Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             


Biblioteka górska


Mariusz Zaruski

Na bezdrożach tarzańskich




Zginął bez wieści

Ernest Weiss, profesor gimnazjum z Huty Królewskie], zginął na Rysach w czerwcu 1909 r.

Szereg wypraw zorganizowanego już Pogotowia otwiera wyprawa po Weissa.
Zima jeszcze w górach. Stoki pokryte grubym, zlodowaciałym śniegiem, żlebiska, zawalone nim od dołu do góry, wyglądają jak apokaliptyczne węże, spełzające ze szczytów w doliny. Na krawędziach tylko odtajały, lśnią łuskami zabłoconych swych boków, ziejących chłodem i mrokiem czeluści. w głębi ich słychać huk podziemny, podobny do odgłosów daleko przewalającej się burzy: to wiosna puściła na nich ze szczytów potoki śmiercionośnej wody, które wżerają się w nieruchawe cielska i toczą ich wnętrze uparcie, zawzięcie. Tam w głębi wre walka na śmierć i życie. Wiją się węże w przedśmiertnej boleści, syczą kroplami ściekającej wody, grzmią siklawami potoków...
Ostrożnie, ostrożnie! Kocimi krokami żleby przechodzić: tam, na samym ich środku, pod gładką, spokojną powierzchnią śniegu, czai się śmierć! Skorupa nie grubsza od dłoni, zdradliwie przykryła próżnię podśnieżną. Jeżeli stąpisz tam nogą, pójdziesz z nurtami wezbranego potoku w podziemia Tartaru, a ciało twoje przerzucać będą fale pod sklepieniami lodu z głazu na głaz, z uskoku na uskok...
Z Szymonem Tatarem i Marusarzem Jędrzejem przylgnęliśmy do wanty nad przepaścistymi urwiskami Czeskiego o Stawu i odpoczywamy. Mży deszczyk zimny równo, jednostajnie, zawzięcie. Pełzają chmury leniwe po ścianach Wysokiej, kłębią się na krzesanicach Ganku, co nas otulając mokrymi swymi płachtami. We trzech idziemy na Wagę. Dwa inne oddziały posłałem od Czarnego Stawu żlebami na Rysy. Szukamy zaginionego profesora Weissa, który samotnie wybrał się od pradzkiego Stawu na Rysy i nie powrócił. Starosta węgierski telegraficznie prosił mię o pomoc i przeszukanie stoków północnych.
Od Wysokiej idzie głos jakiś... falami płynie z daleka, to potęgując się, to niknąc prawie zupełnie.
Wytężyłem słuch w tym kierunku. Tatar również stanął i słucha. Głos... głos! Coś wyje, coś jęczy i płacze... tłucze się echem po górach.
Porwaliśmy się na nogi, szybko w dół zbiegli, idziemy. Kierujemy się słuchem, bo przez deszczu zasłonę nie widać nic naokoło, dążymy pod ściany Wysokiej. Czyżby tam? w czarnych tych ścianach? Samotnie, jaki cel mógł mieć na oku?
Głos bliżej, bliżej - jęczy, zawodzi...
Przed nami mroczna czeluść w śniegu. W głębi jej pieni się wściekły potok, huczy, po głazach się miota, zagłuszając głos wszelki. Tam on być może! z gorączkowym pośpiechem zsuwam się na dno szczeliny, włażę pod skorupę lodową i w czarną próżnię oko kieruję. Potok oblewa mię bryzgami wody. Nic, próżnia, kamienie. Posuwam się w innym kierunku - to samo. Oko już oswojone z ciemnością odróżnia zarysy głazów, wyświechtane wodą lodowe sklepienia, jakieś trawy żółte, przyczepione do skały... Ryk wody zagłusza wszystko. Nie ma go tutaj. Wyłażę na światło. Jak razi ta dzienna poświata, aż oczy bolą! Rozglądamy się wkoło: nie ma nikogo. Głosu również nie słychać. Idziemy wyżej. Znowu głos, już teraz za nami, właśnie z czeluści tej idzie,..
Zgiń, maro!
- Otumaniło nas cosi. To w siklawie na głos tak jaj-cało - wyrokuje Tatar z rezygnacją.
Na Wadze już pod wieczór spotkaliśmy się z oddziałami, wysłanymi na Rysy. Przeszukali dwa główne żleby, idące z grani ku Czarnemu Stawowi, stoki pod Niżnimi Rysami i nic nie znaleźli. Wiedziałem więc, że z tej strony Rysów Weissa nie ma. Tamten oddział prowadził Klimek Bachleda - to wystarczało.
Stoki południowe mieli przeszukać węgierscy przewodnicy, byliśmy zatem na terenie już przeszukanym i do nas nie należącym.
Dzień się kończył, chmurzyska przewalały się przez grzbiet Rysów i grubymi mgłami rozlewały się po upłazkach, zimny wicher przenikał do kości.
Raźno więc ruszyliśmy na dół, a dla skrócenia sobie drogi szliśmy śniegami wprost pod Wysoką, kierując się na progi skalne, gdzie ścieżka na Rysy przebiega. I, jak sobie później uprzytomniłem, przechodziliśmy tuż obok trupa Weissa, tylko że mrok był wtedy zupełny a myśmy poszukiwań już nie czynili, polegając na przewodnikach węgierskich. Szliśmy szybkim krokiem jeden za drugim, strudzeni porządnie na nocleg do Popradzkiego śpieszyli.
Tam właśnie, o 25 metrów od ścieżki - dobrej, wygodnej, którą latem tysiące turystów przechodzi, w 4 lata potem znaleziono kości nieszczęsnego turysty wśród pola rumowisk. Odziany w łachmany ubrania siedział szkielet pod głazem, jakby zadumany nad swoją czaszką, która u stóp jego leżała.
Minęliśmy trupa, nie spostrzegłszy go między głazami, które tam i ówdzie sterczały ze śniegu i nocą stanęliśmy przy Popradzkim Stawie. Zastaliśmy tam przewodników węgierskich, od których dowiedzieliśmy się, że tego dnia przeszukali oni południowe stoki Rysów i nic nie znaleźli.
Drugiego dnia i następnych w porozumieniu z Węgrami przeszukaliśmy Złomiska, hen aż pod Żelazne Wrota, Wysoką, Siarkan i Szarpane Turnie, oczywiście bez skutku. Piątego dnia wracaliśmy przez Rysy, skręciwszy jeszcze po drodze pod ściany Żabiego Konia, a dalej ścieżką.
Północną stronę Rysów w zejściu jeszcze raz najdokładnej zbadaliśmy i, nie natrafiwszy na żadne ślady, wrócili do Zakopanego.
Weiss tymczasem siedział nieruchomo pod wantą, naprzeciw potężnej grani Baszt i Szatana. Martwe oko jego biegło hen gdzieś pod Krywań i dalej do Huty Królewskiej, której mu ujrzeć już nie było sądzone.