Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Dwie w jednym

Dwie ferraty w jednym dniu .....

To logiczny zestaw pozwalający poznać fragment "wnętrza" masywu Pala w Dolomitach. Chodzi o via ferraty del Porton i del Velo, które w połączeniu ze szlakami dojściowymi tworzą długą pętlę wycieczkową w środkowej części masywu. Prezentowaną trasę można przejść o jednym dniu, można też nieco ją wydłużyć i podzielić na dwa dni. W tym drugim przypadku należy przewidzieć biwak: a - pod gwiazdami; b - w namiocie; c - w schronisku Pradidali. Pierwsze rozwiązanie wymaga śpiwora, drugie dodatkowo namiotu, zaś trzecie 25 000 lirów (= 50 zł) za miejsce w pokoju. Wycieczka jednodniowa nie obędzie się bez skorzystania z kolejki linowej na trasie Col Verde - płaskowyż pod Rosettą . Tu wystarczy wydatek 10 000 lirów, oszczędzamy jednak 3.5 godziny i 1100 m mocnego podejścia z San Martino na płaskowyż.
Na biwak pod gwiazdami, o ile dopisze pogoda, nietrudno o miejsce w pobliżu szlaku prowadzącego przez Altipiano di Pala do przełęczy Pradidali Basso (nr 709) , gdyż w okolicy sporo dyskretnych zagłębień terenu. Pozostaje kwestia wody, ale po stwierdzeniu, że w górach jest jeszcze trochę śniegu można śmiało iść z myślą o biwaku. Biwak pod namiotem stwarza konieczność dodatkowego obciążenia, co nie będzie okolicznością sprzyjającą przy przechodzeniu trudnych i powietrznych via ferrat, a żywność i kuchenka też coś waży. Trzeba zatem poważnie rozważyć na co się porywamy i czy stać nas na tak duży wysiłek.
Optymalnym rozwiązaniem wydaje się wycieczka jednodniowa z wykorzystaniem kolejki linowej, zwłaszcza że podejście z San Martino na płaskowyż, choć widokowe, jest dość nudnawe, a i tak trzeba poczłapać z San Martino na Col Verde (1 godz.). To podejście można także wyeliminować korzystając z nowej kolejki gondolowej, która zastąpiła funkcjonujący do niedawna wyciąg krzesełkowy (dodatkowe 9 000 ITL).

***

Via Ferrata Porton (fot. Teresa Łękawa - Wysłouch) Wychodzimy z San Martino di Castrozza (np. z kempingu) i szlakiem 701 wędrujemy na Col Verde. Tu wsiadamy do walizki zawieszonej na drucie (pierwszy kurs o godz. 8.30), by po dość długiej jeździe wylądować na skraju płaskowyżu, na wysokości 2700 m. Taka wysokość widnieje na pieczątce górnej stacji kolejki, choć naprawdę jest to ok. 2620 m. Nie wiadomo dlaczego, ale spotyka się rozbieżności między danymi na mapie i na np. schroniskowych pieczątkach. Podobnie ma się rzecz ze schroniskiem Rosetta - na mapie 2581, a na pieczątce 2578 m. Ze stacji kolejki dochodzimy w parę minut do wspomnianego schroniska, warto jednak wejść na bliski szczyt Rosetty (2743 m), na którym w pogodne dni na pewno nie będziemy sami, a sprawia to bliskość górnej stacji kolejki. Wejście na szczyt ze stacji trwa 30 minut i wiedzie wychodzoną w skalistym stoku ścieżką.
Za schroniskiem węzeł szlaków, na którym wybieramy szlak 709 biegnący przez jakiś czas ze szlakiem 707. Łatwo wędrujemy przez płaskowyż dość wyraźną percią oznakowaną czerwonymi paskami. Wznosimy się nieznacznie, a na rozstaju szlaków kierujemy się prosto (w lewo odchodzi szlak 707). Ku północy wspaniałe widoki na Cimon della Pala, przełęcz Travignolo, Cima della Vezzana i dolinę dei Cantoni. Nieco trudniejszym odcinkiem (trawers przez pochyłe płyty, także latem odcinki po śniegu) dochodzimy na przełęcz Pradidali Basso (2658 m). Z przełęczy widok na nieodległą La Fradustę (2939 m ) z lśniącym w północnym kotle lodowczykiem. Schodzimy dość stromo w dolinę, a właściwie na dno kotła skalistą percią (709), płaskie jak boisko piłkarskie, tyle że zamiast trawy jest rumosz kamienny. Ścieżka wiedzie prawym skrajem "boiska", bardziej niecierpliwi pokonują tę równinę po przekątnej w lewo. Na prawo od ścieżki, na trawiastych upłazach często widać pasące się owce. Po płaskim odcinku zejście percią po stoku na niższe piętro doliny z połyskującym na dnie stawem. Jest to Lago Pradidali (2242 m). Obchodząc staw z prawej strony lekko wznoszącą się ścieżką dochodzimy do schroniska Rifugio Pradidali (2278 m). Na zejściu z p. Pradidali Bosso towarzyszą nam fantastyczne widoki na ściany Cima Canali oraz wieże Sas Maor i Cima della Madonna. W schronisku zatrzymujemy się na chwilę odpoczynku. Przyda się na pewno przed wspinaczką na via ferracie del Porton.

***

Via Ferrata Porton (fot. Teresa Łękawa - Wysłouch) Szlak ten należy do ferrat trudnych, jest bardzo powietrzny, wiedzie fragmentami ściany nadwieszonymi nad ekspozycją, wymaga dużej odporności na przepaście. Zauważyłem zjawisko zniecierpliwienia wytężoną wspinaczką na tej ferracie przy ograniczonej widoczności. Kiedy wiatr rozwiał chmury, zobaczyliśmy oświetloną dolinę i sąsiednie szczyty, zaraz poprawiły się nam humory, mimo że (a może właśnie dlatego) zobaczyliśmy ile jest pod nogami "luftu" no i po czym idziemy, ha, ha - idziemy. Uwaga! W czterech miejscach wyrwane skoble mocujące poręczówkę do skały. A wygląda to tak.
Wychodzimy ze schroniska (szlak 739) na krawędź grzbietu, z którego bardzo stromo i w kruchym terenie schodzimy do wielkiego żlebu wypełnionego śniegiem. Żleb przekraczamy ostrożnie i pojedynczo. Zakładamy uprzęże i kaski, start na ferratę obok dużej czerwonej gwiazdy namalowanej na skale. Najpierw wspinamy się wprost do góry, gdzieniegdzie naturalne stopnie i chwyty uzupełnione są klamrami, towarzyszy nam stalowa poręczówka. Po trzech kwadransach i nabraniu wysokości rozpoczyna się trawers ściany, jednak cały czas wznosimy się przewijając się przez krawędź ściany. Za kantem zmiana kierunku tzn. wspinaczka w dół do wielkiego żlebu schodzącego z przełęczy Porton . Krótki odcinek poziomy percią w podstawie ściany i wchodzimy do żlebu. Pniemy się stromo żlebem, lewą stroną i środkiem w bardzo kruchym i niestabilnym terenie, luźne kamienie, głazy, wanty, okolica dość ponura, zwłaszcza przy zachmurzeniu. Końcówka wejścia na przełęcz prowadzi drabiną. Po dwóch godzinach od wyjścia ze schroniska stajemy na przełęczy. Spoglądamy na lewo, gdzie w krajobrazie dominują Sass Maor i Cima della Madonna. Kto ma dosyć i jest już wystarczająco "napowietrzony" może schodzić w doliny, (739 b) ale też z użyciem wszystkich możliwych kończyn, gdyż zejście wiedzie via ferratą Vecchia, krótką lecz z uszkodzonymi poręczówkami (ciąg klamer, część poręczówek zdemontowano). Znacznie lepszym rozwiązaniem jest kontynuacja wędrówki w kierunku via ferraty del Velo i schroniska Velo . Najpierw kilkusetmetrowy łatwy trawers (739, z przełęczy w lewo), potem lekko pod górę i nagle stajemy nad pionowym kominkiem rozpoczynającym via ferratę . Kominek zaopatrzony jest w sztuczne stopnie (żelazne skoble), ale nie są one niezbędne do jego przejścia. Następuje seria trawersów i kominków, a wszystko to w zejściu, jest także pionowy odcinek płytowy, który pokonujemy przy pomocy klamer. Wreszcie trafiamy na łatwą perć, którą nieznacznie się wznosząc, dochodzimy do schroniska Velo (2358 m) stojącego u stóp Cima della Madonna. Tu można już zdjąć "uwiazki a smyćki" i po zakupie widokówek w schronisku wyruszyć w drogę powrotną do San Martino . Wybieramy szlak 721 trawersujący wschodnie stoki masywu. Zejście łatwą ścieżką trwa 2.5 godziny.
Niezbędne wyposażenie - typowe do przechodzenia ferrat: uprząż, dwie pętle z karabinkami, kask. Ostatnio preferuje się płytkę hamującą, jako dodatkowe zabezpieczenie służące pochłanianiu energii przy odpadnięciu, w sklepach są tzw. "zypery", czyli gotowe zestawy do autoasekuracji (patrz "Na Szlaku" lipiec/sierpień 2000). Nie zauważyłem jednak, by był to popularny element wyposażenia. Na dojściach i zejściach bardzo przydatne kijki teleskopowe. Na przejście całej trasy potrzeba 9 - 10 godzin. Oczywiście wiele zależy od pogody i naszej kondycji. Wycieczka jest wytężająca, obie via ferraty należą do trudnych, warto jednak podjąć taki wysiłek, by przeżyć prawdziwą górską przygodę ze skałą i przestrzenią.

Juliusz Wysłouch