Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             


Biblioteka górska


Mariusz Zaruski

Na bezdrożach tarzańskich




Południowa ściana Zamarłej Turni

Gdy niedawno, pisząc o pierwszym wejściu na zamarłą Turnię południową jej ścianą, określiłem tę drogę jako "najtrudniejszą z istniejących w Tatrach", sąd o tej ścianie oparłem na swej obserwacji i opowiadaniu pierwszych zdobywców. Dziś, przeszedłszy (III wejście) z A. Znamięckim tę drogę, mogę podać garść szczegółów z bezpośredniego zaznajomienia się z tym powietrznym szlakiem tym chętniej, że nie potrzebuję cofać swych słów lub tłumaczyć omyłki.
Ściana ta ma dla mnie urok rzeczy rzadkich w czasach dzisiejszych: prostoty i śmiałości. Olbrzymia płyta granitowa, wystrzelająca z piargów Pustej Dolinki pionowo niemal w błękity - oto cała jej charakterystyka. Rzeźba słaba, pęknięcia niegłębokie; jedyna grzęda większa - jakaś niewyraźna; nawet kominy i rysy pozbawione są cech swoich wybitnych. Słowem: ściana w najbardziej
do pospolitego zbliżonym znaczeniu.
Równie prostolinijna jest droga.
Oto ona:
W miejscu, gdzie piarg najwyżej podchodzi (wklęsłość w ścianie), widać trzy rysy, przetykane trawkami i zbiegające się na wysokości jakichś 60 m w płytki kominek. Idziemy środkową (pierwsi zdobywcy szli lewą) rysą, stromymi, trawiastymi stopniami, następnie - nieco w skos w prawo ok. 20 m kominkiem, który wyprowadza nas do haka (trawiasta półeczka). Przed nami bardzo
stroma płyta, kończąca się przewieszonymi, o kolorze rdzy ściankami, w środku płyty odłupany przez piorun, biały, podłużny prostokąt l m wysokości; obok niego z prawej strony biegnie wprost w górę rysa. Rysa tą ok. 20 m, pod rdzawe ściany (hak). Stąd, obniżywszy się nieco, trawersujemy w lewo 6 m (hak); ostatni krok w powietrzu na pochyłą skalną płasienkę. Trawers ten niezmiernie eksponowany, o skąpych, ale pewnych stopieńkach i chwytach, o tyle jest efektowny, o ile nietrudny.
Stoimy teraz u podnóża płytkiego, prawie pionowego komina, którego górna część niewidoczna. Tu czwarty hak. Kominem wspinamy się ok. 15 m. w środku jego odpęknięty od ściany graniasty słup wysokości człowieka (dobre miejsce do stania i asekuracji za pomocą pętli, przewleczonej poza słup). Wydostawszy się na wierzchołek słupa, ścianką komina pionowo (nieco w prawo) w górę do trzech słabo zaklinowanych kamieni, które tkwią w kominie jak księgi w szafie - i dalej. Po wyjściu z komina znajdujemy się u spodu wielkiego (kilkunastometrowego) wgłębienia, otwartego u dołu, z trzech innych stron osłoniętego ściankami. Ścianka górna jest przewieszona; wgłębieniem tym, które od biedy można nazwać wielką niszą, posuwamy się jeszcze z 10 m w górę, trzymając się prawej jego ścianki. Jesteśmy teraz na początku górnego trawersu i zarazem na początku najtrudniejszej partii. Tu znowu hak.

Południowa ściana Zamarłej Turni. Fot. Roman Petrycki

Trawers jest to właściwie koń skalny, stający dęba pod samą przewieszoną (górną) ścianką "wielkiej niszy"; brak chwytów i oparcia dla stóp. Przesuwamy się po boku jego, znajdując na płycie niewyraźne łyżeczki dla stóp i znikome chwyty na grzbiecie konia. Wysiłek ogromny. Cały koń gładki, jak gdyby polerowany.
Przetrawersowawszy w ten sposób skośnie w lewo ku 4 m, wciskamy się w malutką niszę na końcu konia, której zapieramy się lewą nogą i głową. w niszy hak, krótki odpoczynek; po czym następuje okroczenie lewej ścianki niszy (1 1/5 m) w celu wejścia w płytki pionowy komin. Kominem, w środku nieco przewieszonym, wspinamy się 6 m używając różnych technicznych sposobów i po pokonaniu u góry gładkiej płyty wydostajemy się no trawiasty upłazek, stanowiący przedłużenie wielkiej rysy, idącej w poprzek całej niemal ściany turni. Upłazkiem skośnie w prawo do góry kilka metrów. Od tego miejsca pierwsi zdobywcy ściany trawersowali w prawo ku dołowi na grzędę, grzędą łatwo już (bez asekuracji) po wielkich blokach i stopniach na szczyt. Tak samo jak pierwsza, szła druga partia grzędą.
My zaś z upłazka wstępujemy w prosty i gładki komin, którego prawą ściankę stanowi wspomniana grzęda. Tu obijamy hak. Kominem tym o krzesanych ścianach i bardzo skąpych chwytach wspinamy się skośnie cokolwiek, prawo, 30 m i stajemy na siodełku w grzędzie, gdzie wariant nasz łączy się z drogą pierwszych zdobywców. Na siodełku, na samej krawędzi, doskonały blok do asekuracji. Stąd zupełnie łatwym trawiastym kominkiem na szczyt.
Wspomniałem na wstępie, że drogę tę jako całość uważam za najtrudniejszą ze znanych dotychczas dróg tatrzańskich.
Wymaga ona dużego zasobu siły i umiejętności technicznej, albowiem zachodzi tam potrzeba przeważnie ciężkiej taternickiej pracy. o ekspozycji, która jest niemal bez przerwy ogromna, nie mówię. Świadczyć może o niej fakt, że głaz strącony przez nas u góry ostatniego 30-metrowego komina, odbiwszy się raz tylko parę merów poniżej swego odwiecznego gniazda, nie dotknął więcej już ściany i gruchnął prosto na piargi.
Są, bez wątpienia, na innych szlakach tam i ówdzie fragmenty nie ustępujące pod względem trudności poszczególnym częściom tej drogi; są to jednak fragmenty. Całość każdej - łatwiejsza.
Dla uniknięcia nieporozumień za właściwe uważam tu zastanowić się nad znaczeniem taternickim pojęcia trudności. Gdybyśmy bowiem zechcieli w tej sprawie przeprowadzić ankietę, z pewnością otrzymalibyśmy od turystów zupełnie sprzeczne, a co prawdopodobniejsze niewystarczające określenia pojęcia.
W taternickim znaczeniu, trudnym nazywamy miejsce zazwyczaj pozbawione chwytów albo posiadające ich za mało, dla przejścia którego potrzebny jest wysiłek fizyczny, wsparty wysiłkiem woli, nerwów, uwagi, w ogóle sił duchowych człowieka - bez względu na to, czy przejście odbywa się na dole, czy nad przepaścią. z tego względu najbardziej powietrzne przejście o licznych i dobrych chwytach nazywamy łatwym.
Na pierwszy rzut oka siła i zręczność, to dwie kardynalne cnoty dobrego alpinisty. Wszakże myliłby się ten, kto by sądził, iż posiadając jedną i drugą, można bezpiecznie wybrać się w wysokie góry: te dwie cechy, dające człowiekowi dużo pewności siebie, w górach mogą się stać dla niego zgubnymi. Dobrego taternika czy alpinistę winna cechować wytrzymałość fizyczna (co nie jest identyczne z siłą), zręczność; lecz w większym jeszcze stopniu dobre oko i zimna krew; obojętność na przepaście rozumie się sama przez się. Dobre oko - to znaczy zdolność ocenienia odległości i pochyleń, zdolność spostrzegania najmniejszych nierówności skały i kombinowania ich w syntezę chwytów i stopieńków dla nóg; zimna krew - to spokój nerwów i równowaga ducha w najtrudniejszych momentach i miejscach.
Zalety te, które oczywiście nie wyczerpują wszystkich dodatnich psychicznych pierwiastków taternika, lecz tylko na naczelnym miejscu mogą być postawione, nie stanowią daru niebios (albo jeśli stanowią, to w małej tylko mierze), lecz przez ćwiczenia metodyczne mogą być wyrobione. w tym tkwi istota postępu i pociecha dla wszystkich ludzi rozumnych i silnej woli. Wyszczególnione wyżej cnoty taternickie powinny być jak w ramy ujęte w doświadczenie, które daje im związek z alpejską przyrodą i umożliwia powstanie i rozwinięcie się umiejętności technicznej wspinania się po skałach (również techniki chodzenia po śniegach i lodach). Wracając do Zamarłej Turni, postaram się uzasadnić swoją o niej opinię. Powiedziałem, iż droga ta wymaga ciężkiej taternickiej pracy. Trudności tam są tego rodzaju, że nie dadzą się pokonać samą tylko siłą; nie można wielu miejsc wziąć jedynie zręcznością. Bystre oko i spokój nerwów pozwolą widzieć chwyty większe i zupełnie znikome, wszakże potrzeba nieustannie kombinować je w złożone systemy trzymania się na pionowych często skałach, stosując bądź dolne chwyty, bądź zapierając się na przeciwległych ściankach przy pomocy nóg, łokci, czasem nawet głowy (nisza w górnym trawersie). Do pokonania wszystkich przeciwności potrzeba tu zarówno siły, zręczności, jak wyszkolenia taternickiego, pozwalającego na stosowanie różnych złożonych sposobów umiejętnej wspinaczki.
A ponieważ trudności techniczne piętrzą się tam, niemal bez przerwy na całej przestrzeni - z wyjątkiem niedużej części nad piargami i w pobliżu szczytu - mniemam, iż usprawiedliwiony jest sąd mój o tej ścianie i określenie drogi jako najtrudniejszej w Tatrach.