Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Kultura i etyka taternictwa

Zygmunt Klemensiewicz

Nakładanie taternikowi pewnych ogólnych norm postępowania, przypominanie mu zasad poprawnego zachowania się a nawet moralnych obowiązków, zawiera w sobie pewną niekonsekwencyę. Wszakże jedną z rozkoszy życia w górach stanowi poczucie swobody, wolności od tych wszystkich więzów, które w najrozmaitszych kierunkach ograniczają nas w życiu codziennem. Wyjaśnienie tej sprzeczności leży w tem, że z chwilą pojawienia się ludzi przestają być góry zupełną pustynią i stają się do pewnego stopnia "miejscem publicznem". W miarę ilościowego rozwoju turystyki dają się coraz dotkliwiej uczuwać przykre strony pobytu większej liczby osób - zwłaszcza w tak małych na obszar górach jak Tatry Wysokie - i dochodzi do objawów, którym w interesie taternictwa należy zapobiegać. Wynika stąd konieczność ograniczenia osobistej swobody a raczej swawoli jednostki, takiego jednak ograniczenia, które by jak najmniej było odczuwane jako jakiś narzucony z zewnątrz i krępujący przepis policyjny. Da się to osiągnąć, jeśli dotyczące prawidła będą wpajane taternikowi jako powszechnie zrozumiałe i przestrzegane normy, od początku jego działalności. Ucząc się używania liny, czy czekana, powinien adept sztuki taternickiej równocześnie przyswajać sobie i te zasady, które określają obowiązki kulturalne i moralne w górach, aby stały się jego własnością z przyzwyczajenia. To jest powodem, że rozdział niniejszy jest częścią podręcznika taternictwa.
Jednym z zasadniczych obowiązków taternika jest obowiązek uszanowania pierwotnego charakteru krajobrazu górskiego - w najszerszem tego słowa znaczeniu. Bezcennemu temu skarbowi grozi dziś z dwu stron niebezpieczeństwo: z jednej przedsiębiorczość i zachłanność ludzka stara się eksploatować bogactwa naturalne gór, między niemi i te, które należą do najistotniejszych cech górskiego terenu, przez wyzyskanie sił wodnych, budowę dróg, kolejek, hoteli etc., które to inwestycye połączone są często ze zniszczeniem piękna danej okolicy. Temu taternik jako jednostka skutecznie przeciwdziałać nie może, tem bardziej więc powinien popierać działalność towarzystw (u nas Sekcya Ochrony Tatr T. T.), które mają za zadanie zwalczać stąd płynące niebezpieczeństwo. Obok tych ludzi, którzy zagrażają Tatrom w imię przemysłu istnieje jednakże cała masa innych szkodników, którzy niemniej dzielnie przyczyniają się do zagłady charakteru gór. Są nimi sami turyści. Jedni z braku kultury, inni z nierozwagi i lenistwa a imię ich - legion. Świadczą o tem na szczytach i przełęczach, na brzegach jezior i w otoczeniu schronisk masy papierów najrozmaitszej wielkości i barwy, butelki, słomianki, puszki z konserw i inne odpadki. A owe głośne próbowania echa, przeciągłe "o hej!" lub też nawet strzały "ożywiające" martwotę ciszy górskiej. Czyż mało jest takich, którzy znalazłszy się na miejscu wzniesionem staczają z niego kamienie, lub w radosnem upojeniu zrzucają wypróżnione butelki na głowy przechodzących poniżej. Inny znów rodzaj to sentymentalni niszczyciele szarotek, krokusów i innych górskich roślin, wyrywanych z korzeniami. Przy tej sposobności wspomnieć jeszcze można o rozwielmożnionym szczególnie w niemieckich górach, a niestety i do nas się wkradającym zwyczaju spacerowania po najbardziej uczęszczanych okolicach w stroju więcej niż dekoltowanym. We wszystkich tych wypadkach ma taternik szerokie pole do pracy a to w ten sposób, że zacząwszy od siebie i swoich towarzyszy będzie się starał wyplenić wspomniane tu, obrzydliwe nawyczki.
Człowiek jest dla przyrody górskiej zawsze niepożądanym intruzem; powinien się więc tak zachowywać, aby go jak najmniej było znać.
Gdy tak z jednej strony powinien się taternik starać o nienaruszanie krajobrazu górskiego, to z drugiej niech okazuje swą dbałość tym wszystkim urządzeniom, które - zaprowadzone przez ludzi w górach - służą dobru publicznemu. Należą do nich drogi i schroniska. Korzystając ze ścieżek, trzeba uważać na to, by ich nie niszczyć, n. p. przez chodzenie brzegiem, zasypywanie piargiem przy skracaniu zakosów etc. Na szczególną pieczę zasługują schroniska, które nie są przecież przedsiębiorstwami na zysk obliczonemi, ale instytucyami, do których towarzystwa nieraz znaczne sumy dopłacają. Tem bardziej, jeżeli są to schroniska niezagospodarowane, oddane swobodnemu używaniu, ale i opiece ogółu turystów. Nocując w nich dbać trzeba o utrzymywanie porządku i czystości a w każdym razie przed opuszczeniem schroniska doprowadzić urządzenie do takiego stanu, w jakim by się samemu chciało je zastać. Odchodząc, drzwi i okna dokładnie zamknąć! Jeśli jest drzewo, należy się z niem obchodzić oszczędnie. Jeśli niema, trzeba się samemu postarać o zapas suchych gałęzi - "sucharzy", a nie wycinać koniecznie najładniejszych drzewek w otoczeniu. Dobrze jest porąbać wszystko z wieczora, aby potem nie robić w nocy hałasu. Nie trzeba chyba powtarzać, że palenie ławek, okiennic, ba - nawet desek z podłogi, jak się to niestety wciąż jeszcze zdarza, jest dowodem zdziczenia. Na niebezpieczeństwo pożaru trzeba zwracać baczną uwagę i odchodząc zgasić dokładnie ogień. Wszak przed kilku laty zgorzało bardzo pożyteczne schronisko w Niewcyrce wskutek nieostrożności turystów. Jeśli w schronisku znajdzie się więcej osób, to jest rzeczą dobrego wychowania ograniczyć się w używaniu miejsca tak, aby wszyscy się pomieścili. Także i w zagospodarowanych schroniskach należą się względy i poszanowanie inwentarzowi i współlokatorom. Ludzi, którzy się kładą w mokrem ubraniu i zabłoconych butach na zasłane łóżka, można mimo to stale podziwiać n.p. w schronisku na Hali Gąsienicowej. (Rzecz prosta, że taki pasażer odpocząwszy, idzie potem dalej, nie płacąc ani halerza za użycie schroniska). Między godziną 9 wieczorem a 7 rano trzeba się w schronisku zachowywać możliwie cicho, szczególnie jeśli się śpi w jednej ubikacyi z innymi. Wielu ludzi ma w takich okolicznościach dziki zwyczaj głośnego opowiadania uciesznych dowcipów, ziewania, od którego się trzęsie podłoga, nie mówiąc już o rzucaniu butami przy sposobności rozbierania się, świeceniu światła do późnej godziny, co razem zabiera większą część nocy. Trzeba przecież pamiętać, że te kilka godzin, któremi się na wycieczkach rozporządza, powinny być użyte na możliwie intensywny spoczynek.
Ponieważ za pobyt w schroniskach nie opłaca się wstępu a za korzystanie z kosztownych często ścieżek myta, przeto każdy taternik powinien - w zamian za korzyści, jakie z tych urządzeń wyciąga, poczuwać się do obowiązku opłacania rocznej wkładki do jednego przynajmniej z towarzystw turystycznych, jakie na terenie Tatr pracują.
Obszary Tatr, jak i innych gór, są dzisiaj z małymi wyjątkami własnością prywatną, co pociąga za sobą rozmaite ograniczenia co do swobody zwiedzania pewnych dolin, korzystania ze ścieżek it.d. Szczególnie po stronie spiskiej zamknięte są dla ruchu turystycznego duże przestrzenie, w sposób dotkliwie dający się uczuć, chociaż w ostatnich latach znać pewną poprawę stosunków. Cokolwiekby się o uprawnieniu tych zakazów i o potrzebie ich przestrzegania w praktyce sądziło, trzeba pamiętać, że przyczyną ich wydania jest w części przynajmniej - niekulturalność ogółu turystów, którzy swem zachowaniem się płoszą zwierzynę.
Wspomnieć tu jeszcze należy o kwestyi włamywania się do prywatnych zabudowań, w celu przenocowania w nich. Pod tym względem panują u nas stosunki dość pierwotne, usprawiedliwione chyba tylko brakiem schronisk. Oczywiście, że niepodobna w ten sam sposób traktować rozbicia domku myśliwskiego, z komfortem urządzonego, co dobrania się do mizernej pasterskiej budy. W każdym razie postępowanie takie da się zasadniczo usprawiedliwić tylko wtedy, jeżeli było koniecznie potrzebne (n. p. w zimie) i jeżeli szkoda wyrządzona przez włamanie została właścicielowi zwrócona, ewentualnie z dołączeniem opłaty za nocleg.
Mnożące się, w miarę ilościowego rozwoju turystyki tatrzańskiej, nieszczęśliwe wypadki w górach wywołały potrzebę utrzymywania organizacyj ratunkowych. Cele tychże powinien taternik popierać, choćby z tego powodu, że sam może kiedyś ich pomocy potrzebować. Na tem jednakże nie kończą się jego obowiązki względem ofiar wypadków; w razie potrzeby ma on obowiązek czynnego niesienia pomocy, niezależnie od oficyalnego ratownictwa. Zdarzyć się może często, że podczas wycieczki usłyszymy wołanie o pomoc, lub też w schronisku dojdzie nas wiadomość o wypadku w pobliżu. Trzeba wówczas, nie czekając na Pogotowie, złożyć z obecnych na miejscu, co tęższych, taterników i przewodników (Według regulaminu są oni obowiązani do wzięcia udziału w ratowaniu, o ile są bez zajęcia lub mogą swoich turystów opuścić bez narażenia ich na niebezpieczeństwo. Czasami jednak zapominają o tym obowiązku a wstyd przyznać, że znaleźli się już turyści, którzy swoim przewodnikom nie chcieli pozwolić na wzięcie udziału w akcyi ratunkowej, aby módz dokończyć wycieczki.) oddział ratunkowy pod dowództwem najbardziej doświadczonego i ruszyć na pomoc, zabierając ze znajdujących się w schronisku przyborów ratunkowych to, co jest potrzebne. Doświadczenie wykazało, że taki doraźny ratunek, chociaż dyletancki, może często więcej zdziałać, niż najlepiej zorganizowane pogotowie po niewczasie. Akcyę musi się oczywiście prowadzić ostrożnie i z rozmysłem, aby potem nie było trzeba ratowników "zdejmować" ze ścian.
Mówiliśmy już, że ze względu na możliwość wypadku powinno się przed wyruszeniem na wycieczkę zanotować w księdze schroniska jej cel. Zapisanie nazwiska jest poza tem wypełnieniem przepisów meldunkowych, tudzież niejako biletem wizytowym, złożonym gospodarzom schroniska. Dopełnienia tego obowiązku trzeba przestrzegać, gdyż ułatwia ono towarzystwu, do którego schronisko należy, kontrolę frekwencyi. Natomiast zapełnianie rubryk księgi rozmaitymi utworami liryczno-satyrycznymi jest zupełnie zbędne. Również pozostawiając bilety na szczytach, należy się ograniczyć do zapisków najpotrzebniejszych. Że w księgach i na biletach należy tylko te wycieczki podawać jako odbyte, które się rzeczywiście zrobiło, jest rzeczą nie tak powszechnie wiadomą i przestrzeganą, jakby sobie życzyć można. Jeśli się ogląda bilety poprzedników, to powinno się je potem schować równie troskliwie... jak swój własny. Przedstawiają one przecież niemałą wartość, zwłaszcza na rzadziej zwiedzanych szczytach, jako rodzaj kroniki, której strzedz trzeba z pietyzmem.
Są jeszcze inne obowiązki względem ogółu taterników, za mało niestety przestrzegane. Jednym z najgłówniejszych jest dbałość o dobre imię taternictwa. Wystrzegać się powinien taternik wszystkiego, co by cień rzucić mogło na godność taternictwa, pamiętając, że opinia publiczna słabo się orjentuje w tych rzeczach i lubi wypadki sporadyczne uogólniać. Potrzebna jest szczególnie pewna rezerwa w zetknięciu z osobami poza taternictwem stojącemi. Cóż powiedzieć o ludziach, którzy wybierając się na Komin w Strążyskach zapraszają sobie grono widzów. Ale i tacy, którzy paradują z liną i czekanem po Krupówkach, lub przy każdej sposobności opowiadają wszystkim o swych czynach, ośmieszają takiem postępowaniem nie tylko siebie samych, lecz niestety i taternictwo. Taternik powinien, jeśli odbędzie wycieczkę ciekawszą, podać jej opis za pośrednictwem fachowych organów do wiadomości ogółu taterników, jednakże rozgłaszanie swych czynów urbi et orbi, jest rzeczą równie niepotrzebną jak niesmaczną.
Poważnie myślący taternik nie stara się imponować laikom opowiadaniami o swoich przewagach, z drugiej jednak strony, zapytany o to lub owo, nie zbywa nawet "cepra" pogar-dliwem mruknięciem. Są ludzie, którzy zapytani o trudności pewnej wycieczki, odpowiadają stale: "och, to jest śmiesznie łatwe", albo - "tam krowa wyjdzie". Pomijam już, że takie "oceny trudności" są objawem głupiej pozy, ale mogą one w dodatku zachęcić niedoświadczonych do podejmowania wycieczek zbyt dla nich trudnych. Jeżeli chcemy początkującemu rzetelnie coś objaśnić, to powinniśmy się w ocenie zbliżyć do stopnia jego sprawności, albo użyć porównania z jakąś znaną mu wycieczką.
Zdarzyć się może, iż dwa towarzystwa planują przejście tej samej drogi, lub też spotykają się w czasie pochodu. Powinny wówczas tak postępować, aby nie zagrażać sobie nawzajem n. p. przez strącanie kamieni; ewentualnie jedno z nich musi się zatrzymać na pewien czas. Jeśli poruszają się oba w tym samym kierunku, to pierwszeństwo przysługuje temu, które wyszło wcześniej. W przeciwnym razie pierwszeństwo ma towarzystwo wychodzące do góry, któremu taternicy powracający powinni ustąpić, jako mający więcej czasu, chyba, że teren jest tego rodzaju, że niema miejsca bezpiecznego, w którem by partya schodząca mogła zaczekać.
Nad tem, jakie są obowiązki względem towarzyszy wycieczki nie trzeba się chyba długo rozwodzić. Hasło: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, określa je w pełni. Znakiem widomym tej wewnętrznej łączności jest lina, która towarzyszy łączy w miejscach niebezpiecznych. Jak z tego widać, stosunki między nimi są bardzo ścisłe i muszą się opierać na wzajemnem zaufaniu i zażyłości, jeśli nie przyjaźni. Nic dziwnego więc, że taternicy niechętnie widzą obcych w swem gronie i wcale nie okazują się grzeczni wobec natrętów, narzucających się na towarzyszy.
Nie od rzeczy będzie wspomnieć o paru drobniejszych wymaganiach, na które - może dlatego, że są tak drobne i zwyczajne - nie wszyscy zwracają uwagę. I tak mało kto pamięta, że dbałość o osiągnięcie jak największej sprawności podczas wycieczki jest - ze względu na jej powodzenie - obowiązkiem nie tylko względem siebie samego, lecz i wobec towarzyszy. Kto n. p. wychodzi na wycieczkę źle uzbrojony lub ubrany, kto w drodze nadużywa alkoholu lub nie śpi po nocach, naraża w ten sposób wycieczkę na niepowodzenie i krzywdzi swych towarzyszy. Z tego samego względu nie powinno się w żaden sposób przyjmować udziału w wycieczkach, do których się nie dorosło i które się odbywa li tylko dzięki "wydatnej" pomocy towarzyszy. Takie postępowanie jest pasożytnictwem na koszt bezpieczeństwa drugich, wszystko jedno, czy są nimi płatni przewodnicy, czy uprzejmi znajomi. Wycieczka taka nie daje chyba żadnego zadowolenia a tylko co najwyżej zaspokojenie próżności, jest więc w wysokim stopniu nieetyczna.
Z drugiej strony niepożądany jest też zbytek samodzielności. Towarzysz, który przy każdej sposobności wie najlepiej, którędy idzie właściwa droga, nie zgadza się na żadną inną wycieczkę, oprócz tej, którą zaproponował i t.d., jest na dłuższą metę niesłychaną plagą. Wszelkie sporne kwestye na wycieczkach powinny być rozstrzygane drogą porozumienia.
Biorąc udział we wycieczce zbiorowej, lub w ogóle prowadzonej przez kogoś doświadczeńszego, musimy stosować się do jego wskazówek i pod żadnym warunkiem nie wolno nikomu odłączać się i iść na własną rękę. Także na wycieczkach samodzielnych powinni uczestnicy kierować się życzeniem tego, który daną część drogi w myśl umowy prowadzi. W pracach takich jak przygotowywanie noclegu, rąbanie drzewa etc., powinni wszyscy brać udział. Czasami trzeba czuwać na zmianę dla pilnowania ogniska, wówczas najlepiej oznaczyć losowaniem porządek, w jakim każdy ma spełniać to zadanie. Metoda ta nadaje się w ogóle znakomicie do rozstrzygania drobnych sporów n.p. przy podziale miejsc do spania i t.d.
Jeśli któryś z uczestników jest niedysponowany i gorzej idzie, nie powinno się go łajać ani wyśmiewać, lecz starać się ułatwić mu zadanie. W wypadkach depresyi moralnej a nawet fizycznej, nieraz zręczna zachęta moce podnieść sprawność w zadziwiający sposób. Nigdy jednak nie powinno się zmuszać towarzysza do wytężania ostatnich sił, jeśli to może zdrowiu jego zaszkodzić. Elementarnym obowiązkiem dyskrecyi jest chyba nierozgłaszanie rozmaitych drażliwych szczegółów o towarzyszach ludziom obcym, nie mówiąc już o bajkach i plotkach. Zasada ta powinna również obowiązywać wobec dalszych znajomych; przestrzeganie jej wpłynęłoby niewątpliwie dodatnio na stosunki osobiste między taternikami.
Pozostaje nam jeszcze zająć się tymi obowiązkami osobistej więcej natury, które taternik względem społeczeństwa, swej rodziny i siebie samego spełniać powinien. Że taternik ma względem społeczeństwa takie same obowiązki jak każdy inny człowiek było rzeczą do niedawna niepodlegającą dyskusyi. Dopiero w ostatnich czasach - niewątpliwie pod wpływem ogólnej propagandy wychowania fizycznego - powstało w tej sprawie pewne pomieszanie pojęć. Zaczyna się szerzyć zapatrywanie, jakoby taternictwo było źródłem pierwszorzędnych pożytków dla społeczeństwa a oddawanie się mu tem samem rodzajem pracy czy zasługi społecznej. Tego rodzaju poglądy łatwo wytłumaczyć u młodych, zapalonych wielbicieli taternictwa, stają się one jednak szkodliwą megalomanią, gdy się je zaczyna traktować poważnie. Trzeba jasno i otwarcie zaznaczyć, że korzyści płynące z taternictwa są bezpośrednio jedynie osobistemi, jako wzbogacenie indywidualności i zwiększenie szczęśliwości jednostek taterników. Tylko o tyle społeczeństwo jako całość na tem korzysta, o ile taternicy tę nadwartość moralną na cele pracy społecznie użytecznej obracają. Oddawanie się taternictwu nie jest więc samo przez się żadnym równoważnikiem pracy dla ogółu, dla społeczeństwa. Co więcej, taternictwo jako dążenie jednostki do osobistego rozwoju, kosztem narażania bądź co bądź życia i zdrowia, sprzeciwia się poniekąd temu przyrodzonemu przykazaniu społecznemu, które żąda zachowania zdrowia, sił i życia jednostki jako części społecznego majątku. Stąd rodzi się podstawowe pytanie, gdzie leży granica przedsięwzięć, dających się wogóle usprawiedliwić; na jak wielkie niebezpieczeństwo wolno się taternikowi jeszcze z czystem sumieniem narażać, a co już musi się nazwać lekkomyślnością, szaleństwem a nawet zbrodnią. Podobnie jak inne zasadnicze zagadnienia taternictwa, tak i to nie da się rozstrzygnąć ustanowieniem jakiejś ogólnie ważnej formułki. Najlepszym dowodem, że wycieczki, które niegdyś uchodziły za szczyt nierozwagi i igranie z losem, powtarzane są dziś powszechnie przez najpoważniejszych ludzi. Chodzenie bez przewodnika, wywoływało dawniej zgorszenie, gdy dziś już nikt ze znających się na rzeczy nie myśli odmawiać tej formie taternictwa uprawnienia, co więcej wyższości pod względem etycznym. Nawet samotne wycieczki mają zwolenników wśród ludzi, których o lekkomyślność bynajmniej posądzać nie wolno. Tymczasem po każdym wypadku w górach podnoszą się głosy szukające "winnych", żądające niemal zakazu chodzenia bez przewodnika, robienia "karkołomnych" wycieczek, nie mówiąc już o innych humorystycznych pomysłach. Oczywiście, że tą drogą do zmniejszenia liczby wypadków dojść nie można. Żaden taternik nie wyrzeknie się swych zamiarów dla widzimisię jakiegoś moralisty, ani nie będzie się stosował do cennych rad pierwszego lepszego dziennikarza. Autor niniejszej książki nie czuje się również uprawnionym do wydawania jakichś konkretnych przepisów dla wszystkich; sprzeciwiałoby się to zasadzie samodzielności, tej podstawie nowoczesnego taternictwa. Jest przecież jedna ogólna wytyczna, której przestrzeganie łączy się z warunkiem umiejętności, istotną cechą taternictwa:
Niech taternik przed każdą wyprawą poświeci chwilę czasu, aby sumiennie i wedle najlepszych sił i chęci poznać jej stopień niebezpieczeństwa, rozważając trudności wycieczki i niebezpieczeństwa zewnętrzne, tudzież kwalifikacye swoje i towarzyszy. Niech potem przypomni sobie jaka jest wartość życia jego, dla niego samego i dla drugich i niech teraz osądzi sam, czy stawka nie jest zawielka.
Nie można wymagać od taternika, aby był tchórzem, ale można i powinno się żądać, by sobie zdawał sprawę z tego, co zamierza zrobić. Gdyby każdy chciał i umiał zastanowić się w ten sposób nad uprawnieniem swoich zamiarów, byłoby z pewnością wypadków mniej o dziewięć dziesiątych. Bo to, co się nieraz sobie samemu i drugim wydaje zuchwałą odwagą, jest najczęściej tylko nieświadomością niebezpieczeństwa. Wszak głupców jest na świecie daleko więcej, niż bohaterów. Nie wawrzyny wątpliwej wartości powinny by ć ideałem taternika, ale świadomość, że może przyjąć odpowiedzialność za swoje postępki. I niech pamięta, że nie śmierci w górach ma szukać, lecz życia.