Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             


Biblioteka górska


Mariusz Zaruski

Na bezdrożach tarzańskich




Tatry jako pustynia

Czas przyszedł - poznałem Tatry. Góry wysokie i piękne. Ze stoków Gubałówki patrzyłem na grań ich szczerbatą, od czasu do czasu bielejącą śniegiem - ale nie śpieszyłem rączo do wnętrza ich zajrzeć: tyle gór już wszelakich widziałem... Oto wynurza się z fal morskich Sierra Nevada, czarny Taurus drogę okrętowi zagrodził, a oto znowu stożkowata Kompira-Jama na zielonej wyspie Kiu-Siu... Synaj... Olimp... Nordkap...
Poszedłem jednak w Tatry i przekonałem się, iż trwałem w głębokim błędzie.
Stały się one dla mnie objawieniem, deską ratunku dla dręczonej zwątpieniami duszy.
Ukazało się oczom zamczysko skalne, ogromne, strzeliste, o strukturze tak prostej, jak proste są rzeczy wiecznego piękna, jak ocean, nad którego brzegami żyją bohaterzy o spojrzeniu dziecka.
Przekonałem się, że gdyby w pustkowiach tych lud jaki mieszkał, to mowa jego mogłaby być podobną do owej ewangelicznej: tak-tak, nie-nie, a życie jego mocne by było, jak śmierć...
Niezwyciężone, jak śmierć.
Istotnie.
Od ławic kaszubskich po Huculszczyzne nie ma na polskiej ziemi zakątka, gdzie człowiek mógłby odpocząć, oderwać się od szarzyzny codziennego życia bez zastrzeżeń i pamięci o tresurze, wlokącej się za nim na podobieństwo upiora. Jedynie Tatry stanowią teren, na nic nikomu nieprzydatny, bezużyteczny, i właśnie dlatego mający znaczenie moralne.
Tatry - to pustynia, Pustynia skalna - dzika, groźna i niebezpieczna. Człowiek, znajdujący się w jej głębi, nie może pamiętać o całym kompleksie rzeczy przemijających - najpierw dlatego, że na nic one mu tam niepotrzebne, a po wtóre dlatego, że na pustyni musi się czuwać. Więc czuwa.
Brata się z kamieniami, które, jak dziś ręki jego dotykają, przed setkami tysięcy lat dotykały lodowcowych masywów, z fatalistyczną siłą posuwających się na dół; słucha tych samych melodii, które przygrywały jaskiniowemu człowiekowi; przestępuje przez powalone burzą smreki, po których niedźwiedź wczoraj jeszcze stąpał - zostawił sierść na gałęziach; nurza głowę w tych samych przestworzach, po których szybują orły rozmachem swych skrzydeł królewskich. Wchodzi w zażyłość z nieskalaną niczym, najpierwotniejszą przyrodą, będącą na pograniczu rzeczy transcendentalnych. Wszak prorocy wszystkich ludów i wieków szli na pustynię, ażeby istotę bytu tam zgłębić, przede wszystkim zaś samego siebie odnaleźć. w trudach życia ascetycznego trwając, W obliczu wieczności dochodzili do stanu "buddha", czyli wszechwiedzy, i wracali do ludzi z dziesięciorgiem swoich przykazań. W pustyniach olbrzymiały ich dusze, a myśl wznosiła się do jasnowidzenia.
Lecz nie z tego tylko stanowiska mają Tatry dla nas znaczenie społeczne: nie mam na myśli proroków w sensie biblijnym, jakkolwiek nie może wątpliwości ulegać, iż styl prawdziwy, jak prawdziwe piękno, trwa wieki i z pokolenia w pokolenie wyciska na ludziach swe piętno.
A pustynia ma swój styl - styl wielki - żywiołów rylcem żłobiony.
Jest inny jeszcze czynnik ogromnego znaczenia w zakresie społecznej pedagogiki. Czynnikiem tym - niebezpieczeństwo, bezpośrednio życiu grożące.
W Tatrach jest ono.
Proszę zapytać tych, którzy, znajdując się na dnie stromego żlebu o krzesanych ścianach, słyszeli w górze łomot głazów, huraganem na nich lecących, jak błyskawicznie musieli w załomach skał szukać schronienia od śmierci; tych, którzy patrzyli na druzgocący wszystko pęd lawin śnieżnych, na obłędną szarość jesiennych mgieł górskich, na niebieskawą głębię przepaści, ziejącej pod nimi, gdy ręka ich zaczynała drżeć z nadmiernego wysiłku - a wątpliwości wasze, jeżeli są, to się rozwieją.
Z tego względu są Tatry dla nas, Polanów, na łagodnych wzgórkach i polach siedzących, skarbem nieocenionym.
Rozważmy rzecz bliżej.
Człowiek współczesny, żyjący w warunkach dość wysoko rozwiniętego społecznego ustroju, zna szlaki przeważnie utarte. Wie od dzieciństwa, że musi pracować; potem życie naocznie mu te prawdy wykaże. Tak obracając się w powszedniości kieracie, najczęściej nie wie, albo świadomość zatraca, że walczy o byt swój, że niebezpieczeństwu podlega. Gdzie zaś nie ma świadomości czynu, tam mowy być nie może o jego wychowawczym znaczeniu. Katastrofy, jakie się z jednostkami zdarzają, giną w morzu spraw najzwyklejszych, czasem wesołych, czasami smutnych - lub kłopotliwych, ponad którymi w ostatecznej konsekwencji unosi się: "w imieniu prawa" policjanta. Człowiek przeciętny widzi śmierć dopiero w chwili swego zgonu, poznaje mistrzynię życia za późno.
Nie jest paradoksem, co twierdzę. Wstrząs, jakiemu człowiek wobec niebezpieczeństwa prawdziwego, a chociażby urojonego, podlega, ogromny wysiłek intelektu i woli, wyciska stygmatyczne piętno na całym jego ustroju duchowym. Jedno mgnienie może go więcej nauczyć, niż lata żmudnych dociekań książkowych - sprawy ludzkie znajdą właściwą ocenę. a wola? Wola stalowy hart otrzymuje - rzadko kiedy w gruz się rozkruszy.
Niebezpieczeństwo, grożące życiu, budzi instynktowny opór, powoduje walkę, a ta jest niczym innym, jak ćwiczeniem, doprowadzonym do granic doskonałości w odniesieniu, naturalnie, do sił danej jednostki.
Czym jest ćwiczenie? Powtarzaniem pewnej czynności bez względu na to, czy jest ono celowe, czy bezcelowe, bo można z musu ćwiczenia odbywać.
Czy nie ono jednak jest tym czynnikiem, który stanowi o rozwoju jednostki i społeczeństw całych? Zarówno w przyrodzie, jak w świecie stosunków duchowych człowieka, liczne tego widzimy przykłady.
Jest to pewnikiem.
Ćwiczenia powodują rozwój, brak ich - zastój i zanik ostateczny. Zarówno w zakresie filozoficznych spekulacji, jak życia praktycznego i stosunków fizycznych, aksjomat ten potwierdza się nieustannie: szkoła, uczelnie wyższe, musztry wojskowe, sale gimnastyczne, areny cyrkowe i wszelkie boiska dowodzą, że tylko ćwiczeniem człowiek wznosi się wyżej. Nigdy zaś ćwiczenie, jak rzekłem, nie dochodzi do takiego stopnia intensywności, jak wówczas, gdy człowiek staje wobec problematu: być, albo nie być - rozumianego zupełnie dosłownie.
Wycieczki górskie, obcowanie z górami, których najwyższym wyrazem jest dobrze pojęte taternictwo, stawiają człowieka bardzo często w obliczu prawdziwego niebezpieczeństwa, jakkolwiek, przyznać trzeba, częściej jeszcze w obliczu urojonego. Istoty rzeczy wszakże to nie zmienia, albowiem z punktu widzenia pedagogicznego obojętne jest, czy przyczyna przedmiotowo istniała: decydujący jest tu proces psychiczny.
Jeżeli ktoś, np. stanąwszy u podnóża żlebu Warzęchy, wiodącego na Giewont, oświadcza kategorycznie, że "na tę ścianę nie pójdzie", i dopiero widok spokojnie pasących się tam krów przekonywa go o względności pojęcia: "ściana" - to przyznać trzeba, że jego przeżycia duchowe należały do tej samej kategorii, co przeżycia taternika, patrzącego na niebezpieczeństwo istotne. Efekt, że się tak wyrażę, wychowawczy będzie ten sam.
Istotą taternictwa jest walka. Walka z przeciwne solami i niebezpieczeństwami świata tatrzańskiego; w konkluzji ostatecznej - walka z samym sobą. i z tego też powodu nie jest ono sportem.
Albowiem treścią sportu każdego jest wyścig, zdobycie rekordu, zwyciężenie innego człowieka. Tu zaś idzie o zdobycie turni i zwyciężenie siebie samego.
Nawiasem, z przykrością zauważę, że w ostatnich latach wprowadzono do taternictwa pierwiastek sportowy, a z Tatr uczyniono do pewnego stopnia boisko sportowe. Są to jednak naleciałości przemijające: myśl zdrowa te chwasty wypleni.
Szeroka, zwyczajna turystyka zawiera w sobie pierwiastki taternictwa.
I tu jesteśmy już bliscy odpowiedzi na zagadnienia tatrzańskiej ideologii.
Przez Tatry rokrocznie przechodzą rzesze całe turystów i taterników wszelkiego autoramentu.
Wszyscy oni pokonywają tam trudy, niewygody i niebezpieczeństwa, wielu z nich odbędzie walkę na śmierć i życie; z walki tej wyjdą o włos lepsi i mocniejsi niż byli, a społeczeństwo otrzyma kroplę krwi zdrowej, utlenionej powietrzem tatrzańskim.