego lodu chyba tylko wyjątkowo, częściej mamy do czynienia z twardym, lub zlodowaciałym na powierzchni śniegiem, na ogół jednak mało jest pola do rozwinięcia tej techniki. Wybijać trzeba stopnie w odpowiedniej odległości, to znaczy tak, aby kroki wypadały raczej zamałe, niż zaduże. Ponieważ rąbanie stopni wprost w górę jest niewygodne, przeto wchodzi się najczęściej zakosami, chyba że szczególne warunki miejscowe wymagają czegoś przeciwnego. Podobnie i schodzenie odbywa się rzadko wprost w dół. Przytem zwrócić należy uwagę, aby stopnie przeznaczone na nogę wewnętrzną (t.j. od strony stoku) robić wyżej, stosunkowo do osi śladu, niż przeznaczone na nogę zewnętrzną. Te ostatnie muszą być za to staranniej wyrobione, gdyż na zewnętrznej nodze spoczywa ciężar ciała, podczas gdy druga często opiera się kolanem o śnieg. Wybija się zawsze po dwa stopnie i o tyleż posuwa się naprzód. Schodząc prosto w dół, co praktyczne jest tylko na bardzo twardym śniegu, można bić stopnie na obie nogi obok siebie. W tym wypadku opuszcza się czasem twarzą do stoku. Uczestnicy idący z tyłu powinni tak używać stopni, ażeby ich nie popsuć, a zwłaszcza nie nadać im nachylenia nazewnątrz.

Użycie raków pozwala pokonywać daleko stromsze i twardsze śniegi - bez robienia stopni, niżby to było możliwe w butach. Czekan i ciupaga służą na śniegu nietylko wybijania stopni, lecz także do zabezpieczania się w pochodzie, co się wykonuje w następujący sposób: Na mniej stromych stokach chwyta się czekan, lub ciupagę, ręką zewnętrzną za głownię, lub blizko niej, zaś ręką wewnętrzną nachwytem za drzewce w odległości 1/2 od końca i trzymając przed sobą ukośnie, wsadza koniec w śnieg. Na bardziej stromych śniegach ujmuje się czekan (ciupaga nie nadaje się do tego rodzaju zabezpieczania, używa się jej zawsze tak, jak w opisanym poprzednia przypadku) ręką wewnętrzną podchwytem bliżej głowni, zaś zewnętrzną nachwytem bliżej końca i wbija w śnieg twardy dziób, zaś w miękki - łopatk. Na najstromszym śniegu postępuje się taksamo, z tą różnicą tylko, że ręka wewnętrzna obejmuje nie drzewce, lecz łopatkę. Podobnie zabezpieczać się trzeba schodząc, lub wchodząc w kierunku spadku stoku. Jeśli śnieg jest nietylko trudny, lecz i eksponowany, to powinno się ponadto użyć do zabezpieczenia wzajemnego liny. Na średnio stromym a bezpiecznym śniegu można zjeżdżać. Zyskuje się w ten sposób na czasie i używa przyjemności, co prawda dość męczącej. Kto jednakże niema w tem wprawy, powinien zaniechać trudniejszych zjazdów. Zjeżdża się tylko w postawie stojącej, plecami do stoku. Obie stopy razem w kierunku jazdy, nogi zgięte w kolanach lekko. Czekan lub ciupagę, ujmuje się jedną ręką za głownię w okolicy biodra, drugą zaś w połowie drzewca niżej i za sobą. Jadąc trzyma się podeszwy płasko na śniegu, chcąc zwolnić jazdę lub zatrzymać, staje się na obcasach i wspiera na kiju. Patrzyć trzeba uważnie przed siebie, by nie wpaść na lód, na którym jazda przybiera niebezpieczną szybkość i prowadzi do wyśliznięcia się i upadku w tył. Zdradliwe są też ukryte tuż pod powierzchnią kamienie i wytajałe jamy, na które wpadłszy przewraca się koziołka, jeśli jazda była zbyt szybka. Nawet gdy się umie dobrze zjeżdżać, nie zawsze jest się w stanie ustrzedz od upadku, z drugiej strony można się i przy zwykłem przechodzeniu śniegu wyśliznąć. Z tego powodu uważam umiejętność zatrzymywania się po upadku za daleko ważniejszą, niż wprawę w zjeździe. Zwykle ludzie, skiełznąwszy na śniegu, tracą zupełnie przytomność. Wypuszczają z rąk jedyną deskę ratunku, jaką jest czekan czy ciupaga i starają się zatrzymać palcami, co ma tylko ten skutek, że ranią ręce, sami zaś spadają, coraz szybciej, w koziołkach. Jeśli mają szczęście, zatrzymują się na piargu, zdzierając ubranie i skórę z ciała, lub łamiąc członki, lecz byli i tacy, którzy taką jazdę przypłacili życiem. Ten rodzaj nieszczęśliwych wypadków jest dla Tatr wprost typowy, a w niektórych miejscach (n.p. żleb Zawratu) powtarza się rokrocznie. Tymczasem zatrzymanie się - zwłaszcza w pierwszej chwili po upadku - jest rzeczą bardzo łatwą. Trzeba tylko, niewypuszczając czekana z ręki, obrócić się twarzą do stoku i trzymając za głownię, przyłożyć dziób, lub gdy śnieg miękki - łopatkę, do powierzchni pola. Wskutek ruchu czekan wchodzi w śnieg i żłobiąc coraz głębszą bruzdę, powoduje po kilku metrach zatrzymanie się. Jest to lepsze niż nagłe zatrzymywanie, przy którem może się czekan łatwo wyśliznąć, zwłaszcza gdy się go trzyma tylko za drzewce. Ciupagą zatrzymuje się inaczej, a to wbijając toporzysko prostopadle do stoku, najlepiej pod pachą; to samo można w razie potrzeby wykonać ze zwykłą laską, byle dobrze okutą i mocną, lub kijem alpejskim. Zatrzymywanie się takie należy wyćwiczyć, na bezpiecznych stokach, upadając umyślnie. Kto się tego raz nauczy, ten w chwili rzeczywistej potrzeby wykona manewr cały niemal automatycznie i z potrzebną tu błyskawiczną szybkością. Gdyby ktoś, czego mu nie życzę, zgubił przy upadku czekan, to niech mimo to nie traci głowy, lecz stara się jechać na grzbiecie i utrzymać głową ku górze, hamując ile się da łokciami. Być może, że uda mu się w ten sposób zaryć w piarg nie głową, lecz butami. Taternik może się czasem znaleźć w położeniu, gdzie trzeba nieduży kawałek śniegu przejść bez pomocy czekana lub ciupagi, a nawet w trzewiczkach. Da się to zrobić bez niebezpieczeństwa przy zachowaniu następujących ostrożności. Każdy przechodzi osobno, zabezpieczony liną, o ile możności z miejsca wyższego, przez towarzyszy, mających dobre stanowisko na skale lub w szczelinie brzeżnej. Dobrze jest pomagać sobie przytem, ujmując w każdą rękę ostry i ważki kamień, którym od biedy można wygrzebać stopień i zabezpieczyć się w ruchu, wbijając go jak czekan w śnieg. Sposób ten, wyjątkowy oczywiście, przydać się może niekiedy. Nie powinno być chyba dwu zdań co do tego, że dobrowolne puszczanie się na zjazd po niebezpiecznym śniegu, bez czekana i ciupagi, jest prostem szaleństwem. A jednak znaleźli się już tacy, którzy, tego próbowali!
Chodzenie po stromych trawkach przedstawia podobne trudności i niebezpieczeństwa jak przechodzenie śniegów. I tu główną rzeczą jest umiejętne i pewne stawianie kroków. Zabezpieczać się trzeba czekanem lub ciupagą, w tensam sposób jak na śniegu; ciężkim błędem jest natomiast chwytanie rękami za trawy, tudzież wyciąganie się na wbitym wyżej czekanie. Szczególnie po deszczu trzymają się kępy trawy bardzo słabo podłoża i dają wysoce zdradzieckie oparcie. Przechodzenie stromych trawiastych stoków w trzewiczkach jest rzeczą niemiłą i niebezpieczną. Powinno się odbywać z pomocą liny, dobrze jest przy tem trzymać się o ile możności przy skale. Raki ułatwiają posuwanie się na stromych trawach również w znakomity sposób i są w tym celu w niektórych okolicach Alp powszechnie używane. W naszych warunkach nie opłaci ich się w lecie nosić, za to w zimie korzystamy z ich pomocy szczególnie wydatnie na zmarzniętej ziemi i trawie. Przejście do właściwej wspinaczki stanowią mało stosunkowo pochyłe a dobrze poszarpane skałki, często trawą przetykane. Wchodzi się po nich, pomagając sobie ręką, zwykle jedną tylko. Schodzić najlepiej bokiem do skały, w postawie wyprostowanej, przyczem jedna ręka czepia się skały, zaś druga z pomocą wyciągniętego czekana wyzyskuje niżej położone punkty oparcia. Przysiadanie praktykowane w takich miejscach przez niewprawnych jest zupełnie zbyteczne i prowadzi tylko do nadwyrężenia pewnych części garderoby. Natomiast wskazane może być w miejscach eksponowanych zabezpieczenie liną. Do przechodzenia skałek nadają się buty podkute lepiej od trzewiczków w razach, gdy skała jest przetykana trawą, pokryta piargiem lub bardzo krucha. Wtedy trzeba bowiem nieraz wydłubywać stopnie butem. Podobnie jak skałki przechodzi się też stopnie z dużych głazów, tak często spotykane na graniach tatrzańskich i w pobliżu szczytów. I tutaj niema zwykle właściwej wspinaczki, a użycie liny często jest zbyteczne. Najmilszym sercu taternika terenem jest stroma, lita skała. Tu obowiązuje zasada używania obu rąk i nóg, w niektórych wypadkach ponadto grzbietu, brzucha a czasem karku. Chcąc się poruszyć, podnosi się rękę lub nogę, podpierając ciało w pozostałych trzech punktach. Miejsca, w których - dla gładkości skały - musimy się z konieczności zadowolić mniejszą liczbą punktów oparcia, przedstawiają najczęściej poważne niebezpieczeństwo, ze względu na następstwa możliwego urwania się chwytu lub obsunięcia stopnia. Zanim opuścimy dobre stanowisko, trzeba drogę czekającą nas do następnego stanowiska przejść oczami, to znaczy dokładnie przepatrzyć, obmyślając sobie, gdzie którą nogę postawić i jak chwytać rękoma. Nieraz miejsce jakieś wydaje się tylko dlatego bardzo trudne, lub zgoła niemożliwe, że zaczęliśmy wspinanie z przeciwnej nogi albo ręki. Umiejętność wspinania się nie polega na tem, aby robić koniecznie wspierania, wyciągania się na jednej ręce i inne tego rodzaju gimnastyczne sztuki, lecz aby dany odcinek drogi przejść w sposób najłatwiejszy, przy najmniejszem zużyciu sił i czasu. Chytrość jest tu równie ważna, jak zręczność i siła. Nieraz tam, gdzie jeden się na próżno biedzi, odkrywa drugi o kilka kroków z boku - wygodne przejście.

Zanim użyje się stopnia lub chwytu, trzeba go dokładnie obejrzeć i wypróbować, starając się poruszyć lekko na rozmaite strony. Jeśli napotkamy ruchomy, powinno go się, podobnie jak luźne kamienie słabo się trzymające, usunąć z drogi, by nie spadł na następców. Robi się to, kładąc je na większych stopniach obok drogi, lub też wyrzucając w stronę, w której nie mogą nikomu zaszkodzić. Wgłębienia w skale są z natury rzeczy pewniejszymi stopniami i chwytami, niż wypukłości. Używając tych drugich, trzeba się starać przyciskać je do skały, a nie odrywać. Dlatego z reguły chwyta się z góry. Chwyty, które się ujmuje podchwytem, są tylko przy pewnej skale bezpieczne i dopiero w braku innych używane. Ludzie obdarzeni znaczną siłą i wprawą gimnastyczną, a małem doświadczeniem turystycznem, wchodzą na skały tak, jak na przyrząd gimnastyczny - nagłymi rzutami, używając przytem głównie rąk, na których się podciągają. Metoda ta zasługuje na jak najostrzejsze potępienie, męczy bowiem a w razie urwania się chwytu, prowadzi do zguby. Przeciwnie posuwać się trzeba ruchem powolnym a ciągłym, podobnym raczej do pełzania i używać nóg do podnoszenia ciężaru ciała, zaś rąk o ile możności - tylko do podtrzymywania równowagi. Nie należy przymykać za blizko do skały - "lepić się", jak mówią przewodnicy, gdyż powstałe stąd tarcie powoduje znaczną stratę sił. Celują w tem bojaźliwi nowicyusze, podobnie jak w niepotrzebnem nadużywaniu kolan i łokci. Tymczasem "eleganckie" wspinanie się polega na prawie wyłącznem używaniu stóp i dłoni, chyba, że okoliczności wymagają czego innego (odpowiednim terenem do takiego wspinania się jest pewna, obfitująca w chwyty skała. Na kruchych turniach przeważa wzgląd na bezpieczeństwo i zmusza do mniej estetycznych ruchów). Jeśli się na trudnem miejscu uczuje zmęczenie, to należy raczej - przybrawszy najwygodniejszą i najbezpieczniejszą pozycyę, przylepioną do skały - odpocząć, niż nagłym wysiłkiem, byle jak, przez trudności się przedzierać. Często, po bliższem przyjrzeniu się, można w miejscu pozornie gładkiem, znaleźć punkt zaczepienia, naprzykład przez wyrwanie tkwiącego w ścianie kamienia, usunięcie kępki trawy i tym podobne sposoby, jakich dziesiątki rodzi potrzeba. Idąc do góry po ścianie, staramy się używać stopni i chwytów po obu stronach ciała, nie zaś leżących w jednej linii pionowej. Taka szeroka pozycya jest daleko pewniejsza. Nie należy jednak chwytać i stąpać zadaleko, gdyż to męczy, ani za nizko, co znowu nie daje pewności. Chwyty na wysokości pasa są przy wychodzeniu przeważnie do niczego. Szczególnie niepomyślne są takie sytuacye, w których oba chwyty, lub oba stopnie, znajdują się po jednej stronie tak, że ciało zwiesza się w położeniu ukośnem. W miejscach, gdzie posuwanie się do góry natrafia na przeszkody, wykonuje się t.zw. trawersowanie, to znaczy porusza się bokiem, mniejwięcej poziomo - co wymaga w wyższym może jeszcze stopniu zręczności. Niewprawni nie widzą najczęściej takich trawersów, lub boją się ich i "pchają się" wszędzie prosto do góry. Najtrudniejszą część drogi stanowią zwykle przewieszki, na które wciągać się trzeba przeważnie na rękach, odbijając się nogami od skały. Czasami pomódz sobie można, stając na głowie czekana, wbitego w pęknięcie, lub opartego o skałę i przytrzymywanego przez towarzysza. Krótkie ścianki, pozbawione chwytów, dadzą się wziąć przy pomocy "żywej drabiny". Jeden z uczestników, najlepiej wyższy i cięższy, ustawia się mocno i opiera o skałę, zaczem towarzysz wchodzi po nim, stając mu na barkach (czasem nawet na głowie, lub na dłoniach wyprostowanych rąk). "Drabinę" trzeba potem wyciągnąć - na linie. Przy tego rodzaju manewrach musi się położyć wielką wagę na należyte zabezpieczenie obydwu, n. p. za pomocą wbitego haka, inaczej łatwo o wypadek. Dlatego początkujący zrobią najlepiej, obywając się bez tego rodzaju tricków, zwłaszcza, że są one tylko wyjątkowo konieczne. Innego rodzaju osobliwość stanowią przejścia półek i załup, nad któremi ściana tak się przewiesza, że trzeba je przebywać na kolanach, lub czołgając się (worek trzeba w takich razach osobno przeciągać na linie), co zwłaszcza wtedy jest niemiłe i niebezpieczne, gdy powierzchnia ich opada ku przepaści. Podobnie ma się rzecz z "okraczaniem" wystających ze ściany krawędzi i wypukłości, które zmuszają do wychylenia się górną częścią ciała w powietrze. Schodzenie stromemi ściankami jest od wychodzenia trudniejsze, nie widzi się bowiem pod sobą drogi, a to z powodu, że schodzić trzeba twarzą do ściany. Kto schodzi jako pierwszy, jest z góry zabezpieczony, może więc od czasu do czasu wychylić się śmiało, w celu obejrzenia dalszej drogi. Ruchami ostatniego kieruje z dołu towarzysz, pokazując mu kierunek, a w razie potrzeby i poszczególne stopnie. Gładkie, pochyłe płyty pokonywa się, wyzyskując jak najwydatniej tarcie. Idąc w górę, czołgamy się na kolanach, przy trawersowaniu suniemy na boku, zaś schodzić najlepiej, ześlizgując się w pozycyi siedzącej. Rozmaite pęknięcia i listwy ułatwiają często ogromnie przechodzenie płyt, odstraszających zdała swą pozorną gładkością. Wędrówki granią, tak typowe dla tatrzańskich stosunków, składają się na ogół z przechodzenia małych ścianek, płyt, stopni. Charakterystycznemi miejscami są tak zwane konie - ważkie, poziome, lub pochyłe, grzbiety. Przechodzi się je jadąc okrakiem, lub też - co jest wygodniejsze, choć może nie tak bezpieczne - sunąc kolanami po mniej stromym boku, zaś rękami chwytając za krawędź grani. Jeśli koń schodzi w dół, musi się zjeżdżać tyłem.

W szerokich żlebach i rynnach główną trudność stanowią strome, czasem przewieszone, stopnie, będące właściwie ściankami. Podobnież przechodzenie szerokich kominów odbywa się najczęściej po ścianie. Odmienną technikę trzeba natomiast zastosować w ważkich kominach i rysach, na ogół w Tatrach niezbyt częstych, tem bardziej za to cenionych - jako zajmujące urozmaicenie. Główną rolę odgrywa tu grzbiet, którym zapieramy się o jedną ze ścian (wybiera się do tego gładszą), posuwając się po drugiej rękoma i stopami lub kolanami - stosownie do szerokości miejsca. Ze względu na konieczność oszczędzania sił i tak już obficie pochłanianych przy tym rodzaju wspinania się, unikać trzeba zbyt silnego rozpierania się i tarcia, podobnie jak i wchodzenia w samą głąb komina, gdzie tenże jest ciasny. Ponieważ nie zawsze jest rzeczą obojętną, na której z dwu ścian oprze się grzbiet, a na której kończyny, więc trzeba to naprzód rozważyć. Jeśli, w miarę posuwania się, ulegnie zmianie konfiguracya komina, dobrze jest czasem nawet obrócić się o 180 stopni. Bardzo szerokie kominy lepiej przechodzić w postawie rozkrocznej, oparłszy grzbiet o tylną ścianę. Schodzenie odbywa się podobnie w kominie jak wychodzenie, w rozwartych kominach i rynnach zawsze twarzą do powietrza, i jest często łatwiejsze a zawsze mniej męczące, niż droga do góry. Największą trudność stanowi mijanie tkwiących w kominie, wielkich głazów. Jeśli nie zajmują one całej szerokości przekroju, to się je podjeżdża, prześlizgując się między głazem a ścianą tylną, lub obchodząc od zewnątrz. Często jednak tworzą się olbrzymie platformy, zamykające komin na całej szerokości, które zmuszają do wyjścia na zewnątrz. Jeżeli głaz taki posiada na brzegu pewne chwyty, można się nań wciągnąć na rękach, uważając tylko na luźny żwir, zalegający zwykle górną jego powierzchnię. W przeciwnym razie trzeba go minąć, wychodząc na jedną ze ścian bocznych. Ciemną stronę przeważnej ilości żlebów, rynien i kominów stanowi okoliczność, że są one naturalnymi ściekami dla wód z deszczu i topniejącego śniegu pochodzących, wskutek czego spotykamy w nich często oślizłe skały. Czasami trafiają się kominy, lub raczej rysy, tak ważkie, że ledwie się w nich zmieścić można. Tutaj niema oczywiście mowy o zapieraniu się, jeśli więc ściany nie dają punktów oparcia, posuwać się tylko można jakimś trudnym do opisania ruchem robaczkowym lub śrubowym, co jest nadzwyczaj męczące. Z tego powodu przejścia takie możliwe są tylko na długość niewielu metrów. Jeszcze węższe rysy przechodzi się, wsuwając w nie jedną rękę i nogę, drugą zaś szukając oparcia na ścianie. Tego rodzaju ważkie pęknięcia nie stanowią samodzielnych składników drogi, lecz części ścianek lub kominów. Do trudnych wspinaczek na litej skale, używa się zwykle trzewiczków; jednakże i w butach, zwłaszcza gdy mają niezbyt ogładzone podkucie, można większą część trudnych miejsc pokonać, jeśli mianowicie uwarstwienie jest korzystne, a punkty oparcia niezbyt drobne. Nie jest nawet dobrze przyzwyczajać się do robienia trudnych wspinaczek tylko w trzewiczkach, gdyż w deszczu i na skałach pokrytych cienką warstewką lodu, jest użycie butów konieczne. Podobnie ma się rzecz z noszeniem worków i czekanów. Najprzyjemniej i najłatwiej jest wspinać się bez tych dodatków, trzeba jednak umieć i w takim wypadku dać sobie radę, gdy nie można rzeczy zostawić u stóp skały. Czekan zawieszają jedni na pętli u ręki, inni wolą go trzymać i w razie potrzeby stawiać, lub wbijać przed sobą. Na ciężki worek szczególnie zwracać trzeba uwagę przy przebywaniu przewieszek, okraczaniu a z drugiej strony, gdy się schodzi plecami do skały. Zaczepia on się w takich razach często tak, że przestaje ciężyć, aby nagle spaść na plecy, lub przechylić się, powodując tem przesunięcie środka ciężkości i możliwość utraty równowagi. Na bardzo trudnych miejscach konieczne jest transportowanie rzeczy z pomocą liny.

Zygmunt Klemensiewicz