Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Moja wyprawa na Olimp

Kilka lat temu, gdy studiowałam geografię na Uniwersytecie Wrocławskim zobaczyłam ofertę wyjazdu do Grecji. Mogli jechać studenci mojego wydziału, ja niestety nie miałam tyle pieniędzy. Marzyłam, czekałam, aż w końcu stało się. 16 sierpnia 2000 roku pojechałam do Grecji. Zakwaterowałam się wraz z mężem w Olimpic Beach. Ta miejscowość turystyczna była położona tak niedaleko Olimpu - gór, które spędzały mi sen z powiek. Chciałam zdobyć najwyższy szczyt. Masyw ten fascynował mnie i pociągał codziennie, każdego wieczoru, gdy patrzyłam na niego jak dumnie wznosił się w świetle zachodzącego słońca. Mój mąż też był zdecydowany, aby wejść jak najwyżej się da.

Autorka tekstuZaczęły się przygotowywania i poszukiwania środka transportu. Okazało się, że to nie takie proste. Przede wszystkim nie było zgodności co do długości trasy. Jedni mówili, że na najwyższy szczyt, czyli Mitikas (2917 m npm) jest 6 godzin marszu od momentu ostatniego parkingu; inni, że tylko trzy godzinki. Zbieraliśmy informacje dalej. Okazało się, że w jeden dzień taką wyprawę mogą zrobić tylko wytrawni turyści. Czy my byliśmy wytrawnymi turystami? Hm... Nie wzięłam nawet moich górskich butów, mój mąż był zaopatrzony tylko w trampki. Od kolegi pożyczył bluzę, bo tak zostałby w koszulce z krótkim rękawem.
W końcu wyruszyliśmy o 7 rano 26 sierpnia 2000 roku na wypożyczonej Hondzie BTX, która nie miała lewego migacza, ale za to miała "zajechany silnik". Z jazdy autostradą mam baaardzo niemiłe wspomnienia. Oczy pełne łez, przemarznięte kolana, no i ciągły strach, że jakieś pędzące 130 km/h auto nas nie zauważy. Dojechaliśmy jednak szczęśliwie do miejscowości Litohoro, a stamtąd nasz motorek wspinał się serpentynami. Po pewnym czasie zatrzymał nas znak "stop". Strażnicy wręczyli nam mapę Olimpu. Okazało się, że jesteśmy w Parku Narodowym Olimpu i z mapy dużo więcej nie wynikało. Dojechaliśmy w końcu do miejsca o nazwie "Prionia" na wysokości 1100 m npm. Weszliśmy do pomieszczenia, przypominającego nasze polskie schroniska. Mój mąż zaczął się przebierać, gdy nagle pojawił się kelner i stanowczo zaczął nas wypraszać, mówiąc, że to ... restauracja. Śmiałam się do łez. Na parkingu zostawiliśmy naszego "rumaka", a sami ruszyliśmy dalej.
Maż autorki na tle OlimpuOlimp jest masywem górskim w Grecji, w pobliżu Zat. Salonickiej. Mitikas na który zamierzaliśmy wejść to najwyższy szczyt masywu i także kraju. Widoki zapierały mi dech w piersiach. Masyw ma rzeźbę wysokogórską, więc strome zbocza, doliny z porozrzucanymi głazami wapiennymi nie miały końca. Brakowało tylko jezior, które są nieodłącznym elementem Tatr. Trasa była prosta, ale ciągle pod górę. Jedna ścieżka - międzynarodowa trasa E-4 - nie pozostawiała wątpliwości dokąd iść. Do wys. ok. 2200 m npm góry są porośnięte lasami. Niżej rosną dęby i kasztany, wyżej buki i czarne sosny a najwyżej w tym piętrze rosną świerki. Z roślinności trawiastej, która jest tu bardzo zróżnicowana, 23 gatunki są endemitami, czyli występują tylko na obszarze gór Olimpu. Po drodze spotkałam także krzewy z dosyć dużymi czarnymi kulkami. Zawieszona na nich kartka ostrzegała, że owoce tych krzewów są trujące.
Schronisko Spilios AgapiosPo trzech godzinach wyczerpującego marszu dotarliśmy do schroniska "Spilios Agapios" na wys. 2100 m npm. I tu czekała nas niemiła niespodzianka. Aby wejść do schroniska należało zapłacić 500 drachm/osobę (czyli ok. 6 zł). Było przepięknie. Mój mąż filmował widoczny już stąd szczyt Mitikas, ja robiłam zdjęcia. Tylko niektórzy ludzie jakoś dziwnie na nas spoglądali. Ktoś popatrzył na męża trampki i wybuchnął śmiechem. No cóż, raz można być wyśmianym. W schronisku poznaliśmy smutną prawdę - do szczytu było jeszcze trzy godziny. A czasu niestety coraz mniej. Minęliśmy granicę lasu. Chłodny wiatr dokuczał nam coraz bardziej. Mimo pogarszających się warunków pogodowych krajobraz był wyzywająco piękny. Teraz prosta ścieżka zamieniła się w stromą, usypaną ze zwietrzałych łupków krystalicznych niebezpieczną dróżkę. Przenikliwy górski wiatr czasami wiał z taką siłą, że trzeba było przykleić się do skał aby nie zostać zdmuchniętym. Tutaj okazało się, że nasze obuwie jest niewystarczające. Nie chroniło kostki. Było już późno a jeszcze czekała nas droga powrotna. Z ciężkim sercem, na wysokości około 2700 metrów zdecydowaliśmy się na powrót. Kiedy zobaczyłam kozicę, jak swobodnie sobie skacze za nic mając strome stoki, trochę poweselałam.
Pod tronem Zeusa
Do Olimpic Beach dotarliśmy już po ciemku. Byłam zmęczona, ale też i zadowolona. Wprawdzie nie dotarłam na Mitikas, jednak czas spędzony w górach i widoki które miałam okazję oglądać pozostaną na długo w mojej pamięci. Kto wie czy kiedyś nie wrócę po raz drugi na górę, która nadal pozostaje moim wyzwaniem.

Małgorzata Białecka

Schronisko Giosos Apostoldis (2760 m n.p.m.) Schronisko Christos Kakkalos (2650 m n.p.m.)  Schronisko Górnej Milia w Pieria (1000 m n.p.m.)