Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             



Wycieczki zimowe

Zygmunt Klemensiewicz

Za zimowe uważa się zwykle wycieczki podejmowane w czasie od początku grudnia do końca kwietnia. W praktyce podział ten okazuje się często za mało elastycznym. Czasem bowiem wycieczki odbywane w marcu mają charakter letni a natomiast w środku lata spotkać można warunki zimowe. Co więcej, jedna i ta sama wycieczka może mieć charakter mieszany. Wyobraźmy sobie bowiem, że z wiosną, po dłuższym okresie pogody, przechodzimy jakiś szczyt tatrzański w kierunku z północy na południe. Na samym dole śniegu już zapewne nie będzie, wyżej w dolinie spotkamy się z warunkami późnej zimy - zbitym, zlodowaciałym na powierzchni śniegiem. Natomiast przy wejściu na ściany północne powita nas prawdopodobnie puszysty, głęboki śnieg, oblodzone skały, mróz, słowem zima - jak w styczniu - w całem tego słowa znaczeniu. Wyszedłszy wreszcie na grań, przekonamy się, że skały jej suche i ciepłe są od słońca jak w lecie. Schodząc ścianą południową doznamy w wyższym może jeszcze stopniu wrażenia letniej wycieczki. Dopiero w dolnych częściach powróci śnieg i nizka temperatura. Podobne stosunki można czasami znaleźć w lecie po wielkich śniegach. Właściwie więc trzeba uważać za znamię wycieczek zimowych - znaczne zaśnieżenie, oblodzenie i nizką temperaturę powietrza.
Początek jesieni jest zwykle w Tatrach pogodny i ciepły i jedynie krótkość dnia daje się nieprzyjemnie odczuwać. Pewną niedogodność stanowi, szczególnie po południowej stronie, brak schronisk, zamkniętych już przeważnie o tej porze. Zresztą warunki są z reguły pomyślniejsze niż w lecie. Potem następuje zwykle okres halnych wiatrów. Deszczu jest wtedy mało a temperatura względnie wysoka, jedynie warstwa chmur, otulająca szczyty od pewnej wysokości począwszy, utrudnia oryeniacyę. Późną jesienią niema zwykle jeszcze śniegu a trudności w porównaniu z latem sprawia głównie oblodzenie - zwłaszcza w żlebach i na północnych ścianach występujące, nizka temperatura i krótki dzień. Z początkiem zimy warunki śniegowe i atmosferyczne są zwykle bardzo niekorzystne. Na zmarzniętem podłożu spoczywa warstwa puszystego, niedającego oparcia śniegu. Przy nizkiej temperaturze tężeje on powoli a zanim do tego przyjdzie, następują nowe opady, często bardzo obfite, grożące niebezpieczeństwem lawin.
Najlepszą do przedsiębrania tatrzańskich wycieczek zimowych jest - jak sądzę - pora od połowy lutego do połowy kwietnia. W tym czasie zdarzają się często, zwłaszcza przy wysokiem ciśnieniu okresy dłuższej pogody, kiedy śnieg jest tęgi, bezpieczny a skały względnie suche. Ułatwia chodzenie silna insolacya i długość dnia. W kwietniu staje się pogoda zwykle chwiejna, mamy naprzemian odwilże i gwałtowne śnieżyce, co sprowadza niebezpieczeństwo lawin. Natomiast później jeszcze, w maju lub czerwcu, przychodzą zwykle znowu okresy pogodne. Warunki na szczytach są teraz przeważnie letnie, za to w dolinach leżą masy twardego śniegu, które ułatwiają komunikacyę zasypując piargi i maliniaki.
Powyższy szkic stosunków klimatycznych Tatr, skreślony ze stanowiska taternickiego, nie rości sobie oczywiście pretensyi do ścisłości naukowej i jak zawsze w takich razach, sprawdza się tylko w grubszych zarysach. Aż nazbyt często zdarzają się odstępstwa od niego, krótkotrwale - spowodowane zniżkami przynoszącemi w lecie śnieg, a w zimie odwilż i długotrwałe "anormalne" typy pogody. Jeżeli zdecydowałem się tutaj na podanie tych uwag, opartych wyłącznie na doświadczeniu, to tylko po to, aby taternikom, wybierającym się po raz pierwszy w Tatry poza sezonem letnim, dostarczyć ogólnych wskazówek. Pozatem każdy dobrze zrobi, jeśli przed wyjazdem postara się o aktualne wiadomości co do pogody i warunków w górach.
Ubranie taternika w zimie niewiele się różni od letniego (obszerne wskazówki o ubraniu, pożywieniu i zachowaniu zdrowia na wycieczkach zimowych znajdzie czytelnik w artykule Prof. Drą K. Panka "Hygiena sportu zimowego", Tat. 1907 str. 1.). Spodnie sukienne lub struksowe zamiast manchestru, pod kurtką kamizelka z wełny lub wielbłądziej sierści, dolne części bielizny wełniane, czapka z grubego sukna do spuszczania na uszy i kark, rękawice w dostatecznej ilości i jakości, to cała różnica. Przy głębokim, mokrym śniegu praktyczne są kamasze do owijania. Dla ochrony przed mroźnym wichrem dobrze się jest zaopatrzyć w ubranie z cienkiego, nieprzemakalnego płótna lub batystu gumowego (nie żywicznego!), składające się z luźnej kurtki do ściągania u spodu i takichże nogawic.
Z uzbrojenia podnieść należy czekan i raki. Linę zabiera się nawet na takie wycieczki skalne, na których w lecie jest z reguły niepotrzebna, długość jej może być natomiast zredukowana, gdyż i tak pora zimowa nie nadaje się do pokonywania trudnych wspinaczek, długich zjazdów etc.
Typowymi składnikami zimowego uzbrojenia są oczywiście narty (karpie), siekiera i łopata. Mały zapas gwoździ różnej wielkości, kawałek drutu żelaznego grubości 1-2 milimetrów, sznurek i łata z białej blachy, ułatwiają naprawę złamanej narty, worka, czasami i urządzenia schroniska. Rzetelne usługi oddać może kawał batystu.
Pozatem jest treść worka podobna jak w lecie. Z pokarmów wybrać należy do pożywiania się w drodze takie, które dają dużo ciepła a nie wymagają długiego przyrządzania: słonina, wędzonka, sardynki, sery, cukry, figi, orzechy łuszczone.
Zdania co do użyteczności nart a karpli były w teoryi do niedawna dość podzielone. W praktyce oczywiście zwyciężyły narty tak u nas, jak i w Alpach. I słusznie, gdyż karpie zarówno na szreni jak i w kopnym śniegu są nie do użycia, podczas gdy narty - zwłaszcza w połączeniu z fokami - dadzą się zawsze zastosować. Nie należy jednak w użyciu nart przesadzać (trzeba to tembardziej zaznaczyć, że w ostatnich czasach biorą się do wycieczek w terenie trudnym także narciarze nieposiadający taternickiego wykształcenia) i nie trzeba się wstydzić zdjąć je, jeśli teren i warunki są tego rodzaju, że łatwiej czy bezpieczniej idzie się bez nich. Na wyprawach taternickich powinny być narty tylko środkiem - jednym z wielu (z tego względu niema uzasadnienia odróżnianie pierwszych wyjść na nartach od wyjść zimowych). Wychodząc z tego założenia nie możemy przyznać słuszności tym, którzy uważają wysoki stopień sprawności narciarskiej za konieczny warunek odbywania zimowych wycieczek w Tatry. Doświadczenie, uczy, że wystarczy do tego celu zu-pełnie to minimum, jakie się już w kilkudniowym kursie (metodą alpejską) osiąga. Główną wagę położyć trzeba na jazdę pługiem, poprzeczną i obracanie się na stoku. Luków, jeśli się ich nie umie dobrze, najlepiej w trudnym terenie nie robić, lecz zjeżdżać w zakosy. Oczywiście, że większa swoboda i opanowanie nart pozwalają na zjazd szybki i mniej męczący i są z tego powodu pożądane, ale przyjemność ta nie należy już ściśle biorąc do koniecznych atrybutów wycieczki w góry wysokie. Zdarzają się szczególnie pod koniec zimy okresy, kiedy śnieg jest na wskroś zbity i zmarznięty, wówczas najlepiej jest chodzić w butach tylko lub w rakach. Ta właśnie pora najodpowiedniejsza jest do wypraw skalnych.
Ważnem jest, aby wszyscy uczestnicy wycieczki używali równocześnie nart, karpli, albo raków. Jeśli jeden schodkuje na nartach, drugi grzebie sobie stopnie butem, inny znów używa raków, to zespół rozbija się z konieczności, każdy bowiem z tych przyrządów wymaga innego tempa i innego prowadzenia drogi. Największe niebezpieczeństwo stanowią na wycieczkach zimowych lawiny. Wiedziano o nich w Tatrach do niedawna niewiele. Tradycya ludowa wymieniała wprawdzie nieliczne wypadki zasypania górali przez "śnieg", lecz bliższych szczegółów brakowało. Dopiero rozwój turystyki zimowej i narciarstwa pozwolił zebrać potrzebne doświadczenie, niestety już kosztem życia ludzkiego okupione. Okazało się w ostatnich latach, że lawiny są w Tatrach przeciwnikiem groźniejszym może, niż w innych górach skalistych.
Tworzyć się one mogą właściwie wszędzie, gdzie na gładkiem a dostatecznie pochyłem podłożu spoczywa odpowiednia ilość śniegu, nie zrośniętego z temże podłożem. Im większe nachylenie, tem mniejszej (na wagę) ilości śniegu potrzeba do powstania lawiny. Trudno więc podać ściśle granice, w których może ona powstać. Obserwowano je już faktycznie na stokach 24-stopniowych a z drugiej strony przy warstwie śniegu nie grubszej, niż kilkanaście centymetrów. Jeśli podłożem, po którem lawina się zesuwa, jest grunt, to mówimy o lawinie głębokiej, gdy stanowi je zbity, stary śnieg, to lawinę taką zowiemy powierzchowną. Stosownie do wieku materyału lawiny rozróżniamy lawiny ze starego śniegu i z młodego. Można je także dzielić według rodzajów śniegu na lawiny suche (pyłowe) i wilgotne. Między tymi głównymi typami istnieje w praktyce wiele przejść, posiada bowiem śnieg własność występowania, w mnóstwie odmian, które różnią się wielkością i kształtem ziarna, zawartością wody, spójnością i innymi czynnikami.
Wiele zależy od warunków, w jakich odbywał się opad śniegu. śnieg, który spada na podłoże zmarznięte (trawy, skały lub stary śnieg) przy temperaturze poniżej zera, leży zupełnie luźno i gdy go się zbierze za wielka masa, pod ciśnieniem wiatru lub poruszony, opada jako lawina pyłowa. Jeśli to nie nastąpi, to po pewnym czasie osiada się (zmniejsza swą objętość) i spaja nieco z podłożem. Proces ten odbywa się szybciej i lepiej na stokach słonecznych, gdzie śnieg taje nieco we dnie i przymarza nocami (promieniowanie przechodzi dość łatwo przez śnieg i ogrzewa go słabo, pochłaniane jest natomiast silnie przez skały i ziemię, które silnie ogrzewa. Dlatego śnieg topnieje od słońca głównie ze spodu.). Najlepsze warunki znajdziemy, gdy na podłoże do głębi zmarznięte pada mokry śnieg a w miarę tego obniża się temperatura. Powstaje wówczas warstwa spoista o jednostajnej budowie wewnętrznej.
Zawartość wilgoci wpływa z jednej strony na płynność śniegu a z drugiej na jego ciężar właściwy. Mała zawartość wody zlepia poszczególne ziarenka i czyni śnieg spoistym, natomiast przy wielkiej ilości tworzy się ze śniegu papka płynna, niesłychanie łatwo tworząca lawinę. Wpływ wody na ciężar właściwy śniegu jest bardzo znaczny: śnieg przemoknięty waży około dziesięciu razy więcej, niż taka sama objętość świeżo spadłego suchego puchu.
Do ostatecznego wywołania lawiny potrzebna jest pewna przyczyna. Może nią być opad śniegu nadmierny, podniesienie się temperatury (n. p. przy wietrze halnym) lub czasem jej obniżenie, promieniowanie słoneczne, nacisk wiatru, urwanie się nawisu, drugiej lawiny, lub wreszcie istoty żywe, ludzie i kozice. Te lawiny, których wywołanie związane jest z podniesieniem się temperatury spadają głównie w najgorętszej porze dnia, to jest między godziną 12-tą a 3-cią, albo z nastaniem wiatru halnego; inne nie mają specyalnej pory.
Lawiny głębokie z młodego śniegu tworzą się najczęściej z początkiem zimy (w roku 1912 można je było widzieć już we wrześniu.) przy wielkich opadach. Zależnie od warunków atmosferycznych są suche, lub mniej czy więcej wilgotne. W pierwszym razie śnieg spadający zbija się w powietrze, tworząc tuman pyłu. Lawiny te spadają najczęściej w szerokich a płytkich, trawiastych lub płytowych żlebach.
Lawiny głębokie ze starego śniegu spadają z wiosną pod działaniem ciepła i słońca, również w żlebach lub na trawiastych stokach. Płynąc porywają ze sobą ziemię, skały i kosówkę, a że ciężar ich jest znaczny, więc też sprawiają wielkie zniszczenie. W Tatrach widuje się je stosunkowo rzadko.
Częste natomiast są u nas lawiny powierzchowne. Wbrew nazwie grubość ich jest bardzo nieraz znaczna a tworzyć się mogą w zimie i na wiosnę, gdy na warstwą zlodowaciałego z wierzchu śniegu - tak zwanej szreni, spadną świeże, niezrośnięte z podłożem masy. Z tego powodu lawiny te nie mają stałych miejsc i tworzyć się mogą na każdym stromym terenie, chociażby pod spodem były maliniaki i kosówka, które do powstawania lawin głębokich nie dopuszczają. Gdy zima się ustali i śnieg pokryje jednostajną warstwą nierówności terenu - naturalne hamulce lawin - gdy po odwilży chwyci mróz a na to spadną wielkie masy świeżego śniegu, wtedy rokrocznie spadają w Tatrach olbrzymie lawiny, których szczątki oglądać można jeszcze z początkiem lata. W porze tej nie trzeba się puszczać w góry, ale przeczekać, aż zjedzie w dolinę to co ma spaść, aż się uleży to, co pozostało na stoku. Czas potrzebny do tego jest bardzo różny. Przy wielkich mrozach i dwa tygodnie nie wystarczą dla stoków północnych. Inny rodzaj powierzchownych lawin grozi z wiosną, gdy spadły na szreń świeży śnieg rozmięknie pod wpływem słońca lub ciepłego wiatru.
Szczególnym a bardzo dla turysty niebezpiecznym rodzajem lawin powierzchownych są tak zwane deski i tarcze śnieżne.
Deski są to zaspy nawiane przez wiatr na stary, stwardniały śnieg w miejscach zacisznych, często na znacznej przestrzeni. Poznać je można po gipsowej barwie i konsystencyi śniegu. Spadając dzielą się na płaskie kawały o równym przełomie, stąd ich nazwa. Tarcze śnieżne tworzą się również po stronie cienia wiatru, w zagłębieniach i załomach stoków i także ze śniegu na-wianego na szreń, lecz śnieg ten jest krystaliczny, sypki (nie zbity), z wierzchu pokryty najczęściej skorupką lodu. Gdy się ją w jednem miejscu przerwie, pęka cala a zawartość wysypuje się, tworząc lawinę pyłową. Zarówno deski jak i tarcze śnieżne są to niejako miny, założone przeciw taternikowi. Powoduje on sam spadek lawiny, gdy ją przetnie śladem nart lub w inny sposób jej równowagę naruszy. Często padają ofiarą tych lawin kozice, które mają zwyczaj chodzić w kółko tym samym śladem.
Podstępnym i niebezpiecznym wrogiem są lawiny i nieraz nawet doświadczeni padają ich ofiarą. Lepiej więc być w zimie raczej za bardzo, niż za mało ostrożnym. Przedewszystkiem nie trzeba się puszczać w góry po obfitym śniegu, lecz przeczekać aż się osiędzie i stężeje. Proces ten postępuje szybciej pod koniec zimy i na stokach słonecznych, które też są z reguły bezpieczniejsze jak długo nie jest tak ciepło, że mogą powstać lawiny z mokrego śniegu. Idąc należy unikać miejsc zagrożonych. Takiemi są nie tylko same stoki, na których może powstać lawina, ale i części położone niżej, a więc stopy gór i ważkie doliny. Szczególnie niebezpieczne są strome stoki trawiaste i płytowe, płytkie żleby i kotły. Sondowanie czekanem poucza nas o grubości pokładu, jakości śniegu i podłoża, dalej o istnieniu przegradzających pokładów szreni, które jak mówiliśmy szczególnie się do tworzenia lawin przyczyniają. Kosówka zabezpiecza wprawdzie od lawin głębokich, nie uniemożliwia jednak lawin powierzchownych, owszem sprzyja ich tworzeniu się w niektórych warunkach i nie chroni oczywiście od lawin z góry spadających. Siła wielkich lawin jest często tak olbrzymia, że wyłamują lasy na głębokość kilkuset metrów a w ważkich dolinach wybiegają na stoki przeciwległe. Bezwzględnie bezpiecznym jest się tylko na dnie szerokich dolin, w głębi wysokopiennego lasu, na graniach i wybitniejszych grzędach, tudzież u stóp i na ścianach tak stromych, że śnieg się na nich nie trzyma, lub mało pochyłych a silnie w kierunku poziomym rzeźbionych. Miejsca wystawione na działanie wiatru mają zwykle cienką powłokę śniegu i są wtedy bezpieczne.
Przecinanie pola lawiny śladem nart jest najlepszym środkiem do jej wywołania; przytem narty na nogach utrudniają wyratowanie się z mas płynących, gdy wypadek nastąpi. Dlatego, jeśli nie można uniknąć przechodzenia miejsc podejrzanych, trzeba to robić bez nart, stawiając duże i silne kroki. Następni powinni wstępować dokładnie w ślady prowadzącego; tak więc stok będzie tylko przekłuty a nie przekopany, a śnieg zbity pod naciskiem stąpnięć przyczyni się do utwierdzenia warstwy górnej z podłożem. Daleko bezpieczniej jest przechodzić pole lawiny w kierunku spadku, niż w poprzek. Zjeżdżając szerokimi, podejrzanie wyglądającymi żlebami (czego czasem uniknąć nie można), nie używa się łuków, gdyż narty wywierają na zakręcie wielki nacisk na śnieg a prócz tego przychodzi w tych miejscach do zwolnienia tempa. Zjeżdża się zakosami, starając się przebyć niebezpieczny obszar możliwie szybko i lekko (foki zdjąć, nie płużyć!) a zatrzymując się tylko do obrotu na brzegach, pod osłoną skał, na grzędach etc. Upadek w takich razach może mieć zgubne następstwa.
We wszystkich wypadkach, kiedy się ma do czynienia z terenem podejrzanym, którego obejść nie można, idą uczestnicy wycieczki osobno, nie związani liną, w dużych odstępach, na końcu ten, który niesie łopatę. W razie zasypania jednego przez lawinę mają pozostali możność natychmiastowego niesienia ratunku.
Lawiny spadają z rozmaitą szybkością, suche błyskawicznie, wilgotne czasami względnie powoli. W pierwszej chwili jednak jest ruch zawsze stosunkowo powolny tak, że nieświadomemu niebezpieczeństwa może się wydać czemś zupełnie niewinnem. Jeśli turysta spostrzeże obsuwanie się śniegu, płynięcie, lub usłyszy charakterystyczny huk powstającej lawiny, to niechże nie czeka, aż pęd jej narośnie do potwornych rozmiarów. Mając narty na nogach trzeba w mgnieniu oka, w jak największym pędzie starać się zjechać w bok z drogi lawiny. Czasami udaje się to. Nawet gdy się już płynie z lawiną, można za pomocą ruchów ciała, naśladujących pływanie, starać się wydostać poza jej obręb lub przynajmniej utrzymać na powierzchni śniegu, Narty na nogach są w takiej chwili najgorszem nieszczęściem, niestety na zerwanie ich niema najczęściej czasu. Niektórzy polecają dlatego luźne przypinanie uprzęży w miejscach podejrzanych, Z lawin powierzchownych, niezbyt wielkich, można się uratować przez utwierdzenie czekana lub kija w spodniej, nieruchomej warstwie śniegu. Pozostaje się przez to w tyle, za spadającemi masami.
Gdy się mimo wszystko spadło z lawiną, to szansę uratowania się zależą w znacznej mierze od konfiguracyi terenu, na którym ta spoczęła. Jeśli jest on słabo pochyły w tę samą stronę co stok, na którym lawina powstała, lub poziomy i obszerny, to śnieg rozlewa się płytko na dużej przestrzeni, można się więc łatwo znaleźć na powierzchni lub blizko niej. Natomiast gdy lawina napotka osiadając przeszkodę w postaci przeciwległego stoku, moreny etc., to piętrzy się, grzebiąc ofiarą głęboko. Zasypani mogą czasami kilka lub nawet kilkadziesiąt godzin utrzymać się przy życiu, chociaż wydobycie się o własnej sile z lawiny możliwe jest tylko wtedy, gdy się leży blizko powierzchni i to nie zawsze. Dlatego pierwszą rzeczą, o której ocaleni uczestnicy myśleć powinni, jest natychmiastowy ratunek. W tym celu sonduje się najpierw złoże lawiny z pomocą czekanów lub kija w szachownicę w odstępach około 1/2 metrowych, w celu odnalezienia zagrzebanych. Poszukiwanie to jest bardzo ułatwione, jeśli byli oni zaopatrzeni w sznurki lawinowe. Jest to silny sznur, około 20 metrowej długości, zabarwiony trwale na czerwono, który wlecze w miejscach niebezpiecznych każdy z uczestników za sobą, przywiązawszy go jednym końcem u pasa. Dopiero jeśli dokładne zbadanie lawiny nie dało rezultatu, należy się udać w dolinę o pomoc. W razie, gdy ocalonych jest kilku, to jednego tylko posyła się z wiadomością a pozostali prowadzą dalej poszukiwania, wiercąc głębsze i obszerniejsze otwory. Do wydobywania śniegu mogą służyć także narty i czekany. Praca nie jest łatwa, gdyż złoże lawiny jest zwykle bardzo twarde. Odkopanych ratuje się nacieraniem i sztucznem oddechaniem, podobnie jak zmarzniętych.
Zawisy albo nawisy są to wystające okapy śnieżne, które wiatr tworzy na graniach (czasami także w innych miejscach). Zwieszają się one zawsze w stronę przeciwna, niż kierunek wiatru, w Tatrach przeważnie na wschodnią lub północną a wybitnie występują szczególnie tam, gdzie zwrócony do wiatru stok jest mniej stromy. Płaski grzbiet nawisu wydaje się niedoświadczonemu wygodną drogą; gdy się nań wstąpi - pęka i powoduje upadek, często całej partyi. Szerokość nawisów w Tatrach rzadko przekracza kilka metrów, a przy falistej budowie grani można ją dokładnie ocenić i trzymać się w razie potrzeby w dostatecznej odległości od brzegu nawisu. Tembardziej trzeba się mieć na ostrożności we mgle! Skuteczną ochroną przed następstwami załamania się nawisu jest uwiązanie się uczestników na linie w 8 - 10 metrowych odstępach. Jednem z poważniejszych niebezpieczeństw i przeszkodą często nie do zwalczenia jest zimny wicher.
szaleje on czasami na szczytach przy pięknej pogodzie, mimo że w dolinie panuje cisza. Poznaje się z dołu jego obecność tylko po tumanach pyłu śnieżnego nad graniami, które zdała robią wrażenie zamglonych. Ochronę stanowić może nieprzewiewne ubranie, ale tylko do pewnego stopnia. W połączeniu z nizką temperaturą sprowadza bowiem wicher bardzo łatwo odmrożenie twarzy, uszu i nosa a także palców u rak i nóg, mimo najlepszego ubrania. Dobrym środkiem zapobiegawczym jest natłuszczenie skóry. Ciasne buty lub silnie ściągnięte raki i rzemienie uprzęży, dalej mokre skarpetki, sprzyjają odmrożeniu palców u nóg; mokre rękawice odmrożeniu rak. Na twarzy poznać odmrożenie po zbieleniu dotyczącego miejsca, towarzysze powinni więc zwracać na to nawzajem uwagę. W innych miejscach może dostrzedz niebezpieczeństwo tylko sam pacyent po braku czucia i trzeba się pod tym względem kontrolować. Odmrożone miejsce naciera się natychmiast śniegiem, póki nie wróci czucie, wyciera na sucho i smaruje tłuszczem lub lepiej ichtyolem, chroni opatrunkiem z waty, a po dojściu do schroniska pociąga maścią kamforową. Krótkotrwałe powierzchowne odmrożenie nie pociąga za sobą złych następstw, choć ma przez czas dłuższy skłonność do powtarzania się, natomiast głęboko sięgające, długo-trwałe odmrożenie powoduje konieczność amputacyi i często zdarza się, że turyści zaskoczeni przez burzę lub noc, przypłacają to utratą członków.
Zdarzyć się mogą również w takich okolicznościach wypadki zamrożenia (zmarznięcia) u turystów, którzy skutkiem wyczerpania zapadli w sen, zwłaszcza gdy nie byli osłonięci śniegiem, który jako zły przewodnik utrudnia do pewnego stopnia stygnięcie ciała. Przy ratowaniu zamrożonych trzeba pamiętać, że nie wolno ich wnosić do ogrzanej przestrzeni nagle. Obnażonych z ubrania (trzeba przy tem postępować bardzo ostrożnie, gdyż członki zmarzniętych są sztywne i kruche.) rozciera się w zimnej izbie śniegiem tak długo, dopóki ciało nie odzyska gibkości. Skoro to nastąpi, stosuje się sztuczne oddechanie i masaż serca. Dopiero gdy zjawią się samoistne oddechy, należy chorego okryć zimne mi prześcieradłami i kocami i nacierać, podnosząc przytem zwolna ciepłotę izby. Równocześnie trzeba zastosować środki pobudzające akcyę serca.
Do typowych niebezpieczeństw zimowych należy jeszcze zadymka śnieżna czyli kurniawa, utrudniająca posuwanie się i oryentacyę w wysokiej mierze.
Wogóle jest się w zimie z natury rzeczy bardziej narażonym na zaskoczenie przez noc a z drugiej strony biwak przymusowy w tej porze jest już zawsze rzeczą poważną i musi być bardzo umiejętnie urządzony, jeśli ma minąć bez złych następstw. Najlepiej wybrać w śniegu dół tej wielkości, by właśnie wszystkich pomieścił, z dachem naturalnym, utworzonym przez przewieszoną skałę, lub też zrobionym z batystu rozpiętego na nartach, czekanach etc. i przysypanego z brzegu śniegiem. Dno i ubite ze śniegu ławeczki do siedzenia, wykłada się nartami, uprzężą na dół. Każdy powinien się ubrać, zaopatrzyć jak najlepiej i zwalczać senność, Jeśli się ma kieszonkowe budziki, dobrze jest nastawiać je, aby dzwoniły co pewien czas.
Wycieczki zimowe wymagają o wiele większego zasobu sił i wytrwałości, niż letnie. Często wypadnie brnąć w kopnym śniegu a ciężar worka jest z reguły bardzo znaczny. W wyższym również stopniu potrzeba zdo1ności oryentacyjnych, gdyż odszukanie kierunku drogi pod śniegiem jest trudne a następstwa zbłądzenia wielekroć niebezpieczniejsze, niż w lecie. W ogólności można powiedzieć, że każdy choćby drobny - wypadek pociąga za sobą wobec utrudnionych warunków poważne skutki. Wymaga więc taternictwo zimowe także większego doświadczenia i większej ostrożności. Z tych samych powodów liczba uczestników powinna być większa, zwłaszcza że nie należy się obawiać strącania kamieni. Trzech uczestników uważałbym tu za dolną granicę a czterech wydaje mi się najodpowiedniejszym składem. Trudności i niebezpieczeństwa wycieczek zimowych zależne są w najwyższym stopniu od pogody i warunków śnieżnych. Dlatego, układając przed wyruszeniem plan wyprawy, trzeba być zawsze przygotowanym na to, że może nic z całego programu nie da się wykonać albo znowu - gdy szczęście dopisze - daleko więcej, niż się przypuszczało. Pewna elastyczność zamiarów i postanowień jest więc konieczna w wyższym jeszcze stopniu, niż w lecie. Wycieczki okrężne są w zimowej porze naogół jeszcze cięższe. Składa się na to konieczność noszenia dużych worków, przeciągania nart przez trudniejsze miejsca na linach i inne niedogodności. Stosunki schroniskowe w Tatrach można dziś nazwać idealnymi w porównaniu z niedaleką jeszcze przeszłością. Wszystkie lepsze schroniska bywają zaopatrywane na zimę w opał i koce a klucze od nich można wypożyczać u zarządów odnośnych towarzystw, względnie u dzierżawców.
Wyruszać na wycieczkę trzeba zawsze bardzo wcześnie, by wyzyskać krótki dzień zimowy; często nawet korzysta się z usług księżyca, dobrze jest więc i z praktycznych powodów i ze względu na niezwykły czar krajobrazu zimowego przy oświetleniu księżycowem - obrać do wycieczki czas pełni.
Drogę w dolinie odbywa się zwykle na nartach, ale tylko o tyle, o ile użycie ich nie powoduje niebezpieczeństwa i połączone jest z realnemi korzyściami, jako to zaoszczędzeniem sił i czasu. Uważam naprzykład, że przechodzenie stromych, eksponowanych stoków, pokrytych szrenią, nie powinno się odbywać na nartach w żadnym razie. Dłuższe zacinanie nart wyczerpuje ogromnie siły, a w razie obsunięcia się nóg popada się w sytuacyę niebezpieczną. Wybrnąć z niej można nieraz jedynie przy pomocy towarzyszy, którzy swymi czekanami muszą podeprzeć zesuwające się narty. Z tego powodu obsunięcie się na nartach jest wypadkiem daleko groźniejszym, niż zwykłe pośliznięcie się na śniegu. Również przy zjeździe w terenie stromym a eksponowanym, kryje się w użyciu nart niebezpieczeństwo, mianowicie wtedy, gdy wskutek nierównomiernego śniegu, wydmuchów, załamującej się skorupy etc. trudno jest uniknąć upadku. We wszystkich tych razach trzeba jechać bardzo powoli i ostrożnie, aby nie dopuścić do upadku cięższego, połączonego z utratą kija, albo zgoła z obsunięciem się w przepaść lub uderzeniem o skały. Wogóle przy zjeździe w terenie wysokogórskim trzeba kłaść główny nacisk na pewność jazdy a nie na jej szybkość lub styl.
Zarówno przy wchodzeniu, jak tem bardziej w zjeździe, nie trzeba się, oglądać na drogę letnią, lecz kierować przedewszyslkiem względem na bezpieczeństwo od lawin i na uzyskanie możliwie krótkiego i wygodnego dostępu - a w powrotnej drodze dobrego zjazdu. Zresztą zakłada się ślad wedle reguł narciarstwa. Doszedłszy pod skały, zostawia się narty wbite w śnieg, jeśli powrót wypada tą samą drogą. W przeciwnym razie trzeba je nieść lub ciągnąć za sobą. W tym ostatnim wypadku wiąże się je na linie lub mocnym sznurku nie tylko za szczyty, lecz dla bezpieczeństwa i za uprzęże, spięte razem. Drugi koniec sznura przyczepia się u pasa. W bardziej stromych miejscach trzeba narty przeciągać na linie, podobnie jak worki w lecie. Często powyżej miejsca, na którem się narty zostawiło, napotyka się głęboki, sypki śnieg, w którym kopać się trzeba po pas i głębiej. Jest to praca straszliwie wyczerpująca, głównie dla pierwszego, którego towarzysze powinni luzować.
Jedną z trudności zimowych, nieznanych w lecie, są strome zmarznięte trawy, pokryte niedającą oparcia warstwą sypkiego śniegu i takież zlodowaciałe dna rynien, żlebków etc. Chcąc bić stopnie musi się wpierw odmieść luźny śnieg, co wiele czasu wymaga. Natomiast miejsca pokryte przymarzniętym do podstawy, tęgim śniegiem dadzą się stosunkowo łatwo przejść - nawet przy znacznej stromości. W razie potrzeby wybija się i dla ramion głębokie otwory.
Na trudności partyi czysto skalnych wpływa zima bardzo rozmaicie. Miejsca o grubej rzeźbie jako to żleby, wielkie stopnie, mogą się nawet stać łatwiejsze; na ogół jednak śnieg i lód - jak o tem już mówiliśmy - zwiększają techniczne trudności a z drugiej strony mróz utrudnia wspinanie się i manipulacye z liną. Z tego powodu zima nie jest odpowiednią, porą do robienia bardzo trudnych wspinaczek. Wprawdzie czasami natrafia się na skały suche i cieple - zwłaszcza na graniach tak, że nawet można użyć trzewiczków, ale w tym wypadku znowu wycieczka traci zimowy charakter.
Styl wypraw zimowych leży w pokonywaniu trudności innego rodzaju. Jedną z największych jest wyszukanie drogi, która ze szlakiem letnim zgadza się zwykle tylko co do ogólnego kierunku, kształtując się w szczegó-łach odpowiednio do warunków śniegowych. Że te są zmienne, wiać każda niemal wycieczka zimowa jest czemś nowem i to stanowi wielki urok zimowego taternictwa.
Z drugiej strony, wskutek zmienności warunków i licznych niebezpieczeństw objektywnych, ocena trudności wycieczek nie da się przeprowadzić nawet w przybliżeniu tak, jak w lecie, dzięki czemu problemy zimowe nie przedstawiają podatnego gruntu do rozwoju niesympatycznych form współzawodnictwa.