Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             


Biblioteka górska


Mariusz Zaruski

Na bezdrożach tarzańskich




Pierwsze przejście zimowe przez Tatry

Odbyło się ono na nartach. a było to dawno, nawet bardzo dawno, bo prawie 20 lat temu, w r. 1906, w styczniu.
Proszę przenieść się myślą w owe do pewnego stopnia legendarne czasy, kiedy Tatry w zimie były istotnie "białą do pisania kartą", a znajomość trudów i niebezpieczeństw wycieczek zimowych zaledwie zaczęła wyzwalać się z powijaków. Próby wycieczkowania na nartach były już i przedtem, ograniczały się jednak do terenów bliższych Zakopanego i wycieczek jednodniowych.
Załączona fotografia przedstawia jednego z uczestników na daleką stosunkowo metę zakrojonej wycieczki - wycieczki sześciodniowej okrężnej z Zakopanego przez Halę Tomanową (nocleg w szałasie), Przełęcz Tomanową, Dolinę Cichą, Podbańską (nocleg), Wychodną, Hradek, Kralowany (nocleg), Zamki Orawskie, Podbiel, Habówkę (nocleg), wejście na szczyt Osobitej (nocleg w leśniczówce), powrót przez Dolinę Błotną i Cichą do Zakopanego. Uczestnikami jej byli: S. Getter, K. Młodzianowski i niżej podpisany.
Proszę zwrócić uwagę na sprzęt turystyczny, starannie - jak na te czasy - dobrany i pomyślany: plecak, rękawice wełniane, kapce zakopiańskie, linka "na wszelki wypadek" (istotnie przydała się ona nam przy zejściu z olbrzymiego nawisu na Przełęczy Tomanowej).
Najciekawsze są narty zagięte stromo do góry? jako więźbę posiadały zagiętą owalnie trzcinę, której końce przytwierdzone były do nart. Trzciny te z tyłu przymocowane były rzemieniami do nogi na wysokości kostek; końce stóp również obejmowały rzemienie. w ręku kij mocny z drzewa dereniowego.
Umiejętność jazdy ograniczała się wówczas do stosowania hamowania jedną nartą (jazda oporna), zatrzymywania się za pomocą zatoczenia krótkiego łuku (skręt) i zmiany kierunku za pomocą wielkiego łuku.
Tak uzbrojeni w dobre chęci, najlepszy sprzęt turystyczny i wiedzę, dźwigając olbrzymie wory na plecach, przebyliśmy szczęśliwie wszystkie Scylle i Charybdy i dnia 24 stycznia stanęliśmy z powrotem w progach domowych w zupełnie "dobrej formie", jak teraz się mówi.
Brak czasu nie pozwala mi na podanie szczegółów dość nawet ciekawych tej narciarskiej Odysei. Uwagę tylko przyrodników zwrócę na jeden drobny fakt, którego nie umiem sobie wytłumaczyć: na samym środku Tomanowej Przełęczy znaleźliśmy zamarznięte na śniegu (śniegi wówczas były ogromne) maleńkie stworzenie wielkości myszy, czarne, z długim ryjkiem podobnym do pyska tapira. Skąd ono się tam wzięło? Jak i po co wydostało się przez wielkie zaspy, żeby zginąć na przełęczy?
Na Osobitą weszliśmy przed zachodem słońca (zawziętość turystyczna popchnęła nas do tego ze względu na późną godzinę nierozważnego kroku), a gdyśmy po ciemku wracać zaczęli, powstała śnieżna zadymka. Poczciwy leśniczy wysłał nam na spotkanie swego syna z potężnym rogiem, na którym ten młodzieniec wygrywał melodie przypominające dźwięki trąb jerychońskich. Kierując się dźwiękami trąby trafiliśmy do leśniczówki, a na drugi dzień stanęliśmy w Zakopanem

(uwaga do artykułu musi być zdjęcie)