Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Wspinanie dla każdego, czyli via ferraty

(1) NA POCZĄTEK COL ROSA

Czy można się wspinać nie mając za sobą kursu wspinaczkowego? Oczywiście, że tak. Nie można być, rzecz jasna, górskim nowicjuszem, dobrze mieć doświadczenie choćby z tatrzańskich szlaków, na których elementy wspinania występują. Kilkakrotne przejście Orlej Perci i szlaków podejściowych, najlepiej w różnych warunkach i obycie z ekspozycją mogą stanowić podstawę do wspinania na via ferratach we włoskich Dolomitach oraz w Alpach Julijskich i innych częściach Alp. Wszędzie tam spotkamy ubezpieczone szlaki, ale via ferraty w Dolomitach to wymarzone "podwórko" dla amatorów bezpiecznego wspinania. Nie wątpię, że wielu czytelników GGI "zna temat" , ale wielu pewnie ma ochotę powspinać się trochę, dlatego przekaże im parę informacji "z czym to się je" i o co chodzi.

Col Rosa - via ferrata Ettore Bovero © J. Wysłouch Via ferrata to ubezpieczona droga wspinaczkowa przeznaczona dla turystów. Trudności tych dróg wahają się w granicach tatrzańskich stopni I do III, a nawet wyżej, jeśli brać pod uwagę ekspozycję, czyli tzw. "luft" pod nogami i trudności techniczne w skale. Często idzie się po gzymsach i listwach gdzieś wysoko w 800 czy 1000 metrowej ścianie, spotyka się przewieszki i wąskie skalne "konie". Wspinanie w pionowych kominach to rzecz całkiem zwyczajna. Dowcip polega na tym, że wyposażone w stałe ubezpieczenia są do pokonania przez normalnego sprawnego turystę. Owe ubezpieczenia to przede wszystkim stalowe liny poręczowe zamocowane sztywno, bez żadnych "zwisów" w skale. Przy nich tatrzańskie łańcuchy to parodia ubezpieczeń, są to jedynie sztuczne ułatwienia. Na stalowych poręczówkach mocowanych co kilka metrów spotyka się często "hamulce", czyli stalowe tulejki rozmieszczone co niecały metr. Tak bywa na szczególnie niebezpiecznych odcinkach, np. na mocno eksponowanych przewieszkach. Spotyka się także sztuczne stopnie i chwyty w postaci żelaznych skobli oraz drabinki, na szczęście nieliczne, w ogólnej ilości szlaków. Turysta wspinający się via ferratą używa zestawu do autoasekuracji . Składa się nań uprząż wspinaczkowa, dwie pętle dł. ok. 150 cm wpięte w uprząż przy pomocy zakręcanego karabinka oraz kask. Na końcach pętli mocuje się węzłem ósemkowym karabinki, które turysta wpina w poręczówkę. To najprostszy zestaw wyposażenia. Zamiast pętli można użyć gotowego tzw. zypera tj. fabrycznie wykonanych pętli z zamontowanymi karabinkami i z odcinkiem liny służącym do hamowania w wypadku odpadnięcia. Odcinek ten przeplata się przez płytkę hamującą pochłaniającą energię odpadnięcia. Kask jest nieodzowny ponieważ kamienie fruwają często, zwłaszcza na bardziej popularnych szlakach. Uzupełnieniem wyposażenia mogą być rękawiczki bez palców, najlepiej skórzane kolarskie, okulary przeciwsłoneczne i chusta chroniąca kark przed słońcem. To w przypadku, gdy via ferrata wiedzie ścianą wystawioną na słońce. Jednak nawet w środku lata można trafić na szlak, gdzie temperatura powietrza nie przekracza 10 stopni. To spory szok dla organizmu kiedy po dojściu pod ścianę w 35 stopniowym upale nagle wysoko w skale dopadnie nas chłód. Nie ukrywam, że najlepiej spisują się wtedy wdzianka z polarteku. Można w tym iść i w upale i w chłodzie bez konieczności przebierania się na szlaku. Takie manewry nie są wskazane na via ferracie, zwłaszcza w trudniejszych miejscach. Można wtedy zgubić parę rzeczy.

***

Początek via ferraty na Col Rose ©  J. Wysłouch Col Rosa - pierwsze starcie. Col Rosa to niewielka, jak na alpejskie warunki góra, flankująca od północnego wschodu masyw Le Tofane, jeden z trzech otaczających Cortinę d' Ampezzo. Owe masywy to właśnie Tofany, Cristallo i Sorapiss. Col Rosa sięga 2166 m. i stoi odosobniona niczym strażnica z załogą strzegącą doliny i rzeki Boite. Ze wschodniego brzegu rzeki w pobliżu kempingu Olimpia Col Rosa prezentuje się niezwykle okazale i kusi do zmierzenia się z jej ścianami. W pobliżu kempingu znajdują się dwie via ferraty, jedna prowadząca na Punta Fiames (2240 m.) i druga na Col Rosę, czyli Via ferrata Ettore Bovero. Warto przygodę z Dolomitami rozpocząć od tego śmiało poprowadzonego szlaku, stosunkowo krótkiego, efektownego i zaznajamiającego turystę z problemami czekającymi na niego na innych, dłuższych i trudniejszych szlakach.
Także i ja poznałem specyfikę via ferraty wdrapując się na Col Rosę. Według zapewnień koleżanki pełniącej rolę szefowej wyprawy szliśmy na tę ferratkę, by nieco się otrzaskać z tego typu szlakiem i dlatego na początek wybrano górkę mniejszą i ferratkę łatwiejszą. Dopiero po powrocie przeczytałem w "Żelaznych perciach......", że szlak zaliczany jest do trudnych. Patrząc z biwaku zastanawiałem się którędy pójdziemy. Widać było pionową ścianę przeciętą filarem i jakoś nie widziałem tam miejsca dla siebie. Potem okazało się, że droga wiedzie właśnie wspomnianym filarem. Jak tam się znaleźć?
Wychodzi się drogą obok kempingu szlakiem nr 408 na przełęcz Passo Posporpora (1730 m., 5 m. wyżej od wierzchołka Babiej Góry). Tam spotykamy tabliczkę kierującą na Via Ferratę Ettore Bovero. Parę minut przez las pod górę, potem stromym stokiem, zachodami wśród trawników i kosówki. Pod nami zostają dolne piętra ściany, pionowe lub lekko przewieszone, które szlak - tu jeszcze zwykła ścieżka - sprytnie omija. Nagle kończą się trawki i kosówka, i stajemy na szerokim na dwa metry tarasie zawieszonym jakieś sto lub więcej metrów nad przełęczą. Z tarasu wprost do góry wyrasta pionowa skalna ściana, cel każdego turysty, który tam dotarł. Na tarasie zakłada się sprzęt do autoasekuracji i kask. Nie może być mowy o niedbale założonej uprzęży, przetartych pętlach, czy rozklekotanych karabinkach. Od jakości wyposażenia i sposobu używania zależy zdrowie i życie turysty. Tutaj następuje właściwy start do wspinaczki. Wychodzi się prosto do góry na krawędź filara. Droga wiedzie filarem, potem po ścianie, powrót trawersem na filar i to wszystko w rosnącej ekspozycji. Następuje odpoczynkowy kawałek zwykłą percią przez kociołek, po czym znowu wspinaczka przez ostatnie spiętrzenie ściany. W końcu wychodzi się na spłaszczony wierzchołek Col Rosy, gdzie łatwo spotkać tłumek turystów. Jedni to ci którzy weszli tam via ferratą, a drudzy to wytrwali zdobywcy, którzy weszli zwykłym szlakiem z doliny Boite (417 i 447) szlakiem uciążliwym i "marudnym" używanym zwykle do zejścia.
Col Rosa widziana z biwaku © J. WysłouchJakie wrażenia po pierwszej ferratce? Fantastyczne! Idzie się w pewnej raczej skale, chociaż jak wszędzie w Dolomitach jest trochę luźnych kamieni i bywa, że któryś przeleci obok głowy wspinającego się. Stąd konieczność używania kasku. Powszechnie używa się okrzyku "sasso", czyli "kamień" dla ostrzeżenia wspinających się niżej. Wspinania jest około 200 metrów w pionie i jest to prawdziwy pion, i prawdziwe wspinanie. Nie ma na tym szlaku sztucznych ułatwień, tylko poręczówka do asekuracji. Należy uważać, by sprawnie przepinać karabinki do kolejnych odcinków poręczówki i nie plątać pętli. Zawsze jedna pętla powinna być wpięta w poręczówkę, nie można pozostawać "nie wpiętym". Wówczas jakieś wahnięcie, czy zawadzenie o skałę może spowodować upadek o wiadomym raczej skutku.
Col Rosa to wdzięczna górka dla rozpoczynających spotkanie z Dolomitami, a wiodąca nań ferrata jest świetnym szlakiem treningowym. Po niej można już na Tofanę, Marmoladę, Civettę...

Juliusz Wysłouch