Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             


Biblioteka górska


Mariusz Zaruski

Na bezdrożach tarzańskich




Mieczysław Karłowicz

Z gór poszła w świat wieść hiobowa: Mieczysław Karłowicz nie żyje. Zginął porwany śnieżną lawiną dnia 8 lutego br. pod turniami Małego Kościelca. Szeroką falą rozeszła się wieść ta po Polsce całej, powtarzana przez pisma różnych odcieni, bez względu na ich wyznania estetyczne i polityczne, co świadczy nie tyle o popularności zmarłego - bo popularnym Karłowicz tak ze względu na poziom swoich utworów, jak i rodzaj muzyki, nigdy nie był - ile o zrozumieniu przez szeroki ogół, że zaszła strata niepowetowana: nie stało człowieka o czystym charakterze, jasnym umyśle i niepospolitych zdolnościach muzycznych - nie stało ducha twórczego, jednego z tych, które przyszłość kują i urabiają na modły swych ideałów.
A duchy twórcze i silne charaktery - to skarb nieoceniony społeczeństw: z niczego własną swoją treścią powstają, lecz promienieją niedługo i rzadko.
Dlatego tym większa jest strata, tym cios boleśniejszy.
W krótkości tylko podam szczegóły biograficzne o śp. Karłowiczu - znane wszystkim zresztą dzisiaj już dość dokładnie.
Urodził się w Wiszniewie na Litwie w r. 1875 z ojca Jana, znakomitego językoznawcy, i matki Ireny z Sulistrowskich. Studia muzyczne odbywał kolejno w Heidelbergu, Pradze czeskiej, Dreźnie, Warszawie i Berlinie, gdzie ukończył na uniwersytecie kurs historii muzyki i filozofii. Wcześnie porzuciwszy myśl o zawodzie muzyka-wirtuoza, oddał się teorii i kompozycji, w zakresie której pozostawił po sobie dzieła niepospolitej wartości. "Pieśniami" zaczęła się twórczość muzyczna śp. Karłowicza, "Smutna opowieść" była jego pieśnią łabędzią. W pracy tej potężniał duch jego, zdobywając coraz wyższe poziomy, coraz lepsze szlaki dla uzewnętrznienia swej jaźni.
Lecz oprócz świata dźwięków, w które zasłuchany szedł przez życie ku przedwczesnej mogile, był świat inny, porywający swym czarem całą treść jego duszy: tym światem były Tatry. Potężne, wielkie, nieubłagane jak śmierć sama, trzymały w niewoli duszę jego od lat najmłodszych. W rozgwarze miast wielkich, na koncertowych estradach tęsknił Karłowicz do turni z granitu krzesanych, do szumu lasów smrekowych, do hal i potoków tatrzańskich. Zmarły należał do nielicznej rzeszy taterników, dla których Tatry były czymś większym niż "góry", a taternictwo czymś podnioślejszym od "sportu". Ubogi język ludzki nie ma słowa na określenie pojęcia właściwego i taternictwo, alpejską turystykę profanuje się stale przez porównanie ich z wszelkiego rodzaju sportami, taternicy zaś do dziś dnia są sportsmenami.
Karłowicz był taternikiem - jednym z najlepszych i najszczerszych - ale nigdy nie był sportsmenem. Dla niego Tatry były świątynią, konfesjonałem, księgą odwieczną prabytu, miłością i natchnieniem, ale nigdy areną cyrkową... Był jednym z najbardziej zdecydowanych przedstawicieli idealizmu w turystyce górskiej i zawsze słowem i piórem bronił czystości tego kierunku.
W szeregu artykułów drukowanych w "Przeglądzie Zakopiańskim", "Słowie Polskim" i w "Taterniku", artykułów o wysokiej literackiej wartości, pozostawił Karłowicz wspomnienia z wycieczek w ukochane swe Tatry, kilka zaś albumów zdjęć fotograficznych, z widoków tatrzańskich - prawdziwe arcydzieła tej sztuki - stanowią estetyczną jego spuściznę.
W celu uzupełnienia swych zbiorów fotograficznych wybrał się śp. Karłowicz na wycieczkę do Czarnego Stawu Gąsienicowego, z której już nie powrócił.
Cześć jego drogiej pamięci!