Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Nie zapomnisz o letniej........

Trochę zimy latem, trochę lata zimą.......i co jeszcze?

Patrzę sobie na reklamę w pewnym regionalnym piśmie turystycznym, skądinąd ciekawym, dobrym i pożytecznym, gdzie widzę fotografię przedstawiającą blaszaną rynnę z "czymś" pędzącym w dół. Na tym "czymś" siedzi sobie osoba ludzka upajając się pędem.
Rozumiem pęd człowieka do nowych wrażeń, do przygody, rozrywki, relaksu, do poznawania "nieznanego". Ten pęd spowodował m.in. powstanie dziedziny życia zwanej turystyką, i różnych jej odmian. W górach mniejszych, czy większych ludzie uprawiają różne odmiany turystyki górskiej, od najłatwiejszych spacerów w dolinach po wspinaczkę na wysokie szczyty. Turystyka górska pozostaje, mniej lub bardziej, w zgodzie z naturą. Do niedawna pory roku determinowały podział turystyki na letnią i zimową, choć kaprysy pogody często zakłócają ten podział. Rozwój turystyki na terenach górskich spowodował zapotrzebowanie na wspomaganie niektórych jej dziedzin urządzeniami mechanicznymi i tak wymyślono wyciągi i kolejki górskie. Służą one głównie narciarzom, zaś urządzenia stałe funkcjonują także poza sezonem zimowym. Nie mam zamiaru wnikać w to, że w latach 60 i 70 mijającego wieku niektóre regiony Alp zostały zupełnie obłędnie zabudowane infrastrukturą narciarską i w to, że także w naszym kraju nasilają się próby podobnego "zagospodarowania" gór. Dziś w Alpach zrozumiano, jak zgubne były to działania prowadzące do erozji zboczy i zakłócenia stosunków wodnych.
Wydaje mi się, a nawet jestem pewien, że w niektórych miejscach w naszych górach przekroczono granicę obłędu, budując na stokach gór urządzenia nie mające żadnego uzasadnienia. Tak, jak można uzasadnić budowę wyciągów narciarskich, oczywiście nie w każdych ilościach i nie wszędzie, tak zupełnie nie można usprawiedliwić instalacji urządzeń znanych do tej pory z osiedlowych placów zabaw i lunaparków. Inna jest tylko skala tych urządzeń. Zjeżdżalnie na placach zabaw i w wesołych miasteczkach mierzą od kilku do kilkudziesięciu metrów, zjeżdżalnie w górach to kilkusetmetrowe "ustrojstwa". Przecinają one trawiaste stoki szpecąc je, będąc całkowicie obcym elementem w krajobrazie. I nawet pal diabli ten krajobraz, bo widzę że coraz więcej ludzi traci wyczucie, co można, a czego absolutnie nie powinno się budować w górach. Chodzi mi o to, że robi się coś, co było obiektem drwin i pośmiewiska, kiedy świat dowiedział się o zawróceniu biegu rzek w Związku Radzieckim. U nas robi się dokładnie to samo - próbuje się zamienić miejscami lato i zimę budując "letnie tory saneczkowe". Przepraszam bardzo, ale to zwykła "lipa". Nie można zbudować letniego toru saneczkowego w górach, gdzie latem nie ma pokrywy śnieżnej. To urządzenie nie jest żadnym torem saneczkowym, tylko zwyczajną jarmarczną zjeżdżalnią. I nie oszukujmy się, że siadając na wózeczek pędzący w dół w blaszanej rynnie, jedziemy na sankach. Pomysłodawcy i gestorzy takich urządzeń wiedzą o tym doskonale. Myślę, że jest to próba uatrakcyjnienia "na siłę" terenów górskich, ludzie po prostu tracą umiar i zapłacą nawet za atrapę jazdy na sankach.
Co przyniesie przyszłość? Skoro buduje się "letnie tory saneczkowe" można pomyśleć o innych substytutach. Co by tu podsunąć poprawiaczom krajobrazu i przyrody? Może da się zbudować "letnią - zimową ściankę wspinaczkową" - zamówić w fabryce wielką lodówkę mierzącą 10 metrów i ustawić ją na jakimś szczycie. Obok postawić wypożyczalnię sprzętu, a pod ściankę doprowadzić z doliny - od parkingu, wielką szklaną rurę wypełnioną wodą. W rurze pływałyby rekiny, a "turyści" wjeżdżaliby na górę w przezroczystych kapsułach, by móc podziwiać żarłoczne wodne stworzonka. Po "podwodnej" podróży łowcy adrenaliny mogliby powspinać się na wspomnianej lodowej ściance. Na wierzchołku ścianki stałby tresowany pingwin, to pojętna "ptica" i na czole zdobywcy ścianki przybijał pieczątkę z napisem " zdobywca lodowej ściany - lato 2001,2,3 ....itd.". W dół na parking zjeżdżałoby się oczywiście na desce surfingowej. Zupełnie nie rozumiem dlaczego jeszcze nikt na to nie wpadł? Wystarczy zbudować rynnę podobną do tej "saneczkowej" , tyle że szerszą, zalewać ją wodą i hajda na dół na deseczce. Zimą wystarczy ową rynnę zasypać piaskiem i ją podgrzewać. W ten sposób uzyska się namiastkę nadmorskiej plaży. śmigający po stoku narciarze będą mogli podziwiać dziewczątka w skromnych bikini wygrzewające się na piaseczku. Wtedy przez cały rok "nie zapomnisz o letniej przygodzie.....".
Pomyśli ktoś. Ot zwariował! O, nie! To nie ja zwariowałem. Po prostu idę o krok dalej w uatrakcyjnianiu letniego - zimowego wypoczynku proponując powyższe rozwiązania gestorom górskich terenów jeszcze nie rozkopanych i nie zabetonowanych. Przecież taki "goły" teren źle świadczy o jego gospodarzach. Wiem, że narażę się tym, którzy uważają, że takie "letnie tory" odciągają tłumy wycieczkowiczów od innych terenów i np. w przypadku Czantorii zatrzymują większość ludzi w rejonie tej góry, co odciąża szlaki górskie i korzystnie wpływa na stan środowiska przyrodniczego w ich pobliżu. Ja jednak twierdzę, że takie instalacje to niebezpieczne przykłady dla gospodarzy innych terenów. Może się wkrótce okazać, że najciekawsze, wybitne górskie wierzchołki zostaną "wzbogacone" o różne dziwne urządzenia i będzie niezwykle trudno przywrócić je kiedyś naturze.
Kończę już i biegnę do piwnicy by zbudować z części rowerowych i innych jakieś sportowo - turystyczne urządzenie do użytku indywidualnego. Co to będzie? Mam! Podwodne sanki z napędem łańcuchowym. Głupie? Ale jakie postępowe.

Juliusz Wysłouch