Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             


Biblioteka górska


Mariusz Zaruski

Na bezdrożach tarzańskich




Wycieczka na Turbacz

Z kolejowego dworca w Nowym Targu w kilkoro sanek ruszyliśmy dnia 18 stycznia 1914 r. w stronę miasteczka. Było nas z Zakopanego 25 osób - przeważnie członkowie Sekcji Narciarskiej Towarzystwa Tatrzańskiego. Sanki skakały po wybojach twardej drogi, sunęły "w zatoki" to w tę, to w ową stronę, nie wpływało to jednak ujemnie na animusze uczestników i uczestniczek, którzy w dość hałaśliwy sposób manifestowali swą radość z powodu oczekiwanych rozkoszy narciarskiej wycieczki.
Zadudnił most na Dunajcu i kawalkata wsunęła się niebawem na rynek urzędowej stolicy Podhala, budząc na wpół jeszcze uśpionych mieszkańców miasteczka ze snu świątecznego, była to bowiem niedziela.
Minęliśmy rynek i zatrzymaliśmy się przy domu, zwanym willą ,,Amerykanką?, zbudowanym istotnie w stylu cokolwiek amerykańskim: tam był punkt zborny.
Sanki za sankami jęły podjeżdżać. Okrzyki, powitania... Po chwili liczba uczestników wzrosła do 30 osób. Przewodnictwo obejmuje dr Zygmunt Wasiewicz, zasłużony krzewiciel narciarstwa i ćwiczeń fizycznych w Nowym Targu. Zarzuciwszy narty na ramiona, ruszamy.
Z Kowańca skręcamy zaraz na lewo, ku osiedlu Oleksówki, dążąc na grzbiet zachodniego ramienia Turbacza, zwanego Bukowiną. Dzień szary, mroźny i cichy. Dalekie lasy, którymi całe Gorce pokryte, gubią się w powodzi mgieł siwych, ciągnących przez rozłożyste garby ku Tatrom. Wielka pustka roztoczyła swe skrzydła ponad lasami, nad drożynami, Bóg wie skąd i dokąd dążącymi, nad polanami w głębi boru zapomnianymi, nad całą tą podchmurną krainą, dziś - zda się - taką samą jak za króla Chrobrego.
Drożyna się gubi, przypinamy więc narty i lasem do góry wciąż na północ dążymy; przedzieramy się przez młody las pogrążony w śniegu i wstępujemy na grzbiet Bukowiny. Stąd rzut oka w głąb Doliny Lepietnicy; skręcamy na wschód.
"Gdzie Turbacz? Gdzie Turbacz?" - słychać pytania. Nie widać - tam przed nami, w chmurze. Zasępił się Turbacz, zadumał, czapkę z chmur na łeb sobie nasunął. Daleka jeszcze droga.
Odpocząwszy chwilę, w przyśpieszonym tempie idziemy. Po dwóch blisko godzinach ukazały się przed nami stoki Turbacza. Jak słupy na popielisku, sterczą na nich smreki przez pół złamane, okrzesane z gałęzi bardzo starannie, snąć tutaj wichry mocarne gazdują, te same co w Tatrach zwały chmur poprzez wierchy dźwigają, drogę im przez bory tatrzańskie złomiskami drzew znacząc.
Mroźnym wiatrem wionął Turbacz na nas; im wyżej, tym silniej duje, tym silniej siecze igiełkami śnieżnymi. Głębokie bruzdy wyorane tu w śniegu. Stromo teraz wznosimy się na sam czub góry. Po kilkunastu zakosach stajemy na szczycie.
Niełaskaw na nas był Turbacz. Kiedy humor ma lepszy i jaśniej na świat boży poziera, przed oczyma wędrowca roztacza ze swego wierzchołka jeden z najpiękniejszych widoków na Tatry: Łomnica, Lodowy, Wysoka, Giewont... na skraju hen Osobita - jak na dłoni
cały ten świat wierchów i turni przed tobą. Dziś chmury - "górne mgły" - otuliły i Gorce i Tatry. Zimno, mróz, wietrzyk ciągnie od wschodu.
Zjeżdżamy wnet na Halę Turbacza, gdzie w szałasie znajdujemy liczną drużynę narciarzy - blisko 30 osób. To młodzież gimnazjalna z Nowego Targu, która wyszła wcześniej pod kierunkiem jednego z najlepszych nowotarskich narciarzy, p. J. Głodka, i akademicy (z Akademickiego Związku Sportowego) z Krakowa pod wodzą p. W. Majewskiego. Po bardzo krótkim wypoczynku ruszyliśmy w drogę powrotną - na szczyt Turbacza i na dół.
Zostawiwszy grzbiet Bukowiny na prawo, jedziemy przez Halę Waksmundzką wprost na południe. Śnieg pod nartami nie pozostawia nic do życzenia: miękki, suchy, w miarę puszysty bez szmeru rozstępuje się przed nartami, fontannami na zakrętach tryska do góry, obsypując narciarza kurniawą białych kryształków. Rozkoszujemy się jazdą w całej pełni. Blisko 8 km prawie nieprzerwanej jazdy do przedmieść Nowego Targu - to rzecz w narciarskich stosunkach niecodzienna, świadcząca o świetnych terenach Turbacza i Gorców. o zmroku byliśmy w Nowym Targu.
Wycieczka ta, która z inicjatywy nowo powstałego Odddziału "Gorce" Towarzystwa Tatrzańskiego zgromadziła na szczycie Turbacza 60 narciarzy, pozostawiła w pamięci uczestników najlepsze, niezatarte niczym wrażenia, pod względem zaś liczby biorących w niej udział przewyższała wszystkie inne, jakie kiedykolwiek na ziemiach polskich organizowano.