Góry, galerie, foto, artykuły, aktualności górskie - Górska Gazeta Internetowa - www.gory.info

GGI - Górska Gazeta Internetowa











Szukaj w artykułach GGI:





NeoServer

WWW.COTG.GORY.INFO - serwis aktualności górskich
Górska Gazeta Internetowa

ISSN 1731-3724             


Biblioteka górska


Mariusz Zaruski

Na bezdrożach tarzańskich




Nowa grota w Giewoncie

Stromo spada ściana Giewontu ku strome północnej - ku Zakopanemu; upłazki i krzesanice, gdzieniegdzie bruzdami żlebów pocięte głęboko - oto charakter ogólny północnych zboczy tej góry. Na większej części tych grządek trawiastych, wiszących nad przepaściami, nie spoczęła noga człowieka - chyba noga trupa: niejedną ofiarę już Giewont pochłonął; kiedyś poszedł na szczyt jego pewien młody turysta - poszedł i nie wrócił. Poszukiwania spełzły na niczym - zginął bez wieści. Przedtem jeszcze ten sam los spotkał starszego człowieka.
Więcej było takich, których ciała znaleziono po śmierci. Słusznie też północne spady Giewontu tak z powodu nieprzystępności jak i kruchości wapienia mają opinię niebezpiecznych i odstręczają nawet doświadczonych turystów, u ogółu zaś budzą obawę. Tej to zapewne okoliczności przypisać należy, że grota, o której mowa, dopiero niedawno po raz pierwszy została zwiedzona, chociaż niejedno oko na wylocie jej spoczywało, niejednego ciekawość zapewne brała zajrzeć do wnętrza tajemniczej komory.
Otwór tej groty widać wyraźnie z Zakopanego, z Kościeliskiej ulicy, ze Skibówek, z drogi do Sanatorium drą Dłuskiego. Szczególnie kiedy śnieg świeży białym pyłem przyprószy trawiaste upłazki, szronem przylgnie do kamiennych krzesanic, żleby zasypie, pozatyka szczeliny - okno tej groty czarną plamą odcina się od białości śniegu, jak rana w boku śpiącego rycerza.
Przed kilku już laty zwróciłem uwagę na ową czarną plamę i przyznaję otwarcie, że niemałą chęć miałem dostać się do jej wnętrza; jest urok jakiś wielki w odgłosie kroków, po raz pierwszy stąpających po dziewiczej ziemi. Toteż kiedy w Tow. Tatrzańskim przypadkowo spotkałem turystów w osobach pp. A. Znamięckiego i B. Romaniszyna, którzy jak ja zwrócili na tę grotę uwagę i z daleka również wypatrywali, skądby do niej się dostać, po krótkiej naradzie postanowiliśmy we trzech zorganizować wycieczkę. Zdawało się nam, że dojście do niej możliwe jest tylko z góry, ze stromych trawiastych upłazków, daleko dość od Suchego Wierchu biegnących po zboczach Giewontu.
Nie było też różnic w zdaniach co do kwestii lin, postanowiliśmy oprócz własnych wziąć od znajomych tyle ile się da.
Dnia 30 sierpnia 1907 r. o godz. 6 rano byłem już w Hotelu Turystów, gdzie mieliśmy się spotkać. Wkrótce przybył pan Z. ze Staszkiem Byrcynem, dźwigającym wielki zwój linek i pan R. Zsumowawszy ilość metrów wszystkich lin, otrzymaliśmy pokaźną liczbę 115 m - długość w każdym razie zapewniającą nam powodzenie wyprawy. Przez Dolinę Białego ruszyliśmy wprost ku Suchemu Wierchowi. Suchy Wierch - "suche dymy" Snuły się one na kształt przejrzystych welonów po zboczach regli, co chwila zasłaniając siwe turniczki, gromadą piętrzące się nad Doliną Białego. Co chwila przed oczami naszymi wyrastały zamki, baszty, zgarbione, potężne sylwety kamiennych rycerzy, strzegących od wieków spokoju tych sennych uroczysk.
Spłoszona sarna zaszyła się w kosówki; mignęła jeszcze raz żółtą plamą na tle szmaragdowych smreków i znikła. z daleka dochodził gwar Białego Potoku. Krok za krokiem wznosząc się ku turni Giewontu, stanęliśmy na Suchej Przełęczy. Groty, o której mowa, z przełęczy nie widać. Podzieliły się też zdania, którą drogą łatwiej dostać się do żlebów, kryjących w sobie jaskinię, upłazkami górą trawersować ku żlebom, czy z dołu próbować wejścia półkami i grzędami, przecinającymi ukośnie prostopadłe ściany?
Ostatnie zdanie otrzymało większość głosów i przejście okazało się dobre. Pan Z., jako wnioskodawca idący na przedzie, zrzucał w przepaść niepewne dla chwytów kamienie, które według opinii Staszka "furcały jak ptaki". Ze żlebu, idącego od Przełęczy Suchej ku Wielkiej Równi - może jakie 40 m poniżej przełęczy, wąską i stromą grządką w rodzaju kominka dostaliśmy się na grzędę szerszą i niezbyt stromą, skąd zniżywszy się kilka metrów i wąskim, nad przepaścią wiszącym zachodzikiem obszedłszy występ, czyli tzw. "brzuch" skalny, znaleźliśmy się na piargu, który wprost prowadzi do groty.
Wejście ma kształt bramy w murach starego zamczyska. Wchodzimy - wielka nawa gotyckiej świątyni przed nami. Ściany prostopadłe biegną do góry i schodzą się w przepiękne gotyckie sklepienie.
Jasno, coraz jaśniej. Skąd światło?
Oto u góry, nad naszymi głowami olbrzymie okno, rzucające słup światła do wnętrza. Okno w stylu gotyckim, jak i cała grota. Toteż właściwie grotę należało nazwać Grotą Gotycką.
Inne wszakże względy, jak zobaczymy niżej, przeważyły i grocie daliśmy nazwę Juhaskiej. Podłoże, na którym stoimy, bystro wznosi się w górę i kończy się progiem skalnym na kształt ołtarza w świątyni. Cisza wielka. Kroki nasze brzmią dziwnie i budzą echa, śpiące od
wieków może w tej nieznanej szczelinie Giewontu. Czy był tu kto kiedy?
Był ktoś, bezsprzecznie. Oto kilkadziesiąt kroków poniżej wejścia jakieś drewno szare, zmurszałe, leży na piargu.
Podchodzimy bliżej - to krzyż grubo ciosany, złamany u spodu, ramię odpadło, leży tuż obok. Był zatem tu trup.
- To juhas, juhas - objaśnia Staszek - co przepad w Giewoncie, stryk go tu nalaz. Starzy prawili, a nie wiedzieli, ka to jest. Kajś nad Suchym Wirchem.
To tu, nika indziej nie może być!
Pytałem później górali, żaden nie wiedział, gdzie właściwie juhas się zabił, ale wiedzieli, że gdzieś tam na upłazkach - "było temu ze 25 roków, ociec jego Hadowski się pisał z Bańskiej, na Kalatówkach miał owce. Posłał chłopca bez Dolinę Białego do Zakopanego. Posed chłopak, przepad. Szukali i nie naleźli. Aze potem, kielo roków nie wiem, niemało, temu samemu Hadowskiemu baran się stulał do żlebu i zabił. Posed chłop po barana i nalaz syna. Kości jeno, serdak i cuhę. Krzyż na tym miejscu postawił".
Tak oto staliśmy w miejscu zapomnianej tragedii górskiej. Kopiec kamieni z tkwiącym w nim drzewcem złamanego krzyża; krew tu była, trwoga śmiertelna lecącego w przepaść człowieka, łzy starego ojca nad zbielałymi kośćmi syna. Cisza wokoło. Twarde, szare skały piętrzą się spokojnie i groźnie - tak jak przed laty. kiedy były w tym miejscu dwie ludzkie istoty - jedna żywa, trup druga - resztki trupa właściwie.
Majestat śmierci wionął na nas od posępnych tych turni: w milczeniu, bez uprzedniego porozumienia, jęliśmy zbierać części krzyża i naprawiać kopiec, w którym krzyż niegdyś był osadzony. Po chwili krzyż stał już tak jak przed laty. z Suchego Wierchu i z Przełęczy Suchej widać go dzisiaj dobrze.
Na pamiątkę zdarzenia i zabitego w tym miejscu człowieka nazwaliśmy grotę Juhaską. Ustawiwszy kopczyk we wnętrzu groty i wetknąwszy karty swoje w szczelinę ściany, tą samą drogą zeszliśmy do żlebu i wrócili do Zakopanego. Okno nad grotą, widzialne z Zakopanego, z powodu licznych śladów przebywania w nim orłów, Orlim Oknem nazwaliśmy.
Przed odejściem zrobiłem odręczny plan groty i odpowiednie pomiary. Grota ma 30 m długości, 5 m szerokości. Wysokość 35 m. Wzniesienie dolnej krawędzi okna nad poziomem groty 20 m. Wzniesienie wejścia w linii pionowej nad żlebem idącym z Przełęczy Suchej ku Wielkiej Równi 115 m. w głąb Giewontu grota idzie w kierunku SSO, płaszczyzna zaś Orlego Okna rozciąga się na NNO - SSW. Prócz orłów w grocie znaleźliśmy ślady kozic, które prawdopodobnie w zimie szukają w niej schronienia przed halnymi wiatrami.