Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Farma ekologiczna, wegetarianizm, duchowe oświecenie???

Turyści wędrujący przez malownicze pasmo Rudaw Janowickich często przechodzą obok farmy, ktorej gospodarze zamiast traktora używają wołów. Czym naprawdę jest to gospodarstwo wie niewielu.
Poniżej tekst ukazujący prawdę o farmie Hare Kryszna w Czarnowie w Sudetach. Farma ta, zwana "farmą ekologiczną", "New Santipur", "Centrum Bhakti Jogi'", "Świątynią" czy "Ośrodkiem Świadomości Kryszny", rozciąga się wzdłuż szlaku turystycznego, w pobliżu węzła szlaków obok byłego schroniska PTTK "Czartak", na trasie ze Skalnika (945 m n.p.m.) w kierunku Pisarzowic

Przynależeliśmy wtedy całą rodziną do PTTK i często wspólnie wyjeżdżaliśmy w góry. Prowadziliśmy z młodzieżą wędrówki krajoznawcze i przyrodnicze, letnie obozy wędrowne itp., a także syna staraliśmy się wychować na człowieka wrażliwego na sprawy ekologii, oddanego ochronie przyrody i krajobrazu. W czasie zwiedzania ukazywaliśmy jemu piękno kraju, przyrodę, zabytki, historię... Właśnie w górach po raz pierwszy zetknęliśmy się z ruchem Hare Kryszna. Na wspólnej wędrówce z synem wstąpiliśmy obejrzeć "farmę ekologiczną", znajdującą się w sąsiedztwie ówczesnego schroniska PTTK "Czartak" w Czarnowie w Sudetach, reklamowaną także w broszurze zatytułowanej: "Ekoturystyka" jako "Centrum Bhakti Jogi".

Zdjęcie zrobione na zimowej rodzinnej wędrówce z synem w Sudetach w okolicy Czarnowa

W czasie tamtego spotkania nie było mowy, że reprezentują jakąś religię, lecz posłużono się, co zrozumieliśmy dużo później, specyficzną metodą oszustwa polegającą na podaniu tylko części danych dotyczących tego gospodarstwa. Mówiono wtedy, że jest to farma produkująca zdrową żywność w oparciu o tradycję Indii, że propagują "zdrowe żywienie" i "wegetarianizm" oraz "życie w zgodzie z naturą". Gospodarze farmy - młodzi ludzie - zaprowadzili nas do budynku, w którym stały woły mówiąc, że używają ich do orania ziemi. W trakcie spotkania poczęstowali nas wegetariańskim posiłkiem. Byliśmy przekonani, niewątpliwie na skutek sugestii gospodarzy, że jest to świecki ruch społeczny o orientacji proekologicznej, co wydawało się być zgodne z naszymi poglądami i zainteresowaniami. Rozmawiali o czymś na osobności z synem i sprzedali mu książkę, jednak wtedy nie wzbudzało to naszego zaniepokojenia. Prawdziwe oblicze tego kultu destrukcyjnego poznaliśmy dopiero późnej, kiedy syn zaczął przynosić do domu i czytać coraz więcej książek z tekstami założyciela sekty - Prabhupady.
Środowiska deklarujące przywiązanie do tolerancji, poszanowania godności człowieka jako wartości uniwersalnej, powinny być szczególnie uwrażliwione na stosunek tzw. "nowych ruchów religijnych" do wyznawców tradycyjnych kościołów, uznanych autorytetów, nauki, kultury, sztuki... W książkowej rozmowie z założycielem Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny zatytułowanej: "Doskonałe pytania, doskonałe odpowiedzi" na str.77 czytamy:

"Zatem bez świadomości Kryszny każdy jest draniem, złodziejem, łobuzem i rabusiem. To są jego cechy. Dlatego nasz wniosek jest taki, że nikt nie ma dobrych cech, jeśli nie rozumie Kryszny. Nie jest uczciwy i nie ma wiedzy. Dlatego jest człowiekiem trzeciej kategorii".

O czym więc mogli rozmawiać ludzie trzeciej kategorii, dranie i złodzieje z oświeconymi wyznawcami świadomości Kryszny, którzy podstępem zaangażowali ich syna w swe praktyki kultowe? Czy w trakcie dialogu z przedstawicielami oficjalnie zarejestrowanego związku wyznaniowego byli traktowani ze szczerą życzliwością czy też ich okłamywano? Do czego zmierzali liderzy ruchu stosując wyrafinowane psychotechniki wobec nieświadomej i nieprzygotowanej na tego rodzaju podstępne działania rodziny?...

Kiedy syn zaczął praktykować tzw. "Bhakti Jogę", codziennie wstawał nad ranem i przez wiele godzin odmawiał tzw. mantrę "Hare Kryszna, Hare Kryszna, Rama, Rama...", było już za późno wydostanie go z tego uzależnienia. Przyrządzał też w osobnych naczyniach (nasze były "duchowo nieczyste") odrębne pożywienie, zaczął notorycznie kłamać i wyciągać od nas pieniądze mówiąc, że potrzebuje na szkołę, za co wspierał finansowo sektę i kupował przeróżne akcesoria kultowe. Coraz więcej czasu poświęcał sekcie, zerwał z kolegami i zainteresowaniami harcerstwem i turystyką i przerażająco chudł. Znikał też na całe dnie i wyjeżdżał do ośrodków sekty, m.in. na farmę w Czarnowie. Często zamiast w szkole przebywał wśród wyznawców kultu, gdzie odurzano go kadzidełkami i wprawiano w trans za pomocą ekstatycznych tańców i śpiewów... Jego "bogiem" stali się liderzy sekty, tzw. "mistrzowie duchowi", którym oddawał pokłony i poświęcał swoje wszystkie myśli. Na naukę już nie starczało czasu.

Próbowaliśmy go z tego wydostać. Byliśmy jednak coraz bardziej zrozpaczeni, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy już bezradni wobec oszustw i manipulacji jakimi posługiwała się sekta. Jej liderzy powoływali się m.in. na rzekomo pozytywne wyniki badań naukowych ich diety, które to badania miał prowadzić prof. Wojciech Chalcarz z Pracowni Żywności i Żywienia AWF w Poznaniu. Sprawa wyjaśniła się dopiero później, kiedy profesor napisał mi w liście: "(...) Jest to nieprawda. (...) Z moich obserwacji wynika, że wielu młodych mężczyzn, wyznawców ruchu Hare Kryszna, jest nadmiernie chudych (...) Z podanego przez Pana opisu sposobu żywienia Pana syna wynika, że musiał on stosować niezbilansowaną dietę wegetariańską. Taka dieta jest niebezpieczna dla zdrowia"...

Ich dieta polega nie tylko na zakazie spożywania mięsa, ale również ryb, jaj, cebuli, szczypiorku, grzybów, wielu produktów mlecznych i roślinnych, nawet w szczątkowych ilościach. Często obowiązuje zakaz spożywania potraw z mąki i roślin strączkowych. Ma miejsce np. "post od zielonych liściastych warzyw przez jeden miesiąc"... Cały kalendarz postów i głodówek liczy kilkanaście stron maszynopisu. Stwierdziliśmy, że ta dieta nie ma nic wspólnego - jak wcześniej zapewniali - ze "zdrowym żywieniem". Jednak wtedy syn miał już tak "wyprany mózg", że nawet nie zauważał jak bardzo chudnie, a tylko stale powtarzał: "ja nie jestem tym ciałem".

Przerażeni tym wszystkim, co się działo z synem, prosiliśmy liderów sekty aby uszanowali nasze prawa rodzicielskie i nie angażowali go w tak intensywne praktyki. Niestety, bez żadnego skutku... Po prostu nie było żadnej możliwości wynegocjowania z nimi jakichkolwiek ustępstw. Tłumaczyliśmy, że syn nie cieszy się już dobrą kondycją fizyczną, a te praktyki są coraz bardziej niebezpieczne i stwarzają zagrożenie dla jego zdrowia. Liderzy Hare Kryszna mówili nam wtedy, że ich "religia jest oficjalnie zarejestrowana i musimy uszanować jego świadomy wybór i właściwą drogę do postępu duchowego". Byliśmy bezsilni wobec takich argumentów. Niestety, nasze obawy miały się wkrótce potwierdzić...

Po upływie ok. 2 lat związania się z ruchem, najprawdopodobniej pod wpływem ekstazy i fizycznego osłabienia wywołanego surową dietą i innymi praktykami destrukcyjnymi, syn zasłabł i upadł na ulicy, złamał sobie nos i szczękę, wybił zęby i w takim stanie skierowano go na leczenie szpitalne.

Rozpacz naszą pogłębiła sytuacja oskarżeń lekarzy kierowanych pod naszym adresem: "Co zrobiliście z tym chłopcem? Czemu on tu nie chce niczego jeść? Czy brał jakieś narkotyki?" To był po prostu obłęd! Lekarze nie mogli zrozumieć, że to sekta zabroniła mu przyjmowania pożywienia od "niewielbicieli Kryszny", bo "może się duchowo skalać", oraz że tak silny wpływ może mieć na człowieka grupa praktykująca religijność destrukcyjną. W tej sytuacji karmiono go kroplówką... Do normalności wracał długo. Próbował nawet do nich wrócić, wyjeżdżał też na farmę do Czarnowa (m.in. wyprowadził się z domu i zamieszkał z wyznawcami Hare Kryszna), co trwało dalsze dwa lata. Ostatecznie jednak zrozumiał, że jest wykorzystywany przez sektę do celów nie mających nic wspólnego z rozwojem duchowym i wrócił do domu i dawnych zainteresowań.

Tej tragedii było można zapobiec, gdyby przywódcy tego związku wyznaniowego reprezentowali uczciwą religię, o zdrowych zasadach etyczno - moralnych, a nie kult oparty na obłudzie, fałszywych obietnicach i zastraszaniu. Liderzy sekty, kiedy stało się nieszczęście, wyparli się wszystkiego. Zaczęli obłudnie twierdzić, że kontakty syna z ruchem były sporadyczne i on sam narzucił sobie to wszystko.

Nadal jeszcze ponosimy skutki szkodliwego oddziaływania tego kultu na naszego syna. To nie tylko koszty jego leczenia, przedłużonego okresu nauczania, utraty pełnej zdolności do pracy i nauki - poniesione przez całą rodzinę, ale również cierpienia moralne, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Syn z mozołem odbudowuje zerwane kontakty z kolegami i powraca do dawnej pasji, jaką kiedyś było dla niego harcerstwo, odrabia zaległości w nauce.

W przywróceniu poprawnych relacji syna z rodziną i społeczeństwem dużo pomógł nam kontakt z Ruchem Obrony Rodziny i Jednostki oraz z Biurem Informacji i Dokumentacji Nowych Ruchów Religijnych i Sekt w Łodzi, skąd uzyskaliśmy rzetelne i obiektywne dane na temat tego kultu destrukcyjnego.

Zainteresowanych szczegółami zjawisk patologicznych w sekcie Hare Kryszna odsyłamy do pracy doktorskiej Anny E. Kubiak, wydanej przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN, zatytułowanej "Delicje i lewa ręka Kryszny" (Warszawa, 1997), gdzie można znaleźć opis metod psychomanipulacji i sposobu funkcjonowania wyznawców sekty oraz potwierdzenie wielu naszych przykrych doświadczeń. Potwierdzają to choćby same tytuły rozdziałów i podrozdziałów jak: "Instytucja totalna", "Izolacja", "Degradacja osobowości", "Unieważnianie dotychczasowych znaków tożsamości", "Piętnowanie", "Poniżanie i dryl", "Pozbawianie samodzielności, "Dyktatura kontrolerów" itp.

Hare Kryszna to wyjątkowo nieudany przeszczep religii wschodnich na rodzimy grunt. A wydawać by się mogło, że przecież nie może nieść nic złego przepojona szczerą duchowością ideologia, popierana przez liczne autorytety i stanowiąca alternatywę dla życia pełnego pośpiechu w pogoni za karierą i pieniądzem... Zrozumieliśmy, że życiu w Hare Kryszna mogą sprostać tylko mocni, w pełni dojrzali ludzie, nieprzeciętni cwaniacy umiejący zrobić na tej "religii" niezły interes. Paradoks zaś polega na tym, że sekta wciąga natolatków o niewykształconej jeszcze osobowości, ludzi wrażliwych, idealistów szukających w swym życiu pozytywnych wartości i oparcia w grupie, w której stają się ślepymi narzędziami są do zaspokajania osobistych ambicji swego lidera.

Zofia i Lech Rugałowie z Poznania

Zofia Rugała jest przewodnikiem turystycznym PTTK, Lech Rugała jest przodownikiem turystyki kwalifikowanej górskiej i pieszej PTTK, przewodnikiem GOT PTT. Oboje są członkami Oddziału Poznańskiego PTTK